Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Jonathan James — genialny haker, który za swoje wyczyny zapłacił cenę życia

Wpis ten będzie odnosił się do tragicznej historii życia Jonathana Jamesa — jednego z najbardziej znanych hakerów świata, który dzięki ogromnemu talentowi popartemu ciężką pracą, dokonał w swoim krótkim życiu rzeczy niebywałych. A do najdonośniejszych z nich należy włamanie w wieku zaledwie 15 lat do sieci Pentagonu i agencji NASA. I choć nie ma go już wśród nas, to pamięć o jego osiągnięciach jest ciągle żywa. Natomiast jego życie osobiste owiane jest aurą tajemnicy, co oczywiście niesie za sobą wiele nurtujących pytań. Ot choćby, jak rozpoczął swoją przygodę z informatyką? Jakie James miał podejście do swojej działalności hakerskiej? No i czy możliwe było uniknięcie tak dramatycznego końca jego życia? W związku z tym bazując na pobieżnych informacjach zawartych w Internecie, postanowiłem choć trochę odkryć mniej znane karty życiorysu tego legendarnego hakera.

Lata najmłodsze

Jonathan Joseph James — alias c0mrade, urodził się 12 grudnia 1983 roku w Miami, największym mieście amerykańskiego stanu Floryda. Całe życie mieszkał razem z rodziną w ekskluzywnej dzielnicy w Pinecrest — zamożnej podmiejskiej wsi skupiającej dobrze sytuowanych mieszkańców hrabstwa Miami-Dade. Dzięki temu, że jego rodzice Joanne i Robert Jamesowie byli majętnymi ludźmi Jonathan i jego trzy lata młodszy brat Josh żyli na wysokim poziomie, od najmłodszych lat uczęszczając do jak najlepszych szkół prywatnych. Gdy Jonathan miał 6 lat jego ojciec, który z zawodu był programistą, specjalizującym się w analityce komputerowej zaszczepił w nim pasję do informatyki. Jonathan szybko złapał informatycznego bakcyla, z miejsca stając się zapalonym geekiem. Każdą wolną chwilę spędzał na korzystaniu z rodzinnych komputerów, robiąc przy tym błyskawiczne postępy. Zaczynał od coraz to trudniejszych gier komputerowych, które rozwijały w nim zmysł kombinacyjnego myślenia. Niedługo potem chęć pogłębiania swojej wiedzy informatycznej zaczęła rozwijać w nim pasje programistyczne. Wtedy to jako uczeń pierwszej klasy gimnazjum osiągnął swój pierwszy godny odnotowania sukces, kiedy to usunął z komputera domowego system Windows, aby zainstalować Linuksa. Uczynił to, żeby mieć pełną kontrolę nad kodem źródłowym, co miało mu pomóc w przyszłych atakach hakerskich.

Ta ciągła potrzeba rozwijania umiejętności już od najmłodszych lat u Jonathana Jamesa zaczęła przeradzać się w obsesję — całymi dniami i nocami siedział tylko przed komputerem. To przyczyniło się do tego, że ciągle ucząc się nowych trików, coraz bardziej odgradzał się od otoczenia, zaniedbując szkołę i relacje z rówieśnikami. Rodzice, widząc to, próbowali wielokrotnie wprowadzać zasady korzystania z komputera. Wynikało to również z troski o stan jego zdrowia, gdyż styl życia, jaki prowadził, bardzo negatywnie odbijał na jego ogólnej kondycji, doprowadzając do anemii i chorób. Zaistniały stan rzeczy doprowadził do tego, że starszy James zmuszony był odebrać komputer swojego syna; wtedy to 13-letni Jonathan natychmiast uciekł z domu i zadzwonił do matki, aby oświadczyć, że nie wróci, jeśli nie odzyska z powrotem swojego peceta. Po tej rewolcie rodzice wyśledzili go dopiero na drugi dzień tułającego się po Borders Books — dzielnicy oddalonej o cztery przecznice od Pinecrest. Ten incydent jednoznacznie dał do zrozumienia rodzicom Jonathana, że ich starania w walce z komputerowym nałogiem syna, były z góry skazane na porażkę. Zrozumieli, że już od najmłodszych lat nie uznawał żadnej kontroli nad sobą, kierując się tylko tym, co według siebie uważał za dobre.

