Dokąd zmierzasz, smartfonie? cz.1

Od momentu wynalezienia pierwszych palmtopów, minęło już około 20 lat. Na początku służyły one głównie pracownikom biznesowym, z czasem jednak ewoluowały w popularne telefony BlackBerry, by w końcu stać się smartfonami, których używamy dzisiaj.

Od czasów pierwszego iPhone czy HTC Dream (znanego polskim użytkownikom również jako Era G1) producenci urządzeń mobilnych poczynili ogromne postępy. Nowe telefony mają wielordzeniowe procesory, kilka gigabajtów pamięci RAM, parę obiektywów w telefonach i coraz szybsze łącza internetowe. Jednak od pewnego czasu obserwuję trendy, które są dość dyskusyjne.

O nich właśnie będzie ten wpis.

1.Wielkość i grubość

Ogólnym trendem w technologii od zawsze była miniaturyzacja. Komputery, które na początku zajmowały wielkie pomieszczenia, stały się na tyle ustawne, by zmieścić je na domowym biurku, a następnie ewoluowały w niewielkie laptopy, z czasem zmniejszając się do urządzenia trzymanego w kieszeni. Sama miniaturyzacja jest trendem bardzo pozytywnym (poza niektórymi dziedzinami np. audio), jednak od jakiegoś czasu producenci zaczęli iść w drugą stronę.

Posiadałem kiedyś tzw. Namiastkę smartfona, telefon Samsung Avila. Ekran w tymże wynalazku miał 3 cale, a recenzenci określali go jako duży. Samo urządzenie było jednak bardzo poręczne i (mimo lichych parametrów) nie można było zarzucić mu wielkich braków w ergonomii.

Był to rok 2009. Potem nastąpiła walka na coraz większe ekrany, i do pewnego momentu telefony mimo zwiększających się przekątnych nadal zachowały swoją poręczność i wygodę obsługi.

Granica, kiedy sprzęt staje się nieergonomiczny jest zależna od osobistych preferencji.

Dla mnie stało się to kiedy przekroczono granicę 5 cali. Posiadałem telefon o takiej właśnie przekątnej, i mimo że nie mam rąk jak dziecko obsługiwanie tego było na tyle niewygodne, że pomyślałem o zmianie na mniejszy model.

Dzisiaj jednak telefony pięciocalowe sygnowane są jako te mniejsze. Większe dawno przekroczyły 6 cali i powoli zbliżają się do 7. Dla mnie to kompletne zaprzeczenie tego, czym na początku był smartfon – urządzenia mobilnego. Nie wiem, kiedy (i czy w ogóle) to szaleństwo się skończy, ale według mnie coś tu jest nie tak. Rozumiem, że wielu ludzi używa smartfona do oglądania filmów, ale używanie czegoś, co trudno nawet zmieścić do kieszeni, nie mówiąc już o komfortowym trzymaniu w rękach trudno nazwać komfortowym.. Sam używam Sony Xperii Z3 Compact, i jedynymi następcami dla niej jakich widzę na rynku są Z5/XZ1 Compact bądź iPhone SE/6S. Wszystko inne jest niestety za duże.

Wraz z powiększaniem smartfonów, następuje także ich odchudzanie. Po części to zrozumiałe – sześciocalowy potwór o dużej grubości byłby zbyt ciężki. Jednak w moim odczuciu takie urządzenia coraz częściej są za cienkie, sprawiając wrażenie jakby miały zaraz pęknąć (co się zdarza – vide Xperia Z3), Pięknie to wygląda, ale niestety nie czuć w rękach, że ma się do czynienia z solidnym urządzeniem, za które nierzadko zapłaciliśmy bardzo dużą sumę pieniędzy.

Znów – design bierze górę nad użytecznością.

2. Kastracja i jakość wykonania

Nie wiem, czy chodzi o ogólny trend minimalizmu, albo o zwykłe cięcie kosztów (to drugie wydaje się bardziej prawdopodobne) ale coraz częściej na obudowie smartfonów można znaleźć niewiele więcej, niż wielki ekran, i ewentualnie aparat z tyłu. Zniknęły drobne rzeczy które wcześnie były standardem.

Najbardziej znanym przykładem jest gniazdo minijack. Nie rozumiem powodów usunięcia go z nowych smartfonów. Czy chodzi o wyścig w wysmuklaniu obudów, czy skłonienie użytkowników do całkowitej przesiadki na urządzenia bezprzewodowe? Czy może zwykłe cięcie kosztów?

Gniazdo to było tak uniwersalne, że smartfona wyposażonego w nie można wpiąć do głośników komputerowych, wieży, kina domowego, czegokolwiek. Można używać o wiele lepszej jakości słuchawek. Po co pozbawiać ludzi tak przydatnej funkcjonalności? Kompletnie bez sensu.

Drugim, nieco zapomnianym elementem jest fizyczny spust migawki. Dla osób które dużo fotografują był niesamowicie przydatny, pozwalając na wycelowanie i zrobienie zdjęcia bez odrywania ręki i dotykania ekranu. Nie znam nowego telefonu, który posiadałby taki przycisk, mimo zastosowania dwóch czy trzech obiektywów nie da się wpasować jednego małego przycisku? Znów całkowicie niezrozumiała strategia ze strony producentów.

