Dyski twarde – modele niezawodne i takie, których warto unikać. Raport o awaryjności

Strona główna Aktualności
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

O autorze

Firma Backblaze, która na co dzień zajmuje się usługami związanymi z magazynowaniem danych w chmurze, opublikowała ciekawy raport awaryjności dysków twardych w I kw. 2019 r. Jak czytamy, na dzień 31 marca przedsiębiorstwo posiadało 106 238 nośników talerzowych, z czego 104 325 służyło jako magazyn danych. Które modele sprawdziły się lepiej, a które gorzej?

Ostatecznie firma przebadała 104 130 nośników. Pozostałe odrzucono, gdyż były użytkowane zbyt krótko, albo zabrakło danych dla co najmniej 45 sztuk. Taką liczbę przyjęto za minimum.

Metodologia pomiarowa

Analizując czas przepracowany do momentu awarii, obliczono tzw. AFR (Annualized failure rate), czyli prawdopodobieństwo uszkodzenia w danym okresie. Wynik cząstkowy każdego nośnika oblicza się funkcją eksponencjalną: AFR = 1 - exp(-8766 / MTBF). Jeśli wynosi 0 proc., to żaden dysk określonego typu nie uległ uszkodzeniu. Niemniej warto przy tym zwrócić uwagę na całkowity czas pracy. Nie zdołały się zepsuć tylko krótko wykorzystywane modele 4 oraz 5 TB Toshiby.

Awaryjność a czas pracy

Jednak nie zmienia to faktu, że można wyciągnąć kilka istotnych wniosków. Patrząc statystycznie, konstrukcje Seagate'a szwankowały w Backblaze częściej niż ich konkurenci spod szyldów HGST czy właśnie Toshiba. Niezbyt korzystnie wypada przy tym Western Digital. Choć trzeba pamiętać, że jest reprezentowany ledwie przed dwa modele i to będące już nie pierwszej młodości.

Taki wynik znajduje potwierdzenie w statystyce wszech czasów, aczkolwiek raz jeszcze widać, że z macierzy zbudowanych na Seagate'ach korzystano w sposób najbardziej intensywny. Nie wiadomo, co stałoby się z pozostałymi urządzeniami przy równie wymagającym scenariuszu.

Co polecić, a o czym zapomnieć?

Co może się wydać nieco zaskakujące, w końcowych wnioskach Backblaze skarży się na wszystkie nośniki. Wskazuje, że średnia awaryjność na poziomie 1,56 proc. to najgorszy wynik od IV kw. 2017 r. Do średniej historycznej wciąż nieco brakuje, ale – zdaniem przedsiębiorstwa – świadczy to dobitnie o pogarszającej się jakości wszystkich dysków. Na dowód podano znamienny przykład.

Mimo że Seagate od 2016 r. zmniejszył awaryjność o połowę, w ciągu ostatniego roku widzimy jej wzrost. Spadek formy doskwiera także HGST, jednak w mniej widocznym stopniu.

Tak więc – nawet abstrahując od okoliczności łagodzących – lepiej patrzeć na dyski Seagate'a ze zwiększoną dozą ostrożności. Tak przynajmniej wynika ze spostrzeżeń firmy Backblaze.

© dobreprogramy