Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Komuno wróć!

Coraz częściej spotykam się z opiniami wielu osób, że wolny rynek nie jest tym, do czego powinnyśmy dążyć, a ktoś powinien roztaczać opiekę nad społeczeństwem, a w szczególności odebrać mu prawa do posiadania, by własność była lepiej wykorzystana.

Dzieje się tak w szczególności wśród osób chorobliwie uważających, że świat komputerów jest zły lub nie poradziłby sobie bez odbierania praw użytkownikom/konsumentom.

Takie przekonanie jest błędne!

r   e   k   l   a   m   a

Spotykam wiele osób, które uważają, że istnieje coś takiego, jak własność intelektualna, czyli połączenie różnych aspektów prawa, tak naprawdę całkiem od siebie różnych. Do własności intelektualnej miałyby wchodzić prawa autorskie, patentowe, znaki handlowe, itd. Zdaniem tych osób, własność intelektualna obowiązuje we wszystkich krajach(niektóre osoby uważają, że jest pewnym zapiskiem prawnym), a w każdym z tych państw przybiera identyczną formę. Co ciekawe jest to sprzeczne w samym przekonaniu, bo np. prawo patentowe w wielu krajach pozwala na patentowanie wielu różnych rzeczy, a patenty jednych krajów nie obowiązują w innych. Jednak przekonanie, iż własność intelektualna jest prawem obowiązującym na całym świecie pozwala myśleć, że jest to coś dobrego, a każdy będący temu przeciwny, jest naszym wrogiem.

Spotykam określenie, że program komputerowy, do którego mam jedynie prawa autorskie, bez znaków towarowych/handlowych czy też patentów, jest moją własnością. To też nie jest poprawne rozumowanie, gdyż zgodnie z oficjalnym wytłumaczeniem własności intelektualnej, jako próby dążenia do ujednolicenia różnych form prawnych, nie posiadam w tym momencie żadnej własności(nie zgłosiłem żadnego patentu do mojego programu, nie zastrzegłem sobie nazwy/znaku, itd.). Niestety okazuje się, że własność intelektualną(złudne pojęcie) można przypisać tylko największym koncernom. Ludzie przekonani, że uzyskując prawa autorskie, od razu uzyskują pełną kontrolę, są w błędzie.

Najistotniejszym jednak aspektem jest wpływ na społeczeństwo. Konsument przyzwyczajony do kupowania uważa, że może kupić program. Jest jednak wiele osób, które tak nie uważają, a nawet osoby wśród tych, co tak uważają, co myślą, że największe prawa do właśnie "zakupionej rzeczy" ma ktoś inny - ktoś, kto zdefiniował umowę na którą musimy wyrazić zgodę, by z danego programu korzystać. Nieświadomie wchodzimy w bagno.

Całe szczęście, że Polska jeszcze szanuje własność, więc producent danej rzeczy nie może nam odebrać wszystkiego w momencie zakupu lub zobowiązać do czegoś, co sobie tylko wymarzy. Obecnie licencje przybierają dziwne formy. Istnieje np. sister license(która została określona tak, by obowiązywać w jakimś z krajów - chyba USA), beer license. Powszechnie uważa się, że licencje powstają tylko po to, by kogoś chronić przed złym światem(małego, przerażonego autora/artystę, który bez pomocy dużych koncernów by sobie nie poradził, więc przekazał im swoją tzw. "własność" pod ochronę). Nie zwracamy więc uwagi na absurdy licencji na programy, a nawet często w ogóle jej nie czytamy. Z tego powodu przytoczyłem te dwa przykłady, dosyć absurdalnych licencji. Uważam, że wiele osób po zapoznaniu się z nimi, zacznie uważniej czytać te teksty. Przypominam oczywiście, że nie wszystkie zapiski w takiej umowie są od razu obowiązujące, więc trzeba walczyć o swoje prawa.

Trzeba nade wszystko(w kwestii szukania dziury w wolnym rynku i wolnym społeczeństwie współczesnego świata), że własność intelektualna pozostaje w opozycji w powszechnym rozumieniem terminu własność. Własność musi być zbywalna(wszystkie prawa do niej). Jeżeli nie nabędziemy wszelkich zbywalnych praw do niby kupowanej rzeczy, to takiej rzeczy nie kupujemy. Im więcej zastrzeże sobie producent, tym bardzie przedmiot, za który płacimy, pozostanie jego własnością.

Niektóre licencje pozwalają producentowi na zmianę jej treści w dowolnym momencie(w Polsce takie zapiski raczej nie obowiązują). Rodzi to kolejne problemy i wykazuje, że godząc się na własność intelektualną niszczymy społeczeństwo konsumpcyjne, zmieniając je w społeczeństwo zmarionetkowane. W każdej chwili producent mógłby zakazać nam robienia czegoś z jego własnością, co robiliśmy do tej pory, gdyby te zapiski w licencjach były prawnie wiążące.

Dwa poprzednie akapity wykazują, że własność intelektualna jest czymś przeciwnym i antagonistycznym do własności. Dlatego zawsze należy zwracać uwagę na to, co producent sobie od nas życzy.

Mam nadzieję, że przekonałem, w szczególności ludzi broniących tzw. "własności intelektualnej", że taki stan rzeczy ich ogranicza, odbiera im ich wolność, a także powoduje, iż niczego nie nabywają. Im więcej będzie tworów, których zastosowanie autor będzie móc ograniczyć lub ograniczyć wolność konsumentów w innych aspektach(np. do publikowania testów wydajności ich systemów/programów), tym społeczeństwo coraz bardziej będzie przypominać społeczeństwo komunistyczne.

PS: Odnoszę wrażenie, że światowe problemy gospodarcze są właśnie spowodowane brakiem w poszanowaniu podstawowych praw konsumenta.

Temat zagadnień wiary w termin klucz, zajmowania kolejnych dziedzin życia przez patenty(np. możliwość patentowania genów zwierzęcych), a także wpływowi tego na nasze życie, i błędnego rozumowania niektórych aspektów, będzie wracać w kolejnych wpisach dokonanych przeze mnie.

Możecie dalej wyznawać: dobro korporacji, to moje dobro ;-) . Innym wyznaniem wielu osób jest: Przecież ja jestem dobry, więc te zapisy powstałe oficjalnie w celu prowadzenia świętej krucjaty, mnie nie zobowiązują. Mnie to naprawdę nie obchodzi. 

Komentarze