Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Retromaniak: Widzisz synku? Tak wyglądał fax/modem

Tak dawno i tak niedawno. Jeszcze na początku tego stulecia łączyłem się z Internetem przy pomocy fax/modemu pracującego z oszałamiającą prędkością 56.000 bitów na sekundę, czyli 0,056 Mbps.

Dziś dostęp do Internetu jest tak oczywisty jak telefon, prąd, czy woda. W dużych miastach możemy przebierać pomiędzy ofertami różnych operatorów, którzy prześcigają się prędkościami swoich łączy. 300 Mbps od Orange, 250 od UPC, a może 900 od Netii? Trochę gorzej gdy ktoś mieszka w małym miasteczku lub na wsi, ale i tam praktycznie zawsze jest jakaś opcja połączenia się z Internetem - czy to leciwą Neostradą 10 Mbps po kablu telefonicznym, czy też po prostu za pośrednictwem sieci komórkowej, choćby pracowała ona tylko trybie EDGE.

Tymczasem jeszcze w pierwszej połowie lat 90-tych ub. wieku dostęp do Internetu w domu był totalną abstrakcją. Dopiero w 1996 roku nastąpił przełom, kiedy to Telekomunikacja Polska uruchomiła numer dostępowy 0202122, dzięki czemu powszechnie otwarty został dostęp do Internetu. Powszechnie... o ile ktoś posiadał w domu linię telefoniczną, gdyż połączenie nawiązywało się wdzwaniając na ten numer przy użyciu modemu. Obecnie ciężko w to uwierzyć, ale w tamtych czasach linia telefoniczna nie była oczywistością. Gdy w tym samym roku w zakładaliśmy z Kamilem Cybulskim (Cebula ) i Jackiem Kowalskim (muters ) firmę komputerową Abraxas, powiedziano nam, że na telefon w tej lokalizacji (a było to Śródmieście we Wrocławiu) musimy czekać 10 lat, aż centrala zostanie zmieniona na nowszą...

r   e   k   l   a   m   a

Szczęśliwcy, którzy dostąpili luksusu posiadania linii telefonicznej mogli jednak surfować po bezkresnych zakątkach Internetu. OK, trochę przesadzam. W 1996, 1997, a nawet jeszcze w 1998 roku Internet wyglądał całkiem inaczej niż teraz. Mało kto posiadał skrzynkę mailową, a polskie strony internetowe można było dosłownie policzyć na palcach jednej ręki. Za to można było już trafić na... strony z obrazkami dla dorosłych (jakieś zdziwienie? ;) Te zaś, z powodu koszmarnie wolnego połączenia, wczytywały się w tempie jednego na 20 minut.

Później rozwój polskich zasobów Internetu nastąpił jednak lawinowo. Na przełomie starego i nowego Millennium działało już całkiem sporo portali, a firmowe strony internetowe stawały się nie tylko dziwnym kaprysem, ale atrybutem nowoczesności. Nadal jednak normą była łączność poprzez modem ponieważ szerokopasmowy dostęp do Internetu (a konkretnie usługa SDI, prekursor Neostrady, dopiero raczkował).

Jak to wyglądało w praktyce? Modemy występowały albo pod postacią zewnętrznych niewielkich pudełek łączonych kabelkiem do portu szeregowego RS232, albo jako karty PC - początkowo w standardzie ISA, później PCI. Taki modem podłączało się do linii telefonicznej, a z poziomu komputera nawiązywało tzw. połączenie dial-up. Modem wybierał wskazany przez użytkownika numer i łączył się z dostawcą Internetu, autoryzując nazwą użytkownika i hasłem.

W naszym kraju sprowadzało się to zwykle do nawiązania połączenia z numerem 0202122, którego operatorem była Telekomunikacja Polska (obecnie Orange). Nazwa użytkownika (ppp) i takież hasło było wspólne dla wszystkich abonentów TP. Nie płaciło się żadnego abonamentu zależnego od prędkości Internetu gdyż ta w praktyce i tak zależała od obciążenia sieci. Dostęp był rozliczany czasowo, tak jak każde tradycyjne połączenie telefoniczne - płaciło się około 30 groszy za każdy impuls tj. rozpoczęte 3 minuty połączenia. Godzina dostępu do Internetu nie była więc wcale takim małym wydatkiem (około 6 zł), całościowe koszty miesięczne naprawdę potrafiły zaboleć - nawet biorąc poprawkę na to, że z Internetu korzystało się wówczas zdecydowanie rzadziej niż obecnie.

W późniejszym okresie pojawili się alternatywni dostawcy wdzwanianego dostępu do Internetu, a nawet sama Telekomunikacja Polska wprowadziła oferty pakietowe, koszty jednak nadal były bardzo wysokie. Przełom nastąpił dopiero wraz z upowszechnieniem się usługi Neostrada, której koszt miesięczny był zryczałtowany.

