Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Gdy taty nie było w domu, a komputer stał zamknięty w biurku — czyli o kombinowaniu w praktyce kilka anegdot

Jak zapewne większość z Was, uwielbiałem za dzieciaka godzinami przesiadywać przy komputerze. Gdy pod koniec lat 90-tych pojawił się u mnie w domu pierwszy komputer (Pentium III, 64 MB RAM) - był on dla mnie niesamowitym obiektem zainteresowania. Mając wtedy niespełna 7-8 lat, bardzo dużo radości czerpałem nie tylko z gier, ale także MS Paint'a, WordPada czy specjalnie kupowanych przez moich rodziców gier edukacyjnych firmy Optimus.

W związku z powyższym, bardzo źle znosiłem wszelkie ograniczenia i kary nań nałożone. A niestety tych było dużo, komputer nie tylko zawsze był utrudniony w dostępie poprzez zamykane biurko, ale także ograniczały go kary łapane przeze mnie i mojego starszego brata. A we wszystkim mój Tata był bardzo konsekwentny stąd nie było przebacz ;-)

Sytuacja taka miała miejsce dosyć długo, bo komputer cały czas znajdował się w pokoju rodziców, a my "stanu grzeczności" nie poprawialiśmy. Stąd trzeba było się odwoływać do różnych rozwiązań, które z dzisiejszego punktu widzenia można wspominać jako zabawne anegdoty. Kilka z nich, przypomniało mi się ostatnio przy okazji rozmowy z kolegą - dlatego postanowiłem podzielić się nimi w szerszym gronie :-)

r   e   k   l   a   m   a

Główny wróg - "zabezpieczone" kluczem biurko

Do dziś pamiętam bardzo dobrze swojego wroga, a może bardziej "utrudniacza" dostępu do komputera. Było to proste biurko z jedną wewnętrzną półką. W środku schowane były przede wszystkim przewody, ale także listwa zasilająca, której uruchomienie dało możliwość korzystania z komputera.

W początkowych "fazach" naszego (w sensie mojego i brata) korzystania z komputera, zabezpieczenia były dosyć łatwe w obchodzeniu. Jednak w wyniku naszych potknięć, błędów czy po prostu wyczucia sytuacji przez Tatę - owe zabezpieczenia nie tylko zwiększały swoją ilość, ale także skutecznie podwyższały poprzeczkę w ich pokonaniu.

Poniżej opisałem kilka dobrze zapamiętanych przeze mnie sposobów na złamanie "zabezpieczeń biurka". Starałem się przedstawić je w kolejności chronologicznej od najstarszych.

Sposób najprostszy - wysuń półkę od klawiatury!

Pierwszym sposobem pozwalającym na skuteczne uruchomienia komputera z zamkniętego biurka, było wysunięcie półki od klawiatury i wsadzenie ręki, celem wciśnięcia włącznika.

Niestety z racji wieku (jak pisałem wyżej, w tamtym czasie miałem około 7-8 lat) moje warunki na realizację tego sposobu były słabe... Dlatego wspierałem się różnymi metodami, zazwyczaj była to... długa drewniana łyżka kuchenna.

Ale nie obyło się oczywiście bez mojego spartolenia roboty. No bo jakież było zdziwienie mojego Taty gdy kiedyś otworzył biurko, a wewnątrz niego znalazł drewnianą łyżkę, która mi tam wpadła i za żadne skarby nie mogłem jej już wyjąć... Na szczęście wtedy skończyło się tylko na ostrzeżeniu i przeniesieniu listwy na dolną półkę :P

Akcja z drążkiem od piłkarzyków

Jednym z początkowych sposobów uniknięcia konsekwencji przeniesienia listwy zasilającej na dolną półkę - był wyrwany z piłkarzyków drążek. Jakoś tak się stało, że znalazł się on pośród moich zabawek, do tego na długość był świetny. Przede wszystkim mieścił się w szczelinę między półkami, a wewnętrzną stroną drzwiczek.

Swoją drogą już w tamtym czasie mój Tata coś przeczuwał, że kombinujemy. Dobrze wiedzieliśmy, że nie jest w "ciemię bity", ale raz o mały włos nie zdemaskowałem naszego sposobu "na drążek z piłkarzyków". Pewnego razu po moim marudzeniu o dostęp do komputera Tata stwierdził, że okej, ale mam sobie sam włączyć.
Przypływ euforii po usłyszanej odpowiedzi niestety wyłączył mi myślenie. Zaaferowany pobiegłem po drążek do pokoju gdzie na szczęście zatrzymał mnie mój brat i wyrwał mi go z rąk. Pograć na komputerze na szczęście mi pozwolono bez kombinowania, ale o mały włos i byłby "komputer pogrzebany"...

