Audio Video Show 2019. Dużo wrażeń w jednym miejscu

Dla miłośników dobrego dźwięku to jedna z niewielu okazji, żeby w jednym miejscu posłuchać najróżniejszego sprzętu – słuchawek, kolumn, wzmacniaczy itd. Dla entuzjastów kina domowego to szansa by zobaczyć na własne oczy jak świecą najnowsze telewizory, topowe rzutniki, jak sprawują się ekrany projekcyjne. Grzechem byłoby nie skorzystać ;)

Audio Video Show to fenomen. Podczas gdy imprezy targowe generalnie umierają, warszawskie Audio Video Show rośnie w siłę. To obecnie drugie, pod względem wielkości, tego typu targi w Europie. W tym roku powierzchnie wystawiennicze rozeszły się ponoć w rekordowym czasie, a przecież impreza odbywa się na olbrzymiej przestrzeni, w aż trzech obiektach: na Stadionie Narodowym oraz w hotelach Radisson Blu Sobieski i Golden Tulip.

Niestety, jako nieuleczalny kinomaniak, muszę z żalem stwierdzić, że Audio Video Show znów powraca do audio. Znów, bowiem od tego ta impreza się zaczęła, wiele lat temu (to już 23. edycja).

Już w tamtym roku zabrakło Samsunga, w tym roku nie ma LG, ale co gorsza nie ma Epsona, którego projektory bardzo cenię za świetną relację jakości do ceny. To duża strata, bo wbrew pozorom nie wszystko obejrzymy w elektromarketach (np. 2 lata temu Samsung pokazywał telewizory The Frame, których próżno było szukać gdzie indziej). Na osłodę jest za to więcej wystawców audio, prezentujących sprzęt w cenach od 100 zł do... 2 mln ;)

Na szczęście nadal są JVC, Sony, Panasonic, Philips, TCL. Można było więc zobaczyć w akcji np. Panasonica GZ2000, topowego OLEDa o fenomenalnej jasności i typowych dla OLEDów, przepięknych kolorach; a także topowego Philipsa OLED+ 984 z podświetlaniem Ambilight 4, albo TCL X10, pierwszy na świecie telewizor LCD wyposażony w podświetlenie wykorzystujące diody mini LED (768 stref wygaszania, 1500 nitów!).

Szczególne wrażenie zrobił na mnie wspomniany Philips. Czterostronne podświetlenie naprawdę robi robotę! Telewizor na stojaku z soundbarem B&W, na tle jasnej ściany, wygląda świetnie. Może nie jest to jeszcze tak wyszukane wzornictwo, jak przy produktach Bang&Olufsen, czy Loewe (które nawiasem mówiąc kilka miesięcy temu zaliczyło upadek i też go w tym roku zabrakło), ale wiele nie brakuje. Gdy jest włączony - miazga!

Sporym rozczarowaniem okazał się za to TCL X10. Tak się akurat szczęśliwie dla mnie (a nieszczęśliwie dla producenta) złożyło, że odtwarzany był na nim mój ulubiony koncert Hans Zimmer: Live in Prague, który obejrzałem już z milion razy. Od razu zauważyłem więc, że coś jest nie tak - przede wszystkim widoczne były bardzo duże szumy, których kompletnie nie widać na moim OLEDowym Sony A1, ani na projektorze JVC RS540...

Faktem jest, że materiał źródłowy puszczany był ze zwykłej płyty blu-ray Full HD (a nie 4K), do tego sam materiał jest wymagający dla ekranu (bardzo dużo ciemnych scen przeplatanych z mocno rozświetlonymi), niemniej jednak nie powinno to aż tak razić. Do tego dochodziły nieco nienaturalne kolory, które są częstą cechą telewizorów LCD. W przypadku TCL X10 spodziewałem się, że będzie jednak inaczej. Na pociechę - wygaszenia faktycznie są głębokie i precyzyjne, telewizor jest w stanie zejść do zera na bardzo niewielkim obszarze, podczas gdy w innym miejscu biją jasnością.

Całościowo wyglądało to jednak rozczarowująco... Ponoć egzemplarz wystawowy był przedprodukcyjny i ustawiony w trybie dynamicznym - jest więc szansa, że ostateczny rezultat będzie wyraźnie lepszy...

Największym dla mnie zaskoczeniem okazał się jednak projektor JVC DLA-RS3000 (e-shift 8K!) I to pomimo tego, że był on już prezentowany na AVS 2018. Gdy wszedłem do sali prezentacyjnej dosłownie zaniemówiłem, a nie zdarza mi się to często. Ten projektor świecił jeszcze o klasę lepiej niż to zapamiętałem sprzed roku! Akurat leciał film Bohemian Rapsody, scena w której Freddy Mercury występuje na Wembley i śpiewa Radio Ga Ga. Obraz był tak szczegółowy, że można było dosłownie policzyć włosy na głowie wokalisty, a całość wrażeń - dzięki perfekcji obrazu i dźwięku - tak sugestywna, że na koniec, gdy wszyscy na stadionie biją brawo, miałem ochotę klaskać razem z nimi. Czułem się dosłownie jakbym tam był!

