r   e   k   l   a   m   a
reklama

Google zastąpi Ubuntu nowym systemem, nie będzie płacić Canonicalowi za wsparcie

Strona główna Aktualności

O autorze

Hodowca maszyn wirtualnych i psów, poza tym stary linuksiarz, bonvivant i śmieszek. W 2012 roku napisał na DP o algorytmie haszowania Keccak i wciąż pamięta, jak on działa.

Niewiele firm daje swoim pracownikom wybór w kwestii służbowego komputera i systemu operacyjnego. Google jest tu chlubnym wyjątkiem. Pracownicy mogli wybierać między własnym smakiem Ubuntu (goobuntu), macOS-em i ChromeOS-em, a za specjalną zgodą przełożonego w grę wchodziły też komputery z Windowsem. Niedawno coś jednak uległo zmianie, Ubuntu przestanie być dostępną dla googlersów opcją.

Choć do zmiany doszło w zeszłym roku, o sprawie zrobiło się głośno teraz, dzięki Stevenowi J. Vaughan-Nicholsowi z ZDNetu. Odkrył on, że w sierpniu 2017 r., wśród prelegentów konferencji DebConf17 znalazła się Margarita Manterola z Google, z krótką prezentacją (zobaczycie ją od 12 minuty) na temat google’owej dystrybucji Linuksa. Pani Manterola oznajmiła, że goobuntu się skończyło. Zastępuje je nowy system o nazwie gLinux.

Może bez przesady z tym nowym systemem. To linuksowa dystrybucja rolling release, bazująca na Debianie Testing (a więc obecnie Debianie 10 „Buster”). Wygląda na to, że Google bierze sobie kod źródłowy pakietów wprowadzonych do Debiana Testing, buduje je, testuje, jeśli spełnią normy jakości, pakiet zostaje wprowadzony do wydania kandydackiego, a jeśli nie, to czas na raporty o błędach. W ten sposób zbudowano testowane przez kilkaset osób wydanie alfa, beta miała zostać wydana zaś 16 sierpnia.

Nie wiadomo, kiedy ostatecznie bazujące na Ubuntu 14.04 goobuntu zniknie z Google’a, ale anonimowe źródła Vaughan-Nicholsa mówią o lecie tego roku. Firma miała już przygotować narzędzia do migracji danych. Nie podano też oficjalnie żadnych informacji o środowisku graficznym, ale z tych samych źródeł wynika, że będzie to GNOME, uruchomione na serwerze grafiki Wayland. Nic w tym zaskakującego – Debian 10 oficjalnie przechodzi na Waylanda.

Nie ma co szukać w sieci obrazów ISO z gLinuksem. To distro na własne potrzeby Google’a, które nigdy nie miało trafić na zewnątrz. Nie jest zresztą dostosowane do działania poza infrastrukturą Google’a. System instalowany jest zdalnie przez sieć, poprzez PXE (Preboot Execution Enviroment). Uruchamia to instalator systemów desktopowych, który pobiera sobie z google’owych serwerów skompresowany obraz systemu w formacie tar, rozpakowuje go i instaluje. Następnie oprogramowanie jest konfigurowane na konkretny komputer przez Puppeta. Dzięki takiemu podejściu można przeinstalować i skonfigurować do pracy cały system w 30 minut.

Warto przypomnieć, że Google zdecydowało się zbudować swoją poprzednią dystrybucję Linuksa na bazie Ubuntu ze względu na cykl wydawniczy tego systemu i jakość wsparcia oferowanego przez Canonicala w ramach programu Ubuntu Advantage. Najwyraźniej decyzja o przejściu na Debiana odbije się na finansach Canonicala – Google przestanie być biznesowym klientem firmy Marka Shuttlewortha.

© dobreprogramy
reklama
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieSnap ma się coraz gorzej. A jego twórca jest najlepiej opłacanym na świecie prezesem