Natomiast wracając do metodyki stosowania drążka...

...dzięki umocowanym na całej jego długości piłkarzykom, można było najpierw pionowo wsadzić drążek do biurka. Następnie jak już byliśmy na wysokości listwy to trzeba było go obrócić o 90 stopni i nogami piłkarzyka włączyć lub wyłączyć listwę. Był to świetny i długo stosowany sposób aż do momentu gdy lista zasilająca nie wylądowała możliwie najgłębiej w półce. Co by poprawić naszą sytuację - wysuwana półka została zablokowany od dołu poprzez... śruby z nakrętkami.

Włamanie do szafki z zapasowymi kluczykami od biurka

Po wyżej wymienionych zabezpieczeniach musiałem posunąć się do bardziej radykalnych kroków.

Pewnego razu zwróciłem uwagę, że mój Tata trzymał jakieś ważne rzeczy, osobiste pamiątki itp. w specjalnej szafce na przedpokoju. Szafka była zabezpieczona kluczami LOB i była częścią dosyć dużego regału. Zamknięcie było tylko zabezpieczeniem przede mną jako ciekawskim dzieckiem i znaną wszystkim "psują".
Summa summarum udało mi się ustalić, że trzyma tam klucze pasujące do tego, który używaliśmy do otworzenia biurka komputerowego...

Także mając nadzieję na "zwinięcie" jednego klucza z całego pęku - uknułem plan włamania do szafki :D

Na szczęście wystarczyło odsunąć delikatnie szafę (tak, żeby nie powywracać przedmiotów znajdujących się w "sejfie"!), a następnie nożem podważyć dyktę na wysokości całej szafy.
Zadanie to wykonywałem w czasie kiedy Taty nie było w domu, czyli po przyjściu ze szkoły (około godziny 11) miałem czas do 14.30 kiedy mogłem spodziewać się przybycia rodziców z pracy.

Gwoli ściłości doskonale pamiętam sprawę z włamaniem do szafy bo oczywiście nie obyło się bez przygód. Okazało się, że samo wyjęcie dykty (a była ona olbrzymich rozmiarów jak dla 9-10 latka :D) nie było dla mnie problemem i dostając się "od tyłu" do szafki - miałem pełen dostęp by gwizdnąć jeden z kluczy (który jak się okazało był jednym z kilku właściwych!). Natomiast problem był z zamocowaniem dykty zwłaszcza, że w kilku momentach trochę mi się połamała...

Zrezygnowany, popłakany i spanikowany zadzwoniłem ze stacjonarnego telefonu do... szkoły mojego brata (na szczęście telefon do recepcji był zapisany w domowym notesie) i z płaczem poprosiłem go do telefonu (cudem było, że tamtejsza pani woźna go kojarzyła :D).

To był hit, gdyż słysząc że rozwaliłem szafkę - mój brat najpierw się zdenerwował, by następnie słysząc o sukcesie w zdobyciu klucza do biurka komputerowego migiem postanowił przyjechać do domu. Cudem udało się zamaskować ślady włamania, a tylko Tata potem dziwił się czemu miał tam wszystko powywracane skoro utrzymywał w szafce porządek... ;P

Niespodziewane wcześniejsze przyjście...

Pewnego razu przy przechodzeniu misji z gry Commandos Behind Enemy Lines, zostałem niestety zaskoczony przez rodziców. Z jakiegoś powodu przyszli do domu wcześniej niż zwykle i... zastali mnie grającego przed komputerem.

Na szczęście kluczyk został uratowany przez szybkie schowanie do kieszeni, a otwarte biurko udało się wytłumaczyć niedokmnięciem :P

...i do dwóch razy sztuka czyli utrata zdobytego klucza

Kolejnym razem już przeszedłem samego siebie - zostawiając kluczyk na ławie w pokoju rodziców... Poprostu beztrosko skończyłem sesję grania, posprzątałem sobie i zapomniałem o kluczu. Niestety, przepadł. No i przy okazji wyjaśniła się sprawa tamtego bałaganu w szafce...

Poprzeczka "potrzeb" wzrosła - pojawił się Internet w domu!

Rok po zakupie nowego komputera z pieniędzy komunijnych, rodzice zdecydowali się na dołączenie do osiedlowej sieci internetowej. W pierwszych latach nie do końca mnie to interesowało zwłaszcza, że w tym czasie królowała pierwsza wersja Call Of Duty.