Krótka rozmowa z przedstawicielem firmy uspokoiła mnie, że to nie omamy - już zacząłem bowiem obawiać się, że jak tak dalej pójdzie to dołączę do kultu wyznawców magicznych podstawek pod kable poprawiających dźwięk, a później zostają już tylko cudowne magnetyzery oszczędzające paliwo ;) Otóż okazało się, że w międzyczasie JVC wydało do tego projektora nowy firmware, który wyciąga z niego jeszcze więcej. Ot i zagadka wyjaśniona. Z pamięcią jeszcze nie jest u mnie tak źle :)

Miłym akcentem jest rozwój polskich firm audio. Nie tylko stricte audiofilskich, ale także tych dla zwyklejszego zjadacza chleba. I tak przykładowo Melodika zaprezentowała prototyp nowych kolumn Satisfaction. Całkowicie nowe wzornictwo - znacznie nowocześniejsze, dwie rury bass reflex od frontu - zamiast jednej, tak jak w serii BL30/BL40 MKIII, ale ta sama pojemność skrzynek i analogiczny układ membran. Grało to bardzo przyjemnie, a jak na kolumny, które mają kosztować około 3,5 tys. zł wręcz rewelacyjnie. Na ile lepiej od BL40, w warunkach targowych trudno powiedzieć, ale mi się podobało.

Sporym zainteresowaniem cieszyły się także ekspozycje firm Tonsil i Pylon. Na pierwszej z nich oczywiście największe wzięcie miały nowe Altusy 380 - siła legendy i nostalgii jest olbrzymia. Drugi raz próbowałem się do nich przekonać, ale nie mogę... Grają znacznie lepiej niż stare Altusy. Jednakże wykonanie tych kolumn - począwszy od papierowych membran z piankowym zawieszeniem (przy średniotonowej), poprzez hmm... dyskusyjną stylistykę, kompletnie mnie nie przekonują. Najbardziej nie przekonuje mnie jednak cena 7 tys. zł za komplet. Przede wszystkim jednak krwawią mi oczy jak na nie patrzę (choć i tak były w najbardziej stonowanej wersji czarno-białej - a mogą być też żółte i czerwone)

Jakbym miał wybierać to już znacznie bardziej do mnie przemawia do bólu ascetyczna stylistyka kolumn Pylona. Może nawet już nie taka całkiem ascetyczna w przypadku np. prezentowanego do odsłuchów najnowszego, flagowego modelu Jasper 25. Fikuśnie przyciętego, z ładnym detalem (podstawą). Niestety cena 20 tys. za parę jest kompletnie odjechana, nawet biorąc pod uwagę, że naprawdę pięknie grają. Na szczęście ten producent ma też znacznie tańsze kolumny i również udane dźwiękowo i wizualnie.

To wszystko oczywiście tylko przykłady. Nie sposób tu wymienić wszystkiego, zresztą nie jestem audiofilem i nie zamierzam silić się żeby to wszystko oddać. Różnego rodzaju sprzętu można tu odsłuchać setki i najlepiej zrobić to osobiście żeby wyrobić sobie własne zdanie. Są zestawy, które grają zjawiskowo i choć kosztują mnóstwo pieniędzy miło jest móc ich posłuchać. Tak jak np. kolumn Radialstrahler MBL 101 X-treme, czy Zeta Zero Orbital360. Z drugiej strony są też zestawy wycenione na absurdalne pieniądze, które grają niewspółmiernie zwyczajnie do tej wysokiej ceny...

Audio Video Show to w końcu także okazja aby spotkać w jednym miejscu cały przekrój entuzjastów. Często pogadać, wymienić cenne spostrzeżenia i doświadczenia.

Od młodych zapaleńców, którzy dopiero zaczynają przygodę z audio. Przez klasycznych entuzjastów, którzy po prostu szukają fajnego sprzętu dla siebie - słuchawek, kolumn, wzmacniacza. Tak jak facet w krawacie w saksofony, którego spotkałem dziś w hotelu Sobieski (pozdrawiam!). Przez internetowych ekspertów - czasami sensownych, a niekiedy starszych panów z brzuszkiem, w koszulach w kratę, którzy chcą wszystkiego posłuchać, ale na nic ich i tak nie stać, więc wszystko krytykują. Po wysublimowanych audiofili, w drogich ciuchach, którzy szukają idealnego sprzętu do upajania się jazzem przy pełni księżyca, sącząc kieliszek wina z ledwie pełnoletnią/ubraną (niepotrzebne skreślić) utrzymanką ;)

Dla mnie Audio Video Show to tradycyjnie także okazja żeby nabyć kilka płyt – giełda płytowa jest tu przeogromna. Można kupić płyty CD i winylowe – nie tylko używane (np. rzadkie wydania japońskie), ale także nowe, niszowych wydawnictw takich jak Requiem Records, które nawiasem mówiąc gorąco polecam.

Łukasz, właściciel Requiem Records, to człowiek pełen pasji, który wspaniale opowiada o muzyce i swoich niszowych projektach - takich jak np. kameralne koncerty Zawieje, organizowane dla zaledwie 21 osób :) Do domu wracam więc z limitowaną do 99 sztuk specjalną wersją najnowszego albumu War On Love Patti Yang z jej autografem, plus jeszcze kilkoma innymi (żono - nie czytaj ;) 

Reasumując, warto więc zawitać na Audio Video Show, dla audiofili jest to wręcz impreza obowiązkowa. Targi odbywają się w Warszawie i potrwają do niedzieli. Bilet jednodniowy kosztuje 40 zł, trzydniowy 60 zł, a młodzież do 16 roku życia ma wstęp bezpłatny. 

Na deser, jeszcze kilka fotek z tegorocznego Audio Video Show: