Google jest gotów zapłacić 5 dolarów za twoją twarz

Strona główna Aktualności

O autorze

"Dzień dobry, czy ma pan chwilę, by porozmawiać o pańskiej twarzy?" - nie zdziw się, jeśli któregoś dnia w taki sposób zagada do ciebie pracownik Google'a.

No OK, jeśli coś takiego będzie miało miejsce w Polsce, masz prawo być zdziwionym. Na razie bowiem do takich incydentów dochodzi prawdopodobnie tylko w USA.

Google zaczepia ludzi na ulicy i prosi o możliwość odkupienia danych twarzy

Świadkiem niecodziennego zdarzenia był przyjaciel jednego z redaktorów serwisu ZDNet. Spacerując po Nowym Jorku został on zaczepiony przez osobę podającą się za pracownika Google'a. Miała ona poprosić o udzielenie pozwolenia na... zeskanowanie twarzy z użyciem zakamuflowanego telefonu.

Google wie, że nie ma nic za darmo, dlatego za skan twarzy oferuje przechodniom 5 dolarów. Niestety nie w gotówce, lecz w postaci bonu do wykorzystania na Amazonie lub w Starbucksie. Druga opcja skierowana jest prawdopodobnie do użytkowników MacBooków.

Pixel 4 z Face ID potwierdzony?

Z zeznań bohatera tej historii wynika, że telefon, którego przednia kamerka wykorzystywana jest do skanowania twarzy pod różnymi kątami, został zamknięty w obudowie maskującej jego wygląd.

Pracownicy Google'a mają otwarcie przyznawać, że dane zbierane są na potrzeby udoskonalenia systemu rozpoznawania twarzy. Nie ukrywają również, że podobne działania prowadzone są w innych amerykańskich miastach.

Można więc oczekiwać, że nadchodzący flagowiec Google'a - Pixel 4 - zostanie uzbrojony w skaner twarzy. Wizualizacje bazujące na przemysłowych szkicach graficznych nie ujawniają jednak żadnego potężnego arsenału czujników, więc działanie funkcji najpewniej ograniczy się do podwójnego aparatu lub sensora ToF.

Ruch Google'a jest dość odważny

Żyjemy w czasach, w których sporo mówi się o prywatności. Również w kontekście twarzy, bo przecież dopiero co spore kontrowersje wywołała przecież aplikacja FaceApp.

Tymczasem Google miał wysłać na amerykańskie ulice sztab pracowników, którzy dosłownie płacą przechodniom za zbieranie cennych danych biometrycznych. Proszą jednocześnie o podpisanie dokumentów, których 99 proc. osób zapewne nie przeczyta. Bohater artykułu ZDNEtu niestety nie przeczytał.

Pytanie, ile zeskanowanych osób po powrocie do domu zacznie się zastanawiać, co właśnie zrobiło.

© dobreprogramy