Google blokuje część linuksowych przeglądarek: albo fanaberia, albo problem

Strona główna Aktualności
fot. Shutterstock.com
fot. Shutterstock.com

O autorze

Użytkownicy mniej popularnych linuksowych przeglądarek nie mogą zalogować się do usług Google, takich jak Gmail, Mapy czy Dokumenty. Oficjalny komunikat wskazuje na troskę o bezpieczeństwo, ale – jak wykazuje społeczność – takie tłumaczenie można łatwo podważyć.

O sprawie zrobiło się głośno dzięki redditowi. Jak ustalono tam, Google odrzuca próby logowania z przeglądarek takich jak Konqueror, Falkon czy Qutebrowser. Wyświetlający się na ekranie komunikat informuje o potencjalnym niebezpieczeństwie. Tak, jak w przypadku zastosowania przeglądarki z listy niewspieranych/przestarzałych. Tyle że takie tłumaczenie wygląda na zasłonę dymną.

Dlaczego? Bo wymienione przeglądarki wcale nie są niewspierane. Przykładowo, Konqueror stanowi część KDE, a jej ostatnie stabilne wydanie, v19.12.0, pochodzi ledwie sprzed paru dni.

Sprawa jest tym bardziej zagadkowa, że według doniesień internautów zmiana user-agent na Chrome lub Firefox wystarcza, aby blokadę logowania ominąć. Tymczasem Google, pomimo licznych próśb, konsekwentnie wstrzymuje się od komentarza, ograniczając do ogólników dostępnych w publicznym centrum wsparcia.

Ot, choćby informacji, że może blokować przeglądarki niewspierające JavaScript, wyposażone w nieobsługiwane lub niebezpieczne rozszerzenia, używające narzędzi do automatyzacji testów lub wbudowane w inną aplikację. Nic z tego nie pasuje do zbanowanego tercetu.

Zwalczanie konkurencji w zarodku?

Bazując na powyższych przesłankach, reddit wysnuwa wniosek, że Google intencjonalnie uprzykrza życie użytkownikom niszowych rozwiązań, aby w zarodku zwalczyć ewentualną konkurencję dla Chrome. Wiadomo, przeglądarka od samego Google wydaje się oczywistym wyborem w przypadku chęci skorzystania z usług Google. Prosty schemat.

Niemniej należy pamiętać, że podobne problemy z logowaniem przytrafiają się powszechnie na deweloperskich kompilacjach Edge i mogą być związane z zawiłościami procesu certyfikacji. Mało bowiem prawdopodobne, aby Google rzucał rękawicę Microsoftowi. Zresztą, na kompatybilność usług Google z innymi niż Chrome przeglądarkami zdążyli narzekać już także twórcy Vivaldi. Ciekawe jeszcze, jak to się ma do tego, że wszystkie wymienione tu przeglądarki to Chromium?

© dobreprogramy
s