Jeździłem Mercedesem klasy C. Oto jak powinny wyglądać cyfrowe zegary

Strona główna Aktualności

O autorze

Wśród aktualnych trendów widocznych na rynku motoryzacyjnym można wymienić komputeryzację samochodów. Nowoczesne auta, zwłaszcza te należące do marek premium, stają się prawie komputerami na kołach. Jednym z elementów tej komputeryzacji jest stosowanie większej liczby wyświetlaczy. Ekran znajdziemy już nie tylko na środku deski rozdzielczej, ale także tuż za kierownicą, zamiast klasycznych wskaźników.

Naprawdę lubię wyświetlacze, które montowane są w miejscu zwykłego prędkościomierza i obrotomierza. Najczęściej są one bardziej praktyczne, a ponadto pozwalają na większą personalizację wyświetlanych danych. Niestety, mimo wielu zalet, często nie są tak atrakcyjne, jak ich klasyczne odpowiedniki. Dobrym porównaniem, które oddaje urodę wielu cyfrowych wskaźników, jest zestawienie mechanicznych zegarków ze smartwatchami.

Owszem, ekran smartzegarka dostarcza więcej danych, a samo urządzenie oferuje więcej funkcji, aczkolwiek wizualnie prezentuje się gorzej. Jednakże, na rynku smartwatchy znajdziemy urządzenia, które zbliżają się do mechanicznych zegarków i podobnie jest z cyfrowymi zegarami w samochodach. Niektórzy producenci potrafią stworzyć dobrze wyglądający zestaw wirtualnych wskaźników, który dodatkowo jest zgrabnie wkomponowany we wnętrze auta. Śmiem twierdzić, że dobrym przykładem jest tutaj odświeżony Mercedes klasy C.

Mercedes pokazuje, jak powinno się przeprowadzać komputeryzację zegarów

Możliwe, że dobra sprzedaż klasy C przełożyła się na sposób przeprowadzenia face liftingu. Producent ostatnio wprowadził tylko niewielkie zmiany. W końcu, po co ryzykować większe nowości, skoro bazowy produkt jest przez klientów oceniany bardzo dobrze. Nie oznacza to jednak, że zabrakło ciekawych nowości. Przykładowo, tuż za kierownicą został bowiem wprowadzony wyświetlacz, który przeniósł nowy zestaw wskaźników.

Nowy opcjonalny ekran, który dołączył do już dostępnego środkowego wyświetlacza, ma 12,3 cala i rozdzielczość 1920×720 pikseli. Obraz jest wyraźny, tekst czytelny, chociaż maksymalna jasność mogłaby być wyższa. Nie jest źle, ale konkurencja potrafi dostarczyć jaśniejsze wyświetlacze.

Dla mnie jedną z największych zalet cyfrowych wskaźników w odświeżonym Mercedesie klasy C jest ich wygląd. Zostały one świetnie wkomponowane w deskę rozdzielczą i nie wyglądają jak na siłę dołożony tablet. Co więcej, uważam, że właśnie tak powinny być montowane wirtualne zegary w nowoczesnych samochodach.

Nowy zestaw wskaźników w klasie C to także większe możliwości personalizacji danych. Po pierwsze, można wybrać główny styl zegarów – klasyczny, sportowy i nastawiony na minimalizm, styl progresywny. Po drugie, kierowca może zdecydować o treści wyświetlanej pomiędzy zegarami. Po trzecie, można zmienić widok obrotomierza, zastępując go innymi wskazaniami, w tym nawigacją.

Do poruszania po oprogramowaniu służą przyciski umieszczone na lewym ramieniu kierownicy – wstecz, czuły na dotyk “gładzik” i home. Gładzik, poprzez wciśnięcie, używany jest również do zatwierdzania wyboru. Przyznam, że z początku miałem z nim lekkie problemy, bowiem obsługa opiera się na gestach – przesunięcie palcem w górę i dół, a także na boki. Nic nie przechylamy, wyłącznie muśnięcia jak po ekranie smartfonu. Dopiero po kilkudziesięciu minutach zacząłem sprawnie poruszać się po systemie Mercedesa, a nawet polubiłem gładzik, który z czasem okazał się całkiem wygodnym rozwiązaniem.

Pomiędzy zegarami można wyświetlić informacje o samochodzie, jak średnie i chwilowe zużycie paliwa, przejechane kilometry, a także eko-wskaźnik. Kolejne opcje to sterowanie radiem/odtwarzaczem muzyki, nawigacja czy ustawienia związane z asystentami. Z kolei, jeśli nie potrzebujemy widoku obrotomierza, to w jego miejscu można ustawić m.in. nawigację, informacje o podróży, eko-wskaźnik, a także wykres, który pokaże przeciążenia podczas przyśpieszania, hamowania i pokonywania zakrętów.

Środkowy wyświetlacz, oprogramowanie i pokrętło

Centralny ekran w testowanym przeze mnie egzemplarzu miał 10,25 cala i rozdzielczość 1920×720 pikseli. Z kolei w uboższym wariancie oferuje on skromniejsze 7 cali i rozdzielczość 960×540 pikseli. Uważam, że warto sięgnąć po wyższą wersję, chociażby ze względów estetycznych. Mniejszy ekran wygląda biednie i po prostu źle, niepotrzebnie postarzając wnętrzne klasy C.

