Nagłośnienie w kinie domowym. Co i jak – uchem entuzjasty, a nie audiofila

Dolby Digital, Dolby TrueHD, Dolby Atmos, DTS, DTS HD, DTS: X, THX Select, THX Ultra, 2.1, 3.1, 5.1, 7.1, 7.2, 9.1, 5.1.2, 5.1.4, 5.2.4, 7.2.4, 7.2.6... Można pogubić się w tych wszystkich standardach i oznaczeniach dźwięku przestrzennego w kinie domowym. Jedno jest pewne – żeby zbudować system spełniający najnowocześniejsze z nich trzeba wyłożyć ciężarówkę pieniędzy. Najlepiej od razu urodzić się arabskim szejkiem albo rosyjskim oligarchą.

W tej sytuacji wielu miłośników kina domowego kończy najczęściej z jakimś (tfu!) soundbarem, ewentualnie marketowym zestawem plastikowych głośniczków 5.1, a w najlepszym razie amplitunerem z kolumnami stereo. W sumie nie wiem co gorsze... A, wiem! Głośniczki w telewizorze ;)

Żarty na bok. Problem jest złożony i niedoceniany, a przecież dobre nagłośnienie odpowiada za znaczną część wrażeń podczas projekcji filmów, czy koncertów. Wystarczy przejść się na jakiś hitowy film do pierwszego z brzegu multipleksu żeby się o tym przekonać.

Tymczasem da się zbudować sensowny system audio w domu za relatywnie niewielkie pieniądze. Niewielkie, przynajmniej względem tego co polecają na audiofilskich forach. Może być on nawet dość uniwersalny i pozwalać cieszyć się także z dobrej jakości muzyki stereo, co przy audio skrojonym pod kino domowe nie jest wcale takie oczywiste.

Sam byłem lamerem...

Żeby nie było - sam byłem dźwiękowym lamerem. Moja przygoda z (pseudo) kinem domowym rozpoczęła się gdzieś pod koniec 2000 roku. To właśnie wtedy zawitał do mnie zestaw komputerowych głośników o dumnie brzmiącej nazwie Creative Cambridge SoundWorks Desktop Theater 5.1.

Filmy (oczywiście początkowo ripy korzystające z kodeka DivX) odtwarzane były z komputera, na 17-calowym monitorze CTX 1785XE. Przy pomocy nowatorskiej (wówczas) karty ATI All-in-Wonder Pro i podłączonego do niej stereofonicznego magnetowidu Sony, puszczałem na monitorze nawet filmy z kaset VHS. Tak było taniej, a nie było mnie stać na telewizor. Niedługo później zestaw został uzupełniony o odtwarzacz DVD Sony, a wraz z nim o pierwsze filmy DVD z dźwiękiem 5.1!

To była porażka... :) Głośniczki nie były nawet aż takie tragiczne, ale umeblowanie pokoju nie pozwalało na ich sensowne rozstawienie w celu uzyskania efektu przestrzennego. Tylne (w założeniu) satelity stały z przodu, po bokach. W efekcie wszystko psuły. Szybko zamieniłem je na zestaw SoundWorks Digital 2.1. Dźwięku przestrzennego nie było wcale, za to ten zestaw miał aż trzy wejścia liniowe, w tym jedno cyfrowe.

4 lata później, w kolejnym mieszkaniu, byłem już mądrzejszy. Przynajmniej tak mi się wydawało ;) Przed ułożeniem paneli i listew przypodłogowych rozprowadziłem okablowanie do wszystkich głośników, włącznie z tylnymi satelitami. Ostatecznie znów nie było tak jak trzeba, bo kanapa stała przy samej ścianie, więc satelity grałyby nad głową albo tuż koło uszu. Znów więc wylądowałem z zestawem stereo...

Cały czas bagatelizowałem przy tym kwestię głośnika centralnego. Jak to jednak mówią - do trzech razy sztuka. Tym razem już naprawdę byłem mądrzejszy.

Standardy i co z nich wynika

Bez odrobiny teorii się nie obejdzie. O co chodzi z tym 2.1, 3.1, 5.1, 7.1, 7.2, 9.1, 5.1.2, 5.1.4, 5.2.4, 7.2.4, 7.2.6... itd.? Pierwsza cyfra oznacza liczbę głośników (frontowych i satelitarnych), druga liczbę subwooferów, trzecia liczbę głośników sufitowych. Klasyczny zestaw stereo to zatem 2.0, wzbogacony o subwoofer - 2.1, o głośnik centralny - 3.1, o centralny i dwa głośniki tylne efektowe - 5.1, o centralny i cztery satelity (boczne i tylne) - 7.1, dodatkowo o cztery głośniki sufitowe - 7.1.4 itd.

Czy to oznacza, że trzeba mieć kilkanaście głośników i dwa subwoofery żeby poczuć magię kina? Nie :) To czysty biznes. Serio, serio.

Z drugiej strony, klasyczny zestaw stereo tej magii również nie zapewni. Dlaczego? Bo w kinie domowym ważne są jeszcze dwa głośniki - centralny oraz subwoofer. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w kinie te głośniki są najważniejsze!

Głośnik centralny pełni kluczową rolę ponieważ odpowiada za dialogi oraz inne dźwięki dobierające ze środka kadru. Czy w zasadzie większość. Z kolei przy zestawie stereo, dźwięk siłą rzeczy dobiega nieco spoza ekranu. Jest to szczególnie odczuwalne przy oglądaniu filmów na dużych ekranach (np. z projektorów), ale także przy telewizorach - gdy nie siedzimy centralnie przed nimi, ale trochę z boku. Wówczas dialogi są słyszalne z najbliższego głośnika, a nie z ust postaci widocznych na ekranie. To bardzo irytujące.

Ważne jest przy tym, aby głośnik centralny był tej samej klasy, co oba głośniki frontowe. Najlepiej aby był tego samego producenta i pochodził z tej samej rodziny modelowej - wówczas wszystkie trzy będą tworzyć uzupełniającą się całość. Powinien reprodukować szeroki zakres tonalny.

No i subwoofer. Bez niego nie ma efektów, nie ma wybuchów, nie ma prawdziwego kina. No chyba, że oglądacie tylko filmy przyrodnicze o życiu owadów. Microcosmos, albo coś w tym stylu. Wówczas można obyć się bez. Na rynku są co prawda kolumny półaktywne z wbudowanymi "subwooferami", ale nie ma ich wiele. Poza tym zwykle nie dadzą też przeszywającego wnętrzności uderzenia, takiego jakie da porządny sub.

Reasumując, głośnik centralny i subwoofer to podstawy audio do kina, dopiero do tego kolumny frontowe, które odpowiadają za poszerzenie sceny i oddanie dźwięków spoza kadru. Czyli zestaw 3.1. To punkt wyjścia.

Na takiej zasadzie działają właśnie soundbary z subwooferami. Problem z nimi jest jednak taki, że ze względu na niewielkie rozmiary oferują ograniczone (wycinkowe) pasmo przenoszenia. Mówiąc po ludzku, emitują głównie tony wysokie i niskie, kiepsko więc reprodukują coś poza dialogami i wybuchami, a przecież filmy to często także przepiękna muzyka. Soundbary mają ponadto problemy z reprodukcją szerszej sceny. Przy pomocy DSP można oczywiście ją zasymulować, ale zawsze efekt będzie sztuczny.

W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że są na rynku soundbary, które przyprawiają o opad szczęki, takie jak np. Creative X-Fi Sonic Carrier, który jest bezapelacyjnie najlepszym soundbarem jaki słyszałem w życiu. Jednakże jego cena na poziomie około 15 tysięcy złotych jest absurdalna. Jeżeli chodzi o rozwiązania zintegrowane, znacznie łatwiej o te dedykowane do słuchania muzyki (np. rewelacyjny Naim Mu-so 2, czy Bowers & Wilkins Zeppelin). W kinie domowym jednak się nie sprawdzą.

5.1/7.1/9.1/Atmos - czy warto?

Oczywiście, że tak. Niemniej jednak najpierw porządna podstawa - czyli głośnik centralny, głośniki frontowe oraz subwoofer. Dopiero potem reszta.

Dlaczego? Ponieważ przytłaczająca większość dialogów i efektów w filmach i tak dobiega z centrum. W drugiej kolejności są efekty przestrzenne, ale uzyskiwane przy pomocy głośników frontowych (np. samochód przejeżdżający od lewej do prawej strony kadru). Nawet w filmach/serialach ze ścieżką dźwiękową 5.1 może się zdarzyć, że efektów z tyłu nie ma wcale (tak jest np. w serialu Archer), albo są one sporadyczne.

