Gadżetowe szaleństwo - Stomatologiczna inwigilacja.


Przyznam się wam szczerze że coraz częściej zaczynam mieć wrażenie, iż znaczna większość społeczeństwa jest strasznie zakompleksiona. Być może to moje subiektywne odczucie, ale obserwując to co się dookoła dzieje, na prawdę takie można odnieść wrażenie. W moich oczach wyraża się to niemal maniakalnym dążeniem do doganiania świata niemal we wszystkim. Chęć posiadania wszystkiego co najnowsze, najbardziej na topie, najszybsze… pytanie czy to kompleksy, czy jeszcze ciekawość. Prawdopodobnie spora część społeczeństwa jest w posiadaniu masy elektronicznych zabawek, które w dniu zakupu mają uszczęśliwić do końca życia, a po roku czasu okazuje się że to jednak pomyłka… Oczywiście masa firm żeruje na takim stanie rzeczy produkując masę zbędnych gadżetów które to szybciej, czy później i tak zbierają kurz w najwyższej szufladzie, ostatniej szafy. Fakt, są wyjątki i naprawdę można znaleźć wynalazki udogadniające codzienne życie, co jednak gdy zabawka zaczyna nam je układać?...

Przeglądając bogactwa Internetu natrafiłem na news ze świata stomatologii. Otóż znana firma produkująca między innymi szczoteczki do zębów, a mianowicie Oral-B stworzyła szczoteczkę elektryczną, która prócz standardowego wyposażenia, dodatkowo rozbudowana jest o żyroskop, który analizując ułożenie szczoteczki, jest w stanie przy pomocy odpowiednich algorytmów śledzić jakość prowadzonej higieny w jamie ustnej.


Oczywiście, gadżet ma się łączyć poprzez Bluetooth ze smartfonem, w którym zainstalowana jest odpowiednia aplikacja zapisująca „osiągnięcia” i monitorująca poprawność szczotkowania. Standardowe szczoteczki tego samego producenta to koszt około 30$ czyli około 100zł ( ± 30 ), jeśli śledzić nasze rodzime portale aukcyjne. Szczoteczka Oral-B Genius ma wejść do sprzedaży w lipcu bieżącego roku, a jej cena wyliczana jest na 250$ (?1000zł).
Wybaczcie, że już postawiłem osąd, jednakże uważam, że nic nie zastąpi samokontroli, a dzieciom smartfon i komputer nie zastąpi rodzica, ani przyjaciela..., a tym samym go nie nauczy. Zresztą widok dzieci domagających się makaronu w kształcie samochodzików z bajki „Auta”, przyprawia mnie o mdłości. Zrozumiałe, że dzieci należy motywować, są jednak rzeczy których nie można kupić, tym bardziej za tę cenę!, ... a sam gadżet należało by przypisać do kategorii w której znajduje się aplikacji imitująca maszynkę do golenia, czy masło które z kanapką zawsze ląduje u góry. Teraz tylko czekać na wysyp "Nowinek" typu samokarmiąca łyżka, czy aplikacja dla dietetyków obliczająca ilość kalorii na talerzu, na podstawie zdjęcia...

Czy to my chcemy być bardziej cyfrowi, czy może mniej ludzcy, moim zdaniem nic nie zastąpi zdrowego rozsądku, dyscypliny i dystansu do samego siebie, bo jak to powiedziała Maria Dąbrowska „Móc czegoś nie chcieć to już jest szczęście!”