r   e   k   l   a   m   a

Zbuntowany nastolatek który „zasiał” panikę w NASA

Jonathan James wkroczył w okres dorastania już jako w pełni świadomy swych umiejętności haker, którego największą fascynacją stało się wyszukiwanie błędów w systemach bezpieczeństwa. Ustawiczny progres jego hakerskich umiejętności doprowadził do tego, że już w szkoły średniej stał się sławny na całym świecie. A zaczęło się niewinnie, początkiem 1999 r., kiedy to James włamał się do kilku systemów szkolnych. Czyny te pozostały niezauważone i najprawdopodobniej jego kariera potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby nie szalenie niebezpieczne ataki hakerskie, których nastoletni James dopuścił się kilka miesięcy później — już jako członek cybergangu „Keebler Elves ”, do którego należeli najbardziej znani „black hat ” hakerzy w USA.

W okresie od 23 sierpnia do 27 października 1999 r. Jonathan James wszedł do różnych systemów komputerowych, w tym do wielkiej firmy telekomunikacyjnej BellSouth i systemu szkolnictwa Miami-Dade. Tym, co jednak zwróciło uwagę władz federalnych, było jego włamanie do komputerów Agencji Redukcji Zagrożeń Obronnych (DTRA ), działu Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych (DoD ), którego podstawową funkcją jest analiza potencjalnych zagrożeń dla Stanów Zjednoczonych, zarówno w kraju, jak i za granicą. James uczynił to w bardzo ciekawy sposób. Mianowicie cały trik polegał na tym, że na jednym z serwerów w miasteczku Dulles w stanie Wirginia umieścił bramkę typu „backdoor ” i za jej pomocą zainstalował sniffera, który umożliwiał śledzenie całego ruchu w sieci agencji. Pozwoliło mu to przechwycić ponad 3000 wiadomości, kilkadziesiąt haseł i loginów oraz około 10 haseł umożliwiających dostęp do serwerów wojskowych. W styczniu 2000 r. dostał się też do sieci jednego z ośrodków badawczych NASA — Marshall Space Flight Center (MSFC ). James w trakcie włamania pobrał kod źródłowy wartego 1,7 miliona dolarów oprogramowania , które kontrolowało temperaturę i wilgotność Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS ).

Po odkryciu włamania NASA podjęła decyzję o wyłączeniu i przepisaniu części kodu źródłowego, co miało spowodować zwiększenie bezpieczeństwa ich systemów. Aktualizacje zabezpieczeń trwały 3 tygodnie i kosztowały agencję lotów kosmicznych sumę 41 000 dolarów. James po ujawnieniu tego bardzo krytycznie odnosił się do wartości oprogramowania NASA, twierdząc ze włamanie do niego, nie nastręczyło mu większych trudności. O czym najlepiej świadczy jego późniejsza wypowiedź udzielona w programie „Frontline”, nadawanym przez amerykańską stacje PBS:

Sam program był kiepski... Na pewno niewart 1,7 mln dolarów, jak później twierdzili. Pobrałem jego kod źródłowy tylko dlatego, że uczyłem się C (popularny język programowania). A jaki może być lepszy sposób na naukę, niż analizowanie oprogramowania stworzonego przez rząd?

W międzyczasie Jonathan James został zawieszony w Miami Palmetto High School (MPSHS ), gdzie był w II klasie szkoły średniej, po tym, jak został złapany za kradzież komputerów z laboratorium. Najtrudniejsze chwile miały jednak dopiero nastąpić.

