HIFIMAN Edition S – hybrydowe słuchawki dla fanów basów i sopranów

Strona główna Lab Inne

O autorze

Gdy dostałem do testów słuchawki HIFIMAN Editon S, postanowiłem, że przed zakończeniem pisania recenzji nie sprawdzę ich ceny, choć podejrzewałem, że sprzęt znanej z zaspokajania potrzeb audiofilów firmy tani być nie może. Z góry Wam mogę już powiedzieć: są w tej klasie słuchawki na pewno tańsze, ale Edition S są warte wydanych na nie pieniędzy – o ile słuchacie muzyki, która wykazuje ich możliwości.

Konstrukcja i akcesoria

W całkiem estetycznym pudełku znajdziemy ułożone na wyprofilowanej gąbce słuchawki, owalne etui i pudełeczko z akcesoriami. W pudełeczku tym są kabel z mikrofonem i sterownikiem, obustronnie zakończony złączami minijack (jedno kątowane), przejściówki do złącz jack 6,3mm i samolotowego oraz klips do przypinania kabla do ubrania. Kabel jest zdecydowanie za krótki, ma 120 cm długości – może wystarczy do podłączenia do smartfonu czy odtwarzacza, ale w wypadku podłączania do desktopowego komputera musiałem już stosować własny, dłuższy kabelek – pasować będzie dowolny przewód zakończony minijackiem.

Same słuchawki – no cóż, są naprawdę komfortowe. Ważą niespełna 250 gramów, a ciężar ten jest równomiernie rozłożony. Kształt nauszników dobrze odpowiada anatomii ucha: asymetrycznie wydłużone kopułki, otoczone welurowymi poduszkami. Nawet wielogodzinne sesje grania czy pracy ze słuchaniem muzyki nie kończą się nieprzyjemnie. Uwaga jednak: to dotyczy moich uszu, które są raczej małe. Ludzie z uszami większymi mogą być niezadowoleni.

Metalowy pałąk, choć sensownie zaprojektowany i wygodnie wykończony skóropodobną tkaniną, stanowi najsłabszy element konstrukcji. Jest po prostu zbyt sztywny. Nie czuć tego na głowie, nauszniki bowiem dopasują się dobrze do profilu głowy dzięki swobodzie obrotu w dwóch osiach, jednak z czasem może przełożyć się to na uszkodzenie samego pałąka.

W tytule wspomniałem, że to słuchawki hybrydowe: słowo to w tym wypadku odnosi się do ciekawego rozwiązania HIFIMAN-a. Otóż Edition S to nie są słuchawki ani otwarte, ani zamknięte. Są takie, jakie nam pasują. To za sprawą nakładek na nauszniki, które pozwalają prosto modyfikować brzmienie słuchawek. Znajdują się na nich magnetyczne klipsy, które można bez żadnych dodatkowych narzędzi przyczepić na nauszniki. Bez nich cieszymy się bardziej przestrzennym i swobodnym dźwiękiem typowym dla słuchawek otwartych (dając usłyszeć każdemu w otoczeniu, co akurat słuchamy), po nałożeniu klipsów otrzymamy lepszą izolację, typową dla słuchawek zamkniętych.

Dźwięk

HIFIMAN Edition S chwali się na papierze fantastycznymi parametrami odtwarzania dźwięku. Pełnowymiarowy 50-milimetrowy przetwornik dynamiczny zapewnia szerokie pasmo przenoszenia 15 Hz – 22 kHz, wysoką dynamikę 113 dB i niską impendancję 18 omów.

Jako że taka hybrydowa konstrukcja sprawia, że mamy dwa modele słuchawek w cenie jednego, wrażenia ze słuchania dźwięku trzeba opisać oddzielnie, różnice są słyszalne nawet dla ludzi, którzy nie oddają się audiofilii. Zacznijmy od konfiguracji zamkniętej.

  • Scena jest taka, jakiej można by było oczekiwać po sprzęcie Hi-Fi. Nawet w zamkniętym trybie jest miejsce na wszystkie instrumenty orkiestry, nie wchodzą na siebie. Nie będę opowiadał o jakimś „przeniesieniu się do hali koncertowej”, to oczywiście tak nie działa – po prostu nie jest ciasno.
  • Tony niskie są mocne, mają ładne uderzenie, nie usłyszy się w nich zniekształceń, nawet przy słuchaniu śpiewu takich basów jak Jurij Wichniakow, znany z tego, że potrafi wyciągnąć ze swojego aparatu głosowego czyste G1. Także niskobrzmiąca elektroniczna muzyka, z pogranicza Detroit techno czy drum’n’bassu zachowuje czystość, unikając metalicznych pobrzmień.
  • Tony średnie brzmią łagodnie, by nie powiedzieć eterycznie, nawet przy ich podbiciu na korektorze. Ich dźwięk jest bardziej niż zwykle oddalony od słuchacza. Przeciętni wokaliści nabierają przez to fajnej miękkości, przyjemnie się na tych słuchawkach słucha popowych utworów.
  • Tony wysokie brzmią czysto i ładnie, o ile pochodzą z ludzkiego gardła, to taki miękki sopran – wokalistki wypadają naprawdę dobrze. Czegoś brakuje w grze skrzypiec czy np. fletu piccolo – dźwięk się zbytnio rozmywa.

Co jeśli zdejmiemy zaślepki? W konfiguracji otwartej od razu czuje się, jak scena się poszerza. Polecam w tych słuchawkach wysłuchać płytki Tales from Topographic Oceans grupy Yes, będzie to dobra demonstracja ich możliwości.

  • Basy w otwartej konfiguracji wydają się z jakiegoś powodu zdławione i spłaszczone.
  • Tony średnie zapewniają lepszą separację dźwięków, to mniej „popowe” brzmienie.
  • Tony wysokie – nie zauważyłem słyszalnej różnicy w ich brzmieniu, w otwartej konfiguracji tak samo piccolo zostaje zmiękczone.

Wrażenia

NJJA (Nie Jestem Jakimś Audiofilem), ale HIFIMAN Edition S to sprzęt, który chętnie bym sobie sprawił (gdyby było mnie na niego stać). Bardzo dobre brzmienie, szczególnie w odniesieniu do ludzkiego głosu, bardzo fajna dynamika dźwięku, wygoda noszenia, hybrydowa konfiguracja – to wszystko zalety, które czynią z tego modelu dobre słuchawki zarówno na dwór, jak i do słuchania w domu.

Nie do końca jestem zadowolony z pałąka, ewidentnie męczonego naprężeniami (może mam za dużą głowę?), a kabelek powinien być dłuższy. Wydaje mi się też, że ludzie o większych uszach mogą odczuwać niewygodę przy takim anatomicznym kształcie słuchawek. Niemniej jednak, polecam – w takiej cenie warto. Ostatnio co prawda miałem okazję też słuchać muzyki przez słuchawki Audio-Technica M50X, o połowę tańszych, jednak brzmiały znacznie gorzej, szczególnie przy muzyce elektronicznej.

© dobreprogramy