Jak migrowałem z Linuksa czyli komplementarne środowisko Windows 10

Przyczynek

Co tu dużo mówić, pod pingwinkiem nie zawsze wszystko chce działać: a to Photoshop/Acrobat Pro stroi fochy na Wine, a to nagrywarka BD niema wsparcia, a to z Arc'iem mój PhpStorm wygląda badziewnie. Ogólnie parę takich szczegółów, których nawet nie wykorzystuję codziennie - czasem zdarzy mi się odebrać projekt od grafika, poprawić jakiegoś PDF-a, zrobić backup na BDXL. Najgorszy to jest Storm, z przymusu musiałem pogodzić się z Material Theme, żeby mnie oczy nie bolały.
Zawsze jednak ceniłem sobie brak przymusu do aktualizacji, stałą wydajność - no nie oszukujmy się Windows czasem ma zły dzień i będzie chodził jak ofiara losu by na następny dzień pracować jak demon - może jakieś zadania w tle, może coś go opętało.
Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem.
Podku... zdenerwowany jak Mała Mi pewnego dnia, że muszę znowu przerwać pracę, żeby zrobić backup dysku i dysku zapasowego. (Tak robię też kopię kopii przed nadpisaniem przez nową kopię, czyli: ważne pliki z dysku produkcyjnego zrzucam na płytę, zawartość dysku z kopią po kompresji zrzucam na płytę, dd-kuję dysk produkcyjny na zapasowy, proste co nie?) powiedziałem dosyć.
Po prostu już nie wytrzymałem durnego problemu z obsługą nagrywarki - jak przez tyle lat nie można dorobić obsługi nowego nośnika - tak wiem, zrób donację dopiero wymagaj.

Działamy

Poszło szybko: zrobiłem jak zwykle backup, sprawdziłem poprawność wypaliłem nośnik instalacyjny, wyzerowałem dysk i przystąpiłem do instalacji od razu Windows 10 CU. Potem już tylko zainstalować całe oprogramowanie - co w moim przypadku odbywa się bez nadzoru: pakiet Adobe ma swoją miniapkę pilnującą aktualności i instalacji, tak samo soft od JetBrains.

Odkryłem nowość

W sumie żadna nowość, kto zna założenia projektowe jądra NT pewnie tak samo jak ja dziwi się, że dopiero teraz doczekaliśmy się podsystemu z linuksem. Dzięki temu mam wszystkie potrzebne mi narzędzia do pracy dla których normalnie trzymałem pingwinka.
Działa to w gruncie rzeczy bezproblemowo, ale tylko w gruncie: brakuje możliwości odpalenia wielu okien - to na szczęście rozwiązał byobu. Największy problem to działanie edytora nano, który po prostu świruje - tutaj niezawodny okazał się vi. Thunderbirda zastąpiłem aplikacją Poczta dostarczoną z systemem. Notatnik na całe szczęście pozostał klasyczny. Zainstalowałem jeszcze To-Do Prime i mogę działać.

Koniec

Koniec bo niema nad czym się więcej rozwodzić.
Piekło zamarzło, zastąpiłem GNU/Linux tym znienawidzonym pomiotem szatana...
Uprzedzając, pracuję już tak dwa tygodnie.