r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Deweloperzy Kodi chcą pokonać piratów za pomocą DRM i legalnych treści

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Twórcy odtwarzacza Kodi nie ukrywają swojej niechęci wobec niezależnych dodatków, które pozwalają na łatwy dostęp do spiraconych treści w Sieci, nie mówiąc już o tych, którzy sprzedają sprzętowe odtwarzacze z Kodi, wyładowane po brzegi takimi dodatkami. Do wyrazów niechęci mają teraz dojść konkretne działania, podejmowane ramię w ramię z właścicielami praw autorskich. Czy jednak Kodi może odciąć się od piractwa, jednocześnie nie tracąc swojej ogromnej popularności?

Organizacje antypirackie coraz częściej zaczynają się odzywać się do deweloperów Kodi z różnymi żądaniami, tylko po to by dowiedzieć się, że żądania te są bezzasadne i niemożliwe do spełnienia. Sam odtwarzacz to przecież tylko neutralna platforma software’owa z otwartymi interfejsami, dla której każdy może tworzyć dodatkowe oprogramowanie. Chronione prawem autorskim treści nie znajdują się też na serwerach Kodi, rozprowadzane są zwykle ze spiraconych hostingów wideo, czasem przez BitTorrenta. Od strony prawnej Kodi jest więc bezpieczne, ale z perspektywy marketingowej i PR-owej ma kłopoty, będąc narzędziem jednoznacznie kojarzonym z piractwem.

Oczywiście te kłopoty marketingowe i PR-owe widać tylko z perspektywy właścicieli praw autorskich, oraz zapewne XMBC Foundation, organizacji zarządzającej rozwojem projektu. Dla ogromnej rzeszy użytkowników, która w ostatnich latach zaczęła z Kodi korzystać, to właśnie te pirackie dodatki stanowią o atrakcyjności platformy. Niby co innego niż spiracone media mieliby oglądać na Kodi – filmiki z YouTube?

r   e   k   l   a   m   a

XBMC Foundation zdaje sobie sprawę z tego, że pirackich dodatków nie powstrzyma, bez względu na to, jak właściciele praw autorskich by na to naciskali. Nawet gdyby uniemożliwiło ich instalację (już to nieco utrudniło w ostatnim wydaniu 17.0), to ludzie szybko wyłączyliby te blokady, program jest przecież całkowicie opensource’owy, a może nawet sięgnęli po jeden z forków Kodi, takich jak np. SPMC. Ma na walkę z piractwem zupełnie inny pomysł, który przedstawiło właśnie właścicielom praw autorskich.

Zamiast podejmować próby ograniczania dostępu do pirackich dodatków, deweloperzy Kodi chcą pozyskać dla swojego odtwarzacza więcej legalnie rozpowszechnianych treści od oficjalnych dystrybutorów. Aby było to w ogóle możliwe, konieczne byłoby wbudowanie w Kodi niskopoziomowego modułu DRM, który pozwoliłby na odtwarzanie chronionych cyfrowymi zabezpieczeniami treści – i taka opcja jest właśnie rozważana.

W ten sposób można by było nawiązać współpracę z legalnymi dostawcami treści, którzy mogliby zacząć przygotowywać swoje oficjalne dodatki do Kodi, tak samo, jak tworzą aplikacje dla telewizorów smart. Wypełnienie Kodi takimi wygodnymi w użyciu dodatkami miałoby ograniczyć atrakcyjność dodatków pirackich.

Stworzenie takiego zamkniętego modułu DRM dla otwartego oprogramowania ma swój precedens. Dokładnie tak działa moduł DRM w Firefoksie na Windowsie – jest to wrapper, który obsługuje bloby CDM (Content Decryption Module) – Adobe Primetime oraz Google Widevine. Z kolei na większości wersji Androida nie stanowi problemu skorzystanie z wbudowanego w systemu modułu DRM Google’a, wspomnianego Widevine.

Taki moduł DRM w przypadku Kodi musiałby jednak być rozpowszechniany całkowicie niezależnie od odtwarzacza – a to wszystko za sprawą Richarda Stallmana. Kodi jest bowiem rozwijane na licencji GNU GPL v2 – i bez względu na to, co zarząd XBMC Foundation sobie o tym myśli, po prostu nielegalne jest udostępnianie kompilacji tak licencjonowanego oprogramowania, które zawierałyby niewolny kod.

Moduł DRM nie byłby jednak pierwszym komponentem Kodi, który do działania wymagałby zewnętrznego oprogramowania. Tak jest już w wypadku technik Zeroconf na Windowsie, który pozwala na bardzo proste łączenie urządzeń sieciowych. Systemy Microsoftu nie potrafią obsłużyć wykorzystywanego tu stworzonego przez Apple protokołu Bonjour. Systemy uniksopodobne mają swoją własną, otwartą implementację Bonjour o nazwie Avahi, jednak na Windowsie konieczne jest uruchomienie Apple Bonjour Print Services, instalowanych przez aplikację iTunes.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.