JPEG ma dostać DRM bazujący na blockchainie, ale nie wiadomo jak i po co

Strona główna Aktualności

O autorze

Wyobrażacie sobie, żeby trzeba było czekać na potwierdzenie praw autorskich albo przelewać kryptowalutę, by obejrzeć kolejne nieostre zdjęcie kota znajomych, których unikacie na imprezach? To oczywiście ekstremalny przypadek zastosowania DRM do zdjęć, ale nie jest całkiem nierealny. Grupa zajmująca się standaryzacją formatu JPG pracuje nad zabezpieczeniem plików graficznych, a być może także innych mediów, przed nieautoryzowanym użyciem, naruszeniami prywatności, dezinformacją i tym podobnymi problemami, wynikającymi z łatwości kopiowania cyfrowych treści.

Joint Photographic Experts Group, organizacja najlepiej znana z prac nad standardem kompresji obrazu JPG, podjęła się opracowania zabezpieczenia zdjęć przed nieautoryzowanym użyciem. W tym celu bada blockchain – rozproszony system gromadzenia danych, najlepiej znany operującym kryptowalutami. Członkowie organizacji przypuszczają, że dzięki wykorzystaniu tego systemu mogą wprowadzić DRM do obrazów JPG i raz na zawsze zapewnić solidne, automatyczne zabezpieczenie praw autorskich do plików graficznych. Podczas spotkania komisji na początku roku odbyła się specjalna sesja, poświęcona wykorzystaniu blockchaina do ochrony multimediów w kontekście JPEG Privacy and Security (inicjatywa ochrony grafik z 2015 roku, w efekcie dążąca do wprowadzenia DRM) lub szerszym, być może obejmującym także inne typy mediów. W efekcie powstała podgrupa, która będzie pracować nad tym rozwiązaniem.

Zadaniem nowej komisji jest analiza przypadków użycia blockchaina w kontekście ochrony grafik oraz ewentualnych konsekwencji, a także przygotowanie listy wymagań i podstaw dla standaryzacji gotowego rozwiązania. Grupa pracuje już pół roku i wydała dokument podsumowujący, z którego możemy dowiedzieć się, że blockchain ma ogromny potencjał w tej dziedzinie. DRM dla plików JPG miałby tym sposobem zapewnić zabezpieczenie przed naruszaniem praw autorskich, nieautoryzowanym kopiowaniem, naruszeniami prywatności, przy okazji także walczyć z dezinformacją przez identyfikację plików i ułatwiać dochodzenia kryminalne. Blockchain okazał się sensownym rozwiązaniem, transparentnym i wiarygodnie przechowującym transakcje grafik. Będzie to więc coś więcej niż DRM, ale ochrona praw autorskich jest ważną częścią projektu.

Tyle optymistycznej teorii, pora przejść do faktów. W dokumencie znajdziemy kilka przykładów wykorzystania blockchaina, które rzekomo pokazują perspektywy tego tworu w świecie multimediów. Komercyjną wartość miał udowodnić… nieistniejący jeszcze twór Kodaka. Pozostałe przykłady są niestety równie bezwartościowe, hipotetyczne i niemożliwe do przeskalowania do warunków. Jeśli kiedyś próbowaliście zapłacić bitcoinami, wiecie też, że proces bywa bardzo wolny, co na pewno nie sprawdzi się w realiach masowej konsumpcji obrazów.

Podobnie jak znienawidzone zabezpieczenia gier, kontrola dostępu do obrazów (w dowolnej postaci) nie ma prawa działać i będzie wypowiedzeniem wojny ich odbiorcom. Przeciętnemu, uczciwemu użytkownikowi wystarczą podstawowe zabezpieczenia, dla crackera obejście dowolnych zabezpieczeń jest tylko kwestią czasu. Obrazy są przy tym o tyle problematyczne, że zawsze można zrobić zrzut ekranu, zdjęcie, a „znikające” treści zapewne można odzyskać (pokazał to Snapchat). Znane są „wycieki” filmów prosto z wytwórni albo seansów przed zamkniętą publicznością. Znane są też przypadki bezpodstawnego ubiegania się o odszkodowania przez wydawców, którzy nie mają praw autorskich do danego materiału. Trzeba wreszcie pamiętać, że prawo autorskie nie trwa wiecznie. Mityczny blockchain nic tu nie zmieni, gdyż nie wyeliminuje czynnika ludzkiego.

Więcej na ten temat dowiemy się zapewne w październiku, kiedy Joint Photographic Experts Group planuje kolejne posiedzenie.

© dobreprogramy
s