Szkoda więc wydawać pieniądze na głośniki, które nie są w pełni wykorzystywane. Szczególnie jeżeli nie macie przygotowanego pomieszczenia (np. pociągniętego okablowania).

Z drugiej strony, jeżeli są warunki (techniczne i finansowe) to oczywiście warto. Nie tylko dla efektownych filmów, ale także dla koncertów, dzięki którym można poczuć się niczym na widowni (oklaski z tyłu!). Przy czym znów - więcej nie oznacza wcale lepiej. Zamiast kupić kiepski zestaw 7.1, kupcie dobry zestaw 5.1. Różnica pomiędzy dwoma, a czterema głośnikami efektowymi jest oczywiście słyszalna, ale już 5.1 "robi robotę". I piszę to jako użytkownik zestawu 7.2.

Analogicznie jest z Dolby Atmos i DTS: X. W teorii, korzyści z dźwięku odtwarzanego w trzech wymiarach olbrzymie. Za przykład jest często podawany przelatujący "nad głową" samolot. W systemie 5.1/5.2/7.1/7.2 dźwięk będzie słyszalny najpierw z przodu, a później z tyłu i tylko nieco od góry. Wykorzystując głośniki sufitowe (lub też emitujące dźwięk w kierunku sufitu - w celu jego odbicia do słuchacza) można wiernie oddać efekt takiego przelatującego nad nami samolotu. Umówmy się jednak - takich filmów nie ma na razie zbyt wiele...

Reasumując, jeżeli macie już dobry zestaw 5.1/5.2/7.1/7.2, stać Was i macie możliwości techniczne to oczywiście super. Sam, gdy fundusze pozwolą, noszę się z zamiarem rozbudowy w przyszłości swojego systemu o głośniki do zabudowy sufitowej (sufit podwieszany, kable pociągnięte), ale nie dajcie się omamić. Najpierw dobra podstawa, później reszta.

Co kupić, czyli temat-rzeka :)

Ponieważ tematyką audio-video zajmuję się od lat, takie pytania trafiają do mnie systematycznie. Po prawdzie, był to częściowo przyczynek do powstania tego wpisu ;) 

Wszystko jest oczywiście zależne od budżetu, możliwości technicznych i potrzeb. Niemniej jednak można wskazać kilka uniwersalnych zasad:

  • głośniki odpowiadają za ~80% jakości dźwięku, amplituner za ~20%
  • lepiej kupić mniej dobrych głośników (3.1, 5.1) niż więcej kiepskich (7.1, 9.1, Atmos)
  • opinie w internecie są mylące, najlepiej samemu dokonać odsłuchu
  • warto zadbać o dobre rozstawienie głośników oraz akustykę pomieszczenia

Marek kolumn głośnikowych dostępnych na polskim rynku są setki. B&W, Canton, Dali, Definitive, Dynaudio, Focal, Indiana Line, Jamo, JBL, KEF, Klipsch, Melodika, Mission, Monitor Audio, Paradigm, Polk Audio, Pylon, Quadral, SVS, Taga, Tannoy, Triangle, Tonsil... To tylko pierwsze z brzegu. Są kolumny klasyczne i głośniki aktywne - BOSE, Denon HEOS, Sonos... Nietrudno się w tym wszystkim pogubić, szczególnie że wyższa cena nie zawsze odpowiada wyższej jakości dźwięku.

Przez lata odsłuchałem mnóstwo zestawów głośnikowych. W domach, elektromarketach, salonach audio i na targach (np. Audio Video Show w Warszawie, które notabene gorąco polecam). Drogie kolumny, także te wyceniane po kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy złotych, nierzadko korzystają z niewspółmiernie pospolitych względem ceny przetworników/membran. Całościowo brzmią wspaniale, ale są cholernie drogie. Z kolei kolumny tańsze, marek mniej cenionych na polskim rynku, często zaskakują jakością dźwięku, a przede wszystkim uniwersalnością. Wszystko to piszę oczywiście z pozycji entuzjasty, a nie audiofila.

