Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Ile jest jeszcze fotografii w fotografii?

Żyjemy w świecie w którym każdy jest fotografem, a jeśli nie to bardzo łatwo może siebie „mianować” tym oto tytułem, który z roku na rok ma w sobie coraz mniej jakiejkolwiek wartości. Żyjemy w czasach w których każdy jest fotografem, jeśli tylko ma aparat i czasem stwierdzam, że nie ma już chyba różnicy czy jest to aparat Canon 5D Mark III czy aparat w telefonie. W tym artykule nie mam zamiaru porównywać parametrów, jakości i możliwości owych urządzeń, które umożliwiają Nam rejestrowanie obrazu. Mam zamiar skupić się na tym jakie znaczenie miała dla Nas fotografia kilka lat temu, a jakie ma aktualnie. O tym, że spopularyzowanie technologii często powoduje spadek wartości dla Nas samych!?

Selfie, dzióbki i parówki!?

Wszelkiego rodzaju portale społecznościowe zasypywane są co dziennie mnóstwo zdjęć popularnie nazywane „selfie”, „sweet focia”, „samojebka” i tym podobne określenia. Modne swego czasu stało się robienie zdjęć z tak zwanym „dzióbkiem”, a prawda jest taka, że im większy „dzióbek” tym lepiej, gdyż to jest szansa na otrzymanie większej ilości lajków. Mało kto wie, że ponad 180 lat temu naświetlenie zdjęcia trwało kilka godzin. Pierwsze w świecie najbardziej rozpoznawalne zdjęcie, ale tylko przez zapalonych fotografów, zostało wykonane w 1826 roku przez Josepha Nicephone Niepce. Naświetlenie zdjęcia trwało około 8 godzin i przedstawiało widok z okna w jego mieszkaniu. Nie wydaje mi się, że teraz jakaś osoba byłaby na tyle zdeterminowana, by stać przez obiektywem z dzióbkiem przez 8 godzin, chyba że była by bardzo zawzięta. W sumie po dzióbka nadeszła pora na „paróweczki”, czyli zdjęcia Naszych nóg w miejscu, w którym aktualnie się znajdujemy i koniecznie wrzucamy je na fecebooku, żeby Nasi znajomi doskonale wiedzieli, gdzie jesteśmy oczywiście jeśli Bóg pomoże dali jak najwięcej lajków.

r   e   k   l   a   m   a

I to jest to, w tym tkwi największy fenomen – jak to jest, że kiedyś, gdy oglądaliśmy Nasze zdjęcia z wakacji najczęściej znajdowały się na nich Nasze całe rodziny, znajomi – przeważnie w całości z głowami i cała resztą, znajdywały się na nich niezapomniane widoki, a nie nasze nogi wyglądające jak paróweczki na tle tych niezapomnianych widoków. A ilość naszych zdjęć ograniczała się do jakże magicznej liczy 24 lub 36. Zapewne dla sporej części osób nie jest to wcale magiczna liczba, tylko liczba klatek na filmie, który wkładaliśmy do aparatu. To były czasy, w których nie istniało zapytanie „pokaż, jak wyszłam!?”, bo na efekty czekało się troszkę dłużej niż obecnie. Może i bardziej się przykładaliśmy do zrobienia zdjęcia, aniżeli jak teraz, gdy robimy setki zdjęć z których większość jest takich samych, ale muszę się przyznać, że sama tak często mam odkąd pracuję na lustrzance cyfrowej, ale staram się wypracować w sobie odczucie jakbym robiła zdjęcia na kliszy, dlatego też najpierw ustawiam kadr, przysłonę, czas naświetlania, ostrość, a dopiero potem wstrzymując oddech na chwil kilka, by następnie wcisnąć spust migawki. I czyż to nie było intrygujące, gdy z niecierpliwością czekaliśmy na Nasze zdjęcia. Zabierało się kliszę do fotografa, wybieraliśmy rodzaj papieru, format i z numerem zlecenia wracaliśmy do domu, by za kilka dni móc zjawić się ponownie w zakładzie fotograficznym, by wreszcie obejrzeć efekty Naszej pracy. Myślę, a nawet wiem na własnym przykładzie, że takie oczekiwanie sprawiało nam więcej emocji niż teraz, czuliśmy się wtedy jak małe dzieci, które dostały czekoladkę do ręki i dopiero jedząc czują jaki smak miało nadzienie otrzymanej czekoladki.

Technologia idzie do przodu wielkimi krokami z roku na rok, a czasem można odnieść wrażenie, że nawet z dnia na dzień. Oczywiście nie jestem przeciwniczką technologii, może jedynie jej nieodpowiednie wykorzystanie. Chyba najbardziej śmieszy sytuacja, gdy spotykam "profesjonalnego" fotografa z lustrzanką najnowszej generacji z pół metrowych obiektywem robiąc zdjęcia w trybie P (prosty, podstawowy, prymitywny!?) i najlepiej jeszcze z włączoną praktycznie do każdego zdjęcia – nawet w plenerze – a mianowicie wewnętrzną lampą błyskową. A kolejna intrygująca grupa ludzi to gimbaza, która ma w ręku pusty kubek starbucks i najnowszy model Iphone, którym robią selfie, które znajdzie się na tweeterze czy instagramie. Będąc jakiś czas temu w Pradze, na rynek można było dostrzec ludzi pochylonych nad swoimi talerzami – od razu wyjaśniam, że nie modlili się, ani też nie konsumowali owych potraw, ich pochylenie wraz z telefonem wskazywało na robienie zdjęcia tego co zostanie za chwile przez nich skonsumowane. Jest to kolejny trend panujący teraz w fotografii. Myślę, że każdy z Nas pragnie zobaczyć na fb co Nasz znajomy zjadł na obiad czy na kolację... W sumie powinnam się cieszyć, że znajomi nie wrzucają na facebooka zdjęć swojej strawionej kolacji w troszkę jednak mniej artystycznej formie. Można by pisać jeszcze długo o zbrodniach dokonywane w dziedzinie, jaką jest fotografia, ale ten wpis miała być krótką, osobistą rozprawką na owy temat.

Osobiście uważam, że fotografią może być sztuką - może pomóc uchwycić Nam niezwykle ważne wydarzenia z Naszego życia, nierzadko też rejestruje istotne fakty historyczne – jeśli tylko umiejętnie ją wykorzystujemy.

 

internet hobby inne

Komentarze