Skazany, osadzony, zgnębiony

Po kilku tygodniach śledztwa rankiem 26 stycznia 2000 r. połączone siły agentów DoD, NASA i miejscowej policji z Pinecrest w skoordynowanej akcji przeszukały dom Jamesów, i skonfiskowały z sypialni Jonathana pięć komputerów, zapisane nośniki danych oraz słownik klingónski, który używał do nauki szyfrowania. 20 marca 2000 roku skruszony haker przyznał się do udziału w dwóch przestępstwach cybernetycznych i należenia do gangu hakerów Keebler Elves. W dniu 21 września 2000 roku James zawarł umowę z prokuratorem Guyem Lewisem, dzięki czemu został skazany tylko na sześć miesięcy aresztu domowego z okresem próbnym do 21 roku życia. Ponadto otrzymał zakaz korzystania z komputerów do uzyskania pełnoletności i polecono mu napisać list z przeprosinami zarówno do NASA, jak i Departamentu Ochrony. Tym samym stał się pierwszym nieletnim, który został skazany za włamania hakerskie w Stanach Zjednoczonych.

Taki wyrok wydaje się, bardzo łagodny zważywszy na to, że gdyby chłopak był pełnoletni, zostałby skazany najprawdopodobniej na 10 lat więzienia i grzywnę w wysokości kilku tysięcy dolarów za wyrządzone szkody. Jego przypadek wywołał zresztą dyskusję o obniżeniu wieku odpowiedzialności karnej dla cyberprzestępców, wśród których nie brakuje spragnionych sławy nastoletnich hakerów spędzających całe dnie i noce przy komputerach.

Ale dla Jamesa i taki symboliczny wyrok był za duży. Wkrótce po tym, jak zaczął odbywać karę półrocznego aresztu domowego odcięty od komputera, popadł w bezczynność. Ten stan rzeczy bardzo martwił jego najbliższych. Dramatyzm sytuacji spotęgowała wiadomość o wykryciu u jego matki raka piersi. Był to wyjątkowo złośliwy nowotwór, który spowodował, że po kilkunastu miesiącach Joanne James przegrała walkę o życie. Stało się to, gdy Jonathan miał 18 lat. Nagła śmierć matki była dla niego wielką traumą. Wtedy to zaczął chorować na depresję, od której nie zdołał się wyzwolić do końca swego życia. Ogarnął go całkowity marazm i z wyjątkiem krótkiej podróży do Izraela, nic się nie działo ciekawego w jego życiu. Na dobre zamknął się w czterech ścianach. Podjął też decyzje, że nie będzie podejmował nauki w college'u, co było poniekąd spowodowane tym że nie wykazywał już zainteresowania dalszym rozwojem kariery programisty.

Ten splot niefortunnych wydarzeń w ostatecznym rozrachunku doprowadził do tego, że James złamał warunki zwolnienia warunkowego, kiedy to w jego próbce krwi podczas rutynowych badań znaleziono śladowe ilości narkotyków — z którymi w tym czasie zaczął mieć coraz większe problemy. Wtedy to został aresztowany przez służbę Marshals Service (USMS ), i pod koniec marca 2002 r. odbył się jego proces, w którym skazano go na sześć miesięcy pozbawienia wolności. Po rozprawie prokuratorzy generalni, Janet Reno i Guy Lewis, wydali wspólne oświadczenie podając, że sprawa Jamesa jest dowodem, że Departament Sprawiedliwości jest gotów stawić czoła internetowym przestępcom oskarżonym o cyberprzestępczość. Zaraz po ogłoszeniu wyroku James trafił do ośrodka leczenia uzależnień Three Springs (TSI ), który znajdował się w Tuskegee w stanie Alabama. James był trzymany tam z dala od gazet, książek i komputerów, co powodowało, że toczył regularnie „boje” ze strażnikami, będąc jednym z dwóch białych osadzonych w 66-osobowym obiekcie.

