Google nie chce, by ludzie kupowali legalną marihuanę przez aplikację. Trzeba użyć Chrome'a

Strona główna Aktualności

O autorze

"Zalegizować aplikacje do kupowania maruhuanen? W żadnym wypadku! A komu to potrzebne? A dlaczego?" - Google, 2019.

Wiecie, że w Google Play da się znaleźć aplikacje, które służą służyły do kupowania marihuany? Nie wiecie? To teraz już wiecie.

Google'owi aplikacje do zamawiania marihuany się jednak nie podobają

Początkowo Android Police donosił o całkowitym banie mobilnych sklepów z suszonymi kwiatostanami żeńskich roślin konopi (m.in. Eaze czy Weedmaps). Szybko okazało się jednak, że sprawa nie jest aż tak poważna.

Z oświadczenia firmy, opublikowanego na łamach The Verge, wynika, że Google'owi nie przeszkadzają aplikacje związane z marihuaną same w sobie. Google, zgodnie z nową polityką, chce "tylko", by zniknęła z nich funkcja koszyka, czyli możliwość składania zamówień.

Szef sklepu Eaze nie kryje rozczarowania i twierdzi, że decyzja Google może wręcz przyczynić się do rozkwitu handlu marihuany pochodzącej z nielegalnych źródeł.

Pamiętajmy, że marihuana nie wszędzie jest nielegalna

W samej Ameryce trawkę bez żadnych problemów można kupić w dziesięciu Stanach USA. Przynajmniej bez problemów natury prawnej, bo - jak widać - nie trzeba ingerencji polityków, by problemy wymyślili sobie sami obywatele.

Nawet siedziba Google'a znajduje się w Kalifornii, czyli w stanie, w którym marihuana jest legalna. Zresztą Google prawdopodobnie doskonale zdaje sobie z tego sprawę, bo nie wierzę, że

Android">suchary Asystenta

wymyśla ktoś, kto z ofert zbanowanych właśnie sklepów nie korzysta.

Ciężko odebrać to inaczej niż jako działanie na pokaz

Ja rozumiem - prawo prawem, ale prywatna firma może prowadzić biznes zgodny z własnym światopoglądem. I to jest w porządku. Tylko czy Google faktycznie podjął działania mogące zmienić cokolwiek?

Mieszkaniec Kalifornii wciąż może wziąć do ręki telefon z Androidem (system Google'a), odpalić Chrome'a (przeglądarka Google'a), wejść na Google.com, wyszukać sklep z marihuaną i złożyć zamówienie. Być może nawet sfinalizować transakcję płacąc przez Google Pay. Jedyna różnica jest taka, że w takiej sytuacji użyje apki stworzonej przez Google'a, a nie przez niezależnego programistę. I to by było na tyle w kwestii światopoglądu...

Najpewniej więc ktoś w Google'u wymyślił sobie, że zablokowanie tego typu aplikacji w Sklepie Play będzie miało dobry wydźwięk wizerunkowy. I być może tak jest. Co jednak nie oznacza, że utrudnianie działalności legalnie funkcjonujących usług nie jest absurdalne.

© dobreprogramy