Fotograficzna pamięć świata

Kilka lat temu, zanim w obszar Bliskiego Wschodu wtargnęła wojna, miałem (jako turysta) sposobność wykonania zdjęć prawdziwych perełek zabytkowej antycznej architektury, które dziś, skutkiem tych wojen, albo całkiem leżą w gruzach, albo doznały poważnych uszkodzeń. A że wojny w tym regionie świata trwają nadal, nie można mieć pewności, że zabytków dotychczas nietkniętych nie spotka ten sam smutny los.

I oto uświadomiłem sobie, że niektóre starożytne bliskowschodnie skarby doznały obecnie losu, podobnego do tego, jaki spotkał wiele zabytków obróconych w ruinę w czasach II Wojny Światowej. Przykładem aktualnym są choćby zabytki Palmyry: świątynia Baala, Tetrapylon, amfiteatr rzymski, grobowce wieżowe – oraz inne zabytki Syrii.

Bernardo Bellotto, znany jako Canaletto, nie mógł przewidzieć, że jego pejzaże warszawskiej Starówki staną się blisko dwieście lat później „dokumentacją” do odbudowy tej części miasta ze zniszczeń wojennych. Stare fotografie przedwojennych miast i miasteczek J.Bułhaka, T.Cypriana, H.Gąsiorowskiego, H.Gerdona i wielu innych fotografów działających w dwudziestoleciu międzywojennym, ale i po II WŚ, z oczywistych powodów nie posłużą nam dzisiaj do realnego przywrócenia przeszłości, ale pozwalają nam ją ujrzeć. Zatrzymane w kadrze - to jeszcze jedno uzasadnienie fotografowania, aby następnym pokoleniom pomóc utrzymać więź z przeszłością. I każdy, fotografując cokolwiek, może przyłożyć swą rękę do tego dzieła, i bez względu na to, czy jego zainteresowanie fotografią ma charakter profesjonalny, czy tylko pamiątkarski. Sam siebie zaliczam do tej drugiej grupy. Obraz nabiera cechy dokumentu bez względu na to, czy wykonywany jest urządzeniem profesjonalnym, czy tylko komórką. Ten dokument to ważny świadek historii, mimo że ci świadkowie, pochodzący z amatorskich zbiorów, nie raz są dość surowo oceniani przez recenzentów preferujących wyłącznie perfekcjonizm. Fotografujmy więc jak umiemy i czym możemy, czyniąc to choćby dla siebie samych, bo kiedyś może się to komuś przydać.

I dopóki nie brak na świecie szaleńców, nie możemy mieć nigdy pewności, że nasze dzisiejsze fotografie zabytków nie staną się kiedyś jedynym źródłem edukacji dla przyszłych pokoleń. Na szczęście, dzięki technice cyfrowej, miliony zdjęć dają nadzieję zachować dla świata wizerunek zagrożonych skarbów kultury. Niestety, już nawet tylko hipotetyczne rozważania nad zagrożeniem skutkami broni wykorzystującej impuls elektromagnetyczny (ang. EMP), skłaniają do obaw o szanse na przetrwanie zasobów elektronicznych, choćby tylko w ich części. Podczas wojny w Zatoce Perskiej, niektórzy dziennikarze zaniepokojeni możliwością użycia przez Amerykanów takiej broni, owijali swoje urządzenia elektroniczne folią aluminiową. Czyżby prosta klatka Faraday’a miała być skutecznym antidotum? Może zatem nie warto wyrzucać puszek po krakersach? ;) Czyżby więc stare albumy z papierowymi fotografiami miały wrócić do łask? Ciekawie opisał te sprawy eimi (link). Jakby jednak nie było, nie można ulegać paranoi i najlepiej róbmy swoje.

Meczet Umajjadów, mający tysiąc trzysta lat, bardzo ucierpiał w czasie walk (2012-2013). Runął tysiącletni minaret o wys. 45 m i wraz z nim część budowli. We wnętrzu meczetu znajduje się sarkofag z relikwiami Jana Chrzciciela. Nie jest mi znany aktualny stan tego miejsca. Poniżej dwa zdjęcia Sarkofagu Jana Chrzciciela, widok ogólny oraz wnętrza przez szybę. Podświetlenie na zielono ma nadawać islamski charakter temu miejscu, które jednakże cieszy się wielkim zainteresowanie tak muzułmanów, jak i chrześcijan.

