PiSowska indoktrynacja narodu polskiego pod batutą Krk i cyfrową inwigilacją w tle

Wiadomo dobreprogramy to serwis informatyczny i z samego założenia mało powinien mieć wspólnego z polityką. Jeśli jednak internet jest oknem na świat — to jeżeli jakieś zjawisko na tym obrazie tworzy smugi. Uważam, wypada je opisać. Tym bardziej że już od dwóch lat Polską rządzi partia, która robi wszystko, co w jej pomocy, żeby polskie społeczeństwo całkowicie zamknąć przed cywilizowanym światem. Przeobrażając Polskę w taki PiSland, w którym mogą czuć się dobrze tylko oddani zwolennicy tej partii. A tych, co się wyłamują z tego patriarchalno-feudalnego schematu Polaka-katolika, najlepiej by pochwytano do jakiegoś rezerwatu, żeby nie zatruwali swoimi „wolnomyślicielskimi tyradami” stanu udawanej sielanki kupionej za 500+. Taki podział na pewno w pełni zadowoliłby pisowskich aparatczyków, bo to zaiste partia, która żyje z dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Każdy zaś adwersarz PiS-u, cytując ich fantomowego lidera, jest przedstawicielem „najgorszego sortu Polaków” - swoją drogą dziwnie te słowa brzmią, w ustach prezesa partii, która tak mocno afiszuje się z naukami Pisma Świętego.

TVPiS+

Ale sedno tego wpisu nie odnosi się do moralności Jarosława Kaczyńskiego, lecz do problemu indoktrynowania polskiego społeczeństwa przez partię pod jego przywództwem — choćby poprzez manipulowanie informacjami. Chodzi tu przede wszystkim, oto co się dzieje w telewizji publicznej, której to kanały mocodawcy partii rządzącej pochwycili w swe macki. Wprowadzając skrajny nie-obiektywizm przekazu — dalece wykraczający poza ogólnie przyjęte standardy demokracji, gdzie chociaż umownie powinna obowiązywać wolność słowa. W ten sposób podległe im programy informacyjne bezceremonialnie przeistoczyli w agitki pisowskie, gdzie przez całą dobę przetwarzana jest propaganda prorządowa na dobre otumaniająca ich pochlebców. Najlepiej obrazuje ten stan rzeczy, to co się dzieje w najważniejszym kanale informacyjnym PiS — TVP Info, na którym występującej „pralni mózgów” nie powstydziłby się Dziennik Telewizyjny w najgłębszym okresie komunizmu.

Odnoszę się tu przede wszystkim do stronniczego zachowania specjalnie wyselekcjonowanych do pracy tam dziennikarzy, publicystów, kabareciarzy — jak i słynnego czerwonego paska, na którym antyopozycyjne tytuły wiadomości dla wyznawców PiS-u działają jak sugestia podprogowa odgórnie przenikająca do ich podświadomości. No i jeżeli zważyć, że jakieś 70% ludzi w wieku ponad 60 lat (którzy są główną siłą wyborczą PiS), ogląda tylko ten kanał informacyjny, nie porównując propagowanych tam wiadomości z przekazem konkurencji — to nie dziwne, że uzyskane w ten sposób informację traktują jako jedyne, najprawdziwsze. Notabene bardzo podobny mechanizm manipulacji informacją występuje w ostatnich ostałych demoludach tj. Korea Północna (KRLD), Białoruś, Kuba, Nepal, Afganistan. Oczywiście to samo się dzieje w utrzymywanym częściowo z pieniędzy państwa Radiu Maryja, które już od kilkunastu lat walczy z tym wszystkim, co jest „antypisowskie” (czytaj antypolskie), za co guru tej rozgłośni o. Tadeusz Rydzyk, jest sowicie opłacany jak tylko ta partia, dojdzie do władzy.

