Dyski zewnętrzne (1) - Western Digital My Book

Do napisania tekstu poświęconego dyskom zewnętrznym i zarazem bezpieczeństwu danych skłoniły mnie osobiste doświadczenia sprzed wielu lat. Truizmem jest stwierdzenie, że pliki osobiste trzeba zabezpieczać przed ich przypadkową utratą poprzez ich okresowe kopiowanie na niezależne, zewnętrzne nośniki. Niby oczywiste, ale człowiek nie myśli o tym, dopóki jakaś nieprzyjemna niespodzianka nie dopadnie pewnego dnia jego samego. Mnie dopadła ponad 13 lat temu, w czasach Windowsa XP, którego użytkownikiem wtedy byłem. Z nieznanych powodów zniknęły mi nagle z biblioteki moje zdjęcia i inne obrazy. Nagle i niespodziewanie. Nie mogłem dojść, dlaczego. Byłem załamany, bo myślałem, że to już koniec. Później jednak, jakimś cudem (nie pamiętam dziś, jakim), udało mi się utracone zdjęcia przywrócić i wtedy dopiero uświadomiłem sobie, jak ważne i konieczne jest okresowe sporządzanie kopii bezpieczeństwa plików osobistych. Tak więc zacząłem się rozglądać za jakim zewnętrznym dyskiem. W tym celu udałem się do marketu elektronicznego, żeby zorientować się w ofercie. Jak pamiętam, królowały wtedy (marzec 2007) dyski firmy Western Digital, zwane My Book. Po krótkim namyśle taki właśnie dysk wtedy kupiłem i postanowiłem teraz go bliżej przedstawić, a więc będzie trochę mody retro przy tej okazji. Dysk od dawna nie był używany, drzemiąc sobie spokojnie w kartonie fabrycznym, tak że najpierw była doza niepewności, czy w ogóle zadziała pod Windowsem 10 (używałem go ostatnio parę lat temu, jeszcze pod Windowsem 7, ale zaledwie kilka razy).

1. Wygląd dysku i wyposażenie

Taki właśnie widok ukazał się moim oczom po wyjęciu sprzętu z kartonu - najpierw sam dysk. Producent zachwalał przy tym, że elegancka obudowa dysku, charakterystyczna dla książki (stąd nazwa), umożliwia ustawianie tego typu dysków razem na półce, jeden przy drugim, podobnie jak książki.

I jeszcze ciekawostka - producent dołączył specjalną, plastykową podstawę, żeby się biedaczek przypadkowo nie wywrócił.

Podstawka ta, choć plastikowa, jest dosyć twarda i rzeczywiście zapewnia dyskowi stabilność.

Dołączone do dysku wyposażenie stanowiły: kabel zasilający, zasilacz i kabel USB 2.0. Młodsze pokolenie być może będzie nieco zaskoczone, ale taki wtedy był standard - dysk miał własne zasilanie sieciowe.

Osobliwością był dołączony dodatkowy kabel zasilający z trójbolcową wtyczką (to zdaje się wersja na Szwajcarię). Pomimo że był mi niepotrzebny, zachowałem go, jako ciekawostkę techniczną.

2. Specyfikacja

Teraz czas na specyfikację, żeby wiedzieć, o czym mówimy:
Nazwa: My Book Essential Edition 320 GB Hard Drives (WDG1U3200)
Wysokość: 17,0 cm
Szerokość: 5,7 cm
Długość: 14,1 cm
Masa netto: 1,32 kg
Pojemność: 320 GB
System plików: FAT32
Interfejs: USB 2.0
Prędkość obrotowa silnika: 7200 obr./min
Średni czas dostępu: 4,2 ms
Średni czas wyszukiwania przy odczycie: 8,9 ms
Maksymalna wewnętrzna szybkość transmisji: 480 Mb/s
Pojemność pamięci podręcznej: 8 MB
Dodatkowe wyposażenie: kabel USB 2.0, kabel zasilający i zasilacz
Typ napędu: Zewnętrzny

Dysk był oficjalnie przewidziany na systemy operacyjne Windows, od 98 do XP, oraz na Mac OS X 10.1 i późniejszy.

