Krajobraz po bombie, czyli jak kryptowaluty wpłynęły na rynek kart graficznych

Strona główna Aktualności

O autorze

Zeszłoroczny szał na kopanie kryptowalut zatrząsł rynkiem kart graficznych jak chyba nigdy wcześniej. Wzrost wartości bitcoina i pochodnych spowodował wzmożone zapotrzebowanie na karty graficzne, które znacznie lepiej radziły sobie z wyliczaniem blockchaina niż procesory. Nagle, wszyscy, którzy mieli choć trochę pojęcia na tematy związane z wirtualnymi walutami zapragnęli w łatwy i szybki sposób wzbogacić się. Efekt był łatwy do przewidzenia. Ceny kart graficznych poszybowały w górę, do kwot niemal absurdalnych a dostępność poszczególnych modeli daleka była od normalności. Taki stan rzeczy trwał ponad rok. W tym czasie kupno nowego komputera czy samej karty graficznej było ekstremalną jazdą bez trzymanki.

Co prawda szał na wydobywanie kryptowalut nieco osłabł, to nadal ma ogromny wpływ na rynek zarówno finansowy, jak i podzespołów komputerowych. Na dostępność już obecnych kart, ich ceny, jak i na karty oparte o nowe układy graficzne, których premiera jest przepowiadana, jednak jej termin jest wciąż odkładany. Dlaczego?

Tak się złożyło, że w okresie największego zapotrzebowania obaj producenci najpopularniejszych układów graficznych starali się zwiększyć swoje moce produkcyjne, aby sprostać rozpędzonym zamówieniom od partnerów. Zarówno NVIDIA, jak i AMD radziły sobie z tym problemem różnie. Wydaje się jednak, że to „zieloni” wyszli z tej sytuacji obronną ręką. Zdecydowanie częściej to popularne GeForcy można było dostać w sklepie, choć w bardzo ograniczonej liczbie. Spowodowało to na tyle duże zaburzenia na rynku, że w którymś momencie praktycznie stanęła sprzedaż komputerów. Cóż, nic dziwnego. Najbardziej poszukiwanych kart brak, a jak już się pojawił, któryś z modeli, to jego cena była o kilkanaście procent wyższa, niż można się było tego spodziewać. Ot, prawa rynku, ten kto miał towar w magazynie, mógł dyktować warunki i cenę.

No właśnie, ceny popularnych kart na chipsetach GTX 1070 i GTX 1080 poszybowały ostro w górę. Okazało się, że karty te radzą sobie równie dobrze przy kopaniu kryptowalut, jak konkurencyjne Radeony, których praktycznie nigdzie nie było, a jak już się pojawiły, to kosztowały grubo ponad 4000 złotych. Wyższe ceny topowych modeli GeForce spowodowały zwiększone zainteresowanie kartami z segmentu średniego, które kupowano na przeczekanie. Oczywiście i tu sytuacja się nieco skomplikowała, bo zwiększony popyt spowodował… wzrost cen kart na układach GTX 1060 i GTX 1050Ti, nie omijając nawet podstawowych konstrukcji GeForce GTX 1050.

Ceny szalały, rynek sprzedaży komputerów wstrzymał oddech, a kart graficznych było tyle, co na lekarstwo. I żeby była jasność, zawirowania te nie miały miejsca tylko w Polsce, ale na całym globie. A najbardziej kryzys z tym związany odczuły najbardziej chłonne rynki, czyli USA, zachodnia Europa, Rosja, a nawet Chiny.

Na dodatek w tym samym czasie nałożyły się problemy z dostępnością kości pamięci do kart graficznych. Zwiększone zapotrzebowanie z rynku mobilnego i eksplozja potrzeb wydajnych kart graficznych z pamięcią od 8 GB wzwyż spowodowały, że producenci pamięci DRAM tacy jak Samsung, Micron czy Hynix nie byli w stanie regularnie dostarczać odpowiednich ilości układów. Choć ich fabryki pracowały pełną parą. Doszło do sytuacji, w której firmy współpracujące producentami układów graficznych (ASUS, Gigabyte, MSI czy Zotac) borykały się nie z jednym, ale już z dwoma poważnymi problemami. Z jednej strony ograniczony dostęp do GPU, z drugiej, ograniczone dostawy pamięci. Nic dziwnego, że ilości dostarczanych finalnych produktów na rynek były mocno ograniczone. A ostateczne ceny w sklepach szalały.

Wydaje się jednak, że od przełomu maja-czerwca sytuacja pomału wraca do normalności. Zmiany idą od zachodu, jednak do naszego kraju też już dotarły. Widać to choćby po dużych sklepach internetowych. W takim Komputroniku można właściwie „od ręki” kupić kilka kart graficznych w naprawdę dobrych cenach na dzisiaj. I tak, jeśli chodzi o GTX 1080, to najciekawszą opcją jest Gigabyte GeForce GTX 1080 Windforce OC 8GB, gdzie w cenie 2399 złotych dodatkowo otrzymamy klawiaturę mechaniczną Gigabyte XK700 za 1 zł. W niższej cenie możemy też kupić ASUSA GeForce GTX 1070Ti Cerberus 8GB, wycenionego na 2099 złotych. Poprawiona dostępność i atrakcyjniejsza cena nie ominęła też kart ze średniej półki. Tu w oko wpada karta MSI GeForce GTX 1060 3GB OC w cenie 1019 złotych. Oczywiście to tylko wycinek, tego, czego można się spodziewać i wydaje się, że sytuacja się unormowała a dostępność kart i ich ceny wracają do zbliżonych wartości sprzed wzrostu zainteresowania kopaniem kryptowalut. Tu jednak bardzo ważna uwaga, patrząc na tendencje rosnących kursów walut, może się okazać, że tak atrakcyjne ceny będą tylko chwilowe i ponownie będziemy mieli do czynienia ze wzrostem cen w całym segmencie komponentów komputerowych.

A co z nowymi układami, które mają zastąpić już niemal dwuletnie Pascale? Cóż, to temat chyba na osobny artykuł. Jedno jest pewne, wskutek zawirowań z kryptowalutami i dzięki pazernym kopaczom, zbyt szybko nowych produktów nie zobaczymy. Choć krążą plotki o pierwszych pokazach gotowych kart na zbliżającym się Gamescomie, nie brałbym jednak tego jako wyznacznik. Mamy za sobą już kilka dużych imprez w tym roku, które były zdecydowanie lepszym miejscem na premierę, gdzie NVIDIA mogła ogłosić sukcesora architektury Pascall. Jak widać, nic takiego jednak nie nastąpiło. Trzeba jeszcze pamiętać o tym, że od prezentacji nowej architektury do finalnego produktu może też minąć sporo czasu. A Wy co sądzicie, jest szansa na nowe karty jeszcze w tym roku? Swoje zdanie wyraźcie w ankiecie.

Przydatne linki:

© dobreprogramy