Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Linux na desktopach? Tak, choć ciężko porzucić Windows

Od pewnego czasu myślałem nad wpisem poświęconym Linuksowi na zwykłym desktopie, lecz z perspektywy wieloletniego użytkownika. Nieskromnie dopowiem, iż na przykładzie swoim ;-) Systemów spod znaku fruwającego nielota używam jakoś od 10 lat choć poznałem go wcześniej, przy czym od mniej więcej 8 lat jest moim głównym systemem na domowym biurku. Czas ten pozwolił mi mniej lub bardziej poznać plusy i minusy wynikające z bytowania poza produktami Microsoftu (lub Apple). Pomysł na wpis zbiegł się nieszczęśliwie z tematem „dobreprogramy na żywo” dotyczącym Linuksa – zbieżność nie jest zamierzona, po prostu nie udało mi się opublikować niniejszego tekstu wcześniej :-) Nie ukrywam, iż nieco obawiam się publikacji – to trochę jak wsadzenie kija w mrowisko, choć kompletnie nie mam takiego zamiaru. Wydaje mi się, że udzielam się na portalu od dawna i wiecie, że nie jestem trollem :-)

Nie zamierzam przekonywać nikogo czy Linux jest lepszy lub gorszy, czy Kowalscy powinni na niego migrować lub nie, ani tym bardziej nie zamierzam wplatać jakichkolwiek kwestii ideologicznych. Zaznaczę, że terminu „Linux” będę używał jako skrót myślowy w sensie całej, kompletnej dystrybucji.

Jeśli chodzi o mnie, zacząłem używać Linuksa lata temu z powodu tego, że był inny niż Windows. Co prawda w roku 2000 kierowałem się raczej w stronę systemu BeOS lecz pamiętam, że w czasopiśmie Chip 12/99 przeczytać mogłem o Corel Linux – wtedy dowiedziałem się o istnieniu kolejnego systemu operacyjnego. Parę lat później wpadł mi w ręce Knoppix i tak się zaczęło. Intrygujące było, że wygląda inaczej niż Windows (odskocznia wizualna), że mogę zrobić to samo co robiłem dotychczas na systemie MS, a dodatkowo ten Linux to jednak pełnoprawny system i może warto się przyjrzeć temu bliżej. Przede wszystkim jednak – Frozen Bubble 2 miało świetną muzykę i było wciągające, więc w początkowym okresie sporo czasu spędziłem przy tej grze ;-) W sumie już wiecie po co zainstalowałem Linuksa - dla powyższej gry właśnie ;-)

r   e   k   l   a   m   a

Ostatnimi czasy poczułem się jednak troszkę zmęczony Linuksem i wiecznym przeskakiwaniem na Windows, wersja trialowa ze strony MS na 90 dni bądź XP na starym laptopie. Tak, w toku lat niejednokrotnie były sytuacje, że musiałem mieć Windows obok... niestety. Powodem było oprogramowanie typu Atomi czy Enova, bądź wykorzystanie do tak prozaicznych rzeczy jak gry komputerowe (cóż, przez lata nim przesiadłem się na Linuksa zdążyłem uzbierać całkiem porządną kolekcję, a Wine jest mordęgą na dłuższą metę).

Były jeszcze inne powody, które podkopywały ostatnimi czasy użytkowanie Linuksa na moim desktopie – dokąd Linux dąży? Czy na desktop Kowalskiego? Kiedy dłużej się nad tym zastanowić, to niewiele dystrybucji ma pomysł na siebie. Canonical z Ubuntu zmierza ku Kowalskiemu i wchodzi na urządzenia mobilne - świetna sprawa. Red Hat czy Novell celują przede wszystkim w korporacje - biurko szarego użytkownika nie jest w ich interesie. Forki forka, danego forka – na bieżąco aktualizowane worki pakietów, które niczego nie wnoszą (istnieją tylko dlatego, że mogą).

