Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Jestem fotografem?

Jestem fotografem?

Ten znak zapytania w tytule wstawiłem nie bez przyczyny.
Jest on punktem wyjścia do moich rozważań o fotografowaniu w ogóle. Ten tekst
jest jednocześnie moim debiutem na blogowisku Dobrych Programów. Nie dziwcie
się zatem, że zaczynam moje występy od próby zdefiniowania tego, kim/czym
jestem.

Fotografuję już od ponad pięćdziesięciu lat. Jako amator
rzecz jasna, a nie zawodowiec. I ciągle jestem w drodze. Uczę się, popełniam
błędy, poprawiam je, potem popełniam nowe - i tak wciąż, i wciąż… I to jest
właśnie piękne, bo pozwala mi utrzymać w ryzach moje ego. Stąd na szczęście
wiem, że nie jestem ekspertem od fotografii, nie jestem ekspertem od aparatów
fotograficznych, nie jestem ekspertem od komputerów, nie jestem ekspertem...

Jestem po prostu amatorem fotografii. Lubię fotografować.
Tak po prostu. Sprawia mi to przyjemność. Fotografuję, bo chcę coś
po sobie zostawić. A owe coś, to świat widziany moimi oczami, a raczej
obiektywami moich aparatów. Coś w rodzaju sprawozdania z wakacji, z wycieczek,
ze spacerów. I z wydarzeń rodzinnych, bo oczywiście, jako ojciec i dziadek też
mam jakieś ambicje fotograficzne, ale to już inna historia.

r   e   k   l   a   m   a

Od zarania mojej przygody z aparatem zawsze interesowałem
się fotografowaniem krajobrazów i starej architektury. Szczególnie tej w stanie
daleko posuniętej ruiny. Czasem te resztki cegieł, jakby prosiły się o
zachowanie ich w pamięci, czując zbliżający się kres swego istnienia. Ale od
fascynacji architekturą blisko już było do szczególnego jej elementu: do
zabytkowych wnętrz. Z upływem czasu moim zainteresowaniem objąłem świat roślin,
a szczególnie kwiatów - i wielka w tym zasługa mojej małżonki. I już w
ostatnich latach moja „choroba” rozszerzyła się o tematykę jesienną i trwa… Przyroda
jest szczególnie wdzięcznym tematem dla obiektywu. Jesteśmy w końcu jej
częścią.

Przeczytałem w życiu kilka książek i poradników, z których
wyniosłem różne nauki o tym, jak fotografować, aby było prawidłowo i ładnie. Byłaby
to bardzo cenna wiedza dla każdego, ale (jak się potem przekonałem) mało
praktyczna, jeśli operator aparatu fotograficznego nie rozumiałby, po co
fotografuje. Tak, jak posiadanie pędzla i palety farb nie czyni nikogo
malarzem, tak samo posiadanie aparatu fotograficznego nie czyni nikogo fotografem.
Wiem to najlepiej z własnego doświadczenia. Nie raz już się okazywało, że po
powrocie do domu podobało mi się najwyżej jedno zdjęcie, może dwa. Reszta to
mydło. I chyba nie tylko ja tak miałem. Po latach masowego pstrykania (w czym
cyfrówki stały się niezawodne) zrozumiałem, że oprócz wiedzy o narzędziach
fotografa, wiedzy z optyki i geometrii – potrzebne jest coś, co ja nazywam
wyczuciem ducha obrazu. Niestety, o tym podręczniki do fotografowania milczą,
co mnie jednak nie dziwi, bo duch obrazu wymyka się regułom matematycznym i nie
da się go wywołać czarodziejskim zaklęciem. Nad tym trzeba pracować już samemu.
Ale dobrze jest mieć jakieś wsparcie. Ja znalazłem.

Moim guru fotograficznym był i jest Jan Bułhak (1876-1950).
Był mistrzem tego, czego tak zawsze chciał uniknąć: fotografii dokumentalnej.
Jego obrazy wprawiają mnie zawsze w chwilę zadumy, zadumy nad przemijaniem. I
co z tego, że mój obecny sprzęt fotograficzny znacznie góruje na tym, czym
dysponował mistrz Jan. On za to miał dar, którego mnie brakuje i którego żadna
technologia nie zastąpi. I był jeszcze jednym potwierdzeniem starej prawdy, że
to nie aparat robi zdjęcia, a człowiek.

Być może moje opowiadania na blogu byłyby dla niektórych
bardziej interesujące, gdyby dominował w nich temat sprzętu fotograficznego,
czyli coś na kształt recenzji. Tych muszę nieco zmartwić. Aparat fotograficzny
jest dla mnie tym, czym pędzel dla malarza, czyli tylko narzędziem do
osiągnięcia celu. Celem jest obraz, u mnie malowany światłem, tak jak u malarza
pędzlem i farbami. Ale pędzel też jest bardzo ważny, bo marnym pędzlem marnie się
maluje. Więc czasem o moich „pędzlach” też coś wspomnę.

No i moje fotografowanie to nie tylko efekt końcowy, czyli
ileś tam megapikseli. To także cała kuchnia pracująca na to, aby danie końcowe
było „zjadliwe”. Zaczyna się wszystko od zorganizowania wyprawy, co w każdym
przypadku oznacza przegląd „uzbrojenia”. Potem wybór miejsca akcji i cała
logistyka. Ukoronowaniem przygotowań jest oczywiście sama wyprawa.

A na koniec karta pamięci składa mi raport i rozpoczyna się
misterium kształtu i koloru. W tym, momencie do głosu dochodzi komputer i dobre
programy – moi ulubieńcy. Nie mam ich wielu, ale są dobrze dobraną paczką.
Spieszę dodać, że pisanie „dobre programy” z małych liter jest uzasadnione, bo
nie chodzi o nazwę portalu, a o konkretne aplikacje komputerowe.

W moich kolejnych wpisach będzie więcej o mojej kuchni
fotograficznej. Czyli o tym, co noszę w torbie fotograficznej i jak obrabiam
moje zdjęcia. To oczywiście nie będzie w żadnym przypadku odkrywcze. Starzy
praktycy będą jednak mogli porównać moje działania do swoich, a początkujący
fotoamatorzy, na przykładzie moich doświadczeń, będą mogli określić swoje
preferencje. I liczę po cichu na to, że od starych wyjadaczy dowiem się jeszcze
czegoś ciekawego. W końcu nikt nie jest doskonały. Ale każdy może wyznaczyć
sobie swoją własną ścieżkę - i każda będzie dobra, jeśli poprowadzi do celu,
czyli do ciekawej i dobrej fotografii.

[Uwaga! Wszystkie zdjęcia w niniejszym materiale pochodzą z osobistych
zbiorów autora.] 
  

sprzęt hobby

Komentarze