I tak, osobiście posiadam obecnie kolumny amerykańskiej firmy Definitive Technology z serii 8600/8800, które ujęły mnie przepiękną przestrzenią dźwięku oraz "powerem", którego nie spodziewałbym się po takich (relatywnie filigranowych) kolumnach. Mimo wysokiej ceny, też nie są w pełni idealne, odrobinę brakuje im "średnicy".

Bardzo ciepło wspominam moje wcześniejsze kolumny firmy Melodika z serii BL30. Do dziś trudno mi uwierzyć, że głośniki w cenie (obecnie) zaledwie 1500 zł za komplet mogą tak pięknie grać. Zarówno w stereo, jak i w kinie domowym. Wspomagane przez subwoofer REL T5 dawały czadu. Nie żeby to był wybór idealny dla każdego, ale dowód, że wcale nie trzeba wydawać fortuny na głośniki.

Z amplitunerami kina domowego jest już klasycznie. Czyli zwykle im drożej tym lepiej. Podstawowe modele wielokanałowych amplitunerów znanych marek, takich jak Denon, Pioneer, czy Yamaha, kosztują poniżej półtora tysiąca, ale nie będą zachwycające. Nie chodzi tylko o dźwięk, ale i o zapas mocy - tak potrzebnej w kinie domowym żeby "napędzić" głośniki podczas bardziej efektownych scen.

Tu mały protip: moc podawana przez producentów to maksymalna wartość dla jednego kanału, zwykle przy bardzo wysokim poziomie zniekształceń. Inaczej mówiąc, często ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Dlatego warto porównywać też maksymalny pobór prądu urządzenia - daje on wyobrażenie jakie są jego całościowe możliwości.

Za nieco ponad dwa tysiące kupimy już amplituner, który świetnie zagra w kinie (np. Onkyo TX-NR686) i będzie naszpikowany wszelkimi nowinkami technicznymi, włącznie z Dolby Atmos i DTS: X. Podłączymy do niego co prawda "tylko" maksymalnie 7 głośników i 2 subwoofery, ale na początek to w zupełności wystarczy. Nawiasem mówiąc, Onkyo (i bliźniaczy Pioneer) to ogólnie sprzęt warty polecenia - świetnie grający w kinie i bardzo dobrze w stereo.

Właśnie, stereo. Przyjęło się uważać, że amplitunery kina domowego grają wyraźnie gorzej od wzmacniaczy stereo. Jest w tym sporo racji. Oczywiście można kupić amplituner audiofilskiej firmy, który zagra przepięknie także w stereo (np. Anthem, ARCAM, Cambridge Audio), ale ze sprzętami takich marek zwykle jest tak, że nie nadążają za obsługą najnowszych standardów, a do tego kosztują majątek. Jeżeli więc macie wysublimowany słuch, zależy Wam na jednym i drugim, w jednym pudełku, to jest to wyzwanie. Na pociechę pozostaje fakt, że ceny topowego sprzętu do kina domowego kończą się gdzieś w okolicach 30 tys. zł, podczas gdy hi-endowy sprzęt stereo potrafi kosztować po 100 tys. zł i więcej ;)

Pewnym kompromisem jest sprzęt Marantza, uznawany za bardziej muzykalny, co potwierdzam jako jeszcze niedawny użytkownik modelu SR6006. Jeszcze lepiej zastosować zewnętrzną końcówkę mocy, która poprawia brzmienie w stereo - sam korzystam obecnie z takiego rozwiązania, konkretnie z amplitunera Onkyo TX-RZ830 oraz końcówki NuPrime STA-9. Gra to fenomenalnie!

Nie dajcie się jednak zwariować :) Różnice w jakości generowanego dźwięku przez amplitunery za 2 i 5 tysięcy nie są aż tak olbrzymie, jak wynikałoby to z różnicy w cenie. Można wręcz rozważyć start z jakimś amplitunerem używanym.

Konkrety proszę, czyli od czego zacząć

Nie będzie konkretów :) Każdy ma inny budżet, priorytety, możliwości lokalowe. Jeden oczekuje aby przy efektach specjalnych szyby drżały w oknach, inny chciałby częściej kontemplować muzykę, a filmy ogląda okazjonalnie. Przy tym zdecydowana większość osób, która zgłasza się do mnie po radę w temacie audio/video chciałaby i kina, i muzyki. Co oczywiście wszystko komplikuje. Możliwych rozwiązań są setki, albo i tysiące...