Ekran nie obsługuje dotyku. Do sterowania służy pokrętło znajdujące się na środkowym tunelu, które nie tylko się obraca, ale także wciska i przechyla na boki. Działa więc podobnie do pokrętła BMW iDrive. Nad nim znalazła się nielubiana przeze mnie “narośl”, na którą zwróciłem uwagę w teście Mercedesa klasy E. Obok mamy jeszcze zestaw przycisków – wstecz, home, wybór trybów jazdy czy opcje związane z parkowaniem i aktywacją kamer. Kolejny zestaw przycisków znalazł się trochę wyżej – na czarnej listwie producent wprowadził przyciski zapewniające szybki dostęp do podstawowych funkcji systemu infotainment, jak nawigacja czy radio. Jeszcze wyżej znajduje się panel sterowania klimatyzacją.

Poruszanie się po oprogramowaniu z użyciem pokrętła uważam za znacznie lepsze rozwiązanie niż sięganie do dotykowego ekranu. Pokrętło bowiem znajduje się tuż pod dłonią, gdy rękę oprzemy na środkowym tunelu. Wymaga też mniej uwagi niż dotykowy ekran, a ponadto, zapewnia informację zwrotną potwierdzającą kierowcy, że komputer przyjął polecenie.

Po centralnym ekranie można również poruszać się z użyciem przycisków umieszczonych na kierownicy, co uważam za sporą zaletę. Nawigacja odbywa się na identycznych zasadach, jak w przypadku wirtualnych zegarów. Przyciski także są tak samo ułożone, ale z tą różnicą, że znajdują się na prawym ramieniu kierownicy. Intuicyjnie, i co pozwolę sobie ponownie podkreślić, wygodniej niż sięganie do ewentualnego dotykowego ekranu.

Interfejs prezentuje się atrakcyjnie, ale ma małe problemy z przejrzystością i intuicyjnym rozmieszczeniem wybranych opcji. Nie jest źle, ale BMW i Audi robią to lepiej. Ekran można podzielić na dwie części, aby przykładowo jednocześnie mieć podgląd nawigacji i informacje o aktualnie odtwarzanym utworze. Daje to naprawdę niezły zestaw personalizacji, bowiem kierowca może wybrać nie tylko dane wyświetlane pomiędzy zegarami i zamiast obrotomierza, jak już wcześniej wspomniałem, ale ma również możliwość podziału głównego ekranu na dwie części.

System infotainment otrzymał także zestaw funkcji w ramach Mercedes-Benz App. Aplikacje dzięki połączeniu z internetem (klasa C ma własną kartę SIM) mogą dostarczyć informacji o pogodzie, miejscach POI i oferują “lokalne wyszukiwanie”, czyli pokazywanie listy pobliskich hoteli, restauracji, banków, centrów handlowych czy, co uważam za najbardziej praktyczne, może sprawdzić listę najbliższych stacji paliwowych. Mercedes korzysta tutaj z danych map HERE.

Co ciekawe, mimo iż Mercedes jest właścicielem nawigacji HERE, należącej wcześniej do Nokii, to sama nawigacja jest już rozwiązaniem dostarczanym przez firmę Garmin.

Mercedes klasy C to jak najbardziej nowoczesny i skomputeryzowany samochód

Warto dodać, że Mercedes klasy C oferuje też w opcji ekran Head-Up, prawdopodobnie najlepszy w segmencie system audio sygnowany przez firmę Burmester czy naprawdę dobry obraz z kamer parkowania i zestaw pakietów, które pozytywnie wpływają na bezpieczeństwo jazdy.

Nie zabrakło obsługi Android Auto i Apple CarPlay, a także mobilnej aplikacji Mercedes Me zapewniającej dostęp do wybranych informacji z poziomu smartfona, chociaż już nieoferującej zdalnego parkowania, jak w klasie E. Ponadto, jako ciekawostkę dodam, że w nocy można korzystać z oświetlania ambientowego i wybierać spośród 64 kolorów.

Na listę zalet jak najbardziej można wpisać oprogramowanie i co mnie bardzo cieszy, także cyfrowe zegary, które nie tylko są praktyczne, ale także zostały świetnie zaprojektowane. Oczywiście jest kilka niedociągnięć, jak np. przeciętna nawigacja, ale całość wypada naprawdę dobrze. Jasne, konkurencyjne BMW serii 3 (G20), po dokupieniu opcjonalnego wyposażenia, potrafi zaoferować jeszcze więcej nowoczesnych rozwiązań. Trzeba mieć jednak na uwadze, że obecna klasa C, mimo odświeżenia, produkowana jest od 2014 roku. Z kolei wspomniane BMW to zupełnie nowy model, który w salonach zadebiutował w tym roku. Ponadto, w wybranych kategoriach Mercedes wypada lepiej, no i według mnie ma ładniejszy przód.

© dobreprogramy