r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

DRM już na liście oficjalnych standardów webowych W3C. W proteście EFF odchodzi

Strona główna AktualnościINTERNET

Ta runda walki o prawdziwie wolny World Wide Web zakończyła się przegraną. Mechanizmy przeciwdziałania piractwu i kopiowaniu treści stały się formalnie częścią standardowych technologii webowych, po tym, gdy nie udało się ich odrzucić w W3C, organie normalizacyjnym WWW. Niemal 60% głosów było za przyjęciem specyfikacji Encrypted Media Extensions. W proteście, Electronic Frontier Foundation, najbardziej znana organizacja walcząca o wolność słowa i prywatność w Internecie, ogłosiła opuszczenie struktur W3C.

Zaszyfrujemy dla Twojego dobra

Spór o standaryzację technologii chroniących przed piractwem treści dostarczanych przez przeglądarkę trwa już dobre pięć lat. Wielu prominentnych członków Konsorcjum W3C, na czele z Microsoftem, Google, Netflixem i innymi, twierdzi, że potrzebny jest standard zarządzania prawami cyfrowymi, wspólna dla przeglądarek platforma, która pozwoli na jednolitą ochronę treści wideo w całej Sieci. Miałaby ona ma powstrzymać ludzi przed zapisywaniem, kopiowaniem i udostępnianiem kopii filmów i innych treści multimedialnych, które streamowane są z legalnie działających serwisów.

Zaproponowane rozwiązanie, technologia Encrypted Media Extensions (EME), ustanawia kanał komunikacji między przeglądarką a modułem DRM, dzięki czemu możliwe staje się osadzanie w standardowych odtwarzaczach HTML5 treści zabezpieczonych cyfrowymi mechanizmami zarządzania dostępem, bez potrzeby stosowania wtyczek takich jak Silverlight czy Flash. Jednocześnie EME oferuje możliwość wykorzystania korporacyjnych, własnościowych mechanizmów szyfrowania i zarządzania kluczami, nawet w opensource’owych przeglądarkach takich jak Firefox.

r   e   k   l   a   m   a

Dla wielu członków Konsorcjum W3C taka technologia była nie do przyjęcia z pobudek etycznych. Ich zdaniem same mechanizmy DRM nigdy nie powinny być częścią Internetu, nie mówiąc już o tym, by były oficjalnie tworzone i popierane przez organ normalizacyjny, który w swoich założeniach miał chronić wolność Sieci. Stara gwardia twórców technologii internetowych weszła w konflikt z lobbystami korporacyjnych interesów, mających coraz większy wpływ na W3C.

Co najbardziej zaskakujące, po stronie tych drugich stanął sam sir Tim Berners-Lee, twórca sieci WWW. Stwierdził on w marcu br., że EME powinno stać się częścią standardowych technologii webowych. Przekonywał wówczas, że W3C nie jest Kongresem Stanów Zjednoczonych, Światową Organizacją Własności Intelektualnej ani sądem, jest po prostu miejscem, w którym ludzie mogą rozmawiać i osiągać konsensus co do nowych technologii webowych. Jego zdaniem przyjęcie EME pozwoli promować większą interoperacyjność i umożliwi zwiększenie prywatności w Internecie, ograniczając ilość danych zbieranych przez dostawców treści.

Pieniądze pachną najpiękniej?

Podejście sir Tima rozczarowało wielu ludzi. Uznano go może nie za zdrajcę idei, ale za defetystę, który porzuca idee w imię biznesu. Zgłoszono nawet trzy oficjalne sprzeciwy, związane z niewystarczającą ochroną dla użytkowników, niewystarczającą ochroną prawną dla badaczy bezpieczeństwa IT i kłopotliwością wykorzystania EME w Wolnym Oprogramowaniu.

Wszystko na nic. Po kilku rundach poprawek, specyfikacja Encrypted Media Extensions została przyjęta. 58,4% głosów za, 30,8% przeciw, 10,8% wstrzymało się od głosu. Dotknięte głębokim rozłamem W3C musi teraz znaleźć sposób na przezwyciężenie wzajemnych niechęci. Na łamach oficjalnego bloga organizacji wypowiedział się już jej przewodniczący, Jeff Jaffe, próbując uzasadnić taki obrót spraw. Uważa on, że debata nad EME nie dotyczyła standardów webowych, lecz… zmian społecznych.

W3C nie tworzyło DRM i nie tworzyło DMCA. DRM był używany przez dziesiątki lat przed rozpoczęciem debaty nad EME. Jednak w ostatnich latach Web stał się nośnikiem informacji wszelkiego rodzaju, w tym filmów. W związku z tym nieuchronne było, że będziemy musieli stawić czoła problemom spornych wartości i znaleźć odpowiednie warunków do komercyjnego wykorzystania Sieci.

Dyskusja nad EME doprowadziła więc do ulepszenia specyfikacji technicznych, a dzięki głosom krytyków udało się uwzględnie ważne kwestie związane z bezpieczeństwem, dostępnością i prywatnością – uznał Jaffe. Zarazem jednak przyznał, że nic nie wyszło z zapewnienia ochrony prawnej badaczom bezpieczeństwa, którzy mogą być teraz ukarani za poszukiwanie luk w zabezpieczeniach DRM. Korporacyjni gracze uznali, że taka ochrona byłaby stworzeniem furtki dla hakerów.

Ostatecznie jednak Jaffe wynik głosowania i tak zrzucił na Bernersa-Lee, który uwzględnił te wszystkie zróżnicowane głosy i podjął przemyślaną decyzję, która szczegółowo odnosiła się do wszystkich zastrzeżeń.

Stara gwardia zawsze wierna

No cóż, chyba wszystkich zastrzeżeń korporacyjnych mocodawców członków. Oficjalny komunikat prasowy W3C czyta się jak korporacyjną propagandę: Microsoft, MPAA, RIAA, Netflix, Comcast, CableLabs – wszystkie próbują nas przekonać, że EME jest najlepszą rzeczą od wynalezienia opiekacza do grzanek, która przyniesie nam nową generację platform dostarczania treści, o wyższej funkcjonalności, bezpieczeństwie i ochronie prywatności.

Głosów niezadowolonych w komunikacie prasowym nie było. Nawet nie wspomniano o liście otwartym Cory Doctorowa z Electronic Frontier Foundation do członków W3C. Skupił się on w nim na nieudanej ochronie prawnej dla uzasadnionych działań, takich jak badania i modyfikacje, które wymagałyby ominięcia DRM i otwarcie zaatakował sir Tima Bernersa-Lee za osobiste odrzucenie każdej z obiekcji zgłaszanych przez członków Konsorcjum.

Gdzieś po drodze, wartości biznesowe ludzi spoza Sieci stały się na tyle ważne, a wartości technologów, którzy Sieć zbudowali, na tyle nic nie warte, że nawet najmędrsi, którzy tworzą nasze standardy zagłosowali na coś, co wiedzą, że jest głupstwem. (…) W3C zaprzepaściło idealny moment, aby obiecać ochronę tym, którzy wykonują tę pracę [badania w zakresie bezpieczeństwa – przyp. red.].

Na samym końcu, Cory Doctorow ogłosił, że Electronic Frontier Foundation rezygnuje z członkostwa w W3C.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.