Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

[Plasma] Ergonomia subiektywna, czyli wiem lepiej od twórców, cz. 2

Poprzednim razem starałem się pokazać jak dostosowałem sobie Firefoksa, by praca z nim była przyjemniejsza. A rozchodzi się o pewną cechę współczesnych komputerów, która prócz zalet daje też wady (choć są i tacy, którzy dostrzegają tylko wady). Chodzi o będące dziś standardem panoramiczne monitory (najczęściej 16 : 9).

Marek zbudował maszynę…

Tym razem rzecz będzie dotyczyć interfejsu używanego systemu. Na co dzień używam Arch Linuksa wyposażonego w KDE. Arch Linux fajnym jest, ale w kontekście wpisu nie ma większego znaczenia, bo używam go w sposób dość standardowy. Istotnym składnikiem jest interfejs graficzny, czyli Plasma Desktop (czasem mylnie określana jako KDE – o ile nazewnictwo wciąż jest dla mnie problemem, o tyle wiem, że interfejs to Plasma, a KDE to zestaw aplikacji i tego się trzymajmy, bo naklupawszy).

Zespół KDE ma chyba podobne ideały co Mozilla, bo też postanowili stworzyć produkt, z którym wiele można zdziałać. Gdzieś już widziałem nawet jak sobie ktoś zrobił canonicalowe Unity, windowsowe Aero, czy różne chytre patenty z OS X przy użyciu samej Plasmy. I choć sensu w takich imitacjach większego nie widzę, pokazuje to jak elastycznym rozwiązaniem jest Plasma (a przy okazji cieszy stworzenie przez tych zapaleńców paru nowych plasmoidów). Brawa KDE!

r   e   k   l   a   m   a

Tomek ją uruchomił…

W ciągu dwóch lat, dokonując zmian co pewien czas, doszedłem do całkiem niezłego rezultatu kierując się intuicją zamiast wynikami badań wielkich firm nastawionych na masówkę (oczywiście ocena subiektywna, ale od początku to było celem!). Wielkich innowacji może nie ma, ale jak znajomy próbował zmienić muzykę i uparł się, że to zrobi, to zdążył kilka razy odpalić menadżer plików i wszystkie odtwarzacze multimediów poza tym, gdzie grała muzyka.

Od czegoś się zaczyna! Wszędzie jest jakiś standard i Plasma też ma swój domyślny układ… Jeśli wierzyć obrazkom, to prezentuje się on tak:


  • panel na całą szerokość ekranu,
  • po prawej ikona powiadomień, tacka systemowa, zegarek,
  • po lewej menu, przełącznik działań (patent KDE) i obszarów roboczych,
  • na środku lista włączonych programów.

W przyrodzie nie jest to jednak powszechny widok, bo użytkownicy Linuksa to często zapaleńcy, którzy nie lubią jak na komputerze nie jest po ichniemu (stąd narzekanie na Unity i nowego Gnoma – trudno tam o większe zmiany).

A Piotrek tylko pierdnął…

Właściwie to pierwsza rzecz, którą robię używając dowolnego systemu, to ustawienie paska zadań na automatyczne ukrywanie. PRZESTRZEŃ W POZIOMIE DO JASNEJ CIASNEJ!!! Reszta to już moje widzimisię ;) .

Pamiętam, że próbowałem wykorzystać boczne krawędzie ekranu. Skoro Canonical kombinowało z tą lewą od czasów Ubuntu Netbook Remix i nawet na smartfonach chce to wprowadzić, to musiałem sam zobaczyć czy to coś dla mnie (wydawać by się mogło, że to nawet ma sens, skoro już tak narzekam na marnowanie miejsca w poziomie). Wpierw muszę się przyznać, że po tym jak używałem Ubuntu 10.04, przekonałem się do trzymania X zamykającego okno po lewej stronie belki. Był to jednak wewnętrzny pęd człowieku ku hipsterstwu (tak, jestę hipsterę ._. ), a nie ergonomii.

Jak jednak pogodzić panel po lewej z X po lewej? Bo jakbym miał za każdym razem zamykając okno użerać się z przypadkowo wysuwającym się paskiem po lewej, to bym prędko do szpitala trafił (widzieliście prezentacje Ubuntu Touch? Jak nie, to postarałem się wybrać szczególny do zobaczenia moment. Ja bym dostał kur… ja bym ten… byłoby bardzo niedobrze, gdyby mi przypadkowo ten panel z lewej wyjeżdżał przy każdym geście przesuwania widoku na prawo, bardzo niedobrze… fatalne rozwiązanie). Ale jam jest pan i władca, więc po prostu panel po lewej u mnie kończył się gdzieś 10% wysokości ekranu wcześniej licząc od góry[1], dzięki czemu nigdy by mi nie zasłaniał X zamykania. Pomysł nie przetrwał… Nie wiem czym się w Canonical kierowali. Czyżby sztuczne kreowanie wyjątkowości?

