Retromaniak: Atari Basic – fascynująca historia książki, którą kupowały setki tysięcy komputeromaniaków

Jeszcze na początku lat 80-tych komputery były w naszym kraju totalną abstrakcją. Pojawiały się sporadycznie w filmach z akcją osadzoną w przyszłości ("Seksmisja"), częściej jednak jako prześmiewcza anegdota (scena z inkasentem w "Misiu") niż namacalne urządzenia. Na żywo mało kto miał z nimi styczność. Nieliczne maszyny wykorzystywane były w wojsku, najbogatszych przedsiębiorstwach państwowych i na niektórych uczelniach. Szczęśliwców którzy posiadali własny komputer w domu było niewielu...

Żeby zdobyć własny komputer trzeba było mieć albo możliwość wyjazdu za granicę, albo mnóstwo pieniędzy, albo najlepiej jedno i drugie. Pierwsze maszyny były pokątnie przywożone (czytaj: przemycane) z Zachodu, dopiero z czasem można je było kupić na giełdach komputerowych, czy w sieciach sklepów Baltona i Pewex za dewizy (tylko te też trzeba było skądś mieć).

Dopiero w drugiej połowie lat 80-tych kupno komputera w sklepie stało się czymś w miarę normalnym – komputery sprzedawała już wówczas nawet Składnica Harcerska. Nadal był to jednak towar luksusowy. W 1988 roku komplet Atari 65XE ze stacją dysków i drukarką kosztował 570.000 zł, a więc niewiele mniej niż nowy samochód Fiat 126p (690.000 zł)! Sam komputer był oczywiście znacznie tańszy, ale nadal była to bardzo duża suma dla przeciętnego zjadacza chleba. Mimo to komputeryzacja sukcesywnie postępowała, bo każdy chciał mieć komputer...

Olbrzymim problemem była jednak literatura. Brakowało dokumentacji, jakichkolwiek książek w języku polskim, a znajomość angielskiego, czy niemieckiego była w narodzie raczej słaba. Złaknieni wiedzy pierwsi polscy komputerowcy rzucali się więc na każdy ochłap w rodzimym języku – nawet jeżeli była to szczątkowa instrukcja obsługi komputera, amatorsko przetłumaczona, przepisana na maszynie i odbita na powielaczu (mam taki zestaw do Commodore 64 ;). Jednak książka, o której jest ten wpis, to było coś znacznie większego.

Przedsiębiorczy student z AGH

Historię związaną z książką Atari Basic po raz pierwszy usłyszałem podczas K.W.A.S. 15 – spotkania atarowców we Wrocławiu. Krzysztof "Kaz" Ziembik, zawiadujący portalem AtariOnLine.pl, przywiózł na nie mnóstwo materiałów i ciekawych anegdot. To naprawdę fascynująca opowieść.

Wszystko zaczęło się na początku w 1985 roku, kiedy to przedsiębiorczy student Akademii Górniczo-Hutniczej, Wiesław Migut, wspólnie z Andrzejem Maciołem i Adamem Stawowym wydali skromną broszurę pt. BASIC – Wprowadzenie do programowania komputerów domowych. Słowo "wydali" jest tu pewnym eufemizmem ponieważ w tamtych czasach wydawanie i druk czegokolwiek było ściśle kontrolowane przez socjalistyczne władze PRL. Tymczasem broszurka powstała prywatnym sumptem i została wydrukowana prawdziwie partyzanckimi metodami. Bez numeru ISBN, bez zgody władz.

Była to swego rodzaju przygrywka, dotycząca nie tylko komputerów Atari, ale i Commodore 64 i ZX Spectrum, jednakże operująca na przykładach specyficznych dla Atari. Wiesław Migut sam był bowiem posiadaczem Atari 800XL, które kupił rok wcześniej w Hamburgu, za pieniądze zarobione podczas pracy za granicą. Współtworzył także krakowski klub miłośników Atari.

Pomysłodawca celnie rozpoznał potrzeby rynkowe – wszak kończył właśnie na AGH zarządzanie ;) Publikacja cieszyła się takim zainteresowaniem, że postanowił pójść za ciosem i stworzyć książkę z prawdziwego zdarzenia, poświęconą już konkretnie komputerom Atari. Do pracy nad tym projektem zaprosił znajomych z którymi zakładał klub Atari, a także asystentów-doktorantów z AGH, a nawet jednego z absolwentów tej uczelni, który nawiasem mówiąc później będzie stał za oficjalnym serwisem firmy PZ Karen, importera Atari.

