Gracze po raz kolejny pokazują, że zbyt wysokie ceny gier to mit. Za co tym razem przepłacają?

Strona główna Aktualności
Źródło: Depositphotos
Źródło: Depositphotos

O autorze

Ile to już razy słyszeliśmy głosy, że gry są stanowczo zbyt drogie. Nie, nie chodzi jedynie o pokrętne tłumaczenia piratów, ale także, a może przede wszystkim całkowicie uczciwych użytkowników legalnego oprogramowania, którzy z bólem serca patrzą, jak ceny premierowych produkcji na peceta przekraczają pułap 200 zł. Jednak czy podwyżki negatywnie rzutują na sprzedaż? Wprost przeciwnie – jak ujawnia firma GAME, znana na rynkach brytyjskim i hiszpańskim sieciówka z grami, gracze sami coraz chętniej przepłacają, kupując droższe edycje specjalne.

Co ich do tego skłania, zapytacie? Odpowiedź brzmi: wcześniejszy dostęp. Jakiś czas temu wydawcy wpadli na pomysł promowania droższych edycji specjalnych poprzez umożliwienie ich nabywcom zabawy na kilka dni przed oficjalną premierą. Za przykład niech posłuży Battlefield V, który oficjalnie ukazał się dzisiaj rano, w cenie do 249 zł za pudełko lub kopię cyfrową. Niemniej jeśli ktoś zdecydował się na pre-order i wybrał przy tym droższą o 50 zł wersję deluxe, to mógł rozpocząć rozgrywkę z 5-dniowym wyprzedzeniem. Mało tego, kolejnych 6 dni uzyskiwali w bonusie subskrybenci usługi Origin Access Premier (koszt: 59,90 zł na miesiąc lub 419,90 zł na rok). Łatwo zauważyć, że jest to bardzo frywolne podejście do daty premiery, wyraźnie premiujące dopłacających.

Przypadek najnowszej strzelanki EA DICE nie jest odosobniony. Zaledwie w ciągu dwóch ostatnich miesięcy podobny zabieg widzieliśmy w kilku wysokobudżetowych wydawnictwach, m.in.: Shadow of the Tomb Raider, Forza Horizon 4, Assassin's Creed Odyssey, Hitman 2, FIFA 19, NBA 2K19. A to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej. Najwięksi wydawcy, tacy jak Activision, Microsoft czy właśnie EA, od lat stosują politykę wcześniejszego dostępu dla pre-orderowców premium.

Jak się okazuje, konsumentom taki stan rzeczy wcale nie przeszkadza. Dyrektor generalny firmy GAME, Martyn Gibbs, w wywiadzie dla GamesIndustry.biz ujawnił, że wprowadzenie bonusu w postaci wcześniejszego dostępu bardzo korzystnie wpłynęło na sprzedaż edycji specjalnych. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się w tej formie ponoć produkcje nastawione na tryb wieloosobowy, w których możliwość gry przed innymi traktowania jest niczym handicap. Przedstawiciel nie chce prezentować szczegółowych danych, jednak jasno wyraża zadowolenie z poziomu sprzedaży droższych wydań rozszerzonych zarówno Battlefielda V, jak i Hitmana 2.

Niestety nie są to dobre wiadomości dla bardziej rozsądnej (oszczędnej) części środowiska. Widząc łatwy zysk, wydawcy z całą pewnością nie odpuszczą. Tymczasem fragmentacja graczy w obrębie jednej tylko produkcji stale postępuje, bo choć skupiłem się wyłącznie na kwestii kilku dat premiery, to jednak trzeba pamiętać też o innych dodatkach, chociażby dodatkowych przedmiotach w grze, jakie uzyskują nabywcy wersji specjalnych. Pół biedy, kiedy jest to kusząca bielizna dla protagonistki w tytule skupiającym się wokół kampanii. Gorzej natomiast jak chodzi na przykład o lepszą broń do rozgrywki wieloosobowej. Mając jeszcze na uwadze dodatkowy czas, aby nauczyć się jej obsługi, posiadacze standardowych wydań stają na z góry przegranej pozycji.

Kosztująca nierzadko ponad 200 zł edycja standardowa staje się zatem półproduktem, co w skrajnych przypadkach jest wręcz próbą wymuszenia dopłaty (bezpośredniej podwyżki ceny), tyle że przeprowadzaną w białych rękawiczkach – bo przecież tańsza alternatywa ciągle stoi na półce.

Sprawdź recenzję gry Battlefield V na dobreprogramy.pl

© dobreprogramy