Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

[Felieton] O tym jak niewiedza wyszła mi na zdrowie

Kilka lat temu polubiłem programowanie i uznałem, że z tym i tylko z tym będę starał się wiązać swoją przyszłość. Kilka języków troszkę poznałem, o samej idei programowania też wiem troszkę. Poświęcając czas tylko jednemu zagadnieniu, do niedawna o innych, czasem pochodnych, zagadnieniach nawet troszkę nie wiedziałem.

Lekka zmiana planów

Jakieś dwa tygodnie temu pod wpływem pewnych czynników doszedłem do wniosku, że na specjalizowanie się w swojej działce, mam czas przez całe życie, a tym czasem „proza życiowa” promuje elastyczność – czyli, może warto by było spróbować też czegoś innego?
(By trzymać się wyznaczonego celu cały kontekst źródeł zmiany myślenia postanowiłem pominąć.)

Tworzenie stron

Te dwa tygodnie temu o tworzeniu stron internetowych praktycznie nie wiedziałem nic. Wybór tej działki wiązał się z tym, że nadal, choćby częściowo, jest tam programowanie… oraz to, że pojawił mi się taki przedmiot na studiach :P .
(To wymaga pewnego wyjaśnienia: kto postawił na studia, ten wie, że człowiek chcąc-nie chcąc będzie się choć trochę musiał pouczyć rzeczy nowych, pozornie bezsensownych, nudnych i trudnych – tak np. nagle się okazało, że podstawy pisania programów dla systemów wbudowanych, podstawy teorii języków formalnych i automatów skończonych, czy właśnie wreszcie przedmiot związanych projektowaniem stron (choć bardziej w stronę dizajnu niż tego co podspodem), to nie zło konieczne, a bardzo fajne i ciekawe rzeczy mogące dać sporo frajdy – to wszystko dla mnie jest o tyle istotne, że jako samoukowi chyba nigdy by nie przyszło mi do głowy iść ciemno w te rzeczy.)

r   e   k   l   a   m   a

Czysta kartka

HTML/CSS na dobry początek. Ostatnio wolny czas spędzam na eksperymentowaniu, czytaniu kursów i szukania najlepszych metod rozwiązywania pewnych problemów. Jestem jak ta „czysta kartka”, którą dopiero można zapisać. Mimo bardzo krótkiego i ograniczonego kontaktu z HTMLem i PHP w gimnazjum (O, Spaghetti!) przegapiłem cały cudowny okres w rozwoju technologii informatycznych, kiedy podstawą układu strony były tabelki, a stylizacja następowała w samym HTMLu. Coś co dziś jest obiektem żartów i drwin, sposobem na odsiewanie przypadkowych samouków ze zdezaktualizowaną literaturą, dla mnie jest czymś zupełnie obcym. Kolejny kurs i kolejny raz wielki dział poświęcony na krew, pot i łzy wymiataczy, którzy nagle z tabelek muszą się przestawiać na divy. Z pewnością, jak każdy okres w rozwoju cywilizacji, ludzie starsi ode mnie (bądź osoby, które dużo wcześniej niż ja zaczęły się uczyć) będą go wspominać, aż łezka im się w oku zakręci. Myślę, że w pewnym sensie udało mi się przypadkowo uniknąć wchodzenia w nawyki, których pozbywanie się zawsze stanowi problem, kiedy wiadomo jak coś zrobić, a jednak nie można tego zrobić i trzeba od zera szukać nowych rozwiązań tych samych problemów. Być może nawet niektórzy czując żal, by sobie ulżyć przy kolejnym „To se neda!”, podnosili słuchawkę, wykręcali losowy numer i zaczynali nadawać od „brzydali” biednym nieszczęśnikom po drugiej stronie.

Urodzony za późno

W Internecie nic nie ginie. Jak ze wszystkim, tak i z tym wiążą się jakieś „zady i walety”. Nie każdy np. wie, że porządnie wyglądający kurs HTMLa, czasem można o kant d*py rozbić, bo czasy się zmieniły. Ja miałem to szczęście, że w toku swojej nauki kładziono spory nacisk na zgodność ze standardami i dobrym praktykami. Ponieważ sporo się nasłuchałem i naczytałem, zawsze mi migała czerwona lampka po znalezieniu kolejnego kursu. Sporo czasu trwało znalezienie takiego, w którym autor daje do zrozumienia, że celem nie była nauka tworzenia stron działających, tylko stron wzorcowych. Kiedy człowiek już pozna mniej więcej co jest dobre, a czego unikać, będzie sobie w stanie poradzić z innymi kursami (czytaj, cedząc treść, bądź całkowicie porzucając ich czytanie). To o czym kiedyś sporo słyszałem, w wielu kursach tworzonych parę lat temu się zdecydowanie potwierdziło. W czym rzecz? Myślę, że gdyby spytać dowolnego mastaha-webdewelopera o to co mu się najczęściej śni w koszmarach, to każdy by bez zastanowienia wskazał na IE6. Kilka miesięcy temu odbył się zaś nieformalny pogrzeb tej przeglądarki, gdyż w kolejnych częściach świata udział tego cuda w rynku przeglądarek spadł już poniżej 1%. Można więc dziś bezpiecznie ogólnie dostępną stronę tworzyć nie martwiąc się krzakami z IE6. I właśnie tutaj znów dochodzę do wniosku, że ominęło mnie coś, z czego może dziś ciężko byłoby mi się otrząsnąć. Zamiast tego mój pierwszy kontakt z tworzeniem stron, to nowoczesne i popularne (mniej lub bardziej) przeglądarki takie jak Firefox, Chrome, Opera, a IE w wersji 9 podobno był pozytywną rewolucją. Można by rzec, że szczęśliwie NIE przyszło mi żyć w ciekawych czasach ;)

Podsumowanie

Sporo jeszcze wody w Wiśle upłynie, nim stworzę swoją pierwszą stronę, którą z chęcią się pochwalę (a może taka nigdy nie powstanie?), jednak kiedy moja nauka postępuje, czuję że to jest na prawdę przyjemne, klarowne, jasne, a zamiast żalu i marnowania czasu na zmienianie sposobu myślenia i przyzwyczajeń, mogę rozpracowywać kolejne triki, na jakie mi pozwala CSS :)

Na koniec obrazek dla kolegi @Banana, coby smutno mu nie było :P

PS


Wpis być może jest lekko przesadzony, a to dlatego, że omawiany temat sprawa mi radość :)

PPS


Przerobiłem kurs HTML DOG. Macie jeszcze coś ciekawego do polecenia? Może następny krok, czyli skrypty po stronie klienta i serwera?

PPPS


PHP, Python, czy Ruby? (Jeśli chcesz wypowiedzieć się agresywnie, to zastanów się wpierw trzy razy, bo słowne wycieczki nie są tu mile widziane – wszyscy liczą raczej na to, że poleje się krew, więc wybierz rozsądnie broń!) 

internet inne

Komentarze