Ogółem lista autorów obejmowała: Krzysztofa Bednarka, Mariusza Giergiela, Wojciecha Jedliczka, Tadeusza Kowalka, Andrzeja Macioła, Adama Stawowego, Andrzeja Turmińskiego oraz oczywiście Wiesława Miguta, który był wymieniony dwukrotnie – jako autor i redaktor. W sumie 8 osób, imponujący zespół!

Ich dzieło również było imponujące – książka Atari Basic liczyła ponad 200 stron formatu zbliżonego do A4, na których szczegółowo przedstawione zostało nie tylko (co oczywiste) programowanie komputera w języku BASIC, ale także obsługa Atari, jego możliwości i zastosowania. Autorom udało się w ten sposób stworzyć wyczerpujący podręcznik użytkownika, który był swoistą "biblią" polskich atarowców.

Wszystko to powstało w zaledwie kilka miesięcy. Czas ten imponuje tym bardziej, że autorzy pracowali "od zera", bazując jedynie na materiałach pozyskanych od klubów Atari zza "Żelaznej kurtyny" oraz na własnej wiedzy. Nie było żadnych publikacji w języku polskim po które można by sięgnąć – ta była pierwsza.

Co więcej, nie było nawet pliku tekstowego z treścią powstającej książki – ostateczny tekst był przepisywany na maszynie do pisania firmy IBM z tzw. "wirującą kulą", a następnie tradycyjnie składany w drukarni i w końcu drukowany z matryc na maszynach offsetowych. Sam druk odbywał się pokątnie, prawdopodobnie na maszynach AGH. Takie były czasy...

Zalał ich deszcz pieniędzy

Podobnie jak wcześniejsza broszura, książka też została wydrukowana nieoficjalnie, bez zgody władz i numeru ISBN. Nie było zatem szans na normalną dystrybucję. Z pierwszą partią książek, autorzy udali się więc po prostu pod krakowską giełdę "Karlik", gdzie okazało się, że jest to... nieprawdopodobny hit. Egzemplarze były wykupywane na pniu przez wygłodniałych wiedzy komputeromaniaków. Książkę kupowali zarówno posiadacze Atari, jak i ci, którzy marzyli o własnym komputerze.

W krótkim czasie, po Atari Basic zaczęli się zjeżdżać ludzie z całej Polski. Handlarze w wielkich torbach zawozili książki na giełdy w innych miastach – do Warszawy, Wrocławia, czy Gdańska. Popyt był gigantyczny, maszyny offsetowe pracowały na pełnych obrotach. Jak wspominał Kazowi Wiesław Migut, dosłownie zalał ich deszcz pieniędzy. Nie mieli kosztów dystrybucji, nie płacili podatków... Do tego bezcenny szacunek w środowisku akademickim AGH. Byli niczym gwiazdy rocka.

Pod koniec 1985 roku do sieci Pewex trafia pierwsza partia komputerów Atari. Mimo astronomicznej (jak na polskie warunki) ceny i konieczności zapłaty w dewizach, pod sklepami tworzą się komitety kolejkowe. Na początku 1986 roku Pewex nie nadąża już z dostawami Atari – tak wielki jest głód komputerów. To wszystko nakręca coraz większy popyt na polskojęzyczną literaturę, której w oficjalnym obrocie w ogóle nie ma.

