GNOME 3.34 wydany. Nowości niewiele, za to więcej pytań

Strona główna Aktualności
GNOME 3.34 wydany. (Pixabay)
GNOME 3.34 wydany. (Pixabay)

O autorze

Miała miejsce premiera wersji 3.34 graficznego środowiska pracy GNOME. Choć jest to wydanie ewolucyjne, bez większych nowości i nowych ikon (zmieniono je w poprzednim 3.32), ma ono znaczenie z powodów chronologicznych. Od tego momentu bowiem istnieje więcej wydań z serii 3.x, niż cenionej linii 2. Wielu użytkowników GNOME dość chłodno przyjęło zmiany wprowadzone w GNOME 3.0. Do tego stopnia, że wersję 2.32 sforkowano i rozwijano niezależnie w ramach projektu MATE (wrócimy później do tego wątku). Jest to zatem dobry moment na podsumowania i próbę oceny, jak daleko zaszło GNOME przez to niemal 9 lat od rewolucji. Przyjrzyjmy się jednak najpierw nowościom w 3.34

Thessaloniki

Najbardziej zauważalną z perspektywy UI zmianą jest wprowadzenie obsługi grupowania aplikacji w widoku zestawienia GNOME Shell. Zmiana ta nadeszła zdumiewająco późno. Wbrew pozorom bowiem, powłoka GNOME Shell wcale nie jest "dotykowym" interfejsem. Zaprojektowano go do pracy z myszą i gestami touchpada i w zamierzeniu miał być wariacją na temat widoku Launchpad w systemie macOS. Jego obsługa palcami przez pierwsze kilka lat była niekompletna wręcz nieprzyjemna. Stąd też wiele funkcji "czysto dotykowych" było nieobecnych, mimo że niektóre decyzje projektowe sugerowałyby coś nieco innego.

Przeglądarka

GNOME wzoruje się na macOS również w innych kwestiach i stara się dostarczać zbiór "wystarczających" aplikacji do najczęstszych zastosowań. Najwięcej zmian zaszło we wbudowanej przeglądarce internetowej Web, znanej w polskiej wersji językowej jako "WWW". Potocznie stosuje się jej dawną nazwę: Epiphany. Krążą słuchy, że ktoś faktycznie jej używa i dla tych kilku osób na świecie zaktualizowano obsługę filtrowania reklam i dodano opcję przypinania kart, znaną z Google Chrome.

Inne zmiany

Pozostałe usprawnienia dotyczą obsługi retro gier i możliwości zapisywania sejwów (tak jest, obsługa gier retro należy do modułów środowiska GNOME i najwyraźniej jest pracą priorytetową). Ciekawszą zmianą jest jednak aktualizacja aplikacji Muzyka. Ponieważ wszyscy już dawno poddali się w kwestii prób naprawy odtwarzacza Rhythmbox i jego ostatnia wersja pochodzi z 2016 roku, Muzyka jest teoretycznie jego zastępcą i domyślnym wyborem w GNOME. Cieszy więc, że w środowisku, które od lat oferuje indeksatory plików w ramach doskonałego narzędzia Tracker, odtwarzacz muzyki już po kilkudziesięciu miesiącach od powstania nauczył się aktywnie reagować na zmiany w bibliotece multimediów. Możliwe też stało się dodawanie innych katalogów niż ~/Muzyka do biblioteki, co jest raczej przydatną, elementarną funkcją. Być może dzięki temu grono użytkowników aplikacji Muzyka rozszerzy się i dorówna liczebnością szeregów przynajmniej grupie osób przeglądających internet programem Web. Kto wie – trzeba stawiać sobie odważne cele.

Co dalej?

O planach na wersję 3.36 nie wiadomo zbyt wiele, poza kalendarzem wydawniczym. Zresztą o 3.34 również było cicho. Odpowiedzi należało szukać raczej na liście gnome-announce-list oraz tablicy CI projektu GNOME na GitLabie. Migracja kodu oraz BugZilli na Gitlaba i nowoczesne narzędzia bliskie obecnemu pokoleniu programistów zwiększyła responsywność wyszukiwarek i "odkrywalność" tematów nad którymi trwają prace. Dzięki temu możemy się dowiedzieć, że wśród epików na tapecie znajdują się obecnie (poza absurdalnie wielką liczbą zmian w programie pocztowym Geary) takie kwestie, jak:

  • Kontrola rodzicielska
  • Lepsza obsługa dysków chmurowych (błagam, tak)
  • Przeniesienie kodu na bibliotekę GTK 4.0

Są to niewątpliwie potrzebne, ciekawe i korzystne zmiany, stanowią jednak ciąg dalszy ewolucji środowiska GNOME 3, a nie cokolwiek przełomowego. O wersji czwartej też już od lat nie słychać nic nowego. Ale to raczej dobrze. Specyfika pracy z komputerami zmieniła się przez czas od premiery GNOME 3.0. Nie będzie łatwo przyciągnąć nowych użytkowników ciekawostkami w środowisku graficznym. Liczy się dziś praca na wielu urządzeniach i (zazwyczaj własnościowe) aplikacje wspomagane chmurą.

