reklama

Hiszpania będzie blokować pirackie strony

Strona główna Aktualności

O autorze

Kobieta o wielu talentach, użytkowniczka OS X kochająca fotografię, kuchnię wschodnią, ciężką muzykę i poprawną polszczyznę.

Hiszpania przez lata miała opinię spokojnej przystani, w której nic nie grozi piratom. Według wielu sądów strony zbierające odnośniki do nielegalnie rozpowszechnianych plików nie łamały prawa i mogły działać bezpiecznie. Do wczoraj.

Nowy rząd Hiszpanii jest u władzy niecałe dwa tygodnie, a już wprowadził w życie Prawo Sinde — akt pozwalający na blokowanie na poziomie dostawców Internetu lub całkowite wyłączanie stron zawierających różnego rodzaju odnośniki do nielegalnych plików. O Prawie Sinde pierwszy raz powiadomił BoingBoing, który powoływał się na przecieki z WikiLeaks. Ustawa była przygotowywana za zamkniętymi drzwiami przez hiszpańskich urzędników pod dyktando Stanów Zjednoczonych.

Partia Ludowa po objęciu władzy w Hiszpanii przegłosowała wprowadzenie praw ograniczających użytkownikom Internetu w tym kraju dostęp do stron ułatwiających pobieranie pirackich materiałów. Wprowadzenie prawa Sinde, nazwanego tak od nazwiska Minister Kultury Ángeles González-Sinde, ogłosiła Premier Maria Soraya Saenz de Santamaria. Od tego momentu władze mogą nakazać dostawcom Internetu zablokowanie dostępu do zgłoszonych stron lub całkowicie je zamknąć. O zamknięciu lub blokadzie strony decydować będzie Komisja do Spraw Własności Intelektualnej na wniosek właściciela praw autorskich. Na podjęcie decyzji Komisja ma 10 dni od złożenia wniosku.

Hiszpańskie prawo dawało władzom możliwość nałożenia blokady na strony od lutego 2011, ale dopiero Prawo Sinde i powołanie Komisji jest prawdziwym zagrożeniem dla piratów. Niestety, ustawa kojarzy się z amerykańską SOPA. Niepokoi również fakt, że akt prawny był przygotowywany za zamkniętymi drzwiami i ze sporym wkładem Amerykanów.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama