Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Hatszepsut — Świątynia Milionów Lat

Ilekroć sięgam po temat starożytnego Egiptu, tylekroć powraca we mnie świadomość ogromnego, nie do przecenienia, wkładu cywilizacji egipskiej dla rozwoju naszej współczesnej cywilizacji. Już 5 tysięcy lat temu Egipcjanie objawili swoje mistrzostwo w architekturze, astronomii, geografii, matematyce i rolnictwie. Rok podzielony na 365 dni pojawił się w Egipcie jeszcze wcześniej. W tym samym czasie powstało pismo hieroglificzne, które dało początek późniejszym systemom pisma. Dzięki temu wynalazkowi znamy historię ponad trzydziestu dynastii egipskich. Znając zwyczaje tamtego patriarchalnego świata wiemy, jak niecodziennym wydarzeniem było pojawienie się na politycznej scenie Egiptu kobiety, której ambicją stało się zostać samodzielnym władcą. To Hatszepsut. Nie ogłosiła się królową (w Egipcie nie było tytularnych królowych, a jedynie małżonki króla), ale królem-kobietą. Podkreślała w ten sposób swoją kobiecość, także strojem, nie udawała mężczyzny. Broda pojawiająca się na jej wizerunkach była jedynie rytualnym dodatkiem.

Świątynia Hatszepsut, zwana "Świątynią Milionów Lat", to budowla sakralna zbudowana w XV w. p.n.e., u stóp gigantycznej ściany skalnej w Deir el-Bahari (Teby Zachodnie), jako świątynia grobowa królowej Hatszepsut. Rekonstrukcja świątyni wykonywana jest przez polską misję archeologiczną już od roku 1961. Pracami w pierwszym okresie kierował profesor Kazimierz Michałowski. Udostępnienie świątyni zwiedzającym miało miejsce w roku 2002. Obecnie uważana jest za jedno z najbardziej odwiedzanych miejsc w okolicach Luksoru.

reklama

Tego dnia miałem okazję zetknąć się ze świątynią dwukrotnie. Najpierw krótko po wschodzie słońca ujrzałem ją z góry, podczas rejsu balonem nad Zachodnimi Tebami. Było już o tym w moim opowiadaniu „Nad Luksorem”.

A powtórnie już z ziemi, dwie godziny później.

Hatszepsut była władczynią Egiptu z XVIII dynastii - w okresie Nowego Państwa. Przyjmuje się, że okres jej panowania to lata 1479-1458 p.n.e. Po śmierci Totmesa II, Hatszepsut, która była jego była żoną, objęła regencję nad małoletnim Totmesem III (nie był jednak jej synem), ale zasmakowawszy we władzy szybko ogłosiła się faraonem. Losy królowej, a także władców z tego okresu są dobrze poznane i stanowią interesującą lekturę historyczno-obyczajową. Ówczesne zawiłości w relacjach rodzinnych zadziwić mogą nawet dziś, skoro Hatszepsut dla Totmensa III była jednocześnie ciotką, macochą i teściową.

Grobowiec Hatszepsut został wykuty w ogromnym masywie skalnym, a przy skałach dobudowano świątynię. Bardzo nieliczne są tu tak typowe dla innych świątyń egipskich okrągłe filary z ozdobnymi kapitelami. Dominują linie proste i kąty proste.

Natomiast, co do stylu, wspólne z innymi świątyniami - są rodzaje zdobień: reliefy i hieroglify. Wiele z nich, zwłaszcza pod arkadami poszczególnych pięter, zachowało swoje kolory. Wprawdzie kolory reliefów i hieroglifów są miejscami mocno uszkodzone, ale jednak w sumie stanowią nadal piękne dzieło.

Filary, występujące w arkadowych fasadach wszystkich pięter, mają przekrój wyłącznie prostokątny.

Zdobienia ścian wewnątrz arkad to prawdziwa bajka.

Freski są piękne także we wnętrzu małej krypty na niższym piętrze.

Głowna krypta, krypta grobowa Królowej Hatszepsut nie była wprawdzie dostępna dla turystów (przed wejściem umieszczono drewnianą barierkę), ale sam portal (uwzględniając upływ czasu, tj. ok. 3500 lat) zachował się wspaniale.

Na zdjęciu poniżej fragment wewnętrznego dziedzińca przed wejściem do krypty Hatszepsut.

Na najwyższym piętrze świątyni urządzono dwa stanowiska obserwacyjne dla uzbrojonych funkcjonariuszy policji turystycznej. Widoczny na zdjęciu poniżej daszek nad głową policjanta, może świadczyć o tym, że zacieniając to miejsce chciano każdemu z pilnujących porządku policjantów, stworzyć najlepsze warunki do ochrony przed upałem oraz do wielogodzinnej, skutecznej obserwacji w męczącym wzrok, ostrym świetle słonecznym. Tak policyjne posterunki przy wjeździe do obiektu, jak i te w samej świątyni, to pokłosie m.in. masakry, jaka miała miejsce przed laty właśnie w świątyni Hatszepsut. Z relacji, jakie są obecnie dostępne, wysuwa się następujący przebieg tamtych wydarzeń:

