Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Jollaphone — pierwsze wrażenia po 24 godzinach

Od wczoraj w moich rękach jest smartfon Jolli :) Nie jest to jeszcze ten "mój" egzemplarz, zamówiony w przedsprzedaży, ale jednostka udostępniona mi do testów, przywieziona prosto z Finlandii przez Thomasa B. Rückera (tbr23 ) — jedną z osób zaangażowanych w tworzenie systemu Sailfish OS. Ogromnie się cieszę, że udało się zdobyć smartfona trochę wcześniej, bo jest to obecnie towar ściśle reglamentowany, dosłownie na wagę złota ;) Pierwsza partia 450 sztuk została rozdrapana podczas oficjalnej inauguracji sprzedaży, kolejnych, zamawianych w przedsprzedaży jeszcze nie ma, podobnie jak egzemplarzy na potrzeby testów w mediach (nawet taki gigant jak TechCrunch dostał słuchawkę na raptem kilka godzin). Co prawda ptaszki mi ćwierkały, że kilka osób w Jolli zna i ceni mój blog, niemniej jednak gdzie Rzym, a gdzie Krym. Sztuka ta z całą pewnością by się nie udała gdyby nie zaangażowanie nieocenionego Filipa Kłębczyka (fk_lx ) z PLUGu. Filip, wielkie podziękowania!!!

Przejdźmy jednak do sedna. Jaki jest ten smartfon? Przede wszystkim na żywo trochę zaskakuje formą. Jest kanciasty, na pierwszy rzut oka może wydawać się wręcz odrobinę surowy, niemniej jednak te proste formy mają w sobie coś intrygującego. To zasługa przede wszystkim "drugiej połówki", która w połączeniu z zasadniczą obudową telefonu nadaje bryle smukły, atrakcyjny kształt. Całość jest przy tym bardzo estetyczna. Nie ma tu dyskusyjnej, chromowanej ornamentyki znanej z niektórych koreańskich produktów, nie ma błyszczących, śliskich plastików. Tworzywo z którego wykonano obudowę jest bardzo zbliżone do tego w Nokii N9 — matowe, nie "palcujące się", przyjemne w dotyku i dające poczucie bezpiecznego chwytu. Gdy przyjrzeć się bliżej odkryjemy różne detale — zaokrąglone krawędzie obudowy, ładnie wkomponowany obiektyw aparatu, matowe przyciski włącznika i głośności. Branding jest subtelny, niewielkie logo na krawędzi obudowy oraz swego rodzaju znak wodny na drugiej połówce. Słowem skandynawska szkoła designu. Przysłowiową wisienką na torcie testowanego egzemplarza jest limitowana druga połówka w czerwono-pomarańczowym kolorze, która na tle standardowej białej wygląda po prostu obłędnie ;)

Smartfon Jolli jest przy tym bardzo dobrze zmontowany — spasowanie poszczególnych elementów obudowy jest idealne, nic nie trzeszczy, nie odstaje. Na tle Nokii N9 (z ekranem 3,9") rozmiar wydawał mi się z początku trochę duży, ale bardzo szybko można się do niego przyzwyczaić. Zresztą na tle obecnych smartfonów 4,5" to standard. Subiektywnie telefon wydaje się natomiast bardzo lekki, choć waży więcej niż endziewiątka (141 g vs. 135 g).

r   e   k   l   a   m   a

Po ogłoszeniu specyfikacji, wiele osób wyrażało obawy odnośnie ekranu. Smartfon Jolli ma bowiem ekran LCD IPS, a nie AMOLED tak jak chociażby Nokia N9. Osobiście aż tak się tego nie obawiałem — wszystko ma bowiem plusy i minusy, a matryce typu IPS można przecież także znaleźć w wielu topowych smartfonach. Moje przeczucia sprawdziły się — ustawiając obok siebie endziewiątkę i Jollę można zaznać bez mała szoku. W endziewiątce biel, która wydawała mi się dotąd przyjemnie ciepła, nagle "zrobiła się" po prostu żółta, krawędzie czcionek na stronach nie są tak wygładzone, a cały ekran jest wyraźnie ciemniejszy niż smartfonie Jolli. W niej biały kolor i maksymalna jasność wręcz biją po oczach, nie ma żadnych smug na jednolitych powierzchniach, a kolory są wierniej odwzorowane. Niestety nie ma nic za darmo — przy takiej konstrukcji ekranu i dużym podświetleniu czerń nie jest idealnie czarna, a w trybie uśpienia nie są wyświetlane godzina i powiadomienia, czyli brakuje jednej z moich ulubionych funkcjonalności. Nie pogniewałbym się też na odrobinę cieplejszą temperaturę barw (to jednak, jak sądzę, będzie można zmienić programowo), ale to zarzut bardzo subiektywny i dotyczy wielu nowych urządzeń (np. nowego iPada Air z Retiną). Ogólnie, ekran zaliczam na plus, na pewno można znaleźć i lepsze, ale też i znacznie gorsze konstrukcje — biorąc pod uwagę cenę smartfona uważam, że jest bardzo dobrze.

