Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Spokojny grania świat mój równoległy

I

Kojarzycie grę No Man's Sky, prawda? Pamiętam, że po raz pierwszy film promocyjny zobaczyłem jakieś pół roku temu – ten film, który przygotowano na E3 2014. Zrobił on wtedy na mnie spore wrażenie. Teraz, przy okazji premiery znów dość często go widuję w internetach, ale w trochę rozszerzonej formie:

Pokazuje on różnicę między światem wygenerowanym na potrzeby promocji, a skrajnie niepoprawnym tworem faktycznie realizujących swoje zadania algorytmów generacji światów gry. Choć jest to walka niesprawiedliwa, film ten jest jedną z lżejszych form wyrazu niezadowolenia właścicieli portfeli lżejszych od niedawna o 60 euro (60 euro? Tak, a na polskie to blisko 267 zł). Internet w rzeczywistości trochę bardziej został podgorączkowany produktem ostatecznym (źródło: internety, reddity).

Gorzkie emocje towarzyszące premierom gier wokół których jest dużo szumu zaczynają powoli stawać się częścią tej branży (patrz nowe odsłony Call of Duty, czy Battlefielda). Albo żeby nie było wątpliwości: dla mnie to zaczyna coraz częściej tak wyglądać.

r   e   k   l   a   m   a

Po co to piszę? Chcę ponarzekać na to, że rynek gier jest zły / upada, a w komentarzach będziemy razem się smucić / nakręcać tym faktem. Czy tak?

Nie do końca… Jeśli chodzi o No Man's Sky, też liczyłem na produkt udany, ale po premierze jestem… obojętny. Sama premiera mnie ominęła. Znajomy mi o tej grze przypomniał ukazując wcześniej przytoczony mem. O losach tytułów wielkich producentów, które zapowiadane są podczas kolejnych edycji E3 jako przyszłe hiciory, jeszcze mniej wiem. Dowiaduję się o nich najczęściej niechcący, kiedy przy podśmiechujkach na r/gaming ktoś forsuje ponury charakter rozmowy gorzkimi wypowiedziami o tych tytułach. Przyglądając się temu zjawisku odczuwam jeszcze wyraźniej, że… jest mi to wszystko obojętne.

A zatem będę pisać o tym, że żaden ze mnie gracz i chciałbym Wam opowiedzieć jak to jest być nerdem, który w gry nie gra / gier nie zna. Czy tak?

Do dziś z przyjemnością raz na rok wracam do pierwszej części Diablo, choćby po to by posłuchać jeszcze raz tej niesamowitej muzyki. O Baldur's Gate wielu rzeczy się nie dowiedziałem, ale ostatnie kilka raz jak grałem, to już według planu uwzględniającego rozwój przyszłych wydarzeń znanych mi już na pamięć. Jeszcze więcej czasu poświęciłem drugiej części Fallouta, gdzie statystyki na początku gry ustawiałem pamiętając o tym, że w końcówce gry będzie można je podbić, więc musi być dla nich miejsce (nie trzeba od razu percepcji na 10 ustawiać). Quake'a 2 przechodziłem wrzucając granaty w korytarze przed ich odwiedzeniem, wiedząc że schowany tam jest koleś. Skąd? W ciągu kilku lat zdążyłem każdy korytarz odwiedzić kilkanaście razy. Popoulous 3: The Beginning, Gothic 2, Carmageddon (1 i 2)…

W takim razie nerd, zatrzymałem się w poprzedniej epoce i opowiem wam o niej, mimo że większość z was to pamięta. Czy tak?

Też nie… Sęk w tym, że „cierpię” raczej na tę samą przypadłość, co wielu moich znajomych i to nawet już od dłuższego czasu: nowych gier kupowanych na bieżąco już mam tyle, że nie ma kiedy w każdą z nich choć chwilę zagrać. A nawet kiedy jakiś tytuł został odhaczony, znów rozpocznie się promocja w <TYM ZNANYM SKLEPIE Z GRAMI>, co trzecia pozycja z listy życzeń zostanie przeceniona i portfel sam się znów otworzy.

Eh, więc czym konkretnie jest zapchana moja biblioteka!?

