Inteligentne akwarium smart - 3.0 - wbrew logice i utartym schematom - długi wstęp z przykładami.

Akwarysta, to taki typ człowieka, który często wie najlepiej, jego teorie są jedyne słuszne i za nic ma sobie zdanie innych. Akwarysta to też taki typ człowieka, który uważa, że "ja sobie nie poradzę?". No i mój ulubiony - Janusz Akwarystyki targający z radości trzciniaka jak tylko może komuś dowalić. 

A ja po prostu idę swoją drogą - sprawdzam różne rozwiązania i dobieram je tak, żeby było jak najprościej, jak najmniej obsługi i jak najwięcej radości z prowadzenia akwarium. Wiele osób snuło sobie teorie na mój temat, wiele krytykowało - nie mając specjalnie pojęcia ani o mojej osobie ani o doświadczeniu w akwarystyce. Z racji tej, że ani low-tech ani hi-tech nie jest mi obcy - postanowiłem zrobić hybrydę.

Długi wstęp jak zwykle, ale hybrydę po cichu przygotowywałem od dłuższego czasu - żeby przerzucić ryby z akwarium 70l do 140l. A 70l wyląduje w rękach Andrzeja razem z osprzętem, roślinami i innymi ciekawymi rzeczami. Czym jest jednak ta hybryda? Ciężko mi to samemu określić - nie jest to akwarium LT, ani tym bardziej HT. Moje założenia były jednak dość brutalne jak mogłoby się wydawać a impulsem do zrobienia takiej hybrydy - żona (w pierwszym krewetkarium wyhodowała ważki, które latały mi po domu, w drugim - najpierw stado ślimaków, potem stado glonów a na koniec robali obłych i płaskich - jak ona to nazywała - pchełek). Zadałem sobie to zaje*iście ważne pytanie - czy kawa lepiej będzie smakować z gorzką żołądkową, z Danielsem czy przyzwoitą brandy. Po przetestowaniu tych rozwiązań i jeszcze kilku innych, stwierdziłem, że w zasadzie kawa jest niepotrzebna :D

I zacząłem robić akwarium, które:

- będzie małe, ale jednocześnie będzie "wybaczać błędy początkujących"

- będzie na tyle zaawansowane, że poradzi sobie z nietypowymi żyjątkami i roślinami

- w dużej mierze będzie sterowało się samo

- będzie energooszczędne

- nie będzie wymagało częstej ingerencji w nie samo (podmiany wody, czyszczenie itp.)

- będzie skrzyżowaniem akwarium roślinnego i jak ja to nazywam "żyjątkowego"

Czy się udało? TAK! I poniżej podaję gotowy przepis na wersję "małą" i wersję "dużą". Jak znam życie - niektórym Januszom powypadają sztuczne zęby, jeszcze innym puszczą nerwy i zaczną mi tu znowu wypisywać herezje, żeby udowodnić swoją "wyższość" - i szczerze mówiąc są zabawni ;) Zanim więc przejdę do części step-by-step, postaram się co ciekawsze herezje obali w sposób brutalny dla ich twórców:

Heretyk I: "Napowietrzanie akwarium niweluje CO2 i jego działanie"

No tak... a witamina "c" wirusy, a najlepiej to na 3 zdrowaśki do pieca. Więc organoleptycznie sprawdzone - tlen (potrzebny w moim przypadku do życia między innymi "cudaczkom" - przylgi chińskie i kochającym go otoskom nazywanym przez żonę oposkami) NIE NIWELUJE działania CO2. Każdy, kto posiada w swoim akwarium butlę z CO2 (ewentualnie bimbrownię, której jestem przeciwny - bo lubi się jej "odbić") ma też prosty kropelkowy test mówiący - jestem zielonym jest ok. Pozwala on na dozowanie odpowiedniej ilości CO2 w stosunku do wielkości zbiornika i ilości roślin. Proste odłączenie butli z CO2 momentalnie wręcz (bo już na drugi dzień) zmienia kolor testu - jasno mówiący o tym, że CO2 może być spokojnie dużo więcej. Czy napowietrzacz ma wpływ na ilość dostarczanego CO2? W jakimś stopniu tak, ale w bardzo niewielkim. Innymi słowy mówiąc - nie słuchajcie tych głupot.

Heretyk II: "węgiel aktywny stosuje się tylko po kuracji lekami"

Nooo... więc... nie. Węgiel można stosować ciągle - polecam szczególnie do filtrów kubełkowych przez pierwsze 6 miesięcy działania akwarium (przy wymianach max co 2 miesiące, stopniowo zmniejszając jego ilość aż do 0). Co to da? Pomoże w utrzymaniu akwarium w pierwszym etapie, pomoże utrzymać jego czystość i zapobiegnie namnożeniu się różnego rodzaju syfku. Innymi słowy mówiąc - jeśli to pierwsze akwarium i podchodzimy do niego poważnie - to dobra metoda na to, żeby nauczyć się karmienia, sprzątania, przycinania, dbania o akwarium - bez tak dużego ryzyka ryzyka jego "wyłożenia się"

Heretyk III: "w akwarium powinno być oświetlenie o mocy xx wat"

No jasne... czemu nie, taki przelicznik robi z liczka prądu wiatrak na biurku Lucyfera. Tym sposobem Janusz Ona...Akwarysta może zniszczyć nie jedno akwarium (albo rośliny, albo doprowadzić do ataku glonów albo kilka innych). Istotny jest strumień świetlny - wyrażany w lumenach. Lampa może mieć 10W i "dawać" nam z tego 500 lumenów albo 1200 lumenów. Nijak ma się to do mocy, która szczególnie w dobie diod LED, power LED, COB i innych - nie jest absolutnie miarodajna. O tym ile lumenów proponuję dla jakiego akwarium - jest w jednym z wcześniejszych wpisów. Krótko mówiąc, gdybym wielkość obecnego zbiornika dostosował do rad takich ludzi - ryby by oślepły, dziecko też, ja przypuszczam też... i chyba nawet glony by wypaliło, obecnie używam belki... 24W która dostarcza tyle światełka ile potrzeba na 140 litrów. Czasami odpalam dodatkowe lampy (po 3W każda), żeby doświetlić lotosy i głębiej rosnące rośliny). To razem 30W (polecano mi coś koło 70-90W).