Moja rada jest taka żeby zacząć jednak od głośników i to paradoksalnie głośników surround, nawet jeżeli nie zamierzacie ich kupować od razu (chyba, że nie zamierzacie ich kupować w ogóle ;). Dlaczego? Jeżeli sprzęt ma służyć przede wszystkim, albo również, podczas projekcji filmów to sprawa już trochę sama się upraszcza, bo nie wszyscy producenci oferują odpowiednie surroundy. Jak już pisałem wcześniej, dobrze aby pochodziły one z jednej rodziny, bo nie powinny odstawać brzmieniem od frontowych. Naturalnie i tak będą nieco odstawać, bo frontowe to zwykle duże kolumny podłogowe.

Znacznie ważniejsza jest jednak konstrukcja surroundów. Osobiście uważam, że głośniki satelitarne w kinie domowym powinny być dipolowe lub bipolarne, czyli inaczej mówiąc emitować dźwięk nie bezpośrednio na słuchacza, ale tenże dźwięk rozpraszać. Takie konstrukcje można rozpoznać po kształcie, który w przekroju poprzecznym jest nie kwadratowy lub prostokątny, ale trójkątny lub w formie trapezu równoramiennego. Skąd to się bierze? Otóż dla uzyskania efektu przestrzenności dźwięku ważne jest aby nie dało się zlokalizować źródła jego emisji. Ma on "opływać nasze głowy".

To wyklucza zastosowanie konwencjonalnych konstrukcji w roli głośników efektowych, ponieważ siłą rzeczy będą one skierowane wprost na uszy słuchaczy, a co za tym idzie będą niweczyć cały efekt, który chcemy uzyskać. Niestety wielu producentów idzie na skróty i oferuje klasyczne kolumny podstawkowe jako głośniki surround. Szczególnie w marketowych zestawach 5.1... Tego typu głośniki można ewentualnie stosować w systemach z większą liczbą głośników (7.1, 9.1) i przy większych pomieszczeniach - wówczas zjawisko tzw. "dźwiękowych hot spotów" jest nieco mniej uciążliwe, co nie oznacza, że nie występuje.

Jeżeli ma być więc kino i dźwięk przestrzenny to proponuję zacząć od ograniczenia listy potencjalnych kolumn do tych modeli, do których można dokupić głośniki dipolowe/bipolarne w ramach tych samych serii. Okazuje się, że takich głośników nie ma wcale tak dużo, więc wybór od razu stanie się łatwiejszy (albo i nie ;). Takie głośniki oferuje m.in. wspomniana już przeze mnie polska Melodika. Oferują je też ceniony za dźwięk i design, ale znacznie droższy Klipsch, a także Definitive Technology, czy Polk Audio.

Przykładowo, kompletny zestaw 5.0 Melodiki z kompletem podłogowych kolumn frontowych, głośnikiem centralnym i bipolarnymi surroundami, kosztuje około 3500 zł (BL320S) lub 4000 zł (BL420S) - w zależności od mocy kolumn frontowych. Jeżeli to za dużo na start, można zacząć od kolumn frontowych i głośnika centralnego, a surroundy dokupić później. Lepiej tak niż kupić tani zestaw 5.0 z elektromarketu. Jeżeli zaś macie do wydania więcej pieniędzy to tu już nie ma sufitu ;) Analogiczny komplet Klipscha kosztować będzie kilkukrotnie więcej. Oczywiście zagra lepiej, ale...

Tymczasem trzeba jeszcze pamięć o amplitunerze i subwooferze. O ile amplituner jest obowiązkowy, to subwoofer - przy kolumnach frontowych oferujących dobry bas i nie za wielkim pomieszczeniu - można ostatecznie dokupić później. Tu też ważne aby nie kupować najtańszych konstrukcji marketowych, bo będą tylko irytować zero-jedynkowym dudnieniem. W kinie domowym jeszcze od biedy można to zaakceptować, ale przy muzyce już nie.

Łatwo policzyć, że fajny komplet na start (dobry amplituner + dobre kolumny 5.0) to wydatek na poziomie ok. 5,5 tys. złotych. Mało nie jest, ale taki zestaw będzie naprawdę "robił robotę". Zarówno w kinie domowym, jak i w stereo.

