Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Toksyczna creepypasta z Niebieskiego Wieloryba

Dożyliśmy czasów, kiedy za fake news uchodzi wiadomość o grze, która ot, tak zabija dzieci. Co jeszcze kilka lat temu mogłoby się wydawać efektem chorej wyobraźni twórców azjatyckich horrorów pokroju „The Ring” czy „Battle Royale”, nagle staje się wiadomością, którą żyje cała Polska. Ostatecznie okazało się, że ta gra, tak naprawdę nie istnieje, ale na pewno daje do myślenia, sam fakt, powstania tej plotki. Czemu to miało służyć? I jakie na dłuższą metę może nieść konsekwencje?

Żeby słowo padło, najpierw trzeba je rozpowszechnić... Czyli jak to łatwo manipulować polskimi mediami!

Od kilku tygodni polskie media, masowo rozpowszechniają wieść. Jakoby do Polski miała trafić gra o nazwie „Niebieski Wieloryb” rzekomo zbierającej śmiertelne żniwo już w całej Europie. A w samej Rosji skąd ma się wywodzić aż 130 dzieci, miało popełnić przez nią samobójstwo. Niewątpliwie po takiej informacji „na dzień dobry” w telewizji śniadaniowej czy po pracy w Wiadomościach, rzesze rodziców popadało w wielką obawę. Przerażeni tym, jakie to straszne ryzyko czyha na ich dzieci, w necie z automatu dając szlaban dla swej pociechy, na korzystanie z internetu, do czasu aż to się wyjaśni. A to na pewno było pochodną wielu konfliktów. Oczywiście takie zachowanie było powodowane dobrem swojego dziecka, żeby pod żadnym pozorem nie odebrało wiadomości, która by spowodowała wplatanie go w tajniki tej przerażającej gry, której główną wartością jest cena jego życia.

Na pewno nie byłoby tak gwałtownych reakcji, gdyby sprawa w tak nieodpowiedzialny sposób nie została nagłośniona przez polskie media, które bezmyślnie przekopiowały ten sam artykuł z brytyjskiego The Sun. Nie bacząc na to, że szybko jego prawdziwość została zdementowana. Ten brak profesjonalizmu polskich dziennikarzy, na dłuższą metę nikogo nie powinien dziwić. Zważywszy na to, jak w ostatnich latach, spadł poziom publikowanych artykułów w prasie. Co za tym idzie obniżające się zarobki w polskich mediach, stają się proporcjonalne do poziomu większości tam piszących. Dla których szukanie taniego niusa jest ważniejsze od rzetelności dziennikarskiej. A im szybciej go znajduje, tym lepiej, bo wtedy więcej czasu mają dla siebie. Wtedy to właśnie dochodzi do takich patologicznych sytuacji, że stronka z creepypastami typu GTA SA staje się rzetelnym kompendium zdobywania informacji.

r   e   k   l   a   m   a

.

Jak radzić sobie z niebezpieczeństwem, które nie istnieje?

Najbardziej żałosne w tej całej historii z tym Niebieskim Wielorybem jest to, że, w bardzo łatwo sposób można ją obalić. Na podstawie samych logicznych argumentów. Choćby przez sam fakt niezmieniającej się liczy ofiar. A przecież o tej grze trąbią w mediach już od dobrych kilku tygodni, a liczba ofiar niezmiennie oscyluje pomiędzy 100-130 osób. Nasuwa się zatem pytanie? Gdzie są rodziny tych ofiar, które opłakują swych najbliższych? I dlaczego nikt z mediów do nich nie dotarł? Tak samo, jak nie było wywiadu z żadną osobą, która nie wyrwała się z tego kręgu. Po prostu brakowało w tym jakiegokolwiek rzetelnego dowodu, bo przecież za takie nie można odebrać szukającej taniej sensacji filmiki z YT.