Jednak z czasem na wskutek kolegów zainteresowałem się Gadu-Gadu, Czateriami i innymi kultowymi usługami internetowymi z tamtych czasów. Dodatkowo po którymś remoncie zmieniło się miejsce komputera w mieszkaniu i wylądował u brata w pokoju. Zmieniły się także restrykcje, zluzowano ograniczenia - ale nie wobec Internetu. Na ten, miałem bezwzględny zakaz.

Wtyczki szeregowe moim wrogiem...

O ile w tym przypadku Tacie trudno byłoby egzekwować w normalnych warunkach moje korzystanie z Sieci, to postawił na bardzo ciekawe rozwiązanie. Jako że z zawodu jest elektrykiem to w swoim szrocie posiadał zestaw miernika elektrycznego z przewodem szeregowym. Wyobraźcie sobie, że był na tyle zdeterminowany w swoich działaniach, iż postanowił sztukować skrętkę i za jej końcówkę zastosować męska wtyczkę portu szeregowego.

Przez co żeby podłączyć kabel sieciowy do komputera, potrzebny był specjalnie zrobiony przez niego przewód sieciowy z końcówką RJ-45 po jednej stronie, a po drugiej... z męską końcówką portu szeregowego :D

Takim rozwiązaniem zaimponował mi niesamowicie. Mało tego ja do dzisiaj posiadam stworzony przez niego twór (na zdjęciu powyżej), który trzymam na pamiątkę. Jeszcze nigdy nie słyszałem o podobnym rozwiązaniu blokady dostępu do Internetu :D

Tak czy tak, bez zdobycia tego przewodu nie było możliwości wpięcia się do sieci. Ba! Tata z początku trzymał go w swojej szafce, potem w małej kasie pancernej, a czasami też zabierał specjalnie do pracy. Niestety, tutaj dużego pola do popisu nie było i taka sytuacja trwała latami...

Jednakże w późniejszym czasie bo około roku 2008, Tata kupił sobie laptopa, a już nowszy komputer (Athlon 64 X2 3600+ z GeForce 7600GS i 1 GB RAM na pokładzie) trafił pod moje strzechy. Wtedy kieszonkowe cichaczem zainwestowałem w bezprzewodową kartę sieciową i łączyłem się do niezabezpieczonych sieci komputerowych, których niestety nie było dużo. Dodatkowo pomimo, że mieszkałem na bardzo dużym blokowisku to z parteru miałem utrudniony zasięg... Aczkolwiek była jedna niezabezpieczona sieć z której pomimo bardzo słabego zasięgu, często korzystałem :-P

Dzięki technologii bezprzewodowej, jakoś udało się ominąć blokadę :-)

Z dzisiejszego punktu widzenia...

Gdy wspominam dzisiaj te wszystkie kombinacje, to oprócz uśmiechu na twarzy, pojawiają mi się w głowy setki pytań. Zazwyczaj zastanawiam się, dlaczego pewnych rzeczy nie zrobiliśmy inaczej - np. skoro przewód zasilający do komputera leciał do listwy w biurku to czemu nie wykombinowaliśmy dodatkowego przewodu i podłączyliśmy do innego źródła prądu? Może to wynikało z tego, że monitor miał wbudowany kabel zasilający? Może takiego przewodu nie byliśmy w stanie załatwić? Nie mam pojęcia...

Druga sprawa to klucz.. czemu nie zrobiliśmy sobie zapasowego klucza do biurka gdy go już posiadaliśmy? Przecież to był zwykły klucz i kwota usługi nie byłaby duża, a kieszonkowe by wystarczyło...

I takich pytań można by mnożyć. Jednak z drugiej strony te chwile spędzone przy komputerze w ograniczonym czasowo wymiarze, a także pod ryzykiem dekonspiracji - zasadniczo były piękne. Naprawdę piękne. Człowiek wtedy doceniał wartość spędzania w ten sposób czasu, doceniał każdą minutę czy to grania, czy innej formy zabawy z pecetem. Mało tego korzystając w tak bardzo nieregularny sposób zwiększał się smaczek na kolejne sesje... ;-)

Mimo wszystko, że z dzisiejszego punktu widzenia kilku rzeczy nie rozumiem (zwłaszcza tego przesadnego ograniczenia dostępu do komputera) - tamten czas wspominam bardzo dobrze. Mogę się dziś z tego pośmiać, opowiedzieć te anegdotki w towarzystwie czy po prostu powspominać je z najbliższą rodziną. Zasadniczo te wszystkie sytuacje wyżej opisane były świetnym sposobem na naukę zaradności, "kombinatoryki stosowanej" i organizacji czasu, serio! :-)

Źródła zdjęć/obrazków:

[1] link

[2] link

[3] link

[4] link

[5] link

[6] link  

hobby inne

Komentarze