5 najlepszych darmowych czytników tekstu na komputer stacjonarny i przenośny

Przedstawiłem tutaj pięć narzędzi do czytania wybranego artykułu, które można wykorzystać na pececie i laptopie. W ich poczet wchodzą dwa programy i trzy wtyczki do najpopularniejszych przeglądarek. Wszystkie sprawdziłem w praktyce i uważam, że odpowiednio czytają zaznaczony tekst. Dlatego śmiało polecam je zainteresowanym osobom.

TextToSpeechRobot 

Jest to jeden z moich faworytów na tej liście. Cechuje go prostota i dobra jakość czytanego przez „Paulinę” tekstu na głos — oczywiście jak na standardy syntezatora mowy działającego online. TTS Robot czyta teksty w 17 najpopularniejszych językach i nie wymaga rejestracji ani instalacji. Oprócz wersji na komputer można z niego korzystać na chromebooku oraz tablecie. A do samej obsługi programu wymagane jest wykorzystanie po wklejeniu tekstu tylko trzech przycisków: Play & Pause, Stop i Clear. Prościej już chyba nie można :)

TTS Robot nadaje się także jako korektor tekstu, ponieważ na żółto zaznacza budowę zdania i dokładnie czyta tekst na głos, przez co wprawnie wychwytuje błędy interpunkcyjne. Dlatego stanowi pomocne narzędzie dla osób publikujących artykuły — zresztą tak samo, jak poniższa „czwórka”. LINK DO PROGRAMU.

QTranslate

To bardzo sprawnie działający program, który wręcz urzeka prostotą obsługi. Wystarczy tylko go zainstalować i użytkując cztery przyciski korzystać z ogromu zawartych w nich funkcji. Siłą programu jest czytanie wszystkich języków świata, z których wybrany ustawia się w opcjach. Co ważne symulator Benjamin czyta tekst po polsku całkiem wyraźnie i nienadmiernie szybko.

Obsługa QTranslate polega zaś na wklejeniu wybranego tekstu, który czyta on w całości, bez podziału na akapity. Jedynym minusem jest czytanie screenu w tekście jako „image”, ale prawie wszystkie darmowe czytniki tekstu mają z tym problem. A żeby syntezator mowy odczytywał zaznaczony artykuł, wystarczy tylko zaznaczyć słuchawkę „czytaj tekst”.

QTranslate wyróżnia także funkcja „tekstowy zapis mowy”, po której zaznaczeniu wymawiany przez użytkownika tekst jest zapisywany przez program, który następnie może czytać. A jeżeli chce się zakończyć pracę programu, wystarczy włączenie białego prostokąta „usuń bieżące tłumaczenie”. Sami więc widzicie, że jest to wszystko banalnie proste, a w prostocie tkwi siła. LINK DO PROGRAMU.

Wybór Reader (Tekst na Mowę)

Pod tą długą nazwą kryje się wtyczka na przeglądarkę Chrome, która stanowi wygodny czytnik tekstu. Działa jednak trochę inaczej od powyższej dwójki, ponieważ nie czyta całego podświetlonego tekstu, tylko jego pierwszy akapit.

Choć nie stanowi to większego problemu w wygodzie obsługi, gdyż wystarczy tylko wejść myszą na czarne logo wtyczki i podświetlić je na czerwono, aby symulator Paulina zaczął czytać kolejną część zaznaczonego tekstu. Ponadto w ustawieniach jest 15 opcji językowych i możliwość wyboru mowy na normalną lub szybką.

Niewątpliwie płynność czytanego tekstu, niezawieszanie się, prostota i brak limitów, są zaletami tej wtyczki. Sam zresztą uważam Reader (TnM) za najlepszą wtyczkę do korekty wpisów blogowych. Te walory czynią ją wartościowym narzędziem do czytania i sprawdzania zaznaczonego tekstu na przeglądarce Chrome. LINK DO WTYCZKI.

Read Aloud: A Text to Speech Voice Reader

Jest to wtyczka o jeszcze większych możliwościach od poprzedniczki i do tego można korzystać z niej oprócz Chrome'a także na Firefoksie. Jej obsługa sprowadza się tylko do czterech przycisków: pauza, play i dwóch kursorów. Aby uruchomić Red Aloud po podświetleniu wybranego tekstu, wystarczy wejść na ikonkę wtyczki i wtedy symulator głosu będzie go czytać. Zaznaczony tekst można wyłączyć, pauzować i akapitować jego czytanie pobocznymi przyciskami. Ta opcja natomiast świetnie sprawdza się w czytaniu wpisów blogowych, zawierających wiele screenów.

Wtyczka może obsługiwać każdy język świata, który można wybrać w Opcjach (klikając lewym przyciskiem myszy). Po polsku mamy 5 wersji językowych: trzy żeńskie (Anna, Diane, Elizabeth) i dwa męskie (Benjamin, Christopher). Ale tak naprawdę ma się do wyboru jeden automatyczny głos kobiecy, jak na syntezator mowy brzmiący całkiem przyzwoicie i do tego nieczytający screenu jako „image”.

Poza tym można w opcjach ustawić podświetlanie, szybkość i głośność tekstu. Jednak dla wielu największą atrakcją owej wtyczki, będzie możliwość czytania publikacji według zaznaczonego linku, wystarczy tylko wkleić go do „Report Issue”. Jak dla mnie to najlepsza wtyczka ze wszystkich zajmujących się czytaniem tekstu. LINKI DO WTYCZKI: CHROME ORAZ FIREFOX.

Text to Speech (TTS)

W tym spisie nie mogłoby zabraknąć wtyczki dla użytkowników Opery. TTS jest natomiast jedyną wtyczką nadającą się do czytania wybranej treści na tej przeglądarce. Działa ona intuicyjnie i niesamowicie prosto, albowiem jej obsługa sprowadza się tylko do włączenia i spauzowania tekstu. Cała specyfika tego polega na tym, że po jego podświetleniu prawym kursorem myszy, włącza się wtyczkowy megafon. Zaraz potem symulator Anna wprawnie zaczyna czytać zaznaczony akapit tekstu.

TTS podświetla na żółto czytane zdanie, a także oferuje włączenie pauzy. Samo zaś „odświetlenie” zaznaczonego fragmentu publikacji powoduje automatyczne zatrzymanie jej czytania. Więc idzie za tym prostota do potęgi entej, a ja lubię takie łopatologiczne rozwiązania.

TTS ponadto oferuje kilka opcji ustawień, ale jak dla mnie w ustawieniach podstawowych nie trzeba nic zmieniać, albowiem prostota obsługi stanowi jej zaletę. LINK DO WTYCZKI.

Puenta

Liczę, że powyższa lista programów i wtyczek przeglądarkowych będzie dla jak największego grona osób ułatwieniem w czytaniu niusów i artykułów. Piszę tak, bo mnie osobiście te narzędzia dobrze służą. Choć zdaję sobie sprawę, iż nie stanowią one idealnego rozwiązania, albowiem zawarte w nich syntezatory mowy zawsze będą mechaniczniej brzmieć od ludzkiego głosu i mają one czasami problemy z czytaniem liczb i skrótów. Tak czy inaczej, ten czytnikowy zestaw ma więcej plusów niż minusów — dlatego Wam polecam któreś z zawartych w nim narzędzi wybrać do własnego użytku. Aczkolwiek w komentarzach pewnie znajdą się oponenci tego typu rozwiązań, bo nawet darmowa alternatywa drogich komercyjnych usług (np. 1, 2) wszystkich nie zadowoli.