Kolejną kwestią było wsparcie mojego laptopa Lenovo – w środku Intel, Realtek, Atheros. Generalnie wszystko działa, jednak znajdzie się łyżka dziegciu. Od kernela 3.10 nie działa z automatu regulowanie podświetleniem matrycy, Linux nie jest też w stanie wyłączyć Wi-Fi czy Bluetooth na poziomie samego sprzętu (tylko soft-blocked i kontrolki na obudowie wiecznie zaświecone). Jasność ekranu po każdym starcie jest na maksymalnym poziomie i bluetooth ponownie włączony - radzę sobie z tym za pomocą xbacklight w autostarcie i rfkill block bluetooth w rc.local. Generalnie mój gamepad też działa, lecz wibracji brak – pisałem w tej sprawie do producenta, lecz owej wibracji na Linuksie nie uświadczymy i tyle. Zarządzanie procesorem Intela przy pomocy p_state również nie jest tak dobre, jak na Windows – system / aplikacje nie chrupią tylko na performance, kiedy przy powersave na Windows wszystko działa dobrze. Idąc dalej – zintegrowana grafika Intel HD ma gorsze osiągi pod Linuksem, lecz przeżyję (jest i tak na tyle dobrze, że następny laptop też będzie Intelowy). Problem w tym, że sterowniki dla Windows mają panel sterowania układem, gdzie mogę sterować jego wydajnością i dzięki temu gry wyglądają nieco gorzej, jednak działają odczuwalnie lepiej. Pod Linuksem próżno szukać takiego ficzeru - są różne tutoriale o podkręcaniu wyników, lecz u mnie powodowały błędy graficzne. Cóż, osiągi baterii również były gorsze w porównaniu do systemu MS o jakieś 30-40 minut, aczkolwiek z baterii nie korzystam, toteż problem nie jest dla mnie dokuczliwy.

Szukając nadal aspektów, które z czasem coraz bardziej mnie irytowały, to wspomniane aplikacje. Rozliczając w tym roku PIT, nie chciałem korzystać z aplikacji webowych – nie potrafiłem do końca zaufać aplikacji, która moje zeznanie podatkowe mieli na serwerach czyjeś firmy (może przesadzam). Niestety bodajże e-deklaracje wymagają trochę zachodu pod Linuksem ze względu na Adobe AIR, a ja nie miałem ochoty dłubać jeszcze z tym (rozliczałem się na ostatni moment). Akurat miałem jeszcze ważnego Windows 8.1 90-dniowego więc go uruchomiłem, ściągnąłem aplikację, wypełniłem PIT i… wszystko bez komplikacji. Ogólnie w toku lat dual-boot niemal zawsze był na moich maszynach, w tym czy innym celu. Nie chodzi o to, że potrzebuję Photoshopa, bo to nie moja działka. Walczyć jednak z potrzebnym softem nie mam zamiaru pod Wine, a do używanego od czasu do czasu czytnika kart SIM nie znalazłem oprogramowania pod Linuksa (szczególnie odpowiadającego dedykowanemu). Do użytku codziennego jak najbardziej znalazłem pod Linuksem czego potrzebowałem, ale kluczyć w dual-boocie jest niewygodnie (szczególnie po parę razy dziennie). Windows wirtualizowany – przez jakiś czas używałem, lecz cenię wydajność z prawdziwych podzespołów. Po prostu dual-boot mnie zmęczył. Nawet, jeśli Windows był czasem nieużywany miesiącami, to był obok w razie potrzeby. Używam też Fedory, więc czasem nie było dla aplikacji paczek RPM, kompilacja to ostateczność, a rozpakowany deb to grzebanie z symlinkami. Ostatnio próbowałem odpalić DroidCam - znalazłem, zainstalowałem, aplikacja zgłasza brak kamerki w laptopie, więc i tu wykorzystałem ostatnie dni testowej Windy. Niby nic, ale w perspektywie lat – upierdliwe, że tak powiem ;-)

Zrządzeniem losu wszedłem jakiś czas temu w posiadanie Windows 8.1 box. Długi czas pudełko leżało odłogiem, nawet nie zdjąłem z niego folii ochronnej. Licencja testowego Windows 8.1 w międzyczasie dobiegła końca, a nie wiedziałem czy wystartowanie raz jeszcze licznika dni z poziomu cmd wpływa na licencję. Owego Windows usunąłem, jednak nieszczęśliwie poproszono mnie, abym odzyskał kontakty ze starej karty SIM. Cóż, problem w tym, że Windowsa już nie mam, a pod Linuksem nie jestem w stanie tego dokonać (oprogramowanie producenta jest wyłącznie dla Okien).

