Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Kom Ombo – 2 w 1

Kom Ombo (egip. Nebit, arab. Kaum Umbu) –miasto położone nad Nilem, ok. 50 km na północ od Asuanu, dawniej zwane miastem złota, to miejsce, w którym w XV w. p.n.e. za Totmesa III postała świątynia, rozbudowana następnie przez dynastię Ptolomeuszy. Poświęcona była dwóm triadom bogów: Sobek, Hathor i Chonsu oraz Haroeris, Taneset-nofret i Panebtaui. W swym założeniu architektonicznym była budowlą podwójną, symetrycznie przydzielającą przestrzenie sanktuarium dla obu wymienionych grup bogów.

Płynąc Nilem, dotarliśmy do Kom Ombo dopiero po zachodzie słońca, wobec czego w mroku nocnym nie było widać otoczenia świątyni, a sama była widoczna na tyle, na ile pozwoliło sztuczne oświetlenie. I właśnie z tego powodu efekt zwiedzania zdecydowanie ustępował w moim odbiorze temu, co widziałem w Tebach i w Edfu. Światła dziennego nie da się zastąpić sztucznym. Można oczywiście zwiedzanie wieczorne uczynić spektaklem pełnym uroku, ale i wtedy dobrze jest najpierw ujrzeć obiekt w pełnym słońcu, a wieczór uczynić suplementem zwiedzania dziennego. My nie mieliśmy takiej możliwości.

W dostępnych mi materiałach źródłowych nie odnalazłem wielu informacji o dziejach budowli determinujących jej stan obecny. Niestety tutejsza świątynia nie miała tyle szczęścia, co wcześniej odwiedzona przez nas w Edfu, która zachowała się w świetnym stanie. Zniszczenia znacznej część świątyni w Kom Ombo zostały spowodowane przez Nil, także przez trzęsienia ziemi, i podobnie, jak w przypadku Karnaku, wykorzystywano bloki kamienne do wznoszenia innych budowli. Część reliefów w środku została zniszczona przez Koptów, którzy kiedyś używali świątyni, jako kościoła. Budynki świątyń w południowej części płaskowyżu zostały oczyszczone z gruzu oraz poddane częściowej rekonstrukcji w końcu XIX wieku. Ale mimo, że budowla, jaką ujrzeliśmy, była znacznie zrujnowana, to majestatyczne piękno starożytnej architektury nadal tkwiło w jej pozostałościach.

r   e   k   l   a   m   a

Oprócz kilku lamp umieszczonych dookoła obiektu na słupach, dominującym sposobem oświetlenia były lampy rozmieszczone u spodu ścian, co skutkowało tym samym problemem, na jaki natrafiłem w ciemnych czeluściach świątyni w Edfu, czyli zbyt mocno rozjaśnionymi spodami ścian, dającymi w efekcie w dolnych partiach kadru „przepały”.

Niestety, sztuczne światło, jakie zastosowano, miało różne temperatury barwowe (może i celowo), stąd kamienne ściany świątyni i ich zdobienia, kolorystycznie wypadały różnie, co widać na zdjęciach. Bloki kamienne, widzianych za dnia w kolorze szaro żółtego piaskowca, w świetle sztucznym w jednych miejscach stawały się różowe, a w innych żółto-zielone. Choć kilka miejsc wyglądało nawet całkiem naturalnie, bez przebarwień. Ogólnie regulacje w obszarze balansu bieli w zasadzie nic mi nie dawały. Zresztą na zdjęciach w folderach wycieczkowych te problemy też występują, co sugeruje, że nie tylko ja miałem problem z oświetleniem.

Ale mimo tych trudnych warunków oświetleniowych, zdobienia reliefami i hieroglifami, wypadały i tak pięknie.

Poniżej wyobrażenie boga Chonsu (z głową sokoła), a obok bóg Sobek (z głową krokodyla).

Warto zwrócić uwagę na szczegóły zdobnictwa widoczne na zdjęciu poniżej. Przedstawia ono wyobrażenie bogini Hathor i boga Chonsu. Rzadko spotykałem w świątyniach egipskich, aby z taką dokładnością prezentowano elementy stroju. Z analizy tego stroju wynika, że bogini głowę miała zakrytą czymś w rodzaju peruki, a dolną część ciała osłaniała spódnica ze skóry, prawdopodobnie, lamparta, na co wskazują regularne cętki.

Warto zauważyć, że stan zachowanych reliefów, oprócz drobnych uszkodzeń, był miejscami w całkiem niezłym stanie.

Akcentów kolorystycznych zdobnictwa nie było widać wiele. Zauważyłem je wyłącznie na jednym z zachowanych sklepień. Niestety kolorowe dominanty wypływające z oświetlenia, a poza tym dość znaczący mrok, nie sprzyjały obserwacjom kolorystycznym.

Widoczna na zdjęciu poniżej mumia krokodyla to znak, że znajdujemy się w kaplicy poświęconej bogini Hathor.

Wychodzimy i jeszcze ostatni rzut oka na świątynię. Zwiedzanie nie było długie, a mój plon fotograficzny okazał się znacznie skromniejszy niż w innych świątyniach. Jeszcze gdybym miał statyw, zdjęcia byłyby lepsze, ale jak go wlec ze sobą na zagraniczną wycieczkę? Natomiast namiastką statywu stawały się przy niektórych ujęciach murki i bloki kamienne. Jednak wyniki fotografowania z murków pozostawiały wiele do życzenia, choć z drugiej strony, jak się nie ma, co się lubi…

To doświadczenie kazało mi potem zwrócić uwagę na monopody. Znacznie poręczniejsze w przenoszeniu (np. w plecaku, lub zaczepione do pasa), a także w transporcie lotniczym, ale mające swoją wadę w tym, że nie zapewniają stabilności aparatowi takiej, jak statywy (tripody). Po powrocie do Polski nabyłem sobie porządny monopod z włókna węglowego i dorobiłem przystawiany pod głowicą monopoda wspornik stabilizujący. Pisałem już o tym na blogu pt. „Monopod, czyli jak stabilnie stać na jednej nodze”.

I jeszcze jedna atrakcja historyczna: nilometr starożytnej służby hydrologicznej. Studnia nilometru w dolnej części sięgała poziomu rzeki, a przybór wód powodował zalewanie kolejnych, spiralnie poprowadzonych we wnętrzu studni, schodków. Pomiary przyboru rzeki pozwalały kapłanom ustalić wielkość spodziewanych zbiorów, a w konsekwencji wysokość podatków nakładanych na chłopów.

Byliśmy nieco zmęczeni bogatym programem dnia, a wieczorna kolacja na statku była mocno opóźniona. Ale urok nocnego zwiedzania przeważył nad zmęczeniem.

Z mojej egipskiej serii ukazały się dotychczas na blogu:

Egipt – gdy marzenie stało się rzeczywistością

Karnak – egipski sen trwa…

Medinet Habu – trzydzieści pięć wieków

Nad Luksorem

Świątynia Tysiąca Lat - Hatszepsut

Zasypane piaskiem zapomnienia – Edfu, cz. I

Zasypane piaskiem zapomnienia – Edfu, cz. II

Nilem do Asuanu  

hobby

Komentarze