3. Podłączenie do sieci i działanie.

Konfiguracja My Booka była prosta, a dysk okazał się łatwy w użytkowaniu - wystarczyło podłączenie go do sieci i do portu USB 2.0 komputera i gotowe. Dysk włącza się i wyłącza razem z komputerem.

Do dysku oficjalnie dołączone było bezpłatne oprogramowanie, Google™ software, ułatwiające przeszukiwanie komputera, zarządzanie zdjęciami/obrazami i ułatwiające surfowanie. Jednak nigdy z niego nie korzystałem, bo nie widziałem takiej potrzeby. No, ale to wszystko było kiedyś...

A dziś? Podłączyłem dysk do komputera i do sieci. Chwila niepewności, cisza, cisza, chyba nic z tego, ale... po ok. 50 sekundach dysk uruchomił się! Widać i słychać, że działa – pali się zielona, okrągła dioda z przodu, a podczas pracy rozlega się cichy, nieco usypiający terkot.

Już po paru minutach przekonałem się, że dysk sprawnie radzi sobie z typowymi czynnościami, takimi jak: przeglądanie i edycja dokumentów, obrazów, odtwarzanie plików audio i wideo. Tak jak komputer, czyli wszystko jak należy, zgodnie z oczekiwaniami. Dokładnie tak, jak kiedyś. Postanowiłem jednak sprawdzić jego kondycję.

4. Testy

Przydałby się jakiś test, więc uruchomiłem HD Tune. Najpierw benchmark. Wykonanie go zajęło mi to aż 2 godz; 57 min. Niemiłosiernie długo, średnia szybkość transferu - 28,7 MB/sec, wskaźnik zdecydowanie niski.

Potem postanowiłem wykonać Error Scan. Czas operacji jeszcze dłuższy: 3 godz 37 min! Horror! Technicznie jednak dysk okazał się w porządku, nie ma żadnych uszkodzonych sektorów. To dobrze.

I na koniec test praktyczny - czas kopiowania. Tu wykorzystałem zawartość działu "Moje Dokumenty" - 7217 plików, 355 katalogów, 12,3 GB; wyszło 10 min 25 sek. Dość długo.
Dla porównania - czas kopiowania tego samego zestawu na:
* dysk zapasowy w komputerze (HDD, Seagate Barracuda, 1TB, system plików NTFS) - 2 min 50 sek,
* dysk zewnętrzny (HDD, Toshiba, 1TB, NTFS) - 3 min 55 sek,
* dysk zewnętrzny (SSD, Samsung, 1TB, exFAT) - 1 min 15 sek.
Jak widać z powyższego, najszybszy okazał się Samsung. Znak czasu!

5. Podsumowanie

My Book WD zasadniczo spełnia i dziś moje oczekiwania. Choć dość stary (13 i pół roku), działa sprawnie. Pytanie jednak - do czego taki "bibelot babuni" miałby się dziś przydać? Do kopiowania danych raczej nie, jest wyraźnie wolny, od tego mam nowocześniejsze, i co za tym idzie, szybsze (i pojemniejsze) dyski. Wyrzucić go też szkoda, bo jest sprawny. Nieoczekiwanie znalazłem dla niego inne zastosowanie - jako podręczny katalog ulubionych filmów, seriali i koncertów muzycznych. Mam tego sporo, ok. 300 GB. Podłączyłem w tym celu dysk do telewizora, obok odtwarzacza BD/DVD/CD tworząc w ten sposób centrum multimediów w jednym miejscu, a mój staruszek otrzymał drugie życie.

W kolejnych częściach cyklu poświęconego dyskom zewnętrznym zaplanowałem omówić pozostałe moje dyski, wspomniane wyżej HDD (Toshiba) i SSD (Samsung). Pojawiały się one u mnie w kolejnych latach, będzie więc to przy okazji krótka historia ewolucji dysków zewnętrznych.

A zatem - do zobaczenia w kolejnych odcinkach.