Z chwilą wyjścia na wolność James z silnym postanowieniem, że już nigdy więcej nie da się zamknąć, próbował zerwać z hakerstwem i narkotykami. By wzmocnić nadwyrężona odporność psychiczną przeszedł też krótką terapię antydepresyjną. Pomagała mu w tym jego ówczesna dziewczyna Julia Smith, robiąc co w jej mocy, żeby wyszedł na prostą. W tym czasie James był też w bliskich relacjach z Chrisem Scottem, byłym hakerem, którego jeszcze znał z czasów szkoły średniej. Połączyła ich podobna przeszłość, pasje (obydwaj uwielbiali grać w ping-ponga), był on też jego sprzymierzeńcem w walce z nałogami.

Wtedy też w jego życiu nastąpił względny spokój, który jak się później okazało, trwał do czasu kiedy w styczniu 2007 roku doszło do wycieku z systemu komputerowego popularnej amerykańskiej sieci sklepów TJX. Odpowiedzialny był za to gang pod wodzą hakera Alberta Gonzaleza, który korzystając z bezprzewodowego połączenia internetowego, ukradł numery ponad 100 milionów kart kredytowych i numerów bankomatów. Było to największe cyberprzestępstwo w historii. Wyjaśnieniem tej sprawy zajął się znany „niszczyciel hakerów” prokurator Stephen Heymann. To też właśnie z powodu jego dociekliwości powiązano z tą kradzieżą Jamesa. I choć od początku zarzekał się, że nic nie ma z tym wspólnego, 4 maja 2008 r. dom rodzinny Jamesów został ponownie najechany przez służby specjalne i pomimo, że nie znaleziono przeciwko niemu żadnych dowodów obciążających, James był ciągle w gronie podejrzanych. Nasuwa to jednoznaczny wniosek, że Secret Service upatrzyło go sobie na kozła ofiarnego, wykorzystując złą sławę, jaką cieszył się od czasu włamania do NASA.

Śmierć hakera

Dwa tygodnie później w dniu 18 maja 2008 r. Jonathan James, strzelając sobie w głowę pod prysznicem, postanawia zakończyć swoje życie. Czyni to, nie ukończywszy nawet 25 lat. James zostawił po sobie pięciostronicowy list pożegnalny, który zawierał osobiste wiadomości do jego ojca, brata i dziewczyny, a także hasła do swojego konta PayPal i MySpace. W tym liście można było przeczytać szczegóły, które doprowadziły go do podjęcia decyzji o samobójstwie:

"Nie wierzę w tak zwany system sprawiedliwości" - pisał. "Mam nadzieję, że moje obecne czyny i te słowa staną się znaczącym przesłaniem dla ludzkości. W każdym razie straciłem kontrolę nad całą sytuacją i to właśnie jest mój sposób na odzyskanie jej." Dodał przy tym też: "Pamiętajcie, było dla was tak ważne, czy wygracie, czy przegracie - a nie miało znaczenia to, czy ja wygram lub przegram, odsiadując w więzieniu 20,10 czy 5 lat za przestępstwo, którego nie popełniłem. Ja nie wygrałem. Ale umieram wolny."

Ujawnienie tego listu odbiło się szerokim echem wśród opinii publicznej, a zwłaszcza w środowisku hakerskim poruszonym tragiczną śmiercią słynnego c0mrade. Natomiast treść w nim zawarta, jednoznacznie tłumaczy decyzję Jamesa o odebraniu sobie życia tym, że nie mógł już wytrzymać nagonki służb specjalnych. A narastające w nim przekonanie, że do końca swym dni będzie ścigany za przestępstwa, których nie popełnił, ostatecznie położyło kres jego życiu.