Heretyk IV:

"Akwarium powinno pracować minimum 3-4 tygodnie zanim wpuści się do niego ryby - bo cykl azotowy bo bakterie bo...."

Bo... bo... bogowie pradawni widzą i grzmią. Każdy akwarysta spotkał się z sytuacją w której prędzej czy później przyszło mu robić "przesiadkę" na wczoraj. Mój rekord to 10 godzin od momentu zakupu do wpuszczenia do akwarium ryb i krewetek i roślin. Podpowiem - nic nie zdechło. Ale trzeba to robić z głową - tu przychodzi nam z pomocą coś o czym taki Janusz Onanista, przepraszam - Akwarysta - nie ma pojęcia. To technologia.

Jak przygotować takie akwarium? To proste - namoczony lignit, jeśli go nie ma, to bez... potem żwirku... a potem substratu uniwersalnego (black soli, albo podawany przeze mnie wcześniej). Po 3 godzinach podmianka wody, sadzenie roślin przy spuszczonej wodzie, napełnienie akwarium, odpalenie filtra (KONIECZNIE z węglem albo z UV). Po następnych 2 godzinach ponowna podmiana (na zwykłą kranówę!) i dodanie bakterii (no kuźwa wymyślili już takie w płynie.. i w proszku i inne). Dajemy wodzie 1-3 godzin i wpuszczamy "życie". Tym sposobem ostatnio po ataku robaków ocaliłem 99% żyjątek z akwarium żony. Nic w nowym akwarium nie padło, mało tego - ożyło i ma się dobrze. Rozwiązanie z 3 tygodniami możemy stosować jeśli nie mamy porządnego filtra i chemii którą czasami trzeba się jednak wspomóc (czemu nota bene jestem przeciwny).

Warunek konieczny: kubeł (filtr zewnętrzny) z bioceramiką (nie z ceramiką nazywaną tylko bio). 

Heretyk V: "oświetlenie nocne jest be bo ryby nie zamykają oczy a czerwone sięga najgłębiej"

No czerwone sięga takiemu Januszowi najgłębiej... w pobliskiej agencji towarzyskiej która pomyliła mu się z akwarium. Nie, nie czerwone tylko niebieskie (i nie zalecam temperatur barwy światła większych niż 7500K ze względu na ryzyko ataku glonów, polecam natomiast wysokie CRI). Oświetlenie nocne (zrobione oczywiście z głową a nie z d**ą - posiadające regulację natężenia) nie tylko sprawi, że masa ryb będzie jednak widziała taflę wody i nie będzie wyskakiwać z akwarium, to dodatkowo pozytywnie wpłynie na stwory "nocne" i jednocześnie pozwoli z powodzeniem spać tym które tego potrzebują. 

Heretyk VI: Boooo ja zębów nie mam już ale akwarium to mam od czasów bitwy pod grunwaldem (1410 gwoli przypomnienia) i bez tej chemii i cudów spróbowałbyś prowadzić.

No cóż.. jeśli Twoje cojones sięgają już do kolan, zęby moczą się w szklance... to powiem Ci, że kiedyś to ludzie nie mieli sztucznych zębów... ani szklanek a cojones nie zdążyły dosięgnąć kolan bo tyle nie żyli... że o kostkach nie wspomnę (no chyba, że szaman położył jajka na oczy). Nie było wtedy też internetu. Walili kloca za kamieniem koło jaskini i (o ile na to wpadli) oko saurona podcierali liściem (a jak mieli szczęście, to nie był to trujący bluszcz / pokrzywa / kaktus). A jak zza krzaków wlazł niedźwiedź - to nawet nie trzeba było się za kamieniem chować ani liści używać, trzeba było tylko uważać na niekontrolowany poślizg. Nawet sławojek nie było. Tabletek na łupanie w krzyżu, nadciśnienie (nota bene te to akurat biorę ;p) i inne przypadłości - TAK TO CHEMIA i respiratorów, usg, rtg, rezonansu (TAK TO TE WSZYSTKIE CUDA) i ludzie żyli.... krótko i do d....y :D Nie krytykuję low-cechów, też je lubię, ale chcąc nie chcąc prędzej kopnę w ramki i nogami do przodu mnie wyniosą niż będę siedział na emeryturze i oglądał każdego listka bakopy pod lupą w akwarium - to ma być przyjemne a nie zajmować mi pół życia, to ma być skuteczne i łatwe w obsłudze - to takie hobby, nagroda, coś przyjemnego - nie kara. Więc... co kto lubi ;)

Z innych ciekawych:

Po co butla CO2 jak taniej wychodzi węgiel w płynie!

Nie, inwestycja w butlę nie jest głupia. Nie, to coś w płynie to nie węgiel i nie ma z nim wiele wspólnego, za to wlane w nadmiarze potrafi sfajczyć rośliny, żyjątka (nota bene glony też). Dzięki CO2 rośliny rosną serio super - szybciej, wyżej itp. itd. - ale też jeśli ktoś nie chce CO2 - woli naturalne metody - spoko - też się da, wolniej - ale równie skutecznie. Trzeba mieć do tego więcej wiedzy i cierpliwości. CO2 ułatwia sprawę, ale węgiel w płynie, szczególnie w nieodpowiednich rękach to zło. To już wyższa szkoła jazdy (trzeba potrafić to ustrojstwo odpowiednio dawkować) i generalnie łatwiej nim coś popsuć niż naprawić. Ostrożnie. To samo tyczy się "bimbrowni" własnej produkcji - nie raz, nie dwa i nie 5 zgrzytali potem ludzie zębami bo akwarium dostało "czkawki" albo w ogóle zdechło - bo do wody dostało się z bimbrowni coś co nie powinno. Bimbrownia cacy... ale do innych celów:

Lignit czyni cuda!!!! Metan też!