Pierwsze tytuły jakie zaczęły zajmować miejsce na mojej półce to początek akcji Humble Indie Bundle. Będąc studentem na zbyt wiele pozwalać sobie nie mogłem, więc to co zaoferował ten serwis był w sam raz: paczka gier za ułamek ich ceny sumarycznej, a same tytuły to były jedne z lepszych pozycji niezależnego świata gier. Potem były kolejne akcje, nowe pomysły twórców, otwarcie własnego sklepu…

Stałym nabywcą kolejnych zestawów HIB już nie jestem od kilku serii. Po części ze względu na tytuły coraz rzadziej odpowiadające moim zmiennym gustom (zwyczajnie zacząłem wybrzydzać), po części dlatego, że wiele z oferowanych tytułów już posiadam. Zamiast tego zacząłem zapychać biblioteki pozycjami ze sklepów Steam i GOG, gdzie podczas promocji pojawiają się ceny adekwatne do polskich zarobków. Wciąż jednak gromadzę tytuły głównie niezależne, nietypowe lub z innych powodów nie te najpopularniejsze. Czasem też lata od ich premiery, co ma tę zaletę, że dostaję produktu już w tej wersji naprawdę stabilnej *ekhm*NoMansSky*ekhm*.

Mało który twórca niezależny kryje się z faktem, że kiedyś rynek gier wyglądał inaczej i oni za nim tęsknią. (Chciałbym od razu wyraźnie podkreślić, że „inaczej” nie znaczy „gorzej”.) Czasem nawet nie chodzi o kształt branży, wpływ ludzi trzymających kasę na podejmowane decyzje artystyczne. Czasem wystarczy odrobina sentymentu, co najlepiej widać chyba w powrocie do stylistyki Pixel Art. Innym symptomem jest powrót do prostoty, odrzucenie trendu konstruowania światów, w których należy zwiększać poziom realizmu, ukazywać emocje bohaterów, ich wewnętrzne rozterki… Które wielkie studio stworzyłoby dziś grę prezentującą się w taki sposób:

… hm?

A jak niekiedy (podkreślam >>niekiedy<< to nie >>zawsze<<) wygląda współczesny przemysł growy? Pierwsze 3 części Tomb Raidera wspominam dość ciepło. Sięgnąłem więc po pierwszą cześć z nowej serii licząc na odświeżenie tego co było najlepsze. Wytrzymałem do ok. 60% postępu w grze… ze starych części zapamiętałem trójkątne cycki, brak realizmu bliski grom Rayman, Croc, czy Crash Bandicoot i przede wszystkim to, że te cechy nie psuły tych gier, tylko stanowiły i zalety. Rozumiem postęp i chęć wyróżnienia nowej odsłony, ale… w tej nowej części dostałem wewnętrzne rozterki młodej, zmarzniętej dziewczyny, której psychika i system wartości były tak rozchwiane, że sam bezpiecznie bym się czuł wyłącznie widząc ją w kaftanie bezpieczeństwa.

Weźmy inną grę! Widzieliście zapowiedź najnowszej FIFY? Mam pytanie: czy to na pewno dobry pomysł, by w takiej grze przeżywać pozaboiskowe dramaty życiowe piłkarza zamiast po prostu sobie ponaparzać w przyciski podawania dalej piłki i złośliwego faulowania? Rozumiem, że chętni będą, każda gra znajdzie niszę. Na szczęście są studia niezależne. Pewien nieduży portal jakiś czas temu zwrócił moją uwagę na grę Kopanito (skądinąd polskiego studia Merix Games ), gdzie jak nie faulujesz to znaczy, że nie umiesz się dobrze bawić. Z resztą sami zobaczcie :).

Na zakończenie tej części moje The Best Of ostatnich lat w kolejności alfabetycznej.
T U T A J wersja ze wszystkim filmami w jednym miejscu (nie trzeba przechodzić do YT), poniżej same tytuły w postaci odnośników do YT.

II

Świat gier to również sprzęt. Z jednej strony jest klasycznie PC (… MASTER RACE), a z drugiej konsole, które jakie są, każdy widzi. Do tego dochodzą peryferia, czyli klawiatura i mysz vs. pad (pad Xboksa (360 vs One lub zwykły vs. Elite) vs. pad PlayStation vs. tanie / drogie zamienniki).

A co ja? Ja nie gram z użyciem myszki ani klawiatury, ani żadnym wymienionym w powyższym akapicie padzie. Nie gram na konsoli (z wyjątkiem Diablo III jakiś czas temu), ani na blaszaku. Co tracę? Rozmowy o wyższości Xboksa nad PlayStation nad odjechanymi blaszakami. Omija mnie też dylemat między graniem na kanapie a precyzją celowania, którą oferuje myszka koło klawiatury.

Co mam zatem? Mobilne 17 cali wrocławskich dostawców sprzętu składanego na zamówienie w obudowę Clevo. Ze wszystkimi ograniczeniami laptopów dla mnie to jest obecnie najlepsza opcja. Tylko 17 cali bez problemu przy potrzebie zamieniam na 100 cali (rzutnik), więc rozmiar nie był kwestią kompromisu. Wydajność też nie, dzięki dodatkowej karcie graficzną, którą można wymienić na nowszą bez większych problemów dzięki przemyślanej konstrukcji obudowy (jeśli kiedyś w ogóle zajdzie taka potrzeba).