Myślę, że dezinformacja w tym przypadku ma głębszy podtekst. Wynikający, z samych mechanizmów działań tzw. mainstreamu, dla którego najważniejszy jest stopień oglądalności. A co najlepiej się sprzedaje jak nie tania sensacja, niezależnie jakiego tematu ma dotyczyć, ludzkiej tragedii czy widzianego gdzieś statku UFO. Najważniejsza jest w tym wszystkim moc przekazu, a im łatwiej osiągnięty, szybciej bazujący na podstawowych ludzkich instynktach (np. strachu), tym lepiej, bo bardziej oddziałuje na naszą podświadomość. Za przekazywaniem tego typu niusów stoją przeważnie siły rządzące, mające niepodzielny wpływ wobec społeczno-politycznych struktur. Co za tym idzie, posiadają one odpowiednią wiedzę teologiczną, metapsychiczną lub naukową. Potrzebną do tego, żeby w jak najlepszym momencie trafić w najbardziej podatny grunt, naszych ukrytych obaw.

Co złego to z Rosji

Nie od dziś wiadomo, że Polska nie ma najlepszych stosunków sąsiedzkich z Rosją. A w czasach „dobrej zmiany” nabiera to dodatkowego znaczenia. I dlatego mocno też zastanawiające jest, że ta „gra” ma akurat stamtąd się wywodzić, a nie np. z Węgier? Tym bardziej, jeżeli zważyć na to, że non stop "trąbi" się o tym w TVP. Ciągle obwieszając, że Niebieski Wieloryb zbiera „śmiertelne żniwo” na VKontakte - który jest rosyjskim odpowiednikiem Facebooka z którego to niby tajemniczy Anonim rozsyła wiadomości do potencjalnych graczy. A jak już kogoś zwerbuje, to karze im wykonać 50 zadań w 50 dni, tzw. challenge 'u, których wykonanie prowadzić ma go stopniowej anihilacji. Specyfika wykonywanych działań jest bardzo wyszukana pod wpływem przyjętej techniki zadawanej destrukcji. Choćby przez samą porę zadawania pytań, przeważnie nad ranem gdzie ludzka psychika jest najbardziej podatna na sugestię z zewnątrz, jak i poprzez mniej wyszukane formy, ale równie wyniszczające, jak słuchanie mrocznej muzyki, oglądanie strasznych zdjęć. Wiadomo, że chodzi w tym wszystkim o ukrytą sugestię podprogową, która w ostateczności ma doprowadzić do samounicestwienia... Jak bardzo ten obraz pasuję co niektórym „elitą” w przedstawieniu patologii społecznych panujących niby u naszego wschodniego sąsiada.

Facebook fake newsom mówi nie!

Na plagę szerzących się zewsząd fake niusów. Wreszcie zareagował największy ich „kreator”, chodzi rzecz jasna, tutaj o sam Facebook. Zaczęło się od oznaczanie ich, aby użytkownicy wiedzieli, że post, który oglądają nie, jest wiarygodny. Aż 22.03.2017 r. na serwisie opublikowano pierwsze ostrzeżenie przed fake newsem! Automatycznie przyznając się do tego, że problem tego typu fikcyjnych wiadomości u nich istnieje. Sam mechanizm działania przeciwko nim jest bardzo prosty i przejrzysty dla użytkownika. Aby oznaczać fake newsy, Facebook podjął współpracę z największymi agencjami informacyjnym oraz serwisem snopes.com. Kiedy jakiś opublikowany w sieci artykuł zostanie przez te agencje oznaczony, jako fake news, Facebook doda przy postach zawierających podejrzany link czerwoną ikonę z wykrzyknikiem.

Pierwszym artykułem tak oznaczonym na Facebooku, był post z linkiem do strony TheNewPortBuzz.com. Artykuł dotyczył imigrantów z Irlandii, którzy na początku XX wieku mieli być w Stanach Zjednoczonych wykorzystywani, jako niewolnicy. To oczywiście bzdura, a artykuł został opublikowany na Facebooku, jako test oznaczania fake newsów. Portal Marka Zuckerberga zdał egzamin — przy postach z linkiem do newsa pojawiła się trójkątna czerwona ikona z wykrzyknikiem. Co daje nadzieję, że liczba tego typu zmyślonych informacji, może wyrażnie spadnąć. Chociaż dopiero najbliższy czas pokaże, czy ten mechanizm "anty-fake-newsowy" działa poprawnie.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło

Bo wreszcie to może zainteresować rodziców tym, co ich dzieci tak naprawdę, robią w necie. A co za tym idzie na poważniej się, zagłębią w to, czym ich dziecko tam poszukuje. Dlaczego woli więcej czasu spędzać tam niż w gronie najbliższych? A to może tylko bardziej wzmocnić ich wzajemną nić porozumienia. Tym, że będą wtedy bardziej czuwali nad bezpieczeństwem swoich pociech w wirtualnej przestrzeni. Gdzie aż roi się od różnych zagrożeń. W postaci wszechobecnej plagi hejtu, gdzie taka przemoc werbalna w sieci bardzo często negatywnie oddziałuje na psychikę co dopiero kształtującej się osobowościowo jednostki. Tak samo, jak bardzo niebezpieczne portale społeczne gdzie wielu dorosłych podszywa się pod niepełnoletnich, lub inne strony treściowo niewskazane dla nieletnich. Bo prawda jest taka, że do wszystkiego trzeba dorosnąć. A Internet w tej kwestii, dla ludzi poniżej 18 roku życia, to prawdziwe eldorado, dla braku jakiekolwiek tabu. Natomiast rodzice z tym problemem nijak nie potrafią sobie poradzić, poniekąd z brak czasu, szczerego zainteresowania, lub podstawowej wiedzy technologicznej. W takim razie może taki wstrząs informacyjny choć trochę to zmieni?

Zalety fake news

Wychodzi na to, że wbrew pozorom fake newsy zdając się czemuś służyć, przede wszystkim jak napisałem powyżej, rozbudzając uwagę rodziców nad negatywnymi zjawiskami występującymi w Internecie. I stanąć po stronie „Różowej pandy”, bo nawet w tym wydawałoby się do końca dołującym fake niusie o „Niebieskim Wielorybie”, jest ta lepsza strona — opowiadająca się po stronie dobra. Co w ostatecznym rozrachunku pokazuje całą prawdę o życiu, że tak naprawdę nic do końca nie może być białe albo czarne. A każda gra jest tylko mistyfikacją otaczającej nas rzeczywistości.

Z doniesień medialnych wynika, że początek gry miał miejsce w Rosji, gdzie już ponad setka młodych internautów popełniła samobójstwo. (…) Z informacji uzyskanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej wynika, że aktualnie Prokurator Okręgowy w Szczecinie prowadzi śledztwo w sprawie usiłowania doprowadzenia trójki małoletnich do targnięcia się na własne życie pod wpływem wspomnianej gry.

Ryba psuje się od głowy

Afera z „Niebieskim Wielorybem” obnażyła też w pełni naiwność najważniejszych polskich urzędów. Na czele z prokuraturą, która tak łatwo dała się wkręcić mediom, bez żadnego rzetelnego poważniejszego śledztwa, od razu informując, Ministerstwo Edukacji o potencjalnym zagrożeniu. Co automatycznie spowodowało, że pracownicy kuratorium, poszli z tym do szkół. Gdzie powiadomiono rodziców, jakie to wielkie niebezpieczeństwo rzekomo grozi ich pociechom, powodując przy tym masową panikę.

Gry zawierające agresję i brutalną przemoc powodują wzrost poziomu agresji u dzieci, uczą wrogich zachowań wobec innych ludzi oraz tego, że jedynym sposobem na rozwiązywanie problemów jest używanie siły. A w przypadku opisanym poniżej, mogą prowadzić do samookaleczenia, a nawet śmierci.

Jednym słowem, blamaż, ale i z niego można wyciągnąć pozytywne wnioski. Wykorzystując taką nadgorliwość organów prawa, do wzmocnienia działań w zwalczeniu wszelkiej maści cyberprzestępców, jak i przeciwdziałaniu obyczajowych przestępstw w sieci. Gdzie służby tym się zajmujące raczej ze średnim skutkiem sobie radzą. Najwyższa pora to zmienić na lepsze!

in fine

Zważywszy na to, co wcześniej napisałem, odnoszę wrażenie, że ta afera z tą grą co niby zabija. Oprócz tego, że jest typowym szukaniem taniej sensacji, przy okazji, może wzmóc też pozytywne zachowania. Choćby większe zainteresowanie tym, co robią w sieci najmłodsi, zarówno dla rodziców, szkół, jak i służb bezpieczeństwa. Co na dłuższą metę może tylko wszystkim zainteresowanym wyjść na dobre. Tak ja to widzę.
  

windows porady urządzenia mobilne

Komentarze