Ale oprócz wojen, drugim sprawcą zniszczeń okazała się niszczycielska energia skorupy ziemskiej, ujawniająca się podczas trzęsień ziemi. Zanim świat nauczył się stawiać budowle w technologii w miarę odpornej na wstrząsy tektoniczne, wszędzie tam, gdzie ziemia zadrżała - pękały ściany, sklepienia, waliły się mury i kolumnady. Dziś wiele antycznych zabytków architektury w krajach wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, które ucierpiały skutkiem, czy to trzęsień, czy wojen, są podnoszone z ruiny, bądź pozostawione w stanie trwałej ruiny, zabezpieczane przed dalszym niszczeniem - zależnie od polityki miejscowych władz. Niestety nieprzewidywalna jest w skutkach dla zabytków aktualna sytuacja w krajach objętych wojną.

Gdy odwiedzamy kraje rejonu Morza Śródziemnego, takie jak Grecja, czy Turcja, ale nie tylko, nie raz widzimy, jako pozostałość po dawnej historii, tylko stojące kolumny. Czasem kolumny te są połączone u góry kilkoma poziomymi belkami. Wprawdzie całość robi wrażenie na turystach, ale bystre oko obserwatora dojrzy, że te kolumny nie są stojącą pozostałością dawnej budowli, ale że współcześnie zrekonstruowano je z resztek tego, co leżało na ziemi, niegdyś powalone.

Są jednak obiekty, które cudem uniknęły nie tylko wojen, ale oparły się także i niszczycielskiej sile trzęsień, względnie leżały poza zasięgiem kataklizmów. To prawdziwe skarby. Niestety nieliczne. I stoją w swoim miejscu niemal tak, jak je wieki temu zbudowano.

Amfiteatr w Aspendos zaprojektowano i wybudowano w okresie rzymskim dla 20 tysięcy widzów. Od tamtych czasów wykorzystywany jest do dziś. Powyższe zdjęcie pozwala dostrzec na scenie fragmenty dekoracji do Aidy.

To jedna z najlepiej zachowanych budowli antycznych, jakie znam. Upływ blisko dwóch tysięcy lat można poznać tylko po tym, że krawędzie bloków kamiennych i licówki, w licznych miejscach jedynie „ugryzione” zostały zębem czasu. Podczas kupowania przeze mnie biletu wstępu do amfiteatru, w kasie zaoferowano mi harmonogram najbliższych przedstawień. Przeżycie emocjonalne, jakie stało się moim udziałem podczas zwiedzania, warte było dwugodzinnego marszu w palącym słońcu, kilka kilometrów w bok od głównej szosy Antalya-Mersin.

Świątynia Hefajstosa to jedna z niewielu budowli w Grecji zachowana w całości od czasów antycznych. Dostrzegalne drobne ślady lekkich wstrząsów tektonicznych widać patrząc na kolumny. Elementy składowe trzonu kolumny, ustawione w stos, jedne na drugich, miejscami nie tworzą jednej linii i są lekko poprzesuwane względem siebie. Ale mimo to, budowla stoi.

Ale są i takie zabytki dawnych kultur, które jedynie odkopano i pozostawiono w trwałej ruinie.

Na zdjęciu (powyżej) fragmenty zewnętrznych murów uznane za Troję Homera (VI warstwa historyczna).

Wojna Trojańska - Parys, Helena, Achilles, Hector, Odyseusz, Priam, Agamemnon. Podczas zwiedzania tych prastarych ruin, imiona bohaterów Iliady pojawiają się w myślach mimo woli. I choć ruiny te są w stanie rozpaczliwym, warstwa na warstwie, mają jednak magiczną moc wydobywania emocji.

Ale w jakim by stanie nie były, owe resztki, zachowanych w przeróżnych miejscach starożytnych murów, są pięknym dowodem wysokiej kultury budowniczych antycznych miast.

Czy fotografując zabytki, ale i ulice naszych miast, mamy świadomość, że te zdjęcia mogą kiedyś być bardzo ważne? Inspiracją dla mnie do właśnie takiego postrzegania funkcji fotografii, była i jest wybitna osobistość polskiej fotografii dokumentalnej: Jan Bułhak. Jego obrazy, pełne zadumy nad przemijaniem, emanujące subtelną miękką sepią, wciągają niczym narkotyk. Świat widziany niegdyś obiektywem aparatu Bułhaka, pełen uroku i melancholii, przeminął, ale w jego obrazach zachowanych z pożogi wojennej - trwa nadal.