Google zmienia sposób walki z nadużyciami seksualnymi, ale protestujący nie są zadowoleni

Strona główna Aktualności
image

O autorze

Zgodnie z obietnicą daną przez dyrektora generalnego, Sundara Pichaia, protestującym pracownikom Google zmieni sposób walki z nadużyciami seksualnymi pracowników. Wydano w tej sprawie trzystronicowy dokument, opisujący najważniejsze regulacje. Nie wszyscy są jednak w pełni usatysfakcjonowani nowymi pomysłami kierownictwa.

– Zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze wszystko było w porządku w przeszłości i jest nam bardzo przykro z tego powodu. To jasne, że musimy wprowadzić pewne zmiany – pisze Sundar Pichai w wiadomości e-mail wysłanej do wszystkich pracowników. – Firma zapewni większą przejrzystość w kwestii tego, jak radzi sobie z problemami, a także lepsze wsparcie i opiekę osobom, które ich doświadczają – zapewnia dyrektor, zamykając wypowiedź załącznikiem.

I to właśnie ów załącznik zawiera kluczowy – patrząc z perspektywy całego zamieszania – dokument, opisujący czekające pracowników Google'a zmiany.

Prawdopodobnie najważniejszą z nich jest zmiana podejścia do systemu arbitrażowego. Korporacja zachęca, aby zgłaszać nadużycia bezpośrednio do sądu. Co więcej, Pichai obiecuje zwiększoną szczegółowość raportów i statystyk, co stanowi bezpośrednią odpowiedź na żądania manifestantów. Ponadto w firmie mają zostać przeprowadzone szkolenia na temat molestowania seksualnego, a system raportowania skarg będzie działać przez całą dobę, w czasie rzeczywistym.

Niejako przy okazji, choć nie znalazło się to wśród postulatów, firma z Mountain View podejmie walkę z nadmiernym spożyciem alkoholu. Zdaniem Pichaia około 20 proc. przypadków molestowania to efekt nadmiernego pijaństwa. Powołane zostaną zespoły i zorganizowane imprezy przestrzegające przed skutkami spożycia alkoholu.

Niemniej większość żądań pracowników przemilczano. CEO ledwie lakonicznie napomknął o zwiększonym zaangażowaniu w równość i praktyki integracyjne, podczas gdy inicjatorzy protestu domagają się m.in. raportów na temat różnic w płatnościach, uwzględniających podział na grupy etniczne i płci. Nie ma też raczej szans na umieszczenie jednego z szeregowych pracowników w radzie dyrektorów, jako przedstawiciela. Ten postulat zupełnie pominięto.

Summa summarum protestujący pozostali nieusatysfakcjonowani. Zaznaczają co prawda wyraźnie, że doszło do postępu w wielu palących kwestiach, ale jednocześnie wskazują dalsze uchybienia.

– Choć jesteśmy podekscytowani faktem postępu w zakresie molestowania seksualnego, nie rezygnujemy z najbardziej naglących potrzeb kobiet – komentuje jeden z aktywistów. Oznacza to oczywiście, że manifestanci nie powiedzieli ostatniego słowa i wkrótce może dojść do powtórki. Pytanie: jak tym razem zareaguje zarząd, który – co by nie mówić – wstępnie podjął dialog?

© dobreprogramy