Po drugie, końcem zeszłego roku sprawiłem sobie Steam Controller. Mając pewne, niesatysfakcjonujące doświadczenia ze strzelankami na Xboksie 360 (w połowie grania w Borderlands 2 po prostu zrezygnowałem) pokładałem bardzo duże nadzieje w tym nietypowym przedsięwzięciu Valve'a. Po 8 miesiącach korzystania mogę śmiało powiedzieć, że sprzęt ten moje oczekiwania nawet przebił, oferując coraz to nowe funkcje w kolejnych aktualizacjach oprogramowania. Muszę przyznać, że jeszcze nie trafiłem na grę, w którą grałoby mi się niekomfortowo. Nie próbowałem jedyne gier strategicznych typu RTS, bo nie mój klimat.

Powiem więcej. Po 3 latach przerwy od strzelanek sieciowych zainstalowałem na próbę Urban Terror. Po ok. 30 min. poprawiania konfiguracji zacząłem powoli uzyskiwać wyniki dzięki którym zacząłem awansować w drabince graczy w kilku meczach (czytaj: nie byłem ostatni). Jeśli to nikogo nie przekonało, na YouTube jest coraz więcej filmów prezentujących możliwości graczy korzystających z tego kontrolera grając np. w CS-a (tutaj poradnik z omówieniem zalet korzystania z żyroskopu – właściciele PlayStation powinni kojarzyć klimat). Ja swój test grania w Urban Terror zakończyłem po jednym dniu ze względu na łącze 4G. Zbyt duże opóźnienia, ping w okolicach 100, więc nie miało to większego sensu.

III

Na koniec pozostaje kwestia systemu operacyjnego… Nie jest nim Windows. Wspominałem o Humble Indie Bundle. Rozkręcili oni granie na Linuksie z poziomu bliskiego zero do pewnej zauważalności, którą następnie mocno pchnął do przodu Valve, a później potwierdził GOG. Ale czemu właśnie Linux? Nie chodzi o jakąś przekorę, czy walkę o Open Source. Byłoby to hipokryzją biorąc pod uwagę to, że Urban Terror był jedyną nie zamkniętą grą w jaką grałem w ostatnich kilku latach. Chodzi wyłącznie o wygodę. Linux od lat jest jedynym systemem zainstalowanym na moim komputerze, więc korzystanie z kilku systemów byłoby tej wygody obniżeniem.

Dla wielu Linux jest niewystarczający ze względu na brak (tych!) gier. Mnie jednak „tych!” gier nie brak o czym wspomniałem wyżej. Są oczywiście jeszcze „tamte inne!” gry (Wiedźmin, Rocket League), jednak póki co, mam przynajmniej najbliższy rok rozrywki zagwarantowany po ostatnich promocjach. Innymi słowy: tak, szkoda, że ich nie ma, ale gdyby były i tak bym nie kupił. Nawet gdybym zaległości nie miał, to są jeszcze te inne wartościowe a dostępne pozycje, które też muszą zaczekać. Gry mam do grania, nie do posiadania (mimo wszystko). A jeśli kiedyś naprawdę nie będę mieć w co grać, ISO z Windowsem 10 już od roku czeka u mnie na twardym dysku na tę okazję ;-) .

To już koniec

Żyję spokojnie w swoim świecie, z dala o niespełnionych obietnic i zbyt głośnej reklamy. Nie nagrywam filmów na YouTuba, w których krzyczę na głupotę tego środowiska, bo jedyne co czasem trochę bardziej szarpie za moje nerwy, to zbyt wysoki poziom trudności w grze (bo se go nie obniżyłem). Sprzęt mój dla niejednego jest bardzo przeciętnym zestawem, wręcz kiepskim, ale ja nie jestem żadnym „niejednym”. Nie spoglądam chytrym okiem na konsole inne niż moja kiedy zostaję odcięty od tytułów „exclusive”. I jest dobrze :) .

PS

Nie życzę nikomu źle. Niech duże, ważne tytuły przemysłu (sic!) growego każdemu sprawią jak najwięcej przyjemności!

PPS

Kiedyś spytałem NRN czemu sam nie rozważył zakupy Steam Controllera (chodzi o to i to ). W odpowiedzi zasugerował mi bym napisał jego recenzję. Nie zamierzam jednak tego robić, bo chyba bym nie umiał. Jeśli ktoś jest ciekawy, postaram się odpowiadać na wszystkie pytania dotyczące tego sprzętu. 

gry

Komentarze