I tak ProPiSowskie „kółko wzajemnej adoracji”, do którego należą: Telewizja Państwowa, Polskie Radio, Radio Maryja, TV Trwam, TV Republika, największe czasopisma katolickie oraz prawicowe tygodniki „Sieci”, „Do Rzeczy” - zespolone razem zabiegają o jak najsilniejszą pozycję PiS-u w mediach. One też właśnie prowadzą bezpardonową walkę, że wszystkim, co niepisowskie, niszcząc przy tym niepasujące im autorytety życia publicznego, a co gorsza też zacne inicjatywy społeczne, takie choćby jak prowadzone przez Jerzego Owsiaka – WOŚP i Przystanek Woodstock. O tyle to frustrujące, że „obóz dobrej zmiany” samemu nie ma dużo do zaoferowania — bo na pewno do udanych nie można zaliczyć kontrinicjatywy WOŚP-u „Polska Pomaga” czy „nudnych jak flaki z olejem” Światowych Dni Młodzieży. Śmiech na sali, która płonie, chyba lepiej tego nie można określić.

Najgorsze w formie pisowskiego przekazu jest to, czego tej partii, nie mogę wybaczyć. Tego, że z premedytacją szczuje Polaków na Polaków, robiąc to niby pod pozorem szukania prawdy smoleńskiej, dezubekizacji, uczciwości moralnej — do której jej członkowie sami się nie stosują, czy też szukania afer — wszędzie tylko nie u siebie. I jaki jest wynik tych odgórnych działań? Taki, że od niepamiętnych czasów ludzie sobie nie ufają, są coraz większe podziały poglądowe, a kraj, zamiast dostawać przysłowiowego chleba i igrzysk, w zamian za to otrzymuje nieudolnie prowadzone komisje śledcze, miesięcznice smoleńskie... i (nie)świadomość tego, że Polska pod pręgierzem rządów PiS-u stała się ostatnią katolicką wyspą cywilizowanej Europy. Będąc przy tym kulturalnym zaściankiem, gdzie do miana rozrywki narodowej aspiruje nachalnie promowane w TVP disco polo, a prawdziwa kultura zanika — bo przecież lepiej wydawać miliony na zbrojenia, niż tysiące na teatry. Na arenie międzynarodowej jest tak samo źle — Polska pod rządami PiS, na dobre stała się krajem gorszej kategorii, a przez ustawiczne wypominanie niewygodnych faktów z historii jesteśmy państwem skłóconym prawie ze wszystkimi sąsiadami.... z jednym niby-sojusznikiem USA.

Natomiast takie skłócenie „wszystkich ze wszystkimi” wewnętrznie, jak i na forum międzynarodowym już nie jedno państwo zgubiło i to dużo bogatsze od Polski np. państwa byłej Jugosławii, Syrię, Irak, Egipt. Zresztą podobnie się teraz dzieje w Hiszpanii, która przez podziały wewnętrzne jest już o krok do rozpadu na zasadzie domino. Najsmutniejsze jednak jest to, że duża część społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo polityka zagraniczna PiS szkodzi Polsce. 

Dekonkordyzacja ratunkiem dla realizacji założeń polityki społecznej w Polsce

Wynika to z tego, że w większości nie zważają na wymienione przeze mnie problemy choćby dlatego, że młodzi wyborcy PiS zostali przekupieni programem 500+. Którego ja i owszem byłbym zwolennikiem, będąc świadom jak spory niż demograficzny, trwa w Polsce od ponad dwudziestu lat. Tylko, czy Polskę teraz stać na wydawanie aż tak ogromnych pieniędzy dla milionów rodzin? Tym bardziej że pieniądze te i tak płacą podatnicy — bo nie ma czegoś takiego jak pieniądze państwa. Nie da się też ukryć, że pieniądze uzyskane z 500+ często nie są odpowiednio wydatkowane, ponieważ jest problem z ich rozdysponowaniem. No i największym bezsensem przyznawania tego świadczenia w tej formie jest to, że trafia do wszystkich zamiast do tych najpotrzebniejszych. Fakt faktem takie prospołeczne inicjatywy są jednak potrzebne tylko gdzie szukać na nie pieniędzy?

Ja wiem, gdzie można je znaleźć. Chodzi tutaj o największą instytucję wyznaniową w naszym kraju Kościół katolicki, którego utrzymanie rokrocznie kosztuje nas Polaków wielkie pieniądze. Gdyż Polska będąc wasalem Watykanu — jest obciążona podpisanym na bardzo niekorzystnych warunkach konkordatem, który pochłania z kieszeni podatników miliardy złotych rocznie. Pytanie zatem, czy nie najwyższa pora uwolnić nasz kraj z tego jarzma i w referendum nie wycofać się z tej poniżającej umowy? Tym bardziej że konkordat jako umowa nie jest w zgodzie z konstytucją RP i Polsce został narzucony odgórnie.