Trzy miesiące po tragicznej śmierci Jonathana Jamesa, w sierpniu 2008 roku postawiono zarzuty jedenastu hakerom, którzy współpracowali z Gonzalezem, w historycznej kradzieży danych osobowych. Pośród nich byli też tacy co bardzo dobrze znali się z Jamesem. I właśnie to było głównym powodem tego, że Secret Service związało Jamesa z całą sprawą, w gronie podejrzanych umieszczając również jego brata i dziewczynę. Prawda jest jednak taka, że nigdy nie znaleźli obciążających dowodów, lub nawet poszlak co do ich współpracy w tym cyberataku. Zresztą nierzetelność agentów Secret Service w prowadzeniu śledztwa najlepiej potwierdza fakt, że pomimo znalezienia podczas przeszukania domu Jamesów, zarejestrowanej broni palnej, a także notatek, w których Jonathan opisywał swoje myśli samobójcze oraz jedną wcześniejszą nieudaną próbę samobójczą. Secret Service mając takie informacje, nie zrobiło jednak nic, aby go ustrzec przed odebraniem sobie życia. Mocno to daje też do myślenia, jakie były prawdziwe intencje działań tej służby specjalnej.

W następnym roku jego ojciec, złamał ciszę, wypominając, że zawsze czuł się dumny z tego, co udało się jego synowi zrobić z systemami ochrony NASA i DoD przyznając też, że Jonathan od wielu lat cierpiał na pogłębiającą się depresję. Odniósł się wtedy też do ostatniej ich rozmowy, która miała miejsce zaraz po tym, jak agenci z Secret Service, weszli do domu rodzinnego Jamesów w poszukiwaniu zbiegłego hakera. Wtedy to zadzwonił do swego syna zapytać, czy znajdą coś, co oskarży go, na co on odpowiedziałby tylko: nie. I chociaż Jonathan w liście pożegnalnym napisał że: absolutnie nie miał nic do czynienia ze sprawą włamania hakerskiego gangu Gonzaleza i że nie wierzy w system sprawiedliwości. To jego ojciec nie był w 100% przekonany o niewinności syna, opierając się na tym, że miały na niego wskazywać inicjały J.J. w dokumentach powiązanych z tą sprawą – litery te oznaczały konspiratora. Później jednak okazało się, że inicjały „J. J. ” w rzeczywistości odwoływały się do „Jima Jonesa” (aliasu hakera), który był używany przez Stephena Watta, który był bliskim przyjacielem Alberta Gonzaleza. Dało to jednoznaczne świadectwo o braku jakichkolwiek powiązań Jonathana Jamesa z opisywanym wcześniej cybernetycznyczym napadem 100-lecia.

Epilog

Pomimo bardzo krótkiego życia Jonathan James na dobre zapisał się w historii jako najmłodszy haker, skazany za przestępstwa cybernetyczne w Stanach Zjednoczonych. To bez wątpienia uczyniło z niego legendę, ale jednocześnie stało się przekleństwem. Gdyż Amerykańskie służby niejako „z urzędu” podejrzewały go o udział w każdym większym cyberprzestępstwie, doprowadzając go do ostatecznego końca. Smutne jest to o tyle, że był najzdolniejszym hakerem swego pokolenia i jego olbrzymi potencjał można było wykorzystać dla dobra informatyki. Tak jak stało się w przypadku jego starszego kolegi po fachu Kevina Mitnicka. I chociaż historia tragicznych przeżyć Jonathana Jamesa nie była do końca w zgodzie z literą prawa, to jednak zasługuje on na jak największą pamięć. Choćby za to, że jego wyczyny hakerskie wymiernie przyczyniły się do podniesienia poziomu ochrony systemów bezpieczeństwa które zaatakował. A to, że nie słusznie oskarżony „oddał życie” za niewinność. Daje mu status hakera-męczennika zniszczonego przez służby opresyjnego mocarstwa.

Finito.

 

bezpieczeństwo programowanie serwery

Komentarze