Instalacja i podłączenie

Zanim jednak pobiegniecie do sklepu składać zamówienie, zweryfikujcie czy macie warunki żeby całość odpowiednio rozstawić i zainstalować. Żeby wytworzyć wrażenie przestrzenności dźwięku, głośniki potrzebują pewnej przestrzeni. Dotyczy to szczególnie głośników surround (patrz część: sam byłem lamerem ;). Nie powinny znajdować się bezpośrednio przy uszach słuchaczy, ale w odległości 1,5-2 metrów.

Często już weryfikacja tej kwestii decyduje czy da się zainstalować zestaw 7.1, czy "tylko" 5.1. Jeżeli nie zmieścicie wszystkich głośników - nie przejmujcie się, 5.1 też wytworzy efekt. Głośniki powinny zostać ustawione według poniższych schematów. Zwróćcie uwagę, że położenie satelit w systemie 7.1 i 5.1 zasadniczo się różni - co jest istotne jeżeli będziecie prowadzić kable w ścianie.

Kolejna sprawa to ich wysokość - tutaj jest spory chaos jeżeli chodzi o wytyczne. Przykładowo w instrukcji do mojego amplitunera Onkyo jest mowa aby głośniki surround były ustawione na wysokości 80 cm od podłogi. Dla odmiany wytyczne Definitive, producenta moich głośników to... 180 cm od podłogi. Dolby mówi ogólnie żeby "znajdowały się ponad uszami słuchacza". Z kolei wytyczne THX to min. 2 stopy (60 cm) ponad uszami słuchacza.

W moim przypadku, metodą prób i błędów, głośniki surround znalazły się ostatecznie na wysokości 140 cm, czyli na poziomie zalecanym przez THX (uszy słuchacza znajdują się zwykle na wysokości ok. 80 cm). Z początku wydawało mi się, że to trochę dziwaczne wizualnie, ale dziś zainstalowałbym je chyba nawet jeszcze odrobinę wyżej.

Z pozostałymi głośnikami jest już prościej. Kolumny frontowe instalujemy w promieniu 22-33 stopni od osi pokoju/ekranu i - ważne! - kierujemy je w stronę słuchacza/y. Brak kierunkowego ustawienia to najczęstszy błąd z jakim się spotykam oglądając instalacje u znajomych. W efekcie dźwięk "przepływa" po bokach zamiast docierać tam gdzie trzeba. Kolumny te powinny być ponadto nieco odsunięte od ściany (a już bezwzględnie jeżeli mają z tyłu tubę bass reflex), aby znajdować się dokładnie w tej samej odległości od słuchacza, co głośnik centralny.

Głośnik centralny powinien zostać z kolei umieszczony - jak sama nazwa wskazuje - centralnie i możliwie blisko ekranu, najlepiej bezpośrednio pod nim. Tego typu głośniki są ustawiane poziomo.

Nieco gorzej jest z głośnikami do obsługi standardu Dolby Atmos. Generalnie opcje są dwie - specjalne nakładki na głośniki frontowe (ewentualnie nawet całe kolumny ze zintegrowanymi głośnikami górnymi), które emitują dźwięk w kierunku sufitu, aby odbity dotarł do słuchacza. Jest to rozwiązanie relatywnie proste w montażu (pod warunkiem, że producent naszych głośników oferuje coś takiego), ale nie daje pełni efektu. Najpełniejszy efekt dają głośniki w zabudowie sufitowej, ale to już grubsza operacja i nie zawsze możliwa. Jeżeli jednak macie taką możliwość i jesteście na etapie budowy/remontu to można się pokusić przynajmniej o poprowadzenie tam okablowania.

Skoro już jesteśmy przy okablowaniu. Nie należę do wyznawców kultu cudownych kabli za worki monet, które w magiczny sposób poprawiają dźwięk. Niemniej jednak nie jest to coś na czym powinniście też oszczędzać. Z całą pewnością najtańsze kable głośnikowe (np. z marketu budowlanego) to nie jest dobry pomysł. Zdarza się, że nie są nawet wykonane z miedzi, ale np. z pokrytego miedzią aluminium (miedziowane). Trzeba też pamiętać o przekrojach kabli, a nawet ich odmianach (subwoofery wymagają często specjalnego okablowania).

