Jezus, Hitler i znani politycy wystąpią w kontrowersyjnej parodii gier akcji

Strona główna Aktualności

O autorze

Jezus Chrystus, Adolf Hitler, Władimir Putin czy Donald Trump – co łączy te postaci? Ano każdą z nich nietrudno ubrać w bardzo kontrowersyjną otoczkę. Na tego rodzaju pomysł wpadli najwyraźniej autorzy gry Jesus Strikes Back: Judgement Day, która jest czymś na kształt parodii gier akcji, ze znanymi osobistościami w głównych rolach. Już w styczniu 2019 r. tytuł trafi do Wczesnego Dostępu – informuje o sprawie Radio Zet.

Technicznie rzecz ujmując, Jesus Strikes Back: Judgement Day to niezbyt skomplikowana strzelanka z trzecioosobowym widokiem kamery i dość prostą oprawą graficzną. Myk jest taki, że tytuł od początku do końca przygotowano z myślą o wywołaniu jak największych kontrowersji.

Gracze będą mogli pokierować jednym z siedmiu bohaterów, wśród których – jak już wiadomo – znajdziemy Jezusa Chrystusa, Adolfa Hitlera, Władimira Putina i Donalda Trumpa, a ponadto Napoleona, Mussoliniego i prezydenta Chin, Xi Jinpinga. Wprawdzie zmodyfikowano nieco imiona postaci, przez co na przykład niemiecki dyktator figuruje na liście jako „Dolf”, a Jezus – „J.C.”, ale oczywiste nawiązania nie pozostawiają żadnych złudzeń.

Wybrany bohater zostanie zmuszony do pokonania wysypujących się zewsząd wrogów. Co zrozumiałe, ci również nie będą przypadkowi. Deweloper obiecuje możliwość postrzelania m.in do przedstawicieli środowisk LGBT czy innych osobistości ze świata polityki.

Dorabia przy tym ideologię sugerującą zaszycie głębszego przekazu, choć trudno się oprzeć wrażeniu, że w istocie rzeczy mamy do czynienia z formą trollingu. Oto opis z oficjalnej witryny:

„Historia JSB: JD jest tak bardzo złożona, że po prostu nie można jej przekazać zwykłymi słowami na stronie internetowej. Jest to historia tak pięknie wykonana i bogata w szczegóły, że równie dobrze mógłby napisać ją sam Tołstoj. Opowieść tak potężnie poruszająca, że gwarantuje przyniesienie łez nawet najbardziej zdystansowanemu, obojętnemu człowiekowi."

Czyżby ktoś znów próbował zarobić na prowokowaniu społeczeństwa? Niezupełnie – tytuł ma zostać udostępniony za darmo, choć zbierane są na niego datki w bitcoinach. Zdaje się też, że pomysłodawcy projektu nie mają szczególnego parcia na szkło. Zachowują anonimowość. Akcja wygląda bardziej jak bezinteresowna próba wbicia kija w mrowisko, niż działanie specjalistów od PR-u.

© dobreprogramy