Prawa krawędź to była u mnie testowana ledwie przez parę minut nim zacząłem mieć drgawki. Akurat pasek przewijania po prawej to dla mnie dobry patent, a taki panel zasłaniający… straszne… STRASZNE!!! (Kiedyś widziałem gościa pracującego na pożyczonym laptopie, gdzie taki układ ktoś miał – podziwiałem jego ciepliwość, bo widać było, że mu ciężko… ja bym zażądał zrobienia mi nowego konta użytkownika, albo bym po prostu zaczął zmieniać właścicielowi ten układ.)

Pozostaje krawędź górna i dolna.
… pozostaje do dziś! Mowa była o paru pomysłach, które nie przetrwały, więc dla odmiany obecny efekt moich starań, z którego na prawdę jestem zadowolony:

Oba panele są cały czas schowane (dlatego ciężko je naraz capnąć na zrzucie ekranu). Zegarek na górze to chyba najlepsze miejsce, a że jest na środku ekranu to niczego nie zasłania. Na dole to pewnie wieje sandałem i w ogóle kopiuję Maka!!! I dobrze :P . Co prawda na Maku byłby sam dock, a u mnie jest jeszcze nudny przycisk menu po lewej i tacka systemowa po prawej. Ale tak, czy siak, dock jest (pamiętacie jak pisałem o tym, że mi w Firefoksie wystarczają favikony? A miejsce zaoszczędzone to rzecz niebagatelna!).

„Gdzie są przestrzenie robocze[2]?” – jest jedna, na każde z 4 Działań[3]. Dwa pierwsze poświęcone na odpalanie przeglądarek, klienta poczty i komunikatora. Ogólnie to nudy, a w kontekście tego wpisu, to nie ma o czym pisać: puste pulpity, szary gradient w tle (jak na poprzednim zrzucie ekranu). Za to trzecie to stosik plasmoidów z katalogami, gdzie prócz menadżera plików czasem używam edytora tekstu, czytnika PDF-ów, itp.


A w czwartym odpalam zawsze IDE (stąd informacje o zasobach – lepiej mieć to pod ręką jak się odpali Eclipse i symulator Androida, a przy okazji widać, że dla prostych rzeczy nie trzeba mieć Conky ):

Kiedyś miałem układ przestrzeni roboczych 3x2. Przy Działaniach nie ma w ogóle takiego poziomu abstrakcji 2D. Ilość też jest mniejsza (bo już nie 6), ale ma to sens – najczęściej używaną przeglądarkę mam na drugim ekranie i IDE na czwartym, a wtedy czy przesunę się o dwa do przodu, czy do tyłu, zawsze trafię gdzie powinienem.

Swoją drogą jak kogoś fascynuje precyzja z jaką ustawione są plasmoidy, niech nie myśli, że taki dobry mam celownik. Wystarczy w opcjach ustawić siatkę pulpitu (tam gdzie się ustawia tapetę):


Zaletą siatki jest przyciąganie Plasmoidów, dzięki czemu łatwo je równo ustawić. Samo ustawianie siatki to też fajna sprawa, bo można sobie rozdzielczość zmieniać (u mnie to jest 1x6 w obrębie całego pulpitu i 3x2 w obrębie grupy plasmoidów – rzecz banalna, a plasmoidy same się do siatki wyrównują i nie wyglądają potem jak dzieło pijanego mastaha) – na krawędziach ekranu pojawiają się panele dodawania i odejmowania wierszy / kolumn:

… na załączonym powyżej obrazku proszę zwrócić uwagę na dolną krawędź.

Trzecia kwestia to krawędzie ekranu, a konkretniej 4 krawędzie i 4 rogi ekranu:


MS się pomylił przez co dolny prawy róg kojarzy się ludziom z pokazywaniem pulpitu. Ja to sobie naprawiłem i u mnie po najechaniu na dolny prawy róg pojawiają się wszystkie okna na pulpicie (taki lepszy Alt+Tab). KWin z resztą sobie całkiem nieźle z czymś takim radzi, bo testowałem niedawno 200 okien i taki był efekt:

Żeby zobaczyć pulpit u mnie najeżdża się na na górną prawą krawędź.