Zalecany przekrój przewodów głośnikowych zależy od impedancji i mocy głośników, oraz długości przewodu. Generalnie im te wartości są większe, tym grubszy przewód trzeba zastosować. Uproszczone wytyczne obrazuje powyższa tabelka (szczegółowe i bardziej precyzyjne wyliczenia dla dociekliwych można znaleźć tu albo tu).

Jeżeli chcecie zaoszczędzić, można kupić nieco lepszy kabel do głośników frontowych, a do głośników efektowych poprowadzić coś tańszego. Oby tylko rozbieżność jakościowa pomiędzy nimi nie była zbyt wielka. Przewody do głośników można ukryć w ścianach, w takim przypadku warto jednak poprowadzić je w tzw. peszlu (rura karbowana) żeby w przypadku ewentualnego uszkodzenia dało się je wymienić. Jeżeli nie da się wykonać tak głębokich bruzd to przynajmniej niech sam kabel ma odpowiednią powłokę ochronną. Kable powinny mieć tę samą długość do każdej pary głośników.

W moim przypadku, głośniki frontowe i centralny podłączone są kablami Melodika Purple Rain MDC2400 (4,0 mm2), zaś satelity tańszymi, ale też dobrymi kablami Cordial CLS 225 (2,5 mm2). Osobną sprawą jest subwoofer, który wymaga specjalnego kabla - ja zastosowałem Melodikę MDC1110.

Na koniec warto też pamiętać o akustyce pomieszczenia. Przede wszystkim, poszczególne głośniki nie powinny być niczym pozasłaniane. Nie trzeba zaraz instalować specjalistycznych mat wygłuszających na wszystkich ścianach, ale zwykły dywan na podłodze jest jak najbardziej wskazany. Podobnie jak wygłuszenie za głośnikami frontowymi (wyjątkiem są konstrukcje bipolarne). Natomiast już odbicia dźwięku od ścian bocznych są przy kinie wręcz wskazane, pogłębiają one bowiem efekt przestrzenności. 

Jeżeli nie uda się Wam w pełni sprostać wszystkim wytycznym - nie przejmujcie się. Nowoczesne amplitunery mają wbudowane funkcje do autokalibracji. Wystarczy podłączyć załączony w zestawie mikrofon, uruchomić kalibrację, a specjalne oprogramowanie samo wychwyci i skoryguje niedoskonałości (np. nierówne rozstawienie głośników).

Podsumowanie

O nagłośnieniu kina domowego można pisać książki. Wystarczy przejrzeć specjalistyczne fora żeby przekonać się, że ten temat nie ma końca. Na ile to możliwe starałem się zmieścić w tym wpisie najważniejsze wytyczne, ale w jednym tekście nie da się ująć wszystkiego...

Traktujcie zatem ten tekst co najwyżej jako pewien drogowskaz, ale decyzję co kupić podejmujcie sami. Nie w oparciu o opinie anonimowego internauty na jakimś forum, który może mieć "drewniane ucho", albo wręcz przeciwnie - być bezkompromisowym fetyszystą perfekcyjnego dźwięku, który dla osiągnięcia tej perfekcji jest gotów sprzedać własną matkę ;) Nie podejmujcie decyzji nawet w oparciu o moje opinie, bo moje spojrzenie też jest subiektywne.

Warto przejść się do kilku salonów audio, dokonać odsłuchów, a nawet wypożyczyć sprzęt do swojego domu żeby samemu wyrobić sobie zdanie. Za kilka dni w Warszawie odbędą się targi Audio Video Show 2019 - to również dobra okazja do zapoznania się ze sprzętem. Może jednak uznacie, że soundbar do kina i przenośny głośniczek JBLa do muzyki to wszystko czego Wam potrzeba do szczęścia, a zaoszczędzone pieniądze lepiej przeznaczyć na inne przyjemności?

Niestety jest też poważne ryzyko, że złapiecie bakcyla takiego jak ja. Żeby więc nie było, że nie ostrzegałem ;) Tymczasem uciekam rozkoszować się moim ulubionym koncertem Hans Zimmer: Live in Prague z przepiękną muzyką filmową i obłędnym wokalem Czariny Russel :)