Retromaniak: DELL Latitude CPx J650GT – wszystkomający retro laptop, który uwielbiam

Stare notebooki DELL, podobnie jak stare ThinkPady (te jeszcze produkcji IBM) nie bez przyczyny cieszyły się dużym uznaniem wśród użytkowników, szczególnie tzw. "IT Prosów". Były to bowiem sprzęty solidnie wykonane, trwałe, naszpikowane pomysłowymi rozwiązaniami, a przede wszystkim w pełni funkcjonalne. W nich nikomu nie przyszłoby do głowy, aby liczbę portów ograniczać do jednego USB-C...

Kilkukrotnie pisałem o HP LaserJet 4P, starej drukarce laserowej z której korzystam po dziś dzień i po prostu ją uwielbiam. Podobne odczucia żywię w stosunku do DELLa Latitude CPx J650GT - laptopa z procesorem Intel Pentium III 650MHz, pochodzącego z początków tego stulecia. Naturalnie z tak wiekowego sprzętu nie korzystam - jak to się ładnie mówi - produkcyjnie.

To mój ulubiony komputer do testowania starego sprzętu i oprogramowania - oferuje bowiem multum złączy. Od tych najbardziej archaicznych, takich jak LPT (Centronics) i RS232, poprzez średniostare PS/2, VGA, S-Video, nadajnik/odbiornik podczerwieni IrDA, gniazda na karty PCMCIA typu I/II/III, aż po aktualne do dziś USB (co prawda 1.1, ale zawsze) oraz gniazdo sieciowe LAN 10/100, znajdujące się w stacji dokującej.

Wszystko to sprawia, że z poziomu jednego urządzenia bardzo łatwo jest sprawdzić praktycznie każdy sprzęt - od antycznej myszki, przez drukarkę, po monitor CRT. Można też przesłać dane do starej Nokii 6310i/7650 po podczerwieni, można sprawdzić starą kartę PCMCIA, a w razie braku sterowników wgrać je z płyty CD lub ściągnąć je z sieci.

Dotąd problemem była jednak obsługa dyskietek 3,5", co ograniczało zabawy ze starym softem, który kiedyś standardowo był przecież zapisywany na takich nośnikach (jak chociażby program Geometria, którego byłem współautorem). Komputer trafił bowiem w moje ręce bez stacji (w tym modelu instaluje się ją zamiennie z napędem CD-ROM). Zdobycie stacji do tego notebooka nie jest co prawda niemożliwe, ale wymaga trochę zachodu i zaryzykowania paru groszy, bo zwykle taki stary sprzęt jest sprzedawany jako niesprawdzony.

Tu jednak kolejny raz siłę pokazała prężna społeczność dobrychprogramów, tym razem konkretnie w osobie GBMa, któremu z tego miejsca jeszcze raz dziękuję. Okazało się, że posiada on w swoich przebogatych zbiorach dokładnie taką stację jakiej szukałem (tu warto nadmienić, że GBM ma nawyk zbierania elektroniki wszelkiej maści, pewnie kiedyś będą go pokazywać w telewizji, w materiale o uciążliwych sąsiadach, jak już dobije ze swoim zbieractwem pod sufit ;).

Kilka dni temu tę stację otrzymałem, a dziś nadeszła uroczysta chwila jej montażu. Przyznam, że czyniłem to trochę z duszą na ramieniu gdyż patrząc na wygląd, jej sprawność oceniałem 50/50 - pal sześć, że nie będzie działać, ale jeżeli doszłoby do jakiegoś zwarcia i uszkodzenia mojego lapciaka to byłbym "nieco" niepocieszony. Na szczęście okazało się, że były to obawy na wyrost, bo stacja poszła bez problemu i czyta dyskietki jak szalona ;) Od teraz życie retromaniaka będzie łatwiejsze.

W tym miejscu chciałbym jeszcze wrócić na chwilę do tego o czym wspomniałem na początku wpisu, tj. pomysłowych rozwiązaniach. W DELLu Latitude CPx J650GT jest ich bowiem pełno. Wymiana napędu CD-ROM na FDD to czynność banalna - wystarczy kciukiem zwolnić blokadę i wysunąć napęd. Podobnie rzecz ma się z dostępem do baterii, pamięci, czy dysku twardego. Cieszy mnie to niezmiernie gdyż następnym krokiem ma być właśnie zwiększenie RAMu (swoją drogą, ma ktoś może moduły SODIMM SDRAM PC-100/PC-133 o pojemności 128 lub 256MB?).

Mimo upływu kilkunastu lat od wyprodukowania i dość intensywnej eksploatacji, na moim DELLu nie widać wielu śladów zużycia - wyschnięty TrackStick i kilka rys to wszystko do czego można się przyczepić. Zawiasy matrycy chodzą idealnie, podobnie jak klawiatura i touchpad, wentylatora prawie nie słychać. Gdyby nie trącący myszką design oraz słaby ekran TN o nietypowych na dzień dzisiejszy proporcjach, można by wręcz pomyśleć, że komputer ma raptem kilka lat.

Co jednak najbardziej zaskakujące, do tego modelu laptopa producent nadal udostępnia na swoich stronach sterowniki (!). Naturalnie wsparcie dla Windows kończy się na XP (nowszego i tak leciwy Pentium III z maks. 512MB pamięci RAM, jakie można zainstalować, nie uciągnie), ale DELLowi należy się szacunek.

Świat idzie do przodu i dziś nie potrzebujemy dziesiątek portów. Samo USB to może lekka przesada, ale jeżeli notebook ma złącze kart SD i wyjście HDMI to nic więcej do szczęścia na codzień mi nie potrzeba. Ba, doceniam że dzięki m.in. mniejszej liczbie portów nowoczesne notebooki i hybrydy są smuklejsze, że możemy cieszyć się tak pięknymi urządzeniami jak Surface Pro Microsoftu czy MacBooki Pro Apple'a.

Z drugiej jednak strony tęsknię za komputerami z którymi nie trzeba nosić całego wianuszka przejściówek i adapterów. Coraz bardziej kojarzy mi się to z ZX Spectrum i jego interfejsami, bez których nie dało się podpiąć do gumiaka nawet głupiego joysticka... Historia zatacza koło? ;)