A jakby doszło to do skutku — uzyskanie w ten sposób pieniądze można byłoby spożytkować na program 500+ lub na upadającą służbę zdrowia. Wszystko dla krzepienia życia na pewno w dużo bardziej prorodzinnym duchu niż to, co za „grube pieniądze” głoszą przedstawiciele Krk, których w Polsce jest ponad 60 tys. (księża, zakonnice, zakonnicy) — liczbowo ok. 50% ponad stan. Nie da się też ukryć, że Polski nadzwyczajnie w świecie nie stać na utrzymywanie aż takiej armii społecznie nieproduktywnych ludzi — żyjących w „bijącym po oczach” dobrobycie na koszt średnio zamożnego państwa. Gwoli ścisłości trzeba dodać, że społeczeństwo polskie oprócz duchowieństwa utrzymuje też 17.533 kościołów plus tysiące budynków przykościelnych, jak i ogromny majątek ziemski w większości zagarnięty przez Krk za przysłowiowe „Bóg zapłać” już za czasów III RP.

Większość osób jednak powie, że w Polsce Kościół był przed PiS-em, jest teraz i będzie przynajmniej przez następne kilka lat. Tak owszem dopóty następne pokolenie nie zrobi z tym porządku. Tego nie da się ominąć, żeby w Polsce wreszcie zapanowała normalność, a Kościół jako urząd wyznaniowy przestałby być państwem w państwie. Pod którego pisze się w Polsce prawo cywilne, jak i podatkowe. Wynikiem zaistniałego „uprzywilejowania” jego przedstawiciele są wyjęci spod prawa i w pełni z tego korzystają.

Kościół w tym wszystkim jest też takim głównym rozdającym polskiej sceny politycznej, czego rządy PiS są najlepszym przykładem. Gdzie cała Rada Ministrów pokazowo eksponuje swoją wyznaniowość, biorąc udział w katolickich obrządkach, które są specjalnie nagrywane na potrzeby TVP. A dzieje się to wszystko w największych świątyniach Krk — wystawionych za ciężkie pieniądze z datków wiernych, jak i pieniędzy podatników. Tak to po prostu to działa, że Kościół jest głównym mocodawcą władzy w Polsce, a politycy, którzy w zdecydowanej większości są karierowiczami pozbawionymi kręgosłupa moralnego w okresie wyborczym się do niego łaszą, aby uzyskać jak najwięcej głosów. Kiedy znów przejmą władzę znowu są zmuszeni, żeby się Kościołowi przypodobać, aby móc rządzić przez następną kadencję. Zasady tej gry są żałosne, ale adekwatne do tego, jacy są aktorzy tego spektaklu. Ten stan rzeczy wynika głównie z tego, że od niepamiętnych lat nie ma w Polsce prawdziwych mężów stanu dla których ważniejsze, jest dobro kraju niż osobisty interes — a w zdecydowanej większości mamy polityków małego formatu. 

Rządy PiS są też skażone zupełnym brakiem kompetencji, dzięki czemu mamy całą masę ludzi z przypadku, pełniących funkcję, których nadzwyczajnie w świecie przerastają. Widać to najlepiej w resorcie Spraw Zagranicznych, Ochrony Środowiska, MON, że już o marionetkowej pani premier i prezydencie od podpisywania wszystkiego o każdej porze nie wspomnę. I tak dzięki ich działaniom „dla dobra Polski” powstało nowe państwo San Escobar, straciliśmy bezsensownie setki tysięcy drzew, a Minister Obrony Narodowej stał się Ministrem Wojny. Na dobrą sprawę jedynym ekspertem w tym (nie)rządzie jest Pani Minister Cyfryzacji, o której ostatnich poczynaniach „na chwałę PiS-u” zresztą zaraz wspomnę.

