Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Kropla „herezji” w beczce miodu

Napisane dla uczczenia 15-lecia Dobrych Programów

Od daty mojego debiutu na blogu Dobrych Programów upłynęły dwa tygodnie. W tym czasie pojawiło się na blogu sześć moich publikacji. Jeżeli tę czytacie, to znaczy, że ta jest siódma. Od samego początku nie kryłem, że moim głównym zainteresowaniem jest fotografia. I o ile w reakcji na moje teksty zauważalna była akceptacja, niezależnie od pojawienia się polemicznych uwag odnoszących się do przedmiotu bloga, które wszak uznałem za cenne - to jednak w dwóch przypadkach pojawiły się głosy, w których brzmiało wyraźne zdziwienie, z wyczuwalną nutą dezaprobaty wobec dopuszczaniu do takiej „herezji”, jak moje wpisy.

reklama

Więc, gdy pojawił się ten drugi głos, pomyślałem sobie, czy jednak nie ma on trochę racji? No, bo co ma fotografowanie do technologii ze świata IT? Z jednej strony rozprawianie o procesorach i cyberbezpieczeństwie, a z drugiej jakieś fotki z urlopu. Nie chciałem jednak oceniać tezy, a tym bardziej jej odrzucać, bez analizy.

Pomyślałem sobie jednak, że przecież moje zainteresowanie się portalem Dobre Programy pojawiło się przed laty z powodu mojej fascynacji nie zapisami zero-jedynkowymi jako takimi, a pikselami, które w końcu, jakby nie było, też są zbiorem zer i jedynek. I tu będzie teraz trochę historii. Mojej…

Gdy więc ponad dwadzieścia lat temu w moim domu pojawił się pierwszy komputer (Intel 486DX2 66MHz, 4MB RAM, Win3.11/Optimus) uznałem, że jest to dla mnie świetne narzędzie do rozwinięcia różnych zainteresowań. Narzędzie, a nie cel sam w sobie. Ale jako kompletny nowicjusz miałem jednocześnie świadomość, że aby tym narzędziem móc się w miarę sprawnie posługiwać, trzeba najpierw je poznać, jak działa. Już niemal jak anegdotę, opowiadam czasem o tym, że na początku nie wiedziałem nawet, jaką stroną wkłada się dyskietkę do napędu. Śmieszne? Ale tak było. Moim guru komputerowym był wtedy mój syn, który akurat był uczniem licealnej klasy informatycznej. Jego pierwszą (i w zasadzie jedyną) nauką dla mnie było: Nie dotykać Del i F8! A w każdym razie tyle zapamiętałem. To było 22 i pół roku temu.

Ale w miarę upływu czasu, dzięki swojemu uporowi, krok po kroku, przestawałem uznawać mojego syna za guru. Już drugi komputer był składany wg mojej listy. Następne też. Lecz, oczywista rzecz, nie byłem taki mądry sam z siebie, ale podpytywałem fachowców. I tak to szło i szło…

Już w pierwszym roku posiadania tego pierwszego komputera zakupiłem pierwszy skaner, bo moim celem było przeniesienie zbiorów wszystkich papierowych zdjęć na dysk. Zauważmy, że w zdaniu poprzedzającym ukazało się trzykrotnie słowo „pierwszy”. To wskazuje, jak bardzo wcześnie pojawiły się u mnie związki komputeryzacji z fotografią. Już choćby w tym miejscu mógłbym odpowiedzieć sceptykom, wyrażającym swoje zdziwienie moją obecnością na blogu DP, że chyba nie mieli wizji przyszłości.

A moje początki komputerowe? Pierwszym wsparciem byli koledzy z firmy, zawodowi informatycy. To były jednak trudne dla mnie lekcje, bo najczęściej mówili jakimś niezrozumiałym dla mnie językiem. Potem przyszedł Internet (początkowo wdzwaniany). Przydawała się znajomość angielskiego, ale zdobywanie wiedzy też nie było takie proste, bo Internet to w sumie Wielki Chaos. Aż w końcu, wśród tego chaosu, odnalazłem przybytek wsparcia, któremu jestem wierny do dziś. Jego styl i atmosfera, jego duch – zadziałały na mnie jak magnes na żelazo. To Dobre Programy i miejscowa Społeczność. Już nawet nie pamiętam dokładnie chwili, gdy po raz pierwszy tu zajrzałem. Ale było to na parę lat wcześniej, zanim zdecydowałem się na rejestrację, jako użytkownik Signomi, co nastąpiło na początku roku 2012.

Ale celem moich wizyt na DP nie była oczywiście chęć poczytania tego, co miał do powiedzenia Scooby. Moim celem były aplikacje do rozwijania m.in. mojego fotograficznego hobby, a poza tym aplikacje i wiedza niezbędne do sprawnego i bezpiecznego funkcjonowania mojego komputera. Najcenniejsze poznawczo były, oprócz artykułów na stronie głównej, dyskusje pod nimi oraz pod opisami programów. To był nieustannie wrzący kocioł. Już wtedy nauczyłem się rozpoznawać charaktery poszczególnych dyskutantów, a niektóre nicki widzę w dyskusjach do dziś. Czułem się przy nich nieco jak pierwszoklasista z podstawówki przy licealistach. Ze szczególnym zainteresowaniem, co oczywiste, obserwowałem, co się działo przy programach do fotografii. A, że miałem w tym już za sobą pierwsze doświadczenia, to w dużej mierze łatwiej mi przychodziło włączyć się w tok rozumowania rozmówców. Ze wszystkich dyskusji, już przed laty, wychodziło jedno, że we współczesnej cywilizacji wszystkie technologie niosące jakąś informację stają się bliskimi kuzynami procesora komputerowego. Coś jak w sentencji, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Obraz, film, muzyka, poczta, telefon, gazeta, książka….

Stało się zatem oczywistym, że moje fotografowanie też podlega tej regule. Bo bez komputera nie byłoby mojego cyfrowego foto hobby, zwłaszcza w dobie powszechności aparatów cyfrowych. Obrazowo przyjmując z języka medycznego, informatyka to takie śródręcze, od którego otrzymują wsparcie do działania wszystkie palce dłoni. I jednym z tych palców jest fotografia cyfrowa. Przyszedł więc czas, aby wszystkie kości dłoni zawołały: jesteśmy razem!

I to jest moja druga odpowiedź dla sceptycznie nastawionych do mojego blogowania na DP. Do siebie też ją skierowałem… ;)

I tak już na koniec. Jako kuzyn „zero-jedynkowców”, chciałbym wnieść na blogu jakiś element relaksu, tak coś dla ukojenia nerwów moich kuzynów, po ich ciężkim dniu wpatrywania się w ekrany komputerów. Wpadajcie tu czasem popatrzeć na te moje pikselowe zera i jedynki ;)  

oprogramowanie hobby
reklama
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze