Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Co z tymi grami na Linuksa? cz. 1

W ostatnim czasie pojawiło się stosunkowo dużo wpisów traktujących o grach na Linuksa. Jeśli jestem odosobniony w tych spostrzeżeniach, to mnie poprawcie, jednak dla mnie wnioski wynikające z tych wpisów są jednoznaczne: gier tych jest góra kilkadziesiąt, a ich jakość lepiej oceniać uwzględniając jedynie rynek Linuksowy, bo można stracić szacunek na dzielni, paląc się ze wstydu.

Ty zbóju ty, darowanemu koniu w zęby się nie paczy, bydlaku ty jeden!

… i zasadniczo się zgadzam. Ba, ja sam godzinami grałem w te dostępne dla każdego, ile kto chce, gry, ale jeśli kogoś stać na kupowanie gier, to ten argument traci na znaczeniu. Taki np. UrbanTerror z wdziękiem wytrzymuje porównanie do CS-a (zresztą, zamiast kopiowania CS-a, gra ta oferuje ciekawe urozmaicenia w rozgrywce). Problem jest jednak taki, że kolejna odsłona, czyli UrbanTerrorHD, powstaje już od jakiś 2 lat i niewiele wskazuje na to, by tempo praco miało się zwiększyć, a brakuje bardzo w tej grze mechanizmu zmuszającego ludzi do gry bardziej fair play. A Xonotic? Niestety piękną grafiką nie jest wstanie przyćmić nudnego zestawu broni (trzy różne gnaty pełniące rolę karabinu snajperskiego? WuTeeF?) i tragicznego na tę chwilę AI (zabić zabije, ale przynieść flagę do bazy? A co to jest „flagędobazy”?). Znowu pozytywnie wyróżnia się grywalnością Battle for Westnoth i znów nie jest idealnie – razi (mnie) toporność animacji (jej brak?) ruchów bohaterów, czy brak konsekwencji w tworzeniu portretów bohaterów i potworów (wyglądają jakby były tworzone przez różnych artystów). Są jeszcze świetne tytuły od Stabyourself (Tetris z prawdziwą fizyką, czy port Mario uzupełniony o gnat z gry Portal), ale to są raczej gry na 5 minut dla kogoś, kto się w pracy nudzi, a nie tytuły, które każą się angażować w fabułę (chyba, że komuś wystarczy „The princess is a lie!”).

Gupi jezdeź, nie liczy się ilość!!!

Problemem oczywiście nie jest to, że gier jest stosunkowo niewiele (ewentualnie nie jest to główny problem). Problemem jest to, że w 90% przypadków (tak, dokładnie 90%, a grupę testową stanowiła cywilizacja, która wyewoluowała z jedzenia, które mi wpadło kiedyś pod klawisz spacji), kiedy czytam o grach na Linuksa, ludzie będący przyzwyczajeni do darmowego Linuksa, skupiają się wyłącznie na darmowych grach, zaś wiedząc o przyzwyczajeniach użytkowników Windowsa do możliwości wyboru spośród tysięcy gier, chcą tworzyć dobre wrażenie wymieniając od razu te wszystkie 20 tytułów, przez co w zestawieniach pojawia się nawet 0ad (strategia typu Age of Empires, która zapowiada się bardzo ciekawe, ale na razie jest w fazie alfa i prędko się to raczej nie zmieni).

r   e   k   l   a   m   a

Co z tymi grami?

Obserwując rynek gier komputerowych, jakiś rok temu doszedłem do wniosku, że idea tworzenia wolnego i otwartego oprogramowania trochę tak jakby się nie sprawdzała kiedy przychodzi do tworzenia gier… Idea takiego rozwoju oprogramowania w dużej mierze sprawdza się nie dlatego, że ktoś sklonował Matkę Teresę i nauczył ją programować, tylko dlatego, że jest to z biznesowego punktu widzenia dobre rozwiązanie. Nie jest to wpis o tworzeniu Linuksa, więc pominę „zady i walety” dodawania swoich trzech groszy do Linuksa, a skupię się na tym dlaczego w czołówce Metacritic nie ma gier otwartoźródłowych. Po pierwsze, w większość gier najczęściej gra się jeden raz, tak jak książkę się czyta jeden raz (czyli, będzie też grupa ludzi, która sięgnie drugi i kolejny raz)†. Co za tym idzie, nie będzie korporacji poszukującej technologii, z której będzie chciała korzystać przez najbliższe 5 lat, która zechciałaby się włączyć w rozwój projektu, by ten coraz lepiej spełniaj jej oczekiwania, argumentując całość najlepszym wyborem z biznesowego punktu widzenia. A nie tylko chodzi o korporacje. Nawet mała społeczność skupiona wokół jakiegoś projektu, może mieć realny wpływ na jakość programu, choćby ktoś zgłaszał tylko pojawiające się błędy. Ciężko jest mi sobie wyobrazić grę, która mogłaby zgromadzić aktywną społeczność. W grę się fajnie gra za pierwszym razem. Może za drugim. Ewentualnie za trzecim jeszcze nie nudzi. (A tak po prawdzie, to we wczesnej fazie rozwoju, czasem jest takie męczenie buły, że już w połowie pierwszego razu graczowi się odechciewa.) Dlatego gracze będą przychodzić i odchodzić, jeśli gra nie nazywa się Minecraft. A kolejnym problemem jest specyfika rynku. Tam gdzie konkretne wymogi spełnia 3, 5, 10 różnych programów (a czasem tylko 1), tam gracz ma do wyboru parę tysięcy tytułów, między którymi może lawirować sugerując się choćby kolorem ikonki instalatora. Kiedy gracz ma tyle opcji do wyboru, w jaki sposób zabawa w granie w niedorobioną grę będzie dla niego czymś atrakcyjniejszym? Pozostają ludzie, którzy chcą nabrać doświadczenia i mieć coś do wpisania w CV – ludzie prawdopodobnie bez doświadczenia, czy wizji, znajomość bardziej zaawansowanych technologii… Tego się ludzi uczy w pracy, bo koszta się zwrócą z nawiązką (albo człowiek straci pracę ze względu na brak chęci rozwoju). Kto tutaj będzie ich tego uczyć, by mieli szansę wnieść do projektu coś więcej, prócz obciążenia?

Mam problem?

Cały ten wpis wydaje się psuć budowany ostatnio mit, jakoby Linux coraz lepiej się nadawał do tego, co dla wielu ludzi jest powodem wyboru Windowsa. Wbrew pozorom moim celem jest bardzo konstruktywna krytyka zjawiska, które dużo bardziej niszczy ten mit. No właśnie, bo założenie było takie, że od razu będzie konstruktywnie, jednak okazało się, że wstęp jest po prostu niezbędny. Będzie więc jeszcze co najmniej jeden wpis, dzięki czemu będę mógł w pełni wyrazić swoją myśl i jednocześnie uniknę mieszania stylów. Nauczony doświadczeniem, odczekam chwilę przed opublikowaniem następnej części ;) .

† Trochę może generalizuję, jednak po pewnej dłuższej dyskusji nie zmieniłem zdania, że większość graczy, w większość gier nie zagrałaby drugi raz.

Spis treści

PS


Dziękuję koledze Maćkowi za korektę!

PPS


To chyba mój pierwszy wpis o tematyce gier, a zawsze mnie jedna rzecz bolała, więc muszę to napisać: jeśli jesteś jedną z osób, która musi podzielić się z nami wielewnoszącą do tematu informacją, że „Gry są dla dzieci, nie warto na nie czasu tracić, a ja na szczęście już z tego wyrosłem.„, to nie zapomni dopisać też, że „Muzyka, filmy, książki, galerie, teatr, opera, telewizja, wędkowanie, gotowanie, tresowanie jednorożców, [dowolne inne hobby] jest dla dzieci, nie warto na nie czasu traci, a ja na szczęście również z tego wyrosłem”.

-----UWAGA----

Porażką tego wpisu jest niewątpliwie nieporozumienie, jakim jest przeświadczenie, że przekonuję tutaj kogokolwiek, iż na Linuksa dostępnych jest wyłącznie tych kilka tytułów, do których nawiązałem na początku tegoż wpisu. Chciałbym przeprosić za zaistniałą sytuację i prosić o cierpliwość, gdyż już w następnym wpisie postaram się opisać stan komercyjnego rynku gier dla Linuksa, który ma się przecież coraz lepiej. 

linux gry hobby

Komentarze