Co do samych gniazd minijack, były one użyteczne ale niestety nietrwałe. Każdy telefon który posiadałem, a który miał na pokładzie minijacka po jakimś czasie miał problem albo z rozpoznaniem słuchawek (w LG co rusz włączało się rozpoznawanie mowy – można było zwariować) albo z samym odtwarzaniem, Jedynym chlubnym wyjątkiem była Nokia 5800, w której gniazdo działało do momentu sprzedaży. Pewnie niektórzy pomyślą, że nie dbam o telefony i dlatego psują się one tak szybko, lub że gniazdo jest bardzo często używaną rzeczą narażoną na uszkodzenie. Otóż nie bardzo.

Posiadam jeszcze przenośne odtwarzacze tzw. Discmany i starsze walkmany. Pomimo upływu ponad dwudziestu lat, ich gniazda słuchawkowe nigdy nie odmówiły posłuszeństwa. Po dziś dzień kiedy czasem chcę coś z nich posłuchać obsługują wszystkie moje słuchawki bez zająknięcia. Dzisiaj nie da się tego zrobić, czy chodzi może o totalne cięcie kosztów i korzystanie z najtańszych dostępnych materiałów?.

Podobnie sprawa ma się z ekranami. Kolejne generacje Gorilla Glass są coraz lepsze, coraz bardziej odporne na zarysowania, lecz cóż z tego, kiedy spotkanie telefonu z chodnikiem czy podłogą kończy się efektownym pajączkiem na wyświetlaczu? Szkło ładnie wygląda na zdjęciach reklamowych, jednak w codziennym użytkowaniu tłucze się przy większym upadku.

Szczerze jednak powiem, że nie mam pojęcia jak rozwiązać ten problem. Powrót do plastikowych ekranów raczej jest niemożliwy, bo ludzie przyzwyczaili się do ładnych tafli szkła. Rozwiązaniem byłoby stworzenie specjalnego, wzmocnionego materiału odpornego na wstrząsy i upadki. Może taki materiał zostanie kiedyś wynaleziony.

3. Muzyka przez słuchawki, która (nie) brzmi jak powinna

Wiele osób pewnie nie będzie zdawać sobie sprawy z problemu który opiszę.

Ludzie którym jedynym źródłem dźwięku był (i jest ) telefon mogą nie dostrzegać tego problemu, ale mam nadzieję, że nie tylko dla mnie jest to denerwujące.

Smartfony wyparły z rynku wszelkiego rodzaju odtwarzacze przenośne. Po części to rozumiem – wygoda użytkowania telefonu jako urządzenia uniwersalnego, również do słuchania muzyki jest nie do przecenienia, a w dobie Spotify i YouTube dostęp do muzyki jest łatwiejszy niż kiedykolwiek. Jest tylko jeden problem. Jakość i moc dźwięku, który smartfony generują.

Jeśli ktoś używał większych, pełnowymiarowych słuchawek ze smartfonem, prawdopodobnie jest świadomy problemu, choć na mniejszych słuchawkach słychać go podobnie.

Zacznijmy od głośności, która jest po prostu za mała. O ile używamy małych dokanałówek, może jeszcze wystarczać, to w przypadku słuchawek nausznych wyraźnie nie starcza mocy.

Dźwięk jest nie tylko za cichy, ale też płaski i mało dynamiczny. Kiedy jednak spróbujemy użyć equalizera, okazuje się że podbicie niskich tonów powoduje „zamulenie” dźwięku (charakterystyczne ściszanie przy odtwarzaniu basów). Nie rozumiem, jak można w smartfonach za grube pieniądze nie wbudować porządnego DACa i wzmacniacza słuchawkowego.

Na co odtwarzanie plików Hi-Res, skoro nie da się wykorzystać ich potencjału?

Wspominałem wcześniej o starym odtwarzaczu, discmanie. Ów sprzęt „zamiata” smartfony jeśli chodzi o jakość dźwięku. Mocy jest na tyle, że nawet duże, wysokoomowe słuchawki grają bardzo głośno, dźwięk jest dynamiczny, a podbicie basu rzeczywiście podbija bas, który gra, nie zagłusza utworów. Nie rozumiem tego, nie trzeba wymyślać żadnej nowej technologii, wystarczy wykorzystać coś, co działało ponad 20 lat temu, zamiast wymyślać koło od nowa i psuć potencjał dźwiękowy smartfonów. To wręcz śmieszne, że tak stare urządzenie które teraz warte jest może 50zł gra o wiele lepiej niż smartfon za grube tysiące. Dlatego moim źródłem dźwięku na co dzień nie jest smartfon, a właśnie starsze przenośne odtwarzacze które pozwalają cieszyć się muzyką niezależnie od wielkości i oporności słuchawek.

To koniec na dzisiaj. Nie zawarłem tutaj wszystkich tematów które chciałbym poruszyć, dlatego jeśli spodobał Ci się wpis, możesz oczekiwać następnej części.

Pozdrawiam i dziękuję za dotarcie do końca!