Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

[Firefox] Ergonomia subiektywna, czyli wiem lepiej od twórców, cz. 1

Można zaobserwować pewien, w sumie dość nowy, trend, polegający zwężaniu się ekranów. Od zawsze (od zawsze od kiedy osoba w moim wieku pamięta :P ) mieliśmy ekrany 4:3. Trend jednak sprawił, że normą wpierw zaczął się stawać ekran 16:10, a obecnie jest nim ekran 16:9. Co będzie następne? 2:1? 21:9? Istotne jest to, że ekrany mając wciąż te samą przeciętną przekątną muszą, siłą rzeczy, być coraz niższe, a szersze, co determinuje poczucie coraz większej straty gdy aplikacja ma kilka pięter menu (wszyscy jesteśmy wdzięczni i dziękujemy za wstążkę w wersji poziomej, a nie pionowej).

Równocześnie obserwowalną jest rosnąca liczba informacji wokół nas. Coraz więcej rzeczy dociera do nas z internetu bez zależności w świecie rzeczywistym (więcej blogów, więcej portali społecznościowych), jak i w zależności (mniej siedzimy przed TV, bo więcej filmów oglądamy w na YT, mniej czytamy gazet, bo więcej przesiadujemy na stronach tych samych wydawców, czy zupełnie nowych portalach informacyjnych powodują, że z pewnych gazet i czasopism całkowicie rezygnujemy, do tego banki, sklepy, itp. przenoszą się do internetu, telefon zastępują komunikatory, a wszystko to będzie tylko coraz bardziej postępować).

Ergonomia, wygoda…

Z natury jestem dość praktycznym człowiekiem. Kiedy wieszam półkę na ścianie, to w kontekście biurka, które będzie obok, miejsca na powieszenie lampki, odległości od kontaktu. Jako internauta wciąż jestem tym samym praktykiem. Objawia się to tym, że kiedy używam swojego komputera, jestem bogiem, a kiedy ktoś próbuje go użyć, to słyszę co chwila wiązanki pod adresem idiotyczności i braku intuicyjności… Ale nie o tym dziś. Dziś będzie o tym, że system operacyjny sobie, a świat internetu sobie. Oknem na ten świat jest przeglądarka.

r   e   k   l   a   m   a

Dlaczego wybrałem Firefoksa? W kontekście tego wpisu istotne jest to, że nad Firefoksem mam największą nad nim kontrolę dzięki architekturze interfejsu tej przeglądarki oraz dzięki milionom dodatków. A nawet dzięki temu, że interfejs jest de facto oparty na CSS-ie :) . Opiszę jak doprowadziłem u siebie wygląd Firefoksa do aktualnego stanu. Liczę na uwagi osób mających takiego samego bzika jak ja na tym punkcie :) .

Jeszcze tylko dodam, że kiedy mam do czynienia z programem, który mi na wiele pozwala, to przez długi czas, eksperymentuję, w kolejnych iteracjach coś dodając, przestawiając, zmieniając, usuwając. W pewnym momencie jednak dostrzegam, że w zasadzie już nic więcej się nie zmienia. Tak właśnie jest teraz z Firefoksem u mnie – chyba jestem bliski optimum.

Walka z panoramicznym ekranem

Na potrzeby tego wpisu chwilowo usunąłem folder użytkownika Firefoksa, dzięki czemu mogłem zacząć jak z czystą instalacją. Domyślny wygląd prezentuje się następująco:

Można jednak chcieć czegoś więcej, np. zainstalować kilka dodatków. Do tego wiem, że niektórzy używają zakładek. Pierwsze może spowodować samoczynne włączenie się panelu dodatków, drugie może się wiązać z chęcią własnej ingerencji w postaci włączenia panelu zakładek. Wtedy całość zaczyna wyglądać tak:

Dodatki jednak warto przerzucić na górną belkę, dzięki czemu mamy na dole o jeden panel więcej miejsca. Zakładki to już kwestia indywidualnych potrzeb… Ja kiedyś korzystałem z dodatku instalującego panel boczny, w którym z zakładek korzystało mi się wygodniej, a obecnie AwesomeBar (to w nim wklepuje się adresy URL stron internetowych) działa na tyle sprawnie, że wszelkie zakładki wyszukuję wpisując ich nazwę, bądź pierwsze litery adresu (od kilku wersji AB podpowiada resztę, chyba według popularności strony w naszej przeglądarce). Idźmy więc dalej…

Jeśli ktoś nie jest przyspawany do klasycznego menu można go wyłączyć, dzięki czemu chowa się ono do jednego przycisku (lepszy efekt można uzyskać na Windowsie, gdzie pojawia się ładny, pomarańczowy przycisk). Znów zaoszczędzono więcej miejsca o kolejny panel:

To jeszcze nie koniec! Spójrzcie ile miejsca marnuje się na pasku kart! A AwesomeBar? Większość miejsca jest niewykorzystana! Tak, dobrze myślicie, połączymy teraz oba panele w jeden (a dokładniej, przerzucimy wszystko na pasek zakładek, a pasek narzędzi nawigacyjnych zwyczajnie wyłączmy – oszczędzamy znów miejsce w pionie o wysokość panelu):

Posprzątajmy trochę

Prawdopodobnie efekt jest poniżej poziomu krytyki i w ogóle WTF. A przynajmniej ja bym tak pomyślał widząc coś podobnego. Dlatego teraz będziemy robić mały porządek z panelem zakładek. To może być kwestia indywidualna, ale dla mnie tekstowy opis kart jest bardziej zbędny niż niezbędny. Więc…

Efekt taki można uzyskać na wiele sposobów, ale dość prostym jest skorzystanie z tego dodatku (w tym przypadku szerokość to 39px ustawione na sztywno – dokładnie tyle, by obok favikony był wielokropek – kartę luźno latającą jak… jak coś-tam-coś-tam odróżniał od karty przypiętej na stałe – i ani piksela więcej). Po bliższym przyjrzeniu się dostrzec można również brak… X do zamykania kart. Równie wygodne jest dla mnie zamykanie środkowym myszkiem, więc X został wyciepany przy użyciu wszechstronnego dodatku gui:config.

Ponadto taki jeżdżący wte i wewte pasek adresu, w zależności od ilości otwartych kart, aż prosi się o sarpacki i naklupanie. Co to to nie! Nie znalazłem żadnego magicznego dodatku, który by czynił życie lepszym… ale na szczęście w Firefoksie można się pobawić CSS-em jego interfejsu :) . Nie wiem jaki jest układ katalogów w Windowsie, ale u mnie (i prawdopodobnie w każdym innym przeciętnym Linuksie) trzeba zrobić nowy folder (o ile wcześniej coś samo nie wymusiło tworzenie poniższych cudów):

~/.mozilla/firefox/{chaotyczne literki, cyferki}/chrome/

W nim dodać plik:

userChrome.css

A do tegoż edytorem tekstu wprowadzić:

#urlbar {
	min-width: 400px !important;
	max-width: 400px !important;
}

#urlbar-container {
	min-width: 400px !important;
	max-width: 400px !important;	
}

400px to oczywiście mój kaprys ;) , choć oparty na kilku testach różnych wartości.

Efekt jest taki:

Po sprzątaniu przy takim układzie zmieści się całkiem sporo kart:

Warto sobie ułatwiać życie

Od dawna w Firefoksie jest funkcja grupowania kart, z której warto korzystać (wątpię by wielu ludzi jej używało, w końcu trzeba samemu zadbać o dodanie sobie przycisku obsług ten funkcji). Trzeba tylko pamiętać, że sens używania tego pojawia się w dwóch przypadkach:


  • gdy użytkownik nigdy nie wyłącza Firefoksa,
  • gdy po włączeniu przeglądarki przywracana jest poprzednia sesja, co niektórym może przeszkadzać (choć jest to domyślne zachowanie Firefoksa).

Prosty przykład jak może wyglądać zarządzanie grupami kart:

RAM dziś tanio chodzi, ale mimo to warto go przeznaczać na ciekawsze przedsięwzięcia niż ładowanie zawsze wszystkiego co zawiera sesja. Po małych turbulencjach, niezrozumieniu do końca potrzeb użytkowników, ostatecznie od kilku wersji Firefoksa za każdym razem po włączeniu Firefoksa ładowane są wyłącznie przypięte karty. Jeśli z poprzedniej sesji zostały jakieś nieprzypięte, załadują się one dopiero po ich naciśnięciu. Jeśli (tak jak ja) macie w grupach około 100 kart, warto zostawić domyślnie włączoną tę opcję. Może również (tak jak ja) rozszerzyć działania tej funkcji o przypięte karty, lecz tu już potrzebne jest zanurkowanie do about:config. Wymienione opcje można ustawić tu (obrazek w większej rozdzielczości, by wszystko było widać):

Ja sobie ułatwiam życie

Na co dzień, podczas korzystania, Firefox wygląda u mnie tak:

PS


Linux tutaj o tyle nie jest idealny, że na Windowsie można zrobić ostatnią rzecz, czyli wrzucić wszystko do belki tytułowej okna.

PPS


Można uznać, że temat jest błahy, bo u mnie i tak rozdzielczość na duży wpływ na minimalizację rozmiaru tych belek. Tak, ale to wciąż jest zmarnowane miejsce. A poza tym to też jest blog na ludzi – przypadkiem kiedyś widziałem Firefoksa na netbooku znajomego, gdzie panele zajmowały POŁOWĘ wysokości ekranu!

PPPS


Nie byłem pewny, czy wpis powstanie. Niedawno zacząłem go pisać robiąc równocześnie kilka rzeczy na raz. Byłem jeszcze przy wstępie, gdy za którymś opuszczeniem na chwilę rozwoju wpisu i po powrocie okazało się, że wysłało tekst (niezapisany jeszcze był), razem z weną. Pewnie gdybym dłużej zwlekał, to wpis by nie powstał. 

oprogramowanie internet

Komentarze