To już rok...

Dziś mija rok od pierwszego wpisu na moim blogu o Nokii N9. Warto z tej okazji pokusić się o małe podsumowanie ...

Kiedy w październiku ub.r. do redakcji dobrychprogramów trafiła przesyłka z Nokią N9 wypożyczoną przez producenta na potrzeby publikacji testu, do głowy by mi nie przyszło, że to wszystko tak się potoczy. Tym bardziej, że byłem wówczas posiadaczem Samsunga Galaxy SII — jednego z najlepszych smartfonów (co nadal podtrzymuję) jakie nosiła matka Ziemia. Co prawda, w przeszłości miałem wiele różnych modeli Nokii, począwszy od klasycznej 5110, poprzez popularną 3210, wizjonerską 7650, biznesową E50, aż po wyposażoną w pełną klawiaturę E61 i fantastyczną, dającą mi wiele radości N900. Jednak powrotu do Nokii nie planowałem — bo od strony software'owej Finowie nie mieli nic do zaoferowania. Symbian był już wtedy systemem archaicznym, MeeGo zostało uśmiercone jeszcze przed narodzinami, a o słuchawkach z Windows Phone dopiero się mówiło... Pomijam już przygody z serwisem, po których postanowiłem sobie: „nigdy więcej Nokii!”.

Styczność z endziewiątką obróciła jednak moje poglądy o 180 stopni. Początkowo starałem się podchodzić do tego modelu obojętnie, ale obcowanie z nim sprawiało mi autentyczną radość. Minimalistyczna koncepcja obudowy połączona z wysublimowaną estetyką systemu wydawała się po prostu doskonała. Gdzieś w głowie zaczęła kołatać diabelska myśl: a może jednak? Racjonalnie rzecz ujmując taki pomysł był po prostu... debilny. SGS2 ma szybszy procesor, lepszą grafikę, większy ekran, całkiem dobry aparat i przede wszystkim system na który powstało pierdyliard aplikacji. Wbijałem więc w swój pusty łeb, że myślenie o przesiadce jest kompletnie bez sensu. Nie pomogło — kupiłem N9.

Podobnie jak w przypadku N900, po kilku pierwszych dniach zabawy przyszedł czas na odkrywanie ogromnych możliwości jakie daje otwarty system. Tyle, że w przypadku N900 i Maemo modyfikacje i triki były prawie na wyciągnięcie ręki, na wielu blogach i forach. W przypadku N9 i MeeGo było znacznie trudniej, bo miejsca w sieci na ten temat można było policzyć dosłownie na palcach jednej ręki. Postanowiłem więc zdobytą wiedzą dzielić się z innymi desperatami, którzy — podobne jak ja — zdecydowali się na zakup „smartfona bez przyszłości”. Tak powstał ten blog.

W pierwszym wpisie wyjaśniałem jak włączyć tryb dewelopera i odblokować Terminal, w drugim jak dostać się do plików przez WiFi, a później... poszło już z górki. Początkowo dominowały wpisy z serii tips & tricks w których dzieliłem się różnymi, mniej lub bardziej pożytecznymi, modyfikacjami systemu. Z racji braku polskojęzycznych portali poświęconych stricte tej tematyce, z czasem równie ważne stały się wpisy informacyjne na temat przyszłych aktualizacji systemu, czy innych nowinek — w szczególności nowych programów i gier. Na marginesie: wpisy, które zdobyły najwięcej komentarzy poświęcone były właśnie aktualizacjom.

Największym wyzwaniem było (i nadal jest) zachowanie regularności. Blog to hobby, któremu ciężko na dłuższą metę poświęcać każdą wolną chwilę, zarywać noce itd. Ponadto z czasem poszczególne modyfikacje stają coraz bardziej wymyślne, więc na ich przetestowanie i opisanie potrzeba coraz więcej „roboczogodzin” ;) Do tego cały czas staram się aktualizować przynajmniej niektóre stare porady, aby informacje w nich zawarte były aktualne. Stąd też liczba wpisów była mocno zróżnicowana — od rekordowych 43 w listopadzie ub.r. do zaledwie jednego w sierpniu br., kiedy to musiałem odpocząć od pisania i zrobiłem sobie wakacje. W sumie powstało 179 wpisów, wliczając w to ten, który czytacie, czyli średno licząc blisko 15 miesięcznie, co uważam za liczbę wcale nie małą.

Cyferki nie są jednak najważniejsze. Najwięcej satysfakcji sprawia mi fakt, że pod „jednym dachem” mojego bloga udało się zebrać stałe grono wielu endziewiątkowców, którzy ze sobą dyskutują, dzielą nowinkami i wzajemnie sobie pomagają, słowem — że udało się stworzyć swego rodzaju mikrospołeczność. To tym bardziej dla mnie zaskakujące, że istnieją przecież fora m.in. świetne MeeGoForum.pl stworzone przez wszechwiedzącego arceana i sympatycznego Taziffa, które znacznie bardziej nadają się do takich celów. Mimo to wiele osób woli pisać tu, w komentarzach. W sumie bardzo się z tego cieszę bo to właśnie komentarze i zwykłe „dziękuję”, jakie pada od kolejnego nowicjusza, są dla mnie największą siłą napędową.

Ogromnie cieszę się też, że w maju, we Wrocławiu, udało się zorganizować spotkanie endziewiątkowców — N9 Party. Przy udziale kilkudziesięciu osób i z Carstenem Munkiem w roli gościa specjalnego. Było kilka sesji technicznych, można było zobaczyć w akcji nie tylko Nokię N9, ale także N950 i N900, pobawić się gadżetami Nokii, Creative'a i Gear4, ale przede wszystkim można było pogadać przy pysznym piwie na wrocławskim Rynku. Po N9 Party pozostały pamiątkowe koszulki. Miałem cichą nadzieję, że być może uda się takie spotkanie powtórzyć w formie bardziej wyjazdowej podczas wakacji, ale niestety czas nie pozwolił... Może jeszcze kiedyś będzie okazja — zobaczymy co życie przyniesie...

Skoro to podsumowanie, wypadałoby wpis zakończyć jakimiś planami na przyszłość. Uspokajam, że na iPhone'a przesiadać się w najbliższym czasie nie zamierzam, Windows Phone nadal mnie nie kręci, podobnie jak Android. Z zainteresowaniem spoglądam w stronę BlackBerry OS 10, jak na razie zapowiada się chyba jednak rozczarowanie. Nadzieje pokładam więc jedynie w Jolli — liczę, że ambitni Finowie pokażą niedługo coś świeżego i namieszają trochę na mobilnym rynku. Dopóki jednak to się nie stanie, nie zamierzam rozstawać się ze swoją endziewiątka. Nadal uważam, że jest fantastyczna i absolutnie nie widzę dla siebie nic lepszego... Szczególnie, że wraz z pojawieniem się apkenv w niepamięć odchodzi chyba największa wada tego modelu (a konkretnie systemu), czyli mała liczba wartościowych gier...

Możecie być więc spokojni, jeszcze trochę będę przynudzał ;)