W dniu 17 listopada 1997 r, w porannym ataku sześciu bandytów zabiło 58 cudzoziemców i 4 Egipcjan. Napastnicy, mający powiązania z ugrupowaniem Al-Gama'a al-Islamiyya, byli uzbrojeni w automatyczną broń palną i noże. Przebrani byli za członków sił porządkowych. Wkroczyli do Świątyni Hatszepsut około godziny 08:45. Na miejscu zabili dwóch uzbrojonych strażników. Zabijania uwięzionych turystów, tak przy użyciu broni palnej, jak i noży rzeźniczych, dokonywano metodycznie przez 45 minut, podczas których wiele ciał, zwłaszcza kobiet, zostało przeraźliwie okaleczonych. Rannych dobijano nożem lub strzałem w głowę. Wśród zamordowanych było pięcioletnie dziecko i cztery pary w podróży poślubnej. Przy zmasakrowanych zwłokach znaleziono potem ulotkę wychwalającą islam. Inne znalezione ulotki wysuwały żądania uwolnienia więzionych przywódców terrorystycznych ugrupowań.

Uciekając z miejsca zbrodni napastnicy porwali autobus, ale natknęli się na punkt kontrolny uzbrojonej egipskiej policji i sił wojskowych. Podczas strzelaniny jeden z terrorystów został ranny, a reszta uciekła na wzgórza. Ich ciała znaleziono w miejscowej jaskini, w której najprawdopodobniej popełnili zbiorowe samobójstwo.

Podczas mojego zwiedzania Egiptu w roku 2008 miałem przecież świadomość, że nie jest to całkiem spokojny kraj. Pamiętałem i o porwaniu grupki turystów w okolicach Abu Simbel na kilka tygodni przed moją podróżą, a i ogólnie o dawniejszej masakrze w Luksorze. Obecność uzbrojonej policji w białych mundurach w obiektach turystycznych i ich okolicach, na ulicach miast, a także stałe posterunki na drogach i te lotne, towarzyszące konwojom z wycieczkami, a także policjanci w autokarach – były więc niezbędne i łagodziły nasze obawy. Choć oczywiście spotykałem wśród turystów i takich malkontentów, którzy sarkali na widok białych mundurów, że „mamy policję na karku”, że „nas kontrolują”. Zmieniliby zapewne zdanie, gdyby, nie tyle zobaczyli - ile choćby jedynie wyobrazili sobie - świeżą krew ofiary zamachu…

Starając się, nawet dość skutecznie, odgonić od siebie myśli o zamachach, wchłanialiśmy w siebie widoki zabytków.

Fasada arkadowa najwyższego piętra świątyni Hatszepsut wyposażona była niegdyś w liczne posągi przedstawiające Hatszepsut w pozycji Ozyrysa, jednak nie wszystkie przetrwały. Nie mamy dowodów na to, w jakich okolicznościach te akurat posągi zniknęły, ale historia informuje nas, że następca Hatszepsut, Totmes III w odwecie wobec ciotki-macochy-teściowej nakazał usuwać jej wizerunki. Więc może to on miał w tym swój udział?

A oto sprawczyni owego zamieszania w historii Egiptu – królowa Hatszepsut w (uszkodzonej) koronie zjednoczonego państwa, zwanej „pschent”. Głowa jest najprawdopodobniej ocalałym fragmentem jednego z zaginionych posągów. Warto zwrócić uwagę na czerwień, a przynajmniej jej resztki, nałożoną na twarz Hatszepsut. Ten kolor był zastrzeżony jedynie dla wizerunków faraonów mężczyzn. Natomiast małżonka faraona mogła mieć twarz w kolorze żółtym. Widać z tego, że emancypacja Hatszepsut sięgała bezwzględnie i po ten symbol męskich władców.

Tradycja upamiętniania wizerunków faraonów nie stroniła od upiększania postaci. Wyjątek uczyniono dla faraona Echnatona (wcześniejsze imię: Amenhotep IV), u którego mankamenty urody - przypisane, jak głosi współczesna hipoteza, chorobie (zespołowi Marfana) - zostały uwiecznione w rzeźbach. Jednakże podobizny Hatszepsut, nawet, jeśli je nieco podretuszowano w stosunku do „oryginału”, prezentują królową, jako przystojną kobietę. Poniższy jej wizerunek jest pełen uroku i dostojeństwa.

Dwa ostatnie zdjęcia prezentacji wykonane zostały, w znajdującej się nieopodal świątyni Hatszepsut, pracowni pamiątek. Zainspirowana, historią pobliskiej świątyni, wyobraźnia - nie pozwala stłumić fantazyjnej myśli, że któryś z pracujących, widocznych na zdjęciu, być może jest bardzo dalekim potomkiem artysty, który ozdabiał tutejsze przybytki świątynne w zamierzchłych czasach.

Jak widać, starożytność nie umarła i ma się całkiem dobrze.

Z mojej egipskiej serii ukazały się dotychczas na blogu:

Egipt – gdy marzenie stało się rzeczywistością

Karnak – egipski sen trwa…

Medinet Habu – trzydzieści pięć wieków

Nad Luksorem  

hobby

Komentarze