Dyski zewnętrzne (2) - Toshiba Stor.e Basics 1 TB

Dziś druga część moich wspomnień retro i zarazem podróży w czasie. W poprzednim odcinku była mowa o dysku zewnętrznym Western Digital typu My Book (HDD, 320 GB). Wydawało mi się wtedy, że wystarczy mi on na długie lata. Ale życie zweryfikowało te prognozy i to dość szybko.

„Winowajcą” okazał się YouTube, a dokładnie - jego oferta w zakresie wideoklipów muzycznych i filmów. W miarę rozwoju tego serwisu zaczęły pojawiać się w nim całe dyskografie rozmaitych wykonawców, zarówno muzyki pop jak i klasycznej, kompletne koncerty (trwające nieraz kilka godzin) i filmy w całości. Każdy z nich zajmował często 2-3 GB, a czasem nawet więcej. I to one szybko zapełniły mi dyski, zarówno ten w komputerze, jak i zewnętrzny.

Okazało się, że te 320 GB (w obu wypadkach) to niewiele. Trzeba było szybko rozejrzeć się za czymś pojemniejszym i przede wszystkim poręczniejszym w użyciu. WD My Book wymagał podłączenia i do sieci i do komputera, co było dosyć kłopotliwe, zwłaszcza gdy się to robiło często. Był też dosyć duży, na moim małym, zagraconym biurku czasem nie było miejsca, żeby go wygodnie i bezpiecznie ustawić.

W grę wchodził oczywiście dysk przenośny o mniejszych rozmiarach, ale o większej pojemności, przydatny zarówno do backupu jak i przechowywania dużej ilości obrazów, plików muzycznych i wideo (zwłaszcza tych ostatnich). Akurat wtedy, kiedy podjąłem decyzję (przełom 2011/2012 roku) były już w sklepach elektronicznych dyski 2,5 calowe typu My Passport, niewielkie, wymagające jedynie podłączenia do komputera i mające pojemność 1TB. No, to już było coś. Jak sobie dziś przypominam, ówczesne oferty były z dwóch firm: WD i Toshiba. Dyski WD prawdę mówiąc nie bardzo przypadły mi do gustu, głównie ze względu na ich ostre krawędzie, kojarzące mi się, nie wiedzieć czemu, z brzytwą. Uwagę moją zwróciły natomiast dyski HDD firmy Toshiba, zgrabne, o zaokrąglonych narożnikach, rzeczywiście przypominające paszport, a raczej trzy paszporty ułożone jeden na drugim. 

I taki właśnie dysk postawiłem sobie sprawić dysk Toshiby i on jest bohaterem niniejszego wpisu. Jest to dysk typu Stor.e Basics 1TB USB 3.0 (w kolorze czarnym), symbol techniczny HDTB110EK3BA.

Znajdował się on w niewielkim, estetycznym pudełku , zapakowany w folię bąbelkową i z interfejsem USB 3.0.

W tym pudełku i tej folii trzymam go zresztą do dziś, bo używam go rzadko, tylko do backupów.
Trochę dziwne było to, że do dysku nie była dołączona jakakolwiek jego specyfikacja, nie było jej nawet nawet w zdawkowej instrukcji obsługi, Manual Toshiba Stor.e Basics 1 TB, którą można było pobrać z sieci. Było w niej za to podziękowanie za wybór firmy Toshiba i zalecenia dotyczące bezpieczeństwa. Wszystko, co na temat tego dysku znalazłem, pochodzi więc ze stron internetowych sklepów oferujących to urządzenie do sprzedaży. A zatem:

Specyfikacja urządzenia:
* Wielkość dysku: 2.5''
* Pojemność dysku: 1 TB
* Wymiary (cm): wysokość - 1.65, szerokość - 7.90, długość - 11.89
* Waga - 180 g
* System plików: NTFS
* Dysk jest przewidziany na systemy operacyjne Windows, od XP do 8.

