„Teściowa kontra TP-link" – router Archer C4000, nawet ładny...

„Mąż mówi do żony: – Nie twierdzę, kochanie, że twoja mama źle gotuje, ale zaczynam rozumieć, dlaczego twoja rodzina modli się przed obiadem!”

No więc stało się, jestem posiadaczem sprzętu do testów firmy TP-link, który nie ukrywam, zostanie wykorzystany w jednym celu, aby rozwiązać problem teściowej. Czemu zapytacie? No cóż, jeżeli jesteście szczęściarzami i macie teściową na pokładzie waszego życia, to wiecie, że w pakiecie z jej córką dostajecie pewne obowiązki, tudzież zobowiązania. Cóż, cyt. moją ukochaną teściową „reklamacji na córkę nie przyjmuję”, domyślam się, że to dotyczy również jej samej, choć tej części umowy nigdzie nie doczytałem. Jednakże, aby nie siać fermentu, przejdę do rzeczy. Cel prosty, teściowa ma problem, a ja chcę go rozwiązać, za chwilę o tym więcej. No czego się nie robi, aby uszczęśliwić mamusię... zaczynamy.

Paradoks tego testu polega na tym, że problemem jest właśnie TP-link. Brzmi okrutnie, wiem, i tak trochę jest. Czemu? Całkiem niedawno (tak z dziesięć lat temu — chyba, wiecie, pamięć bywa ulotna), zakupiłem bardzo fajny router TP-linka. No i wszystko byłoby super poza faktem, że nie był w stanie zapewnić komfortowego obłożenia WiFi w całym domu u teściowej. Tzn. niby działa, niby net jest, ale jak wiatr trochę bardziej zawieje to po prostu raz na jakiś czas z niewiadomych mi przyczyn po prostu zrywa się połączenie z routerem. Oczywiście to ma miejsce w najdalszych zakątkach domu. Czyli piętro niżej, skrajny pokój, choć nie tylko tam. Dom teściowej nie jest jakiś gigantycznie wielki, a sam router ustawiony jest w punkcie centralnym, więc raczej to optymalne miejsce na to by tam stał. 

Po wielu latach średnio działającego połączenia postanowiłem wyjść ze swojej strefy komfortu i coś z tym robić, więc dorzuciłem drugi router TP-linka. Jeden, ten pierwszy, to model TD-W8960N v3, drugi to H5R. Jaka była idea takiego dziwnego połączenia 2 urządzeń? To dość proste model H5R to router ze wbudowanym transmiterem sieciowym, więc za pomocą zewnętrznego transmitera AV500 i wpinając go do gniazdka sieciowego gdzieś na dole domku, mogłem cieszyć się rozszerzonym zasięgiem WiFi z wykorzystaniem gniazdek elektrycznych. Sprawdziłem to rozwiązanie i okazało się dość skuteczne, choć transfer nie powalał, to po prostu WiFi było zdecydowanie stabilniejsze. Jednakże do ideału jeszcze brakowało, ponieważ... i tutaj stawiam kropkę. Jak dotrwacie do końca tekstu, to sami ocenicie, dlaczego nie było to idealne rozwiązanie. 

Tak więc reasumując, miałem 2 urządzenie TP-linka spięte ze sobą i dające średnio satysfakcjonujące pokrycie WiFi, a całość wyglądała jak poniżej: 

Zapewne można by było zrobić cuda, aby poprawić sytuację, ale jak to w życiu bywa, nie był to aż tak duży, częsty i uciążliwy problem (ot raz na jakiś czas dłużej się YT bufferuje), że nie istniała silna potrzeba, aby naprawiać świat tak na już. Tylko raz na jakiś dłuższy czas były poważniejsze problemy, czyli najczęściej utracenie połączenia z routerem z dolnych partii domu. Jednak przy okazji testów na dobrychprogramach, nadarzyła się idealna okazja, by zająć się jednak tym problemem na nowo i zadać sobie pytanie, czy TP-link pokona sam siebie. Co by nie mówić, do dyspozycji mam aż 3 różne urządzenia, i paradoksalnie każde z nim pomoże w rozwiązaniu problemu zasięgu WiFi u teściowej. Także liczę, że różnica będzie spora w zasięgu, no ale to się okaże. Osobiście od niedawna jestem wielkim miłośnikiem urządzeń Fritza! Od momentu, kiedy posiadam jeden router tej firmy, zapomniałem, że go w ogóle posiadam (czyt. brak zwiech i potrzeby restartów routera i gigantyczna stabilność), zobaczymy, jak będzie tym razem. 

Tak więc to, co chcę zrobić, to porównać zasięg WiFi i jego stabilność w warunkach tożsamych, jakie są aktualnie dla 2 pozostałych routerów, również tej samej marki. Jednak zanim to zrobię, przyjrzyjmy się samemu urządzeniu, także na początku coś o samym urządzeniu. 

Specyfikacja?

Muszę przyznać, że router ma w sobie kilka ciekawych rozwiązań. To, co najbardziej mnie interesuje to „kształtowanie wiązki”, cytując producenta, jest to: „Technologia beamforming ukierunkowuje sygnał Wi-fi do połączonych urządzeń w celu zapewnienia stabilnego połączenia”. Reasumując, raczej nie miałem do czynienia z tym rozwiązaniem i przyznam, że jest ono bardzo ciekawe, przynajmniej w teorii. Nie jest to jakaś nowość, bo było ono dostępne opcjonalnie już w standardzie 802.11n. Mimo to nie kojarzę żadnego urządzenia na mojej drodze, które miałoby ww. funkcję na pokładzie, ale mogę się mylić. Jak beamforming działa? Jest to technologia, która kieruję wiązkę sygnału bezpośrednio do lokalizacji urządzenia bezprzewodowego, czyli nie jest on propagowany we wszystkich możliwych kierunkach, przez co sygnał jest efektywniej wykorzystywany i pozwala zwiększyć zasięg i szybkość WiFi. Zobaczymy, jak to się sprawdzi w praktyce, o ile będzie to możliwe do zweryfikowania.

Nie ma co rozpisywać się o pełnej specyfikacji urządzenia, chętnych zapraszam do strony producenta, jest tam wszystko. Ja ze swojej strony nadmienię o ciekawych elementach, które zwracają moją uwagę, jeżeli chodzi o to urządzenie, a jest nim 64-bitowy czterordzeniowy procesor o taktowaniu 1,8Ghz. Brzmi dumnie i przyznam szczerze, że jak na router to całkiem nieźle. Sugeruje to mocno stabilność i szybkość działania urządzenia, ale nie przesadzajmy. Mamy również do dyspozycji 512 MB pamięci RAM, co jest przyzwoitą wartością. Bardzo ciekawie producent reklamuje prędkość WiFi, cyt: „Łączna prędkość bezprzewodowa wynosząca 4000 Mb/s - 1625 Mb/s w dwóch pasmach 5GHz oraz 750Mb/s w paśmie 2,4GHz”. Przyznam, że brzmi to, jak mocny zabieg marketingowy, bo trochę ciężko na co dzień wykorzystywać w pełni 4000 Mb/s i to jeszcze korzystając z 3 pasm jednocześnie. No ale zakładam, że jest to możliwe, choć nie będę w stanie tego zweryfikować. Cała reszta specyfikacji jest dość mocno standardowa. 

Wygląd

O gustach się nie rozmawia, podobno. Tak więc pogadajmy o wyglądzie tego urządzenia :). Na zdjęciach urządzenie wygląda jak jedna wielka czarna tarantula, ale w rzeczywistości nie jest to przesadnie duże urządzenie. Wymiary 200 x 200 x 39 mm przy złożonych antenach i 200 x 200 x 100 mm przy rozłożonych, to całkiem mało. Zasilacz w tym routerze jest zewnętrzny, dość standardowych rozmiarów. 