Ano czyni cuda... Ci którzy tak marudzili na węgiel aktywny i sypią lignit do filtrów - zapominają, że to węgielek organiczny ;) Ci którzy używają go jako ozdoby albo podkładu pod żwirem - mają zdecydowanie więcej oleju w głowie. Nie jedna osoba go doceni. Nie docenią go jednak Ci, którzy zapomnieli go solidnie i długo namoczyć... i lignit wyprodukuje im wystarczającą ilość metanu do tego, żeby wybić żyjątka i jeszcze przypalić wąsa przy odpalaniu fajki ;) Jak najbardziej polecam - szczególnie w akwariach roślinnych, ale należy pamiętać o podstawowych zasadach obchodzenia się z tym cudem.

Lampa UV to zło i zabija wszystko i wyjaławia wodę!

No to się napij tej wody Janusz ;> Tylko wcześniej zrób zapas papieru toaletowego bo się zer*sz - dosłownie i w przenośni :) Lampa UV-C to takie przydatne urządzenie - szczególnie przy walce z pierwotniakami powodującymi mętnienie wody albo glonami. Oczywiście - zwalcza skutki - nie przyczyny i należy o tym absolutnie pamiętać. Nie powinna być też włączona non stop - bo faktycznie przyjdzie taki moment, że w końcu zbyt bardzo wyjałowi wodę (stosując węgiel aktywny + uv-c trzeba wspomagać akwarium chemią - jakieś mikro i makro i żelazo z potasem). Krótko mówiąc - na dłużej nie jest to wskazane, ale do szybszego doprowadzenia akwarium do stanu używalności - nieocenione. Tu jeszcze wrócę do mocy tej lampy. Jeśli ktoś do akwarium 30 litrów dowali lampę 9 czy 29W - to w ramach zemsty ryby powinny wygryźć mu krtań i wypić krew. Tam nawet lampa mająca 3W to już dużo (u mnie taka czasami chodzi w 140 litrowym akwarium). Poza tym trzeba też pamiętać, że lampa czasami jest o wiele mniej inwazyjna od różnego rodzaju "leków" a często pomaga szybciej i lepiej. Poza tym ciężko takiej lampie wybić wszystko jeśli mamy filtr z bioceramiką, w dodatku zewnętrzny a na dodatek lampa jest na wylocie. Bakterie w filtrze wytrzymały mi testowo około miesiąca katowania ich lampą UV bez przerwy.

PLAGA ŚLIMAKÓW, BOŻE CO NA ŚLIMAKI, PUŁAPKA, CHEMIA?

A cycki Cię nie pieką? :D Tak brutalnie powiem, że ślimaki są ok, cacy, ale niestety nie dla amatorów. Ślimak jeśli nie ma warunków do rozmnażania się na potęgę (na ogół wysyp glonów, które żre albo zbyt bogate podłoże po nagminnym przekarmianiu ryb). Koniec, kropka. Masz plagę ślimaków? Zastanów się z jakiego powodu, wyeliminuj powód... a jak masz helenki i wszystko wróci do normy - ślimaki znikną prawie do zera. Bez helenek też, ale dłużej to zajmie.

O BOŻE GLONY!!!!!! UV, WĘGIEL W PŁYNIE, ŚRODKI NA GLONY!!!!

A du*a przypadkiem też nie piecze? Powiem tak - jak boli ząb, to rozwiązaniem problemu nie jest absolutnie faszerowanie się lekami bez opamiętania, tylko albo jego naprawienie albo usunięcie. Podobnie jest z glonami - środki na glony pomogą w ich szybkim usunięciu, ale należy poszukać przyczyny ich powstawania i ją wyeliminować. Najczęściej wina leży po stronie... jak w przypadku ślimaków - podłoża z syfem lub/i zbyt dużego zarybienia (tak ryby sr*ją, potem azoty... kłopoty). Trzeba utrzymać balans pomiędzy ilością i gatunkami żyjątek, roślin, ich karmieniem... i glony znikną. Jeśli ryb jest dużo za dużo - będzie ciężko i nie pomoże ani stado roślin + pływające - aczkolwiek jeśli to nie jest jakaś masakra - często pomaga i glony samoistnie ustępują po pewnym czasie.

IN-VITRO TO ZUO, SZATANY JAKIE...

Ważki żona do akwarium przywlekła z roślinami. Mało tego z jedną konkretną, która kosztowała koło 40 PLN. Ślimaki dostała w prezencie od kolegi roślinami. Czemu długo zajęło mi zrobienie akwarium 140 litrów? Bo rozmnażałem roślinki in-vitro - bez niespodzianek. Jeśli ktoś się ich boi - nie trzeba. Po wsadzeniu w podłoże dla roślinek, zwykły substrat czy tam glebę ze żwirem i lignitem - zaskoczą po kilku dniach, zaczną rosnąć jak głupie jak już się przestawią na tryb "jestem w wodzie" a straty o ile będą - będą znikome. Poza tym duża roślina pędzona CO2 i nawozami ładnie wyglądająca w sklepie - szybko straci swój urok jeśli nagle zmieni warunki. Niektóre bardziej wrażliwe - padną. CO2 nie pomoże. Te in-vitro - dostosują się w większości przypadków. Niektórym może się wydawać, że taki maciupki woreczek za 2-4 PLN to jakaś kpina - nic bardziej mylnego. Udowodnię to w osobnym wpisie, gdzie do czasu odbioru akwarium przez Andrzeja - hoduję mu tam rośliny, w większości "z próbówki". Robię zdjęcia regularnie ;) W akwarium jest kilka ryb na krzyż, jeden ślimak i zwykły filtr kaskadowy - zero nawozów, zero CO2, jedynie lignit w podłożu. Pomimo ledwie tygodnia - rośliny zaczynają już solidnie iść do góry i chyba tylko jedna wygląda średnio na jeża.