Kiedy po raz kolejny Firefox pod Linuksem zaczął chrupać na governorze procesora powersave, który i tak skaluje po zakresie mocy procesora zamiast przybić go do najniższego taktowania, poczułem pewne zirytowanie. Zacząłem analizować – ostatecznie i tak muszę mieć dla sytuacji awaryjnych męczący dual-boot z Windows, do wybranego oprogramowania i gier też muszę mieć Windows, mogę używać tam oprogramowania jakie mam na Linuksie, dodatkowo i tak muszę odzyskać dane z SIM, a 111GB dysk SSD jest za mały na porządne ulokowane obu systemów… Upiorne rozwiązanie zmroziło mnie, było jak kubeł zimnej wody i dostanie obuchem: dlaczego nie zostać po prostu na Windows, a Linuksa mieć na maszynie wirtualnej?

Jak postanowiłem, tak zrobiłem – zlikwidowałem wszystkie partycje na dysku, odpakowałem pudełko z Windows 8.1, uruchomiłem instalator, wpisałem klucz i rozpocząłem instalację. Następnie aktualizacje, mała konfiguracja pod siebie, a na końcu zainstalowany czytnik i odzyskane dane z karty SIM. Ucieszyłem się również na to, że mam pełen dostęp do swoich tytułów na Steam (78 gier), GOG, CDP oraz Muve. Nie muszę w końcu lawirować w dual-boocie, wszystko działa płynnie na profilu zasilania „Energy Star”, a Linux zagościł na maszynie wirtualnej. Wilk syty i owca cała :-)

Nie zrozumcie mnie źle – nie dyskredytuję Linuksa. Czy gdyby tak było, używałbym go przez ostatnie 10 lat? :-) Niemniej Linux we wszystkich swych plusach, może być czasem małym ograniczeniem – nie zawsze da się przeskoczyć kompletny brak Windows, więc póki to nie nastąpi, może być ciężko w pełni wejść na biurka Kowalskich. Poza tym, zanim posypią się na mnie potencjalne gromy, to co złego jest w używaniu Windows? :-) Bardzo spodobało mi się, że nie muszę teraz rozdrabniać się pomiędzy deb a rpm, niczego kompilować, że mogę swobodnie używać swojego oprogramowania dostępnego czasem tylko dla Windows. Przy okazji niczego nie straciłem, bo i tak używam tego samego co na Linuksie. Myślę, że nie ma nic zdrożnego jeśli Linuksiarz doceni pewne rzeczy, oferowane przez system Microsoftu (generalnie jedyna przewaga to ilość oprogramowania) ;-) Po prostu od tak dawna nie używałem Windows na pełen etat, że aż uśmiechnąłem się jak to fajnie nie musieć łuskać odpowiedników aplikacji :-) To jest IT - należy być elastycznym i dobierać narzędzia adekwatne do zastosowań, co też uczyniłem.

Nie wiem oczywiście jak długo i czy w ogóle wytrzymam z Windows na pełen etat, ale bezpośrednio odczułem przy tej przesiadce pewną rzecz – że wsparcie producentów w kwestii sterowników i oprogramowania dla Linuksa ma spore tyły. Aby Linux w pełni mógł zagościć na biurkach zwykłych użytkowników bez wyrzeczeń, wyeliminować należy konieczność posiadania dual-boota. W przeciwnym razie – Linux zawsze będzie gdzieś obok Windows (lub odwrotnie). Jeśli producenci zaczną wspierać Linuksa tak, aby nawet bardziej obyci użytkownicy jak ja, mogli w pełni odciąć się od środowiska MS – wtedy Pingwin będzie mógł szturmem i bez obaw zdobywać desktopy (bo po co Kowalskiemu wtedy produkt MS?). Tymczasem nawet mimo tego, że używam Linuksa od dekady - tak czy siak wisiało nade mną czasami, z konieczności lub kaprysu widmo Microsoftu :-/

Tym samym nadal uważam, że Linux jako system nadaje się już na biurko Kowalskiego, lecz obecne wsparcie producentów niekoniecznie to ułatwia. To świetny system i warto się nim zainteresować, lecz nie każdy odnajdzie się jeszcze w jego bibliotece oprogramowania.

* Spis mojego blogowania: klik

grafiki: distrowatch, wikipedia, microsoft store, webupd8, guza 

linux

Komentarze