A co z systemem? Moje oczekiwania pod kątem Sailfisha były wielkie, szczególnie w zakresie wygody obsługi — w końcu, bądź co bądź, jest to jednak swego rodzaju kontynuacja MeeGo Harmattana, u podwalin której leży analogiczna filozofia obsługi oparta na przesuwaniu. Tymczasem w pierwszej chwili... momentami nie mogłem się połapać. Tu wychodzą 2 lata przyzwyczajeń z MeeGo, które mogę obsługiwać jedną ręką prawie bez patrzenia na ekran ;) Po pół godzinie nawyki zaczęły jednak mijać i w kolejnych Sailfish zaczął systematycznie zyskiwać moją sympatię. I choć jeszcze w pełni się nie przestawiłem, już teraz mogę powiedzieć — system jest genialny! Przede wszystkim wspaniałą, bez cienia przesady, zmianą jaką wprowadziła Jolla jest inna oś obsługi. Zamiast przesuwania prawo-lewo, większość nawigacji opiera się na góra-dół. Na pierwszy rzut oka wydawać się to może bez znaczenia, ale w praktyce wygoda takiego rozwiązania (szczególnie przy większej słuchawce) jest nieporównywalna. Również wybieranie różnych opcji zwykle wymaga pociągnięcia ekranu w dół i zatrzymaniu na tej, którą chcemy wybrać — mniej jest odrywania palców, większa stabilność. Z drugiej jednak strony nie można już "minimalizować" aplikacji odsunięciem ich do góry (pozostaje ruch w lewo lub w prawo), przez co początkowo co chwilę uruchamiałem ekran powiadomień, który właśnie tą drogą jest dostępny (jak mówił Thomas jest to ponoć standardowy odruch endziewiątkowców ;)

Warto dodać, że wszystkie animacje są bardzo płynne, nie zaobserwowałem żadnych "przyhaczeń" jak to czasami zdarza się nawet w topowych smartfonach z Androidem. Ogólnie szybkość pracy, choć po specyfikacji nie jest to takie oczywiste, to kolejny duży plus smartfona i systemu. Trudno opisywać w tym miejscu wszystkie wrażenia — szerszy opis znajdziecie niebawem w recenzji, w każdym bądź razie poza kilkoma detalami, system jest dużym krokiem do przodu.

Na koniec kilka słów o możliwości uruchamiania aplikacji napisanych dla Androida. Jak już pisałem wcześniej, aplikacje te instaluje się poprzez sklep Yandex.Store (można też skonfigurować inne, ale jeszcze nie zdążyłem tego zrobić). Wszystko to funkcjonuje dokładnie tak jak byśmy instalowali aplikacje z natywnego sklepu. Pyk, pyk i jest ikonka na pulpicie. I co najważniejsze to faktycznie działa! Z punktu widzenia użytkownika z pierwszej chwili nawet nie za bardzo widać, że jest to aplikacja androidowa — jedyne różnice to ikona odstająca od estetyki systemu oraz pasek z klawiszami wirtualnymi w samej aplikacji. Na razie zdążyłem przetestować kilka przeglądarek (Firefox, Dolphin, Opera Mobile, Opera Mini), gier (Angry Birds, Fruit Ninja, Cut the Rope, Drag Racing) i innych aplikacji (Evernote, Skype, Kingsoft Office) — i poza Operą Mobile (która wysypuje się) oraz brakiem połączeń wideo w Skype wszystkie te pozycje działają bez najmniejszego zarzutu. Oczywiście nie ma co popadać w hurraoptymizm — na większej próbce proporcje mogą być będą mniej korzystne (z tego co wiem to jest np. problem z Foursquare ponieważ korzysta z serwisów Google'a), a i tak jest dużo lepiej niż się spodziewałem, poza tym nie zapominajmy, że będą też aplikacje natywne napisane dla Sailfisha bądź przeportowane z MeeGo (trzymając się przykładu Foursqaure: na MeeGo, oprócz oficjalnego klienta, było z 4 czy 5 nieoficjalnych aplikacji do obsługi tego serwisu). Krótko mówiąc, zapowiada że będzie to as w rękawie Jolli!

To tyle pokrótce, więcej dowiecie się z recenzji, która pojawi się niebawem w portalowym dziale Lab. Jeżeli macie jakieś pytania zapraszam do zadawania ich w komentarzach, postaram się na nie odpowiadać na bieżąco lub uwzględnić w recenzji. 

urządzenia mobilne

Komentarze