Niepopularność antyfacebookowej Diaspory. Pech czy siła wyższa?

Kojarzycie jeszcze Diasporę? Blisko dekadę temu ta open source'owa społecznościówka miała przebić popularnością samego Facebooka. Miało jej w tym pomóc zapewnienie wolności i bezpieczeństwa użytkownikom. Choć spełniono te jakże ważne wymogi, jednak nie poszła za tym większa liczba rejestracji. Pomimo tego Diaspora pozostaje i tak jedną z najlepiej opracowanych sieci społecznościowych na świecie. A dlaczego tak sądzę? Przeczytajcie, to się dowiecie.

Ambitny plan

Inspiracją do powstania sieci społecznościowej Diaspora był wykład, który poprowadził w lutym 2010 roku Eben Moglen — zewsząd ceniony profesor prawa i autor trzeciej wersji GNU GPL. 51-latek stwierdził w nim, iż wraz ze wzrostem ucyfrowienia naszego życia i tożsamości, zostaliśmy poniekąd zmuszeni do porzucenia prywatności i fragmentaryzacji tożsamości cyfrowej pomiędzy różnymi dostawcami. Po wysłuchaniu tej przemowy czwórka nowojorskich studentów matematyki i programowania: Maxwell Salzberg, Daniel Grippi, Raphael Sofaer oraz Ilja Żytomirski — doszła do wniosku, że na przekór temu stworzą społecznościówkę gwarantującą każdemu użytkownikowi pełnię bezpieczeństwa danych i wolność przekazu.

Oni to właśnie 24 kwietnia 2010 r. rozpoczęli zbieranie odpowiednich funduszy na start Diaspory. Wbrew najśmielszym oczekiwaniom w ciągu kilku tygodni podczas kampanii crowdfundingowej na platformie Kickstarter zebrali 200 642 dolarów od 6479 darczyńców. Co ciekawe pośród nich znalazł się także twórca Facebooka Mark Zuckerberg, który przekazał nieujawnioną kwotę, mówiąc: „Przekazałem darowiznę. Myślę, że to fajny pomysł”. Wzmocnieni takim dopływem gotówki, współzałożyciele Diaspory przeprowadzili się do San Francisco, uruchamiając w lecie 2010 roku prototyp strony (diasporafoundation.org). Kilka tygodni potem w wywiadzie dla New York Times, ich lider Żytomirski powiedział, że jej działalność nie uczyni ich bogatszymi. Dając jasno do zrozumienia, że diasporową czwórką kierowały szlachetniejsze pobudki niż chęć zarabiania pieniędzy na tym projekcie. Dlatego też społecznościówka nie jest własnością żadnej osoby fizycznej ani prawnej, co zapobiega przejęciu przez korporacje oraz reklamodawców. Jej użytkownicy pozostają natomiast właścicielami własnych informacji, nie musząc przekazywać praw do nich żadnej korporacji. 

Start

Ostatecznie Diaspora wystartowała 23 listopada 2010 roku. Dziennikarze i blogerzy nazwali Diasporę „zabójcą Facebooka” lub „anty-Facebookiem”. Zewsząd spekulowano czy Diaspora okaże się lepsza od Facebooka, a jeśli tak będzie czy Zuckerberg będzie próbował ją wykupić. Jej założyciele twierdzili jednak, że nie mają zamiaru zastąpić serwisu Zuckerberga „kolejną siecią społecznościową”. Albowiem wierzyli, że prywatność i nowoczesne rozwiązania nie muszą się wykluczać. Chłopaki postanowili zatem zastąpić scentralizowaną sieć, bardziej bezpieczną siecią zdecentralizowaną. O tym poświadcza gwiazdka w logo (*) i nieoficjalny symbol Diaspory — mniszek lekarski — dobrze oddający ideę decentralizacji serwisu, który nie posiada jednego głównego serwera. 