Innymi słowy mówiąc - nie bójcie się tych roślin, nie przepłacajcie za już wyhodowane "na sterydach". Przyjdzie moment, że nie będzie wam się już chciało przycinać tych invitrowych ;)

Dodam tylko, że jeśli macie duże lub/i przekopujące dno ryby i chcecie szybko je zaaklimatyzować w akwarium (patrz akwarium w 10 godzin) - ryby często będą je wykopywać bo rośliny potrzebują wg moich kalkulacji MINIMUM jednego tygodnia, żeby "załapać" solidnie podłoże. Bardziej doświadczeni poradzą sobie (klej - żel do roślin+ kamyki, ewentualnie obciążnik w postaci krążka ceramicznego). Początkującym proponuję jednak najpierw poczekać - ze względu na rośliny - dopiero po kilku dniach wpuszczać ryby. No chyba, że to coś pokroju małych Gertrudek czy tam innych bystrzyków Amandy i krewetek - te nie narobią szkód bo są za małe. Dlatego też u żony ryby były wpuszczone od razu. 

- ciach - dziecko się obudziło, więc akwarium 140 w wersji hybryda - w następnym wpisie - tylko jedno zdjęcie z "prac w trakcie"

Jak to działa i dlaczego działa a zdaniem niektórych nie powinno:

A więc zacznę od sterowania:

- lampy są podpięte do Sonoff zgodnych z HomeKit (3W, 3W i 24W - każda z osobna) - po to żeby każda z nich mogła włączać i wyłączać się o określonej porze

- grzałka podpięta jest do modelu Sonoff z termometrem wyprowadzonym z kostki (poza tym, że włącza się i wyłącza, żeby utrzymać zadaną temperaturę, to na bieżąco ją podaje w HomeKit)

- filtr (wymieniony na Sera Xtreme 1200 z UV) pomimo własnego sterowania na wszelki wypadek jest podpięty pod Sonoff (on/off)

- napowietrzacz również

- CO2 - działa cały czas

- oświetlenie nocne LED działa na sterowniki wifi 12V zgodnym z HomeKit (również sterowanym wg harmonogramu w HomeKit)

Jedno ze światełek działa również przez bramkę Ikea Tradfri - niestety wada tego rozwiązania jest taka, że potrzebna jest bramka i... przycisk on/off bo inaczej nijak nie da się tego sparować z HomeKit - to też zdecydowałem się na Sonoff - sprawdzone, mało awaryjne i co najważniejsze dla mnie (bo lubię przy tym dłubać) na otwartych sterownikach.

Przykładowe ustawienia - kiedy były tylko dwie belki oświetleniowe:

Co to daje? Ano daje tylko albo aż tyle, że większość parametrów akwarium utrzymuje się sama. W szczególności istotne jest dla mnie tutaj oświetlenie (bo to jednak 4 osobne "lampki" chodzące wg harmonogramu). Ustawione jest tak aby roślinki miały wystarczająco dużo światła (łącznie z czerwonymi lotosami, którym wystarczy za dużo roślin pływających zabierających światło, żeby padły), ale jednocześnie nie za dużo - aby nie doczekać się zmasowanego ataku glonów. Ryby z kolei mają nocne... i doceniają to w szczególności takie gatunki jak drewniak dwubarwny, krewetki gabońskie i filtrujące czy Piskorki. One żerują nocą, pływają nocą... w szczególności wrażliwe są na to krewetki filtrujące i większe Amano - nie mając tego oświetlenia i nie widząc tafli wody z rozpędu potrafią wyskoczyć z akwarium. Tu pomimo tego, że pokrywy nie mam - po dzień dzisiejszy nic nie wyskoczyło.

Ja z kolei doceniam to, że mogę parametrami akwarium w wystarczającej dla mnie większości sterować przy pomocy telefonu, tabletu czy komputera (a zapomniałem, lampę UV też osobno podpiąłem i jest też kamera pokazująca zdalnie akwarium - w dzień i w nocy (IR)).

Jak to wygląda?

Zaplecze "pod akwarium":

Filtracja - inna, ale niezwykle skuteczna.


Właściwie to nadfiltracja. Jak to działało opisałem już w osobnym wpisie.

Co tu jest takiego istotnego? Najistotniejsza rzecz, to zawór regulujący "ciąg" z węża idącego do filtra pod żwirowem. Zbyt duża - może wyciągnąć za dużo potrzebnych elementów, zbyt mała - zamulić dno. Proponuję ustawić przepustowość na 70-80% i powoli schodzić do optymalnego dla danego akwarium poziomu (a zależy to od ilości roślin i ich korzeni przede wszystkim, wielkości substratu, wielkości żwiru, ilości żyjątek - i chcąc nie chcąc jest indywidualne dla każdego). Po opanowaniu tego dziwnego systemu - gwarantuję wam, że chyba już na inny się nie będziecie chcieli zdecydować (przynajmniej ja osobiście nie chcę, bo to najskuteczniejsza filtracja jaką udało mi się uzyskać).

Podpowiem, że rozwiązanie pokazane na ilustracji:

Totalnie nie spełniło moich oczekiwań. Umówmy się... jeśli woda przechodzi przez podłoże i po drodze nie ma innego medium filtracyjnego niż samo podłoże - to kwestią czasu jest jego "przytkanie się" od nadmiaru syfków. Poza tym jestem przeciwnikiem utrzymywania flory bakteryjnej w podłożu tylko i wyłącznie (jak padnie filtr zostaje podłoże a jak coś w akwarium nie "pyknie" to zawsze pozostaje to w bioceramice).