Dysk przedtem działał pod Windowsem 7, ale jak się okazało po pierwszym podłączeniu, na 10-ce też działa bez problemów. Dokładnie tak, jak kiedyś. Postanowiłem jednak sprawdzić jego kondycję.

Intrygowało mnie cały czas to USB 3.0. Ale ponieważ mój ówczesny komputer (Fujitsu-Siemens) miał tylko gniazdka USB 2.0, więc niestety szybkości transferu przez USB 3.0 nie mogłem sprawdzić. A że komputer ten w ogóle miał kiepskie parametry (CPU, karta graficzna, RAM), to transfer danych rzędu kilkunastu GB zajmował mu, o ile dobrze pamiętam, jakieś 40-45 minut (czy nawet więcej). W każdym razie niemiłosiernie długo. A jak na nowym sprzęcie?

 Po podłączeniu dysku Toshiba do komputera postanowiłem na początek sprawdzić właśnie tę szybkość transferu. Jak wynika z notki producenta na opakowaniu, dysk zapewnia przesyłanie dużych plików multimedialnych z bardzo dużą szybkością, oferowaną przez standard USB 3.0; transfer ten powinien być ponad 3-krotnie szybszy niż przez 2.0.

Aby się o tym przekonać, postanowiłem skopiować z komputera na ten dysk katalog o pojemności 16,3 GB z 11 plikami MP4. Najpierw przez USB 2.0. Czas kopiowania: 3 min 50 sek. No dobrze, to teraz przez 3.0. Czekam, czekam, czas kopiowania:... 3 min 50 sek! Dziwne! Co jest grane? Może coś nie tak z tym dyskiem, przecież to już tyle lat...

Wykonałem więc skan na wyszukiwanie błędów z pomocą HD Tune.

Nic niepokojącego. Wszystko w porządku, choć czas skanowania wyniósł 3 godz 5 min.
Następnie uruchomiłem benchmark na szybkość transferu:

oraz test szybkości zapisu i odczytu:

O ile wartość testu CSSIO trudno mi ocenić, to ten pierwszy chyba jest zbliżony do rzeczywistości, bo z prostego przeliczenia danych wyszło mi około 70 MB/s. Więcej testów nie robiłem, bo i po co?

Pora na podsumowanie: co można o tym dysku powiedzieć?

Dysk ten i dziś moje spełnia oczekiwania, na nowym komputerze i z nowym systemem operacyjnym. Osiągi ma nienadzwyczajne, fakt, ale działa sprawnie (zdecydowanie szybciej niż na poprzednim komputerze), pomimo że ma już swoje lata. Wiem, w sumie żadna rewelka, ale do okresowego kopiowania danych (przeciętnie raz w miesiącu) w zupełności wystarczy. Wystarczy też do ich odczytu, nawet niekoniecznie na komputerze, ale również po podłączeniu go do telewizora (zwłaszcza filmy i muzyka). Niestety, i ten dysk jest już pełny. Potrzeby rosną w miarę jedzenia (czytaj: gromadzenia danych), ale że tym razem do dyspozycji mam drugi dysk w komputerze, o pojemności 1TB, to mogę powiedzieć, że sytuacja jest pod kontrolą. Na co dzień mam zresztą do dyspozycji również pendrive'y, gadżeciki o mniejszej pojemności (16-32 GB), ale za to bardziej poręczne. Wracając do dysku Toshiby - najważniejsze jest w nim dla mnie jest to, że takie stare, pozornie nienowoczesne urządzenia mogą być nadal użyteczne, zwłaszcza dla takiego użytkownika jak ja, któremu zależy nie tyle na najwyższych osiągach, co na solidności i niezawodności. Odpada więc konieczność zakupu nowego urządzenia. I tym optymistycznym akcentem kończę.

Pozostała mi jeszcze ostatnia część trylogii o moich zewnętrznych dyskach - o dysku SSD firmy Samsung (1TB). A zatem - do zobaczenia wkrótce.