… i wszystko rozchromolił

Ostatnią kwestią jest estetyka. Można to lubić, bądź nie (choć na pewno można się irytować), ale u mnie królują kolory ciemne w ciepłej tonacji. Używam kolorystyki Obsidian Coast (Sunset). Lepiej mi się pracuje z takim układem (nawet jeśli jest to wyłącznie efekt auto-sugestii). A irytować się czasem można solidnie… Co druga strona internetowa w formularzach ma niekompletne konfiguracje CSS, przez co robi się miks kolorystyki systemowej z ustawioną na stronie i np. pola tekstowe mają ciemne litery na ciemnym tle, albo jasne litery na jasnym tle (DobreProgramy ma te same błędy w wielu miejscach


ale przestałem to już właścicielom stron zgłaszać, gdy się okazało, że po wielu próbach jakikolwiek odzew, jedynie od ekipy GaduGadu miałem). Jest do dupy, nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu. Znaczna większość systemów operacyjnych to jasna kolorystyka, więc twórcy stron w ogóle nie zastanawiają się nad takimi pierdołami jak ten odsetek użytkowników, który nie mieści się w normie. Z resztą w programach desktopowych jest to samo (używał ktoś Eclipse 4.2 w Ubuntu? Było do dupy? To spróbujcie sobie wyobrazić jak to u mnie wygląda… na szczęście w Eclipse jeszcze można wykosić wszelkie pliki CSS i wygląda wtedy na prawdę znośnie… ale VirtualBox 4.2.4 to była prawdziwa kaszana, mimo że to Qt jest (ponoć 4.2.6 jest poprawione)… żal… ŻAL!!!).

Dopełnieniem wyglądu jest paczka ikon Faenza (1, 2 ). Znów niestety nie jest to rozwiązanie idealne. Faenzę ktoś kiedyś zrobił dla Gnoma, a potem zazdrośni użytkownicy KDE mający dość najpaskudniejszych ikon na świecie (KDE nie jest jednak idealne ;) ) postanowili dostosować ten zestaw do swojego systemu. Dolphin dostał ikonę z Wiresharka, Pidgin z Kopete, czasem są inne braki, ale jak ktoś nie wie, to może nie będzie mu to przeszkadzać.

Aktualizacja z puentą

… bo o puencie wczoraj zapomniałem ;) .
Obecny układ, jak i poprzednie próby znalezienia złotego środka pokazują jedno: ustawiany w systemie wygląd raz na zawsze i zamykanie użytkowników w złotej klatce nie jest w stanie się obronić. Można w ten sposób przyzwyczaić grupę osób, która i tak nigdy nie oczekuje wiele i o istnieniu wielu funkcji nie ma pojęcia, dzięki czemu Krystynie z gazowni nie skacze ciśnienie kiedy każą jej usiąść do innego komputera. Niestety misternie budowany domek z kart się wali, gdy użytkownik chce czegoś więcej. Kiedyś używałem Gnoma 2 i to było niezłe środowisko graficzne, bo można było sobie pofolgować. Dziś mamy KDE przy którym Gnome 2 to dość prosty produkt.

Kiedyś Windows to był mój system nr 1. Dziś trudno mi sobie wyobrażać, że wraz z nową jego wersją systemem miałbym zmieniać swoje przyzwyczajenia pod korporacyjne pomysły (nie ważne czy doceniane, czy nie), które w dodatku mi ani trochę nie odpowiadają. Dlatego nie do przecenienia jest dla mnie możliwość tworzenia systemu pod własne potrzeby :) .

PS

Niezbędne jest jeszcze sprostowanie pewnych teorii, które nie mają potwierdzenia w naturze. Można odnieść wrażenie, że jeśli tyle czasu poświęcam takim właśnie sprawom, znaczy że z nudów marnuję ten czas („przecież wcześniej też działało!”). Na obronę powiem, że nikt nie liczy później wszystkich sekund zaoszczędzonych na sprawniejszym wykonywaniu różnych czynności, ani nie bada produktywności rosnącej wraz z zadowoleniem z używania własnych rozwiązań. Ha!

[1]


wiele menadżerów okien dla Linuksa pozwala na ustawienie paneli / paska zadań wężej niż na całą szerokość ekranu (ha! słowa „wężej” nie znalazł w słowniku, czy w nim jest błąd?)
… tak, błąd, powinno być „węziej” ;)

[2]


przestrzeń robocza… chyba najprościej jest to sobie wyobrazić patrząc jak działa np. Android, gdzie jeden ekran do widgety, drugi do aplikacje, trzecie to coś tam…

[3]


Działanie to je… to je lepsze! Siada człowiek z kawą rano i sobie włącza Działanie z komunikatorem i przeglądarką. Przed południem jest kodowanie na całego, to się przełącza na inne dopasowane do programowania, gdzie na kilku obszarach roboczych jest parę terminali, IDE, 5 przeglądarek… a wieczorem dla rozrywki włącza sobie trzecie Działanie gdzie jest milion skrótów odpalających ulubione gierki, muzykę, czy filmy.
… przynajmniej taki jest zamysł, na razie są jeszcze braki i cały czas się pojawiają nowe opcje – ja tego w każdym razie używam, żeby być na bieżąco z wprowadzanymi zmianami. 

linux porady inne

Komentarze