Cyfrowa inwigilacja

Naiwne byłoby twierdzić, że partia, która ma zamiar wprowadzić całkowity monopol władzy, nie sprawdza przez podległe im służby tego, co się dzieje w wirtualnej przestrzeni. Tym bardziej że dla przeciwników PiS-u jest to ostatnie miejsce, gdzie mogą bez większego ryzyka konsekwencji prawnych okazać sprzeciw przeciwko partii rządzącej. I ta wirtualna wolność słowa, jest dla partii rządzącej taką kulą u nogi. Dlatego też PiS pod przykrywką walki z hejterami przyszykował ustawę o portalach społecznościowych — dzięki, której będzie mógł w „białych rękawiczkach” ingerować w w to się dzieje w wirtualnej przestrzeni. To zaś w ostatecznym rozrachunku będzie „zamachem na internet” - stanowiący ostatni bastion wolności słowa, w czasach IV RP.

Wynika to z tego, że niekontrolowana otwartość myślowa dla funkcjonariuszy PiS-u jest czymś nie do przyjęcia. I dlatego też dzięki nowo nadanym przepisom PiS będzie miał oręż do walki z „nieprawdziwymi informacjami” w internecie. Pytanie tylko w jaki sposób będą ustalać, które z nich są nie prawdziwe, znając życie pewnie zostanie do tego przygotowana odpowiednia komisja do sprawdzania prawdziwości internetowych informacji. Tak czy inaczej ustawa ta jeszcze bardziej wzmocni wszechwładze PiS-u, i trzeba przyznać jej pomysłodawcom, że jest bardzo dobrze obmyślana.

Logika tych działań jest powodowana tym, że jeżeli już na dobre podporządkowali sobie ludzi starszych — to teraz pora przejąc kontrolę nad młodymi i młodzieżą, żeby na dobre „zainfekować” ich światopogląd. Ale, żeby to zrobić trzeba najpierw mieć ku temu odpowiednie „narzędzia”, dzięki którym łatwiej zniszczy się wydawców, zabierze niezależność Facebookowi i odda władzę nad internetem podległym sobie urzędnikom. A co za tym idzie, wbrew głoszonym intencjom pisowska nowelizacja prawa nie ma na celu ochrony wolności słowa, ale przeciwnie — jej ograniczenie. Czego pochodną będzie to, że PiS przejmie całkowitą kontrolę nad usługami przechodzącymi drogą elektroniczną, a deklarowana walka z trollami i fake newsami jest tylko taką „zasłoną dymną” prawdziwych działań.

Dodatkowym atutem podporządkowania sobie Facebooka dla PiS-owców będzie możliwość odblokowania kont ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej — organizacji stanowiących nieformalną siłę zbrojną partii rządzącej. I chociaż jako patriota po części zgadzam się z działaniami tych ugrupowań (przede wszystkim ONR-u), uważam jednak, iż wykorzystywanie przez PiS — jako swoich bojówek organizacji nacjonalistycznych, ma głębszy podtekst propagandowy mający wzbudzić jeszcze większy strach przed siłą PiS-u.

Chcemy, by Facebook podlegał polskiemu prawu i nie mógł sam blokować kont i zamieszczanych tam treści - mówi "Gazecie Wyborczej" minister cyfryzacji Anna Streżyńska.

Reasumując, podporządkowanie sobie mediów + państwo wyznaniowe + kontrola nad internetem = wszechwładza PiS

Słowem podsumowania

Tak właśnie w wielkim skrócie przedstawia się dla mnie indoktrynowanie polskiego społeczeństwa przez PiS i jego popleczników. Zdaję sobie sprawę, że poruszyłem tutaj dla wielu drażliwe kwestie. Chcę przy tym jednak wyjaśnić, że to, co napisałem w tym felietonie, nie ma na celu jakiegokolwiek ataku na czyjeś poglądy. Są to tylko moje osobiste przemyślenia. Domyślam się też, że wielu czytelników z tym, co jest tutaj przedstawione może się nie zgadzać. Choćby z tego powodu, że antyklerykalizm w Polsce ciągle jest tematem tabu, tak samo zresztą, jak każda forma niepoprawności politycznej — niezależnie od tego jak by nie była racjonalnie opisana. Ale w końcu, od czego jest blog jak nie od pisania tego, o czym się myśli, czasami nawet wbrew ogólnie przyjętym konwenansom? 

PS

Chciałbym przy okazji nadmienić, że data ukazania się tego wpisu nie jest przypadkowa.