Informacyjno-rozrywkowe ofiary internetu. Od gazet do telewizji

Dzięki internetowi mamy niemal całkowicie darmowy dostęp do informacji, muzyki czy filmów. Jednak jeszcze kilkanaście lat temu, było pod tym względem zgoła na odwrót. W tym tekście przedstawię zaś na co i gdzie Polacy „szastali pieniądze”, żeby mieć dostęp do dóbr intormacyjno-rozrywkowych. 

Gazety i pisma

Przez długie, długie lata gazety i czasopisma były u nas bardzo popularne. W związku z tym nawet ok. 2004 r. dzienniki oraz tygodniki, miesięczniki i kwartalniki stanowiły wśród Polaków główne źródło informacji na wszelakie tematy. Przykładowo osoby zainteresowane tematyką IT kupowały (PC Word lub PCkurier), sportem (Przegląd Sportowy), muzyką (Machinę), projektowaniem pokoi (Dom i Wnętrze), kulturą (Przekrój), polityką (Wyboczą) itp. Trzeba przyznać, że jak na ówczesne realia prasa w Polsce były bardzo droga. Sam to doświadczyłem w autopsji, gdy w latach 1995-2005 wydałem spore pieniądze na numery takich pism jak: Tempo, Piłka Nożna, Top Gol, Magic Basketball, Brum, Thrash'em All, Morbid Noizz, Mega-sin, Tylko Rock, Mystic Art, Metal Hammer, Zwierciadło, Fakty i Mity, Komputer Świat i dziesiątki innych.

Zresztą w tym zbieractwie informacyjnej makulatury nie byłem odosobniony. Na przestrzeni wielu lat więc z każdym tygodniem przybywało ton gazet i czasopism w milionach polskich mieszkań i domów. Prasę codzienną z reguły zaraz się wypalało albo wyrzucało do śmieci, a zostawiało czasopisma i dodatki specjalne. Jednak taka sterta pism była ciężka w użytkowaniu, choćby dlatego, że ponowne dotarcie do jakieś informacji stanowiło spory kłopot. Dlatego mające miejsce w latach 2003-2006 masowe skomputeryzowanie i co za tym idzie zinternetyzowanie Polski, z perspektywy czasu można odebrać za bardzo pozytywne zjawisko. Ponieważ ogólny dostęp do internetu pozwolił w naszym kraju szukać informacji w sieci, uwolniwszy rzesze Polaków od zbierania ton papieru.

Kioski

Kiedy zaczęła się gorzej sprzedawać prasa, to siłą rzeczy zaczęło ubywać kiosków z polskich miast i miasteczek. Ja z perspektywy czasu uważam to za bardzo dobre zjawisko. Przez lata bowiem w kioskach sprzedawana była cała masa bezużytecznych obecnie towarów: w postaci ton makulatury informacyjno-kulturalnej, kiepskiej jakości książek oraz filmowych i muzycznych dodatków do pism. Wszystko to zaś było bardzo drogie, przykładowo dobrze wydane czasopismo kosztowało nie mniej niż 10 złotych, gazeta od 2 do 4 zeta, a kioskowe wydania książek, cd'eków czy dvd'eków nawet i 20 złociszy. Tanio w kioskach w czasie ich największej prosperity więc nie było. Teraz zaś wszystkie kioskowe materiały informacyjno-kulturalne są dostępne w sieci (i to w 90% za darmo). Dzięki temu natomiast polskie społeczeństwo oszczędza olbrzymie pieniądze na kupnie takich rzeczy.

Sklepy muzyczne

Przeszły podobną degrengoladę w czasie popularyzacji internetu w Polsce. Przez kilkanaście lat wydałem w nich sporo pieniędzy na różnego rodzaju stuff muzyczny (płyty CD, koncertówki DVD, kasety magnetofonowe, magazyny muzyczne, bluzy i koszulki z nadrukami kapel metalowych itp.). Choć już w 2001 roku wolałem cedeki zamawiać telefonicznie w podziemnych wytwórniach muzycznych. Kilka lat później natomiast na dobre zacząłem muzyczne akcesoria nabywać na Allegro i OLX-ie. A jak w Polsce zaczęło rozwijać się YouTube, wtedy coraz więcej muzyki słuchałem w necie i to nie tylko staroci, ale premier albumowych, które nagminnie zaczęły pojawiać się na tym serwisie po 2010 roku. Piszę o tym przez pryzmat własnych doświadczeń, gdyż wiem, że podobną ewolucję przeszło setki tysięcy fanów muzyki nad Wisłą, których mający coraz więcej do zaoferowania Internet w dużym stopniu odciągnął od kupowania nośników muzycznych w sklepach stacjonarnych.

Płyty CD i DVD

Podupadanie sklepów muzycznych związane z rozpowszechnieniem internetu spowodowało automatycznie coraz mniejszą sprzedaż cedeków. A początek końca ich popularności w Polsce nastąpił w 2007 roku wraz z pojawieniem YouTube'a. Za darmo bowiem są tam prawie wszystkie dostępne albumy muzyczne i mnóstwo nagrań koncertowych. Natomiast przed jego nastaniem za premierowe CD trzeba było zapłacić od 40 do 70 zł, a koncertówka kosztowała nawet i 100 zeta. To sami widzicie, jak wielkie pieniądze oszczędzacie, dzięki temu serwisowi. Na tej samej zasadzie od 2010 r. zaczęły być w naszym kraju bardzo popularne serwisy z firmami online, na czele z CDA mającym mnóstwo darmowych pozycji. Zatem 80% społeczeństwa stwierdziła, że lepiej obejrzeć za darmo albo za kilka złotych film w necie niż płacić za niego ok. 20-50 zł na DVD (które najczęściej ogląda się 1-2 razy). Zresztą sam pewnie — jakby YouTube czy CDA w Polsce wcześniej wystartowały — oszczędziłbym mnóstwo kasy, nie kupując aż tylu płyt CD i DVD (które najbardziej kolekcjonowałem w latach 2000-2010).

Telewizja

Nie da się ukryć, ze wraz ze wzrostem dostępności internetu ludzie w naszym kraju zaczęli coraz mniej oglądać kanały telewizyjne. No bo w sieci jest dużo łatwiejszy dostęp do poszukiwanych wiadomości, wszystkie dystrybuowane filmy można obejrzeć na serwisach VoD (w tym wiele całkowicie za darmo), a kanały dokumentalne i muzycznie skuteczne „odpopularyzowały” serwisy YouTube i Spotify. Zważywszy na tę tendencję niedziwne wiec, że teraz odbiorniki telewizyjne służą głównie do podłączania ich z laptopami przez HDMI, w celu obejrzenia czegoś z netu.

summa summarum

W 2000 roku zapewne nikt by nie uwierzył, że powszechne zinternetyzowanie tak szybko zminimalizuje znaczenie gazet, czasopism, książek, cedeków, płyt DVD oraz kiosków, sklepów muzycznych i telewizji. Jednak jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze i wygodę. A Internet dostęp do informacji i rozrywki kulturalnej oferuje o wiele taniej i wygodniej — od przestarzałej konkurencji. Kończąc, jestem ciekaw czy Wam jeszcze zdarza się kupić jakieś pismo lub nośnik z muzyką albo filmem — bo nie ukrywam, że ja sporadycznie jeszcze tak czynię. Z racji, że to jest moja 100 oficjalna publikacja na DP, zapraszam Was też do przeglądu tych wcześniejszych, uszeregowanych według działów (link).