Patrząc przez pryzmat czasu, największą ciekawostką były jednak nie modele rozliczeń z operatorem, ale coś całkowicie innego. Podczas nawiązywania połączenia z modemu wydobywały się bowiem dźwięki, które były jedyne w swoim rodzaju. Dane wysyłane przez modem były modulowane do postaci sekwencji sygnałów o różnych częstotliwościach, a następnie demodulowane po drugiej stronie (stąd nazwa "modem"). Dźwięki te były słyszalne w początkowej fazie nawiązywania połączenia (później były wyciszane) i tworzyły charakterystyczną, powtarzalną kompozycję.

Tę swoistą "muzykę" pamiętam nie gorzej niż topowe hity muzyczne z tamtego okresu (a przy pomocy modelu łączyłem się w domu jeszcze w okolicach 2001 roku). Zresztą odcisnęła ona ślad właśnie w ówczesnej popkulturze - sekwencje dial-up można usłyszeć przykładowo w utworach
Freak! George'a Micheala, czy Tout Est Bleu Jeana Michela Jarre'a.

Nic w tym dziwnego - wszak Internet, traktowany dziś jako coś kompletnie oczywistego i powszechnego, wówczas był bez cienia przesady rewolucją, prawdziwym skokiem w przyszłość. Możliwość łączenia się pomiędzy oddalonymi od siebie komputerami nie była oczywiście całkowitym novum. Już wcześniej, pod koniec lat 80-tych zaczęły funkcjonować w Polsce tzw. BBS-y tj. komputery na których udostępniano różne zasoby innym użytkownikom. Łączono się z nimi właśnie przy pomocy modemów. Niemniej jednak, był to bardzo ograniczony i uciążliwy sposób komunikacji i wymiany danych.

Naturalnie od czasów BBS-ów, możliwości modemów znacznie się zwiększyły - przede wszystkim pod koniec lat 90-tych pracowały już one z prędkościami rzędu 33.600 lub nawet 56.000 bps (a nie 9.600, jak jeszcze dekadę wcześniej). Oferowały ponadto zwykle funkcję wirtualnego faksu - stąd nazwa fax/modem.

Na polskim rynku, pod koniec lat 90-tych zdecydowanie najbardziej popularnym modelem był Zoltrix FM-VSP56I - fax/modem wewnętrzny pracujący z prędkością 56.000 bps, dystrybuowany przez - istniejącą do dziś - firmę Megabajt.

Popularność tego modelu brała się z kompilacji trzech czynników: wszechstronności, relatywnie atrakcyjnej ceny oraz polskiej homologacji. Karta posiadała dwa gniazda telefoniczne RJ-11 (do podłączenia linii telefonicznej i aparatu telefonicznego), dwa gniazda mini jack (do podłączenia mikrofonu i głośnika), a także czteropinowe złącze na którym wyprowadzony był sygnał audio pod kątem karty muzycznej. Na płytce drukowanej wbudowany był też mikroskopijny głośniczek.

Tak naprawdę urządzenie to powinno nazywać się telefon/fax/modem gdyż dzięki dodatkowemu oprogramowaniu oraz dołączenium mikrofonowi można było przy pomocy takiego Zoltriksa nawiązywać nawet połączenia telefoniczne z poziomu komputera. Plus oczywiście także odbierać i nadawać faksy.

Połączenie tego wszystkiego w jednym miało niebagatelne znaczenie gdyż, jak już pisałem wcześniej, linia telefoniczna była jeszcze w wielu miejscach często niedostępnym luksusem. Jedna linia musiała więc często udźwignąć wszystko. Oczywiście aparat telefoniczny można było podłączyć także do portu karty, albo równolegle do linii telefonicznej korzystając z rozdzielacza (przy czym każdorazowe poniesienie słuchawki podczas nawiązanego połączenia skutkowało zerwaniem połączenia, albo w najlepszym razie słuchaniem niekończących się skrzeków i pisków ;)

W zestawie z fax/modemami Zoltrix, dystrybutor oferował jeszcze jedną wisienkę - otóż każdy nabywca mógł za darmo otrzymać skrzynkę poczty e-mail. Pojemność... 3 MB - w końcu to były jeszcze te czasy kiedy "Internet można było zmieścić na dyskietce" ;)

U schyłku lat 90-tych Zoltrix wprowadził do sprzedaży odmianę tego modelu na złączu PCI, ale nadal z taką samą prędkością 56.000. W tym miejscu zatrzymał się bowiem rozwój tych urządzeń - nadchodziła era szerokopasmowego dostępu Internetu, którą zapoczątkowała w Polsce usługa SDI (Szybki Dostęp do Internetu) Telekomunikacji Polskiej z "oszałamiającą" prędkością 115 kbps (115.000 bps). Właśnie z takiego wynalazku korzystaliśmy w biurze tworząc w 2002 roku dobreprogramy ;)

Wracając jeszcze na koniec do bohatera tego wpisu. Mało kto wie, że usługa wdzwanianego dostępu do Internetu... nadal funkcjonuje (tyle że pod numerem 202122, bo nie trzeba już dodawać na początku zera). W najbliższym czasie spróbuję zatem sprawdzić czy ten stary Zoltrix jeszcze działa ;) 

sprzęt internet hobby

Komentarze