Model działania

Od samego początku użytkownicy Diaspory mają więc dobrze zabezpieczone dane i mogą je udostępniać w sieci społecznościowej na swoich własnych zasadach. Służy do tego rozproszona siec niezależnych serwerów, przechowująca wszystkie informacje każdego użytkownika i pozwalająca mu się nimi dzielić z jego znajomymi. Udostępnianie danych odbywa się z wykorzystaniem programu GPG i każdy diasporowicz posiada również swój graf znajomości. To daje mu wolny dostęp do wszelakich informacji i pełną kontrolę nad swoją tożsamością w sieci. W tym celu użytkownik Diaspory uruchamia własny pod: wystarczy, że zainstaluje i skonfiguruje diasporowe oprogramowanie na własnym serwerze — wtedy wszystkie posiadane dane (prywatne posty, zdjęcia, korespondencja, aktywność społecznościowa, logi) pozostają w jego rękach. Jeżeli chodzi o kwestie użytkowe kluczowym mechanizmem wyszukiwania osób i treści w Diasporze są tagi. Dlatego lepiej od razu zasubskrybować dużą liczbę tagów, aby posty w potencjalnie interesujących tematach pojawiały się w tzw. strumieniu.

Wiadomo, Diaspora jest wspierana tylko przez społeczność, toteż jej działalność nie jest tak efekciarska, jak w przypadku produktów komercyjnych. Mimo tego jest to obecnie najbardziej dojrzała zdecentralizowana sieć społecznościowa „użytkowników dla użytkowników”. Zresztą będąca ciągle na bieżąco aktualizowaną i wydana 12 lutego wersja 0.7.13.0 jest już jej 50 jubileuszową.

Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle? 

Nasuwa się zatem pytanie, jeżeli Diaspora jest ultrabezpieczną alternatywą dla Facebooka, to dlaczego nie osiągnęła planowanego sukcesu? Według mnie, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, albowiem za Facebookiem stoją miliardy dolarów, a Diasporą tysiące — i to tak po prawdzie tylko na początku działania. Jest to rozczarowanie tym większe, że pokazuje, w jaki sposób otwarte rozwiązania, oparte na open-source przegrywają na starcie z rozwiązaniami zamkniętymi. O wiele łatwiej bowiem zarządzać jest projektem typu Facebook czy Twitter, gdy ma się fundusze na rozwój i marketing (choćby od inwestorów) bez potrzeby utrzymywania się z dobrowolnych datków i dbałości o prywatność użytkowników. Imperium Zuckerberga ma więc kasę dosłownie na wszystko, natomiast dzieło nowojorskiej czwórki finansowo nie jest nawet w stanie porządnie się rozreklamować. W związku z tym mało kto wie o istnieniu czegoś takiego jak Diaspora.

Za mało ludzi!

To wszystko powoduje, że za dobrze opracowanym model działania Diaspory nie idzie odpowiednia liczba użytkowników. Według statystyk bowiem jest na niej zarejestrowanych obecnie około 620 tysięcy użytkowników (uczestniczą oni w badaniach statystycznych dobrowolnie, więc liczba ta jest względna). Nie są to jednak ludzie z przypadku, gdyż Diaspora przyciąga przede wszystkim osoby, które cenią prywatność danych osobowych, oprogramowanie open source, bezpieczeństwo informacji i nowe technologie — wśród którym prym wiodą użytkownicy Tora. Po prostu jest tak, ponieważ stanowi undergroundową sieć społecznościową TYLKO dla wybranych.

...

Na koniec warto zaznaczyć, że jeżeli chodzi o portale społecznościowe, to ludzie lgną do tych najpopularniejszych, nie zważając, w jaki sposób przechowują one ich dane. Tendencja ta pokazuje, że ogół internautów przykłada małą wagę do bezpieczeństwa w sieci. Ponieważ najważniejsze jest dla nich lanserstwo oraz masowość i komercyjność.