Migut i spółka drukują więc książki pełną parą, ale matryce offsetowe już zwyczajnie nie dają rady. Ze względu na ich wyeksploatowanie (ponad 20 tys. egzemplarzy) muszą przestawić druk na czarny kolor. Początkowo drukowali na niebiesko, co miało utrudnić powielanie, ale przy tak dużym przebiegu niebieskie litery stawały się niewyraźne. To ułatwia życie piratom – na rynku pojawiają się najprzeróżniejsze kopie. Cześć jest wydana nawet lepiej niż oryginał, bo z kolorową okładką. Niektóre zawierają nawet nazwy i dane teleadresowe (!). Wszystkie za to bez wyjątku powielają błędy oryginału. Nikt jednak nie usuwa autorów, co to to nie. Piraci, ale z klasą ;)

Nawiasem mówiąc, błędy powielało nawet pierwsze oficjalne wydanie Naczelnej Organizacji Technicznej, które powstało w 1986 r. najprawdopodobniej w równie prymitywny (choć kosztowny) sposób – przez fotokopie. W końcu, po wydrukowaniu około 30 tys. egzemplarzy, matryce na których drukowany był pierwowzór zwyczajnie się bowiem rozleciały i trzeba było znaleźć inny sposób druku. Z propozycją zwrócił się NOT, na co zespół ochoczo przystał, zrzucając z siebie trudy druku i dystrybucji.

Co ciekawe, wydanie NOT jest pod względem technicznym nawet gorsze od pierwowzoru. Zwróciłem na to uwagę porównując tabele z kodami znaków. Te w wydaniu NOT były rysowane odręcznie (!), podczas gdy w pierwowzorze to oryginalne symbole. Dopiero w 1987 roku pojawiło się kolejne wydanie NOT, z charakterystyczną niebieską okładką, znacznie poprawione pod względem technicznym (choć nie merytorycznym). W 1988 roku światło dzienne ujrzało zaś najbardziej rozpowszechnione wydanie Krajowej Agencji Wydawniczej, uzupełnione ilustracjami, zdjęciami i z przebudowanym rozdziałem o grafice Atari.

Wiesław Migut szacuje, że oficjalnych wersji Atari Basic sprzedało się ogółem około 130 tys., zaś pirackich co najmniej 150 tys. egzemplarzy. W sumie przynajmniej ćwierć miliona sztuk, a prawdopodobnie bliżej 300 tys. Jaka książka obecnie dobija do 1/10 takiego wyniku?

Trampolina sukcesu

Książka Atari Basic stała się dla części członków zespołu swoistą trampoliną sukcesu. Największy sukces z całą pewnością osiągnął sam Wiesław Migut, któremu Przedsiębiorstwo Zagraniczne Karen (importer Atari) zaproponowało posadę szefa marketingu. Był on jedną z twarzy firmy, uczestniczył w targach, udzielał wywiadów (np. do magazynu Komputer), a także odpowiadał za politykę reklamową. To z tego właśnie okresu pochodzi poniższa... "reklama" Atari ;)

Następnie, w 1992 roku Wiesław Migut założył wydawnictwo Migut Media, które swego czasu wydawało całkiem sporo poczytnych tytułów np. Audio Video, Businessman, Digital Foto Video, IT Reseller, Villa (część z nich jest wydawana do dziś, ale przez inne firmy).

Z kolei np. Tadeusz Kowalek stanął na czele oficjalnego serwisu Atari firmy PZ Karen, na terenie Polski południowej.

Reedycja książki 

Pod koniec ubiegłego roku, po 33 latach od pierwotnego wydania, miała miejsce reedycja książki Atari Basic. Stało się to za sprawą Jerzego "Duddie" Dudka i jego fantastycznej firmy Retronics, która wydaje reedycje starszych książek i gier (swoją drogą, osoba Duddiego i jego pasji zasługuje na osobny wpis).

Książka jest świetnie wydana, w twardej oprawie, przepisana, poprawiona i uzupełniona o Turbo Basic XL oraz 10-linijkowe listingi programów w Atari Basic. Jest też przedmowa Kaza na temat historii powstania książki wraz kontekstem historycznym i mnóstwem ciekawych informacji z epoki, których wygrzebanie kosztowało z pewnością masę energii i czasu.

Do kompletu można nabyć też kasetę i/lub dyskietkę z programami. Jeżeli jesteście zainteresowani zakupem, wszystko to znajdziecie na profilu Retronics na Allegro. Dla miłośnika Atari pozycja obowiązkowa, dlatego musiała zagościć i w mojej biblioteczce ;)

Post scriptum 

Wracając jeszcze do wspomnianej na początku Seksmisji, warto wspomnieć, że na Atari (i później też na PC) powstała gra A.D. 2044, która fabułą nawiązuje do tego filmu. O grze fajnie opowiada Konrad aka Renton.