Trudno mi wymyślić, co takiego musiałby zaoferować nowy GNOME, żeby nieco zredukować brak pakietu Microsoft Office, a zwłaszcza aplikacji OneNote. Słyszę często argument, że przecież mógłbym pracować zupełnie inaczej, stosować inne dyski chmurowe, prezentacje klecić w Beamerze, a notatki sporządzać nie odręcznie, a... no właśnie, czym? Vimem? Czy w TexMakerze? Nie przekonuje mnie on. Cały świat musiałby się zatrzymać, dostosować i odłożyć na spory czas wygodę, by linuksowy desktop był konkurencyjną ofertą. Ale my dziś nie o tym.

Czy GNOME 3 się udał?

Sporo rzeczy z oryginalnego projektu GNOME 3, zarówno implementacji, jak i samych obietnic, zdezaktualizowało się. Wbudowany komunikator nie żyje, a obsługiwane przez niego sieci i protokoły wyludniły się. Gwałt na zasobniku systemowym i mechanizmie powiadomień został już dokonany w pełni. Zasobnik zniknął (niestety), a powiadomienia trudniej przeoczyć, ale dalej jest to zbyt łatwe. Menu aplikacji z górnego paska zostało zlikwidowane i zastąpione ikonami w stylu Androida 5. Uniwersalna Wyszukiwarka Wszystkiego ostała się, działa coraz lepiej i zachorowała na tę samą przypadłość, co wyszukiwarka w Windows 8: zapomniała, jak korzystać z technologii pod spodem i mimo dobrego indeksu, wyszukuje pliki z... różną skutecznością.

Aplikacje bardzo dojrzały. Z tym, że Linux to nie macOS: nie trzeba się upierać, że środowisko musi mieć przeglądarkę, program pocztowy i centrum gier. Na Maku wyciągiętym z pudełka bez nich po prostu nie byłoby nic innego, natomiast w świecie linuksowym istnieje alternatyw, jak choćby Firefox i Thunderbird. Istotnie, podnoszonym argumentem jest to, że są to aplikacje niezgodne ze stylistyką i założeniami funkcjonalnymi środowiska. Choć jeżeli wszystkie aplikacje, poza kilkoma wbudowanymi, są niezgodne z owymi założeniami, to może problem leży jednak gdzie indziej...?

GNOME jest niezwykle dojrzałym, stabilnym i całkiem (jak na Linuksa) zarządzalnym środowiskiem graficznym. Dobrze obsługuje najnowsze rozwiązania, jak Wayland. Jest też coraz wydajniejszy, sprawiając także coraz mniej kłopotów swoim kompozytowym menedżerem okien. Domyślnie dalej uparcie nie zawiera paska zadań ani przypinanego docka, ale na obie kwestie istnieją odpowiednie rozszerzenia, w Fedorze dostępne zresztą od razu (wystarczy wybrać klasyczną sesję na ekranie logowania).

Czy jednak prace nad "pomysłem GNOME 3" zostały ukończone? Nie, jest jeszcze mnóstwo rzeczy, które pozostaje posprzątać lub usunąć. Nowa obsługa ikon na pulpicie pojawiła się np. całkiem niedawno. Niektóre wbudowane aplety mają wyraźne braki i są rozwijane bardzo nierówno. Ale także początkowe założenia się zmieniły, bo dziś pracujemy w inny sposób. GNOME nie wymyśli już chyba nic nowego w związku z tym, stając się po prostu powoli lepszy z wersi na wersję.

A co z GNOME 2? Projekt MATE również zwolnił. Można naturalnie polemizować, że podobnie jak w przypadku XFCE (swoją drogą wydali wreszcie 4.14!) po prostu w klasycznym desktopie niczego już nie brakuje i nie ma co zmieniać. Zresztą, MATE powstało z powodu klinicznego uporu w kwestii usuwania wszystkich starych interfejsów i wstrzymania rozwoju sesji "fallback" dla urządzeń bez akceleratorów 3D.

Jednak co ciekawe, GNOME Panel jest rozwijany na nowo! Ponadto, usunięcie z GTK komponentów zależnych od GNOME Shell sprawiło, że wszystkie aplikacje działają tak samo dobrze z Shellem, jak i z Panelem. Jeżeli zatem ktoś chce wypróbować najnowsze GNOME i główne, a nie sforkowane wersje aplikacji, może to dziś zrobić z wykorzystaniem starego dobrego Panelu. Wszystko może wyglądać tak, jak przed wiekami.

GNOME 3.34 zawita do najnowszej Fedory 31. Kolejne wydanie zostanie ukończone w marcu. Klasyczne panele i aplety można z kolei dodać za pomocą repozytorium yselkowitz/gnome-flashback. Czy używacie GNOME? Jeżeli nie – dlaczego? Dajcie nam znać w komentarzach!

© dobreprogramy