Jeżeli chodzi o wentylację routera i odprowadzanie ciepła, to właściwie urządzenie jest jedną wielką siatką z dziurami. Myślę, że wiele się nie pomylę, jeżeli postawię tezę, że 50% powierzchni obudowy to wolna przestrzeń. Są miejsca na routerze (przeważnie na krawędziach), gdzie widać przestrzeń na wylot we wspomnianych dziurach. Myślę, że problem z przegrzewaniem w tym urządzeniu nie będzie zbytnio doskwierał, jedynie obawiam się kurzu, który właściwie ma wolną drogę, aby osadzać się wewnątrz urządzenia, praktycznie na całej elektronice. Osobiście urządzenie bardzo mi się podoba, jest zaprojektowane w sposób, jaki najbardziej lubię, czyli minimalistycznie, przy czym anteny są naprawdę skromne i estetyczne. Jeżeli porównamy wygląd do produktu firmy ASUS, czyli RT-AC5300 to widać od razu, który router wygrywa swoim wyglądem. Wspomniany produkt ASUS'a to raczej target dla graczy, nie twierdzę, że nie ma osób, którym wygląd taki sprawia sporo satysfakcji, zapewne tak jest, ale ja wolę jednak TP-linka i to z całą stanowczością. 

Pierwsze uruchomienie

Tutaj raczej nie będzie wielkiego zaskoczenia, jak powiem, że trzeba router podłączyć do prądu, za pomocą zasilacza. Szok! Następnie użyć przycisku zasilania z tyłu i to właściwie tyle. Po chwili zapali się dioda wskazująca, że nasze urządzenie jest uruchomione i 3 diody sygnalizujące dostępność sieci WiFi, jedna 2,4Ghz i dwie sieci 5Ghz. To na ten moment wszystko, można już połączyć się z urządzeniem za pomocą sieci bezprzewodowej lub przewodu sieciowego. Na liście dostępnych sieci WiFi ukażą się nam wspomniane 3 sieci. Wybieramy dowolną, wpisujemy hasło domyślne (znajduje się na spodzie urządzenia, jak również na karce dodanej wraz z instrukcją).

Do portu WAN (Internet), wpinamy źródło naszego internetu i już to właściwie wszystko. Dalej łączymy się z panelem, wpisując dla wygody w przeglądarce http://tplinkwifi.net i od razu naszym oczom ukazuję się panel urządzenia.

Zupełnie nic na tym etapie nie stało się nieoczekiwanego, ot po prostu działa. Samo urządzenie uruchamia się szybko, nie wydaje żadnych dźwięków, nie grzeje się, nie marudzi jak teściowa, ogólnie wszystko super. Można teraz na spokojnie przyjrzeć się konfiguracji routera i interfejsowi. 

Konfiguracja

Kiedy już zobaczymy pierwszy ekran routera, musimy utworzyć od razu hasło do logowania się do niego. Nie ma, przebacz, bez tego dalej nie ruszymy. Możemy też zdefiniować język. Ja wybrałem Polski, ale dla zabawy polecam np. Rosyjski, wtedy konfiguracja urządzenia staje się małym wyzwaniem :). 

To, co widzimy na początku to 3 zakładki (szybka konfiguracja, podstawowe, zaawansowane). Zaczynając od szybkiej konfiguracji, jesteśmy dosłownie w kilkanaście sekund postawić działające urządzenie, a wystarczy przejść tylko kilka kroków.

Na samym końcu pojawia się nam wdzięczny napis, gratulujący nam poprawnej konfiguracji i zachęcający do rejestracji lub logowania w usłudze TP-Link Cloud, o czym później. Szczerze mówiąc, cała konfiguracja urządzenie zajmuje dosłownie kilka sekund, zakładając, że wybraliśmy typ połączenia dynamiczny, to tyle właśnie to trwa.

Interfejs

Parę słów, jeżeli chodzi o sam interfejs, tutaj muszę przyznać, że byłem przyzwyczajony dość mocno do starego typu GUI w routerach TP-Linka. Widać spory powiew świeżości, ciężko zaprzeczyć, nawet teściowa powiedziała, że ładnie to wygląda... a to już naprawdę wielki sukces :). Patrząc na to, jak wyglądają 2 urządzenia, o których wspomniałem wcześniej, to jednak różnica jest dość duża. Zobaczcie sami, jak to w jednym z nich wygląda: 

Zasada w poprzednich interfejsach była prosta, dużo, wszystko, naraz. W mojej ocenie to się nie sprawdzało. Podoba mi się bardzo podział, jaki został zastosowany w interfejsie Archera, jest część, która umożliwia w kilka sekund ogranie ustawień, aby urządzenie zaczęło pracować poprawnie, jest opcja podstawowa ze wyszczególnionymi istotnymi opcjami, jak również zaawansowana, gdzie mamy wszystko. W dodatku jest to ułożone w taki sposób, że naprawdę przez kilka pierwszych minut miałem wrażenie, że jest to interfejs mocno ubogi w opcje, jakże byłem w błędzie. Myślę, że tutaj trzeba przyznać, że TP-Link zrobił coś naprawdę świeżego i bardzo intuicyjnego. 

 TP-link cloud i aplikacja Tether

Jeżeli chodzi o usługę TP-link cloud, to jest to bardzo ciekawa usługa, która oferuje nic innego jak możliwość zdalnej konfiguracji zarządzania naszymi urządzeniami ze stajni producenta. To, co jest potrzebne, aby skorzystać z przywilejów tej usługi to rejestracja konta TP-link ID, możliwa z poziomu routera.

Aby móc komfortowo skorzystać z przywilejów konta Cloud, warto zainstalować aplikację Tether, przez którą z poziomu telefonu z Androidem możemy połączyć się z naszym urządzeniem i zarządzać większością funkcji urządzenia. Niestety ja ku mojemu zdziwieniu zauważyłem jedną dość nieprzyjemną rzecz. Za żadne skarby nie byłem w stanie połączyć się za pomocą aplikacji Tether z routerem z zewnątrz. Jedynie, jeżeli podłączyłem się do jednej z sieci WiFi urządzenia, w przeciwnym razie, komunikacja zdalna do routera kończyła się zawsze komunikatem, że urządzenie jest nieznane. 

Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, próbowałem dosłownie wszystkiego, by jednak spróbować zdalnie połączyć się za pomocą tej aplikacji i sterować urządzeniem z zewnątrz. Niestety w ostatecznym rozrachunku trafiłem na stronę z listą kompatybilnych urządzeń wspierających działanie tej aplikacji i ku mojemu ponownemu zdziwieniu, Archer C4000 nie znajdował się na tej liście.

To pozwoliło mi zrozumieć, że jednak wszystko robiłem dobrze, a gwoździem do trumny był komunikat z apki:

Tym samym mam dość mieszane uczucia, ponieważ w tej samej sieci WiFI aplikacja działa bez zarzutu, jednocześnie łącząc się z zewnątrz, dostaję komunikat o nieznanym urządzeniu i braku kompatybilności. Możliwe, że ja gdzieś, coś, źle zrobiłem, ale najpewniej trzeba będzie trochę poczekać, aż owo wsparcie się pojawi, o ile... Bardzo to nie przeszkadza, ale jednak powoduje, mały niedosyt.

Podsumowanie

Samo urządzenie zrobiło na mnie dobre wrażenie, w samym użytkowaniu nie stwierdziłem większych problemów, kilka razy jednak zauważyłem małą niestabilność w sygnale WiFi, objawiającą się zanikiem sieci, na kilka sekund. Nie jestem w stanie aktualnie stwierdzić, czy było to efektem zatwierdzenia zmian w konfiguracji, czy innymi czynnikami. Zdarzyło się to 2 razy na ponad 2 tygodnie testowania, więc można uznać, że to niewiele. Na ten moment czuję się już bardzo komfortowo z Archerem C4000, w kolejnym wpisie pokażę test działania, czyli spróbuję rozwiązać największy problem mojej teściowej :). Zobaczymy czy się uda. Przede mną jeszcze drugi test, mianowicie zasięgu działania urządzenia w otwartej przestrzeni, jest to test, który zawsze chciałem wykonać, by sprawdzić ile prawdy lub nie, jest w stwierdzeniu, że sieć WiFi 2,4Ghz (i nie tylko) może działać do 120 metrów w otwartej przestrzeni.