Finał finałów - zaproponowane przeze mnie media to jedynie przykład i nikt nie musi robić tak a nie inaczej. W przypadku akwarium 70-150 litrów - spokojnie zdają egzamin. Obecnie jednak testuję też rozwiązanie bez węgla aktywnego, ale z dość drogim medium Sera klarującym dodatkowo wodę. Efekt - w sumie identyczny, w pierwszym przypadku jest jednak dużo taniej... bo węgiel na rok kosztuje mniej niż te zaSERAne włókninki ;)

Wystrój:

Jak ktoś mi mówi, że wygląd nie ma znaczenia....

...to znaczy, że albo jest brzydki, albo niemiłosiernie zakompleksiony (z naciskiem na to drugie - bo co do pierwszego, to każda potwora... nawet taka jak ja ;p znajdzie swojego amatora).

Wracając jednak do akwarium - fajnie jeśli ten wygląd idzie w parze z funkcjonalnością. Mnogość gatunków jaka u mnie występuje wymusiła na mnie stworzenie kilku "zakątków" dla różnych żyjątek - i sprawdziło się.

Jest sporo jaskini, sporo kamieni... są też skały wulkaniczne porastające trawnikami i są też skały dla "glonojadowatych", nie zapomniałem też o krewetkach i smoczej skale. Tu taka uwaga - są tacy, którzy tą smoczą skałę będą szorować aż się będzie świecić jak psu pod ogonkiem - ja ją moczę i traktuję silnym strumieniem z prysznica - ale broń Cię pradawni bogowie i upadli aniołowie - nie wypłukuję z niej piasku z gliną - to świetna odżywka dla roślin. No a jeśli coś tam w niej przeżyje i będzie... jest ryzyko jest zabawa. Do tej pory nie było takich jaj.

Dużo mam też żyjątek, które lubią celulozę - a prościej mówiąc korzenie, niektóre nawet porastające lekutko glonami. Jak widzicie można się tam dopatrzeć chyba trzech rodzajów drewna - po lewej, po prawej i "japońskie kawasaki" po środku. 

Tu ciekawostka - nie chciało mi się ich wyparzać - jak zwykle lenistwo nie popłaca - bo znowu porosły mi glutami. Ryby jednak w ciągu doby zrobiły takie porządki, że aż mi się wierzyć nie chciało.

Co w podłożu piszczy?

No jak co... to co wszędzie indziej - lenistwo :D na kracie podpiętej do filtra jest żwir - czarny, bo taki miałem kaprys... i za tyle, że nie mogłem unieść zapłaciłem bardzo mało. Inna sprawa, że krew mnie zalewała kiedy żona go płukała tak wolno :D (dużo go było a jej się wybitnie nie chciało). Na nim (na warstwie około 3-3,5 cm) jest substrat - jest go dużo, bo chyba łącznie około 10 litrów - jeśli nie 12. Ale że dlnaczemu aż tak po co? Bo jestem leniwy. Bo wygodniej sadzi się rośliny, bo jego pokłady się tak szybko nie wyczerpią. Pomiędzy warstwami żwiru i substratu jest jeszcze trochę odleżanego przez 2 miechy w wodzie lignitu. Kilka drobnych kamyków pałęta się też po dnie jako ozdoba. Ocalał też jeden z białych kamieni porośniętych mchem i glonami - którego z bliżej nieokreślonych powodów maltretują krewetki Taiwan Bee i Sakury. No chciały to im nie zabierałem tego szczęścia.

Co w wodzie żyje?

No tu to się zaraz zacznie januszowanie na potęgę, nie mniej jednak... u mnie żyje i ma się bardzo dobrze (łącznie z tym, że przylgi ciągle mi się pukają jak króliki przy pornolu, na viagrze i jeszcze po sporej ilości alkoholu). Zaznaczę też, że w większości ekipa akwarium jest "dla roślin i akwarium" a w mniejszej dla ozdoby. Wyliczanka:

- 10x neon inesa

- 10x gertrudy

- 5x gupiki endlera

- ileś razy (3-6) inne gupiki - kuźwa nie chciało mi się liczyć :D

- 6x Piskorek

- 3x drewniak dwubarwny

- 10x Otoskek przyujściowy

- 2x red lizard (glonojad)

- 6x przylga chińska (było 6, teraz to już się pogubiłem i ostatnio widziałem 2 młode dodatkowo)

- red sakura, orange sakura (nie wiem, ze 30)

- red cherry, Taiwan Bee Shadow i jeszcze niebieskie... nie wiem też pewnie ze 30

*(populacji krewetek ozdobnych nie kontroluję, bo to ma podobnie jak przylgi i raz je coś zeżre - czytaj ostatnia molinezja zabłąkana - bo resztę oddałem, albo się nakopulują jak dzikusy i populacja waha się od 50 do 150), czasami coś tam komuś odłowię itp.

- 2x krewetka gabońska

- z 12 amano

- filtrujące (tu się powoli pogubiłem bo 2 powędrowały do żony u mnie chyba zostały 4 albo 5... jak liczyłem ostatnio przy przenoszeniu, to było chyba 5 albo 6 - aczkolwiek byłem w stanie błogiego upojenia alkoholowego)

Jak coś tam jeszcze jest i coś tam jeszcze żyje... to są to ślimaki - są i hełmy militarne i trochę helenek i jeszcze zebry i jeszcze te rogate żółto czarne i red lipsy - i jeszcze dzikusy nadętki, rozdętki czy te tam... co to inni plagą nazywają. Generalnie jest ich od cholery i trochę i nie liczyłem ich - ale szacuję, że ze 20-25 to takie minimum.

Więcej "żyjów" nie pamiętam. Pamiętam, że zbrojniki w liczbie 4 oddałem komuś kto pokocha je bardziej niż ja (tak mu się przynajmniej wydaje - bo na jednego to chyba ze trzy dni się z siatką czaiłem i już byłem bliski wrzucenia suszarki podpiętej do gniazdka do akwarium żeby go wykończyć ;p ale szkoda mi było... suszarki).

Roślinki

Nie chce mi się wymieniać - powiem, że przewinie się jakaś krypotokoryna, jakiś anubias, bakopy, mech, trawki, coś tam pływającego - generalnie coś czym nacieszą się ryby, krewetki, ślimaki, glonojady i jeszcze przede wszystkim - ja. Bo lubię te roślinki.

Nawozy i inne dziwne:

No jest butla z CO2. No i to by było tyle - czasami raz na tydzień doleję troszkę mikro i makro (tak z 5 ml). Jak nie zapomnę. W efekcie to raz na miesiąc może... i to koniec. Nic tam na glony nie dorzucam, nic na hemoroidy też. Czasami od niechcenia (jak drugie akwarium z samymi roślinami bez CO2 zasilam potasem i żelazem i mikro/makro - to skapnę coś do większego - ale to raczej... z tego powodu, że do kibla mi się tego wylewać nie chce jak mam za dużo zrobione... a i wypić strach. 

Zrobię jeszcze jeden wpis o karmieniu - i tym czego nie polecam bo wyławiałem potem przez kilka dni ;p nawet żaba... a właśnie, jeszcze jakaś żaba tam pływa - która żre wszystko - tego nie ruszyła.

Jak będę miał chwilę spokoju - cyknę jeszcze trochę zdjęć. Jak mi się uda, to nakręcę dwa filmy - jeden "z zewnątrz" i jeden "podwodny". 

*(dodam, że o wielu rzeczach pewnie zapomniałem, wielu pewnie nie napisałem i wiem, że "spier*oliłem do granic możliwości" w oczach co poniektórych "akwarystów", co nie zmienia faktu, że jest, rośnie, pływa, nie wymaga specjalnej uwagi i cieszy oko - zarówno moje, żony jak i córki).

Tu mały pomocnik pomagał mi robić przegródki i obudowę na węże przeciw samej sobie:

 
No i trochę lepszej jakości zdjęć:

 Tak (mniej więcej) wygląda akwarium w trybie "nocnym" - niestety nie oddam tego "live" bo ani kamera w telefonie ani w aparacie ani aparat nie są w stanie wyłapać tak niskiego natężenia światła bez automatycznej korekcji i normalnie widać tylko niebieski punkcik - więc zdjęcie z dłuższym czasem naświetlania. Oświetlenie nocne - jest nocne... nie wali po gałach (mnie, ryb, psów, żony ani dziecka) i ledwie się tli.

A to niektóre żyjątka przyłapane (sorki za taką a nie inną jakość zdjęć, ale flashem po oczach nie chciałem ich napierdzielać bo nie zasłużyły), iso 400 i dłuższy czas naświetlania i stary wysłużony EOS 450D - chcąc nie chcąc troszeczkę ziarenka się pojawia. 

Otoski:

Red Lizard:

Sakura orange (vel Stefan - u mnie i u żony krewetki wszystkie mają na imię Stefan i rozróżniamy nazywamy je dalej "duży, Amano, czerwony, niebieski itp.) - poza Gabońskimi - to Gibony ;> Nota bene jak upoluję blue vampire - który już nabiera tej ślicznej barwy, to na pewno wrzucę tu jego zdjęcia).

(*) Wyjaśnienie dla młodszego pokolenia

Eta sławojka:

Ten wytwór z serduszkiem z desek z dziurą w ziemi służył do załatwiania potrzeb fizjologicznych (kaka i psipsi). Był szczytem luksusu bo były drzwi. Zamiast wentylacji były szpary. Zamiast odświeżacza - 300 much z lewej 300 z prawej i 1300 od dołu. No chyba że byłaś zima - wtedy szczęśliwie tylko dupa i jajka mogły przymarznąć do desek. Wtedy w zimie był śnieg i zimno. Dzisiaj nazwaliby to zima 1000-lecia.

Tym którzy są przeciwni stosowaniu zaawansowanej techniki w akwarystyce - złego słowa nie powiem, tym którzy są jej przeciwni a ludzi ja stosujących obrażają - mogę poprosić o włączenie internetu bo "wtedy" też go nie było i nie kręćcie gównoburzy. 

Tu wypadałoby jeszcze dopisać faktycznie (na co ktoś zwrócił mi uwagę w komentarzach) dlaczego akwarium przetrwa ten cykl azotowy i stabilizację - i szczerze mówiąc nie jest to jakaś wielka tajemnica dla osób zajmujących się akwarystyką dłużej.

Po pierwsze - bakterie dostarczane w moim przypadku z filtrami (SERA) służą do szybkiego, co by nie mówić błyskawicznego namnożenia ich w filtrze. Oczywiście można zastosować ampułki (na ogół zestaw startowy nie przekracza 15-20 złotych) lub użyć sprawdzonych wcześniej bakterii. Można też dodać już gotową mieszankę bakterii nitryfikacyjnych - jest tego cała masa na rynku, osobiście mogę polecić sprawdzone przeze mnie SEACHEM i SERA.

Po drugie - jak zauważyliście w moich akwariach jest sporo roślin, nawet bardzo dużo. Co prawda trochę podkopały mi drewniaki w większym zbiorniku (trawę po prawej na dole), ale tam szybko wsadziłem coś innego. Jest też dużo roślin pływających (nie, nie słynna pistia - bo ta mnoży mi się tak błyskawicznie, że nie nadążam jej w kiblu spuszczać). U mnie pływa Limnobium laevigatum (po naszemu limnobium gładkie) - bardzo podobna do Pistii, ale jej liście są grubsze, potrafi też nawet w akwarium osiągnąć całkiem spore liście - wielkości - mi rekordowo udało się wyhodować takie w okolicach 4-6 cm. Na ogół jednak mają nie więcej niż 1-3 cm, łatwo się mnoży i ma śliczne długie korzenie opadające w dół (które z kolei bardzo przypadają do gustu krewetkom z gatunku sakura). Lubi na nich przesiadywać też żaba kiedy wygrzewa dupsko do światełka. 

Druga roślina pływająca to Azolla filiculoides - czyli Azolla paprotkowa. To jest bardzo ale to bardzo ciekawa roślinka pochodząca z Ameryki Południowej. Poza tym, że często robi za naturalny nawóz i wręcz paszę dla zwierząt... w akwarium spełnia inne zadanie. Świetnie radzi sobie z nadmiarem mikroelementów jeśli takie występują i do tego świetnie radzi sobie z azotem. Nie potrzebuje ani dużo światła ani specjalnych warunków - raczej będziecie ją odławiać i obdarowywać wszystkich znajomych akwarystów ;) Mnoży się jak króliki na dopalaczach :D

U mnie rośliny te są umiejscowione po bokach akwarium (azolla) a Limnobium pływa swobodnie. Dlaczego? żeby nie zabierać światła innym, w szczególności mojemu ulubionemu czerwonemu lotosowi. Odgrodziłem je po prostu wężykiem od napowietrzacza na przyssawkach (taka nieforemna literka U od tylnego lewego narożnika, przez środek z przodu a na tylnym prawym kończąc).

Roślinki te (i inne bo rosną u mnie i żabienice i kryptokoryny i bakopy i anubiasy i masa innych roślin - od czerwonych, przez zielone, od wolno rosnących, przez szybko rosnące) odgrywają ogromną rolę w zniwelowaniu skutków cyklu azotowego - krótko mówiąc łagodzą go bardzo mocno.

Do tego dochodzą częstsze podmiany wody w pierwszych 2-3 tygodniach - 2x w tygodniu po około 20-35% zależnie od stanu wody. Zmniejszy to radykalnie ilość nieporządanych substancji w wodzie. Ale uwaga - również porządnych. Szczególnie przez rośliny - dlatego zaproponowałem bardzo konkretny substrat, który nas przed tym uchroni. Jeśli jednak rośliny wybitnie osłabną - można im dorzucić mikro i makro (do tej pory na tym substracie nie spotkałem się z takim czymś). Pamiętajmy też o tym, że bakterie namnażają się w filtrze (nie tylko w akwarium, ale przede wszystkim w bio ceramicznych walcach). Nie dobijemy ich tym ;) Jeśli się tego boimy (ja np. jestem przewrażliwiony) i chcemy mieć 200% pewności - to możecie tak jak ja dołożyć do tego prefiltr, który po pierwsze zatrzyma duże cząstki syfku z wody a po drugie - można do niego też dorzucić ceramikę (bio) i robi on za swoistego rodzaju "zapasowe źródło bakterii nitryfikacyjnych".

Co to nam ciekawego daje? Ano zarówno w filtrze jak i prefiltrze rozkładają się świetnie resztki pokarmu, resztki roślin itp. itd. - innymi słowy mówiąc - nie zapchamy filtra mechanicznie w ciągu miesiąca... a na parametry wody takie rozwiązanie wpływa jak najbardziej pozytywnie (wbrew pozorom jakie co poniektórzy wyłapali między wierszami - bakterii nitryfikacyjnych nigdy dość). Nie rozpisywałem się tak szeroko na ten temat bo rozwiązanie które podałem - bez wnikania w szczegóły i niuanse uchroni nas przed klęską.

Zeolit - też jako wkład aktywny przez miesiąc walczy z NOx i to bardzo skutecznie - wskazany na start, na pewno nie zaszkodzi.

Pojawiła się też kwestia lignitu - słusznie - można go wyjałowić i robi wtedy za ozdobę, można go namoczyć i dołożyć (uwalnia wtedy garbniki i inne ciekawe substancje), można go też gotować. Osobiście nigdy go nie gotowałem i nie chcę i nie będę tego robił. Jeśli nawalimy go do akwarium tyle, że będzie robił za podłoże - nic dziwnego, że woda stanie się kwaśna a jej parametry do d....y. Wszystko robimy z głową. Do 140 litrowego akwarium wrzuciłem go może w ilości 10 "kamyków" o wielkości 3-5 cm. Nie zepsuje to parametrów wody ani nie sprawi, że będzie smakować jak cytryna kiedy zaciągniemy się z węża przy podmianie ;) *(chłyp chłyp chłyp - ciuuuuuur do kibla robię z lenistwa - bo nie chce mi się podłączać pompy przepływowej, do tej pory tylko chyba raz napiłem się wody... nie jest to Evian, ale da się przeżyć :D). Kawałek lignitu wetknąłem też w korzeń - na samym szczycie, na niego trochę substratu (no była w korzeniu dziura to ją wykorzystałem) i coś tam posadziłem... okazało się, że rośnie jak durne. Na kamyku przytrzymującym roślinę (już serio nie pamiętam co to było) uwielbiają przesiadywać Taiwan Bee Shadow razem z pomarańczowymi Sakrurami. Nie wiem czy czują się wtedy większe i mają jakieś aspiracje na zdominowanie akwarium... ale wygląda to komicznie, bo kamień jest ledwo 3-5 cm od tafli wody ;) Małe trolle przesiadują na nim i patrzą na resztę z góry. Lignit jako taki lubią również drewniaki dwubarwne (sumy) do których chcę jeszcze dorzucić kotwicowe... aczkolwiek po ostatnich wykopkach jakie urządziły mi w okolicach lignitu - zaczynam się zastanawiać czy te krety akwariowe nie wywrócą mi roślin do góry nogami. Kawałek trawnika udało im się dosłownie zdewastować. Są obrzydliwie śliczne - ale zaczynam mieć ochotę wrzucić je do zalewy ze śledziami ;>

Nota bene - przylgi chińskie (niedoceniane i wrzucane wszystkie do jednego wora - przez co mam chyba ze 3 gatunki, w tym dwa z jednego miejsca) w okresie tarła (a mam wrażenie, że jest im u mnie za dobrze, bo mam już 2 młode - i starań o kolejne 6000 nie przerywają) też czasami potrafią zdewastować roślinki. Ich bzykańsko polega między innymi na tym, że najpierw ganiają się po akwarium (z prędkością o jakie nigdy byście ich nie posądzili)... potem przyczają się przy dnie... i kręcą kółka przy podłożu niczym pryszczaty nastolat w zdezelowanym E36 na parkingu pod biedronką czy innym lidlem. Jeśli robią to raz czy dwa... spoko, ale jak je najdzie chcica, to potrafią tak wywalić podłoża na 2-3 cm głębokości, 5-8 szerokości i oczywiście wszystko co w nim rosło... no i jak mam krater w akwarium, to już wiem, że przylgi robiły sobie dobrze.

Sposób na rośliny - wykopywane, słabo ukorzenione.

Przy tych gatunkach które posiadam - też warto to napisać. Dewastatorów mi nie brakuje, ale też nie pozostaję bezbronny ;> Co prawda drewniakom jeszcze ogonków nie pourywałem... ale niektóre rośliny pomiędzy trzonem a korzeniami po prostu umocowuję (dociążam) przy pomocy bioceramiki (akurat ta sery bardo mi pasuje bo jest stosunkowo cienka, ma duże otworki i jest w różnych rozmiarach). To jednak nie zawsze i nie na wszytko pomaga. Tu z pomocą przychodzi albo klej (żel) i kamienie - czego specjalnie nie lubię, bo to jednak klej... albo kawałki pokruszonej lawy i żyłka/nitka. Tak np. mam przymocowane młode kryptokoryny, które nagminnie wykopywały mi drewniaki. Delikatnie przywiązane do kamyka (odległość kamyka skały wulkanicznej od rośliny to ok. 1,5-2 cm), potem kamyk sru w podłoże... tak głęboko aż roślina "załapie" substrat. W tym poleconym przeze mnie dość szybko się ukorzeniają, wiec już po około tygodniu jest z tym spokój. Jeśli natomiast drewniaki razem z przylgami postanowią porozrabiaj... mogą odsłonić korzenie - ale kawałki skały i żyłka nadal trzymają roślinę na miejscu - i można ją przysypać. Tak wiem, to żmudne i męczące - no ale to jest cena wpuszczenia żyjątek do akwarium wcześniej - zanim rośliny się ukorzenią.

Jest też plus tego rozwiązania - jeśli jakaś roślina (sadziłem in-vitro i tylko z własnej hodowli) jest "nie teges" - to te stwory na 1000% ją wyeliminują i zdewastują do końca - a co za tym idzie przetrwają te silniejsze.

Te rozwiązania z roślinami, podmianami wody i bakteriami w płynie mają też minusy (który po części niweluje z bliżej mi nieokreślonych przyczyn CO2 - a raczej nie chciało mi się wnikać czemu tak się dzieje). Mogą pojawić się okrzemki czasowo. U mnie pojawiły się po kilku dniach... i jak się pojawiły tak też szybko zniknęły. To co wylazło na kryptokorynach i na anubiasie - z uporem maniaka wyżarły zarówno Otoski jak i Red Lizardy. Czasami pomagały im ślimaki (jak zdążyły) i przylgi (jeśli akurat nie kopulowały). Szczerze mówiąc nigdy nie miałem problemu z opanowaniem jakichkolwiek glonów - a w razie ich większego wysypu pomagała lampa UV-C, aczkolwiek wolę ostrzec. Między innymi też właśnie dlatego w innych wpisach poleciłem zestawy sery filtr + algovec+uv i filtr z wbudowaną już lampą.

Dlaczego sięgnąłem po produkty SUNSUN, SERA i EHEIM? Pomimo tego, że POZORNIE często są droższe?


Rozczarował mnie w przygodzie z akwarystyką nasz rodzimy Aquael. Kiedyś lubiłem produkty tej firmy i szanowałem tą markę. Po drodze coś im jednak nie poszło po myśli. Obecnie dla mnie osobiście Aquael jest świetnym przykładem na ewentualne szkolenia - jak traci się klientów, jak robi się zły PR i jak nie buduje się zaufania do marki (marek). A wystarczy podejść do tematu uczciwie. Człowiek jednak uczy się na błędach (przynajmniej ja) i nawet jeśli Aquael poprawi swoje produkty - po swoich doświadczeniach będę omijał tą markę z daleka. Po bliższemu przyjrzeniu się rynkowi, produktom i cenom - to ani nie jest tanie, ani rewelacyjnej jakości ani nawet przemyślane i często źle / słabo oznaczone.

Brutalne przykłady z życia:

kontra:

żeby nie było niedomówień - SERA - też 5W + pompka + dysze + obudowa + zewnętrzny zasilacz lampy, możliwość założenia na wąż lub zostawienia dostarczonego zestawu w całości:

No i chyba więcej dodawać nie muszę w kwestii sterylizatora... wnioski wyciągnijcie sami (a jak wam mało - porównajcie ceny innych produktów). Ode mnie - gdybym wybrał ten pierwszy, to w ramach terapii położyłbym sobie jajka na oczy (własne) a wcześniej (jeszcze żywy) patrzyłbym w lustro i widziałbym osła który wywalił 100 w błoto.

Już nic nie piszę... jeśli wydaje wam się, że SERA jest jakoś bardzo droga - popatrzcie sobie sami... (nie poszukiwałem najtańszych opcji, bo obie marki da się kupić 50-70 PLN taniej - allegro już dawno przestało być najtańsze).

Przerobiłem filtry, sterylizatory, grzałki i o zgrozo oświetlenie Aquael'a. Tych produktów od Aquaela już nie chcę. Sterylizator odłączyłem szybko, jedna z 2 grzałek przestała działać, filtr - to jakieś nieporozumienie po prostu, skuteczniejszy był SUNSUN tańszy o 150 PLN, oświetlenie - również (pomijając wysyp glonów i SUNSUN'a tańszego czasami nawet wielokrotnie).

No a ta nieszczęsna SERA nie chce się... o Eheimie napiszę może innym razem - ale też się franca psuć nie chce. Z